Tagi

, , , , , , ,

III.

Jeśli się teraz zapytamy, jak się ma odbywać ten proces wychowania chrześcijańskiego, którego rezultatem byłoby harmonijne zjednoczenie pierwiastków przyrodzonych i nadprzyrodzonych i przeniknięcie łaską całego naszego życia codziennego, to odpowiedzi na to pytanie, winniśmy szukać w innych dogmatach.

Na pierwszy plan wysuwa się tu postać Chrystusa, moralnego wychowawcy rodu ludzkiego. Niesłychanie ważnem jest opanowanie na tym punkcie odwiecznej tendencji naturalistycznej naszego umysłu, — tak jasno występującej w V-ym wieku już u Pelagjusza — aby rolę wychowawczą Chrystusa ograniczyć do wpływów zewnętrznych, działających na nas drogą poznania, przez nauczanie Ewangelji i wszystko, co z niej wypływa. Zapewne, że objektywne dane, zawarte w objawieniu są, nietylko bezcennej dla nas wartości, ale są czemś pierwszem w procesie wychowania chrześcijańskiego, od przyjęcia ich bowiem przez wiarę, o ile się doszło do używania rozumu, należy zaczynać. Ale właśnie z tych danych objektywnych objawienia chrześcijańskiego, dowiadujemy się, że Chrystus nietylko od zewnątrz nas naucza, ale, że też i od wewnątrz nas wychowuje, że działaniem swego człowieczeństwa przenika do głębi duszę każdego z nas, przekształcając ją na modłę Bożą za pośrednictwem łaski poświęcającej, i usprawniając poszczególne jej władze, jużto światłem wiary w rozumie, jużto tchnieniem nadziei i i miłości w woli.

Cały więc proces wychowania nadprzyrodzonego, któryśmy powyżej naszkicowali, jest w nas własnem dziełem Chrystusa, jest celem, dla którego przyszedł na świat i przyjął naszą naturę ludzką. On nietylko daje przecudny plan wychowania człowieka na dziecko Boże, On sam go w nim realizuje, a tam gdzie go nie realizuje, tam zrealizowany być nie może.

W Jego przeświętej duszy, łaska uświęcająca,, posiada jakąś moc, którąby się chciało nazwać nieskończoną, gdyby nie to, że ilość dusz  stworzonych, które obejmuje, jest bądź co bądź skończoną. Łaskę uświęcającą duszy Chrystusa Pana zwykliśmy nazywać w teologji „gratia capitis”,łaską głowy odrodzonej ludzkości. Z niej to, jak z jakiegoś zbiornika, nie ulegającego wyczerpaniu, mają aż do końca wieków spływać wszystkie łaski, które Chrystus wysłużył ludzkości i które nadal przez święte swe człowieczeństwo, jako jakieś powszechne narzędzie zbawienia, rozdziela między dusze.

W tym nadprzyrodzonym zbiorniku łask, zawarte są łaski, przeznaczone dla każdej duszy i to w mierze, zakreślonej jej przez samego Chrystusa[1]. Miara ta, aczkolwiek nierówna dla wszystkich, dla każdego zawiera[2] pełnię łask, tak, iż przy ich pomocy, każdy może dojść w swej pracy samowychowawczej do pewnego zjednoczenia już w tem życiu z Bogiem i do takiego oczyszczenia i takiego stopnia doskonałości, któreby mu pozwoliły u kresu życia w szacie godowej wejść natychmiast do chwały wiecznej. Jeśli do tego nie dochodzi, to winno jest niedostateczne współdziałanie z łaską, które sprawia, że proces wychowania nadprzyrodzonego nie został wykończony, że nawet został w szczegółach spaczony, tak, iż wymaga naprostowania, oczyszczenia, jakby przeszkolenia, nim człowiek będzie godnym stanąć przed majestatem Bożym. Ciężka to będzie szkoła!

To „budowanie samego siebie w miłości”, jak to wyraża św. Paweł[3], jest więc w nas dziełem Chrystusa, którego łaska przenika do wnętrza naszych władz, przedewszystkiem do rozumu i do woli. Nic w nich ona nie łamie i nie niszczy, owszem „rozporządza się w nich z wielkim szacunkiem”[4], ale jednocześnie leczy je z ich braków i niemocy przyrodzonych, i wzbogaca cudownemi mocami i światłami nadprzyrodzonemi. W procesie tym pozostajemy całkowicie wolni. Możemy, jak to niestety nieraz robimy, oprzeć się działaniu łaski, odrzucić ją i podeptać nawet: możemy ją hamować, nie dać jej w pełni rozkwitnąć w naszej duszy. Możemy jednak także odpowiedzieć jej w całej pełni, dać jej całkowitą swobodę działania w naszej duszy i doprowadzenia jej do pełni rozkwitu, gotowi wtedy to arcydzieło Boże na świecie, jakim jest piękny charakter chrześcijański, przypisać o wiele więcej Chrystusowi, działającemu w nas swą łaską, niż samym sobie.

Zaznaczmy przytem, że cały ten wywód teologiczny charakteru chrześcijańskiego z łaski uświęcającej samego Chrystusa, jako głowy ludzkości, nie jest utworem wyobraźni lub spekulacji naszego umysłu. Bynajmniej! Ujęty w terminologję, zrodzoną i rozbudowaną powoli w ciągu wieków przez umysły rozmiłowane w ścisłem rozważaniu tych najdroższych prawd wiary, jest on jednak wyjęty żywcem z natchnionych kart Pisma św., i to nietylko z nauki św. Pawła, ale i z nauki samego Zbawiciela.

Apostoł narodów, który jak nikt inny przeniknął tajemnicę usprawiedliwienia, nie robi nic innego np. w swym liście do Efezów[5] jak transponować w formie innego porównania naukę Zbawiciela, w której przedstawia On nam swe działanie w duszy, w postaci przypowieści o winnym szczepie i jego latoroślach[6]. Zarówno w nauce Mistrza, jak i jego ucznia zawarta jest ta sama prawda, a mianowicie, że jest coś rzeczywistego nadzmysłowego i nawet nadrozumowego, bo nie mogącego być odkrytem przyrodzonemi siłami naszego umysłu, co z Chrystusa rozpływa się po duszach ludzkich, złączonych z Nim miłością, ,,mieszkających w Nim”. Ten to sok życiodajny, rozchodzący się ze szczepu po latoroślach sprawia, że przynoszą one owoce; bez niego żadnego owocu nadprzyrodzonego przynieść nie mogą, a gdy zostaną od szczepu odcięte, tracą wszelką zdolność rodzenia owoców godnych nieba i jako uschłe gałązki na ogień się tylko nadają.

Cudowne to porównanie najlepiej nas poucza o tajemnicy naszej jedności z Chrystusem. Jedność to dynamiczna, a źródłem tej dynamiki nadprzyrodzonej, wiążącej nas z Chrystusem w jedną całość, jest łaska świętej Jego duszy, istny zbiornik życia nadprzyrodzonego, zasilający sokiem łaski, nasze dusze, i szczepiący w nich stałe zdolności do czynów, już nie na miarę ludzką, ale na miarę Bożą poczętych.

Nie potrzeba chyba długo się rozwodzić, czem te prawdy powinny być dla pedagogiki chrześcijańskiej, jak starannie powinny one być złożone w, umyśle dziecka od chwili, gdy zaczyna ono się zastanawiać nad sobą i swym stosunkiem do Boga i następnie jak systematycznie winny być rozwijane, w miarę, jak umysł jego się rozwija i coraz bardziej zdolnym się staje prawdy te przeniknąć i wyciągnąć z nich wszystkie zawarte w nich następstwa. Na nich winien być zaraz od samego zarania młodości oparty osobisty stosunek każdej duszy do Boga i Jego pośrednika na ziemi Jezusa Chrystusa. One są tą mocną opoką, na której należy budować charakter chrześcijański. Każdy z nas winien sobie powiedzieć: mam być świętym świętością samego Chrystusa, łaską Jego duszy, On sam tego gorąco pragnie dla mnie i gotów jest to w mej duszy sprawić, bylebym ja też tego równie gorąco pragnął.

IV.

 

Ale to nie wszystko. Rozważanie wychowawczych wartości dogmatu usprawiedliwienia i wcielenia z konieczności doprowadza nas do dogmatu Ciała mistycznego Chrystusa, do dogmatu Kościoła i Sakramentów.

W samej rzeczy ten tajemniczy stosunek dusz z Chrystusem, któryśmy dopieroco naszkicowali ma swą zewnętrzną formę, konieczną ze względów na naszą naturę ludzką, złożoną z duszy i ciała i niezdolną nic poznać inaczej, jak drogą zmysłów i niczego dokonać inaczej, jak w ramach społecznych. A forma ta nie jest bynajmniej tylko jakąś martwą skorupą zewnętrzną, nie, to żywy współczynnik przenikający swą więzią do samego dna każdej duszy i obejmujący je wszystkie aby z nich stworzyć jedną całość. Chrystus chciał bowiem, aby ten wewnętrzny stosunek Jego z duszami miał swoją szatę zewnętrzną i w tym celu założył swój Kościół, społeczność widzialną zorganizowaną na wzór społeczności przyrodzonych, ale przewyższający je wszystkie swą jednością duchową i, co nas tu najbardziej interesuje, swą zdolnością wychowawczą.

Na mocy tej wyraźnej woli Chrystusowej, żadna dusza nie może być w tym nadprzyrodzonym stosunku do Chrystusa któryśmy opisali, jeśli świadomie nie chce należeć do nadprzyrodzonej społeczności widzialnej, założonej przez tegoż Chrystusa, jaką jest Kościół. On to jest postacią zewnętrzną widzialną tej niewidzialnej rzeczywistości duchowej, jaką jest związek wszystkich dusz z Chrystusem, stanowiącej Jego mistyczne Ciało.

I nietylko to. Kościół nietylko jest widzialną zewnętrzną postacią mistycznego Ciała Chrystusowego, On jest jego współczynnikiem mającym sobie powierzone czuwanie nad jego życiem i rozwojem. Kościół to niejako wychowawca tego Ciała, albo ściśle mówiąc, jego członków. Obdarzony nieomylnością w przechowaniu i tłumaczeniu prawd objawionych, uposażony w środki sprowadzające same przez się łaski, dostosowane do najrozmaitszych potrzeb duszy ludzkiej, a ponad wszystko, zaszczycony misją odtwarzania w sposób niekrwawy męki Zbawiciela i przechowywania Go między nami pod postaciami Eucharystycznemi, — Kościół Katolicki jest tym wychowawcą, który ma każdą duszę przyprowadzić do Chrystusa, nauczyć jak z Nim obcować i czuwać potem przez całe życie, aby ten stosunek raz nawiązany coraz bardziej się pogłębiał i coraz silniej wiązał ją ze Zbawicielem. Całe jego nauczanie, cały jego kult liturgiczny, cały jego trud duszpasterski do tego zmierza, aby nas wychować na dzieci Boże, na domowników Boga i przyjaciół Jego.

Toteż i ten proces przekształcania się duszy przez łaskę, będący następstwem zjednoczenia tej duszy z Chrystusem, odbywa się w społecznych ramach życia Kościoła. Jest to proces społeczny, którego postęp i rozwój w każdej duszy zależny jest od jej ustosunkowania się do całości, do tej społeczności nadprzyrodzonej, ukrywającej w sobie tajemnicę Ciała mistycznego Chrystusa.

Rozkwit indywidualny każdej duszy zależny jest od ustosunkowania się jej do całości, od tego w jakim stopniu zwiąże się z nią w jedno, z jaką miłością odda się jej, z jaką gorliwością przejmie się jej nauką i czerpać będzie z jej skarbów. Ktoby o te nadprzyrodzone więzy społeczne nie dbał, ktoby chciał własnemi jakiemiś drogami indywidualistycznemu dotrzeć do Chrystusa, tenby się od Niego tylko oddalał i narażał na oderwanie od Jego mistycznego Ciała.

I dogmat więc Kościoła winien odgrywać w chrześcijańskiem wychowaniu charakteru, pierwszorzędną rolę. Od najmłodszych lat należy się przyzwyczaić łączyć nierozdzielnie Chrystusa z Jego Kościołem i w tej atmosferze społecznej życia nadprzyrodzonego, jaką Kościół nas otacza, przechodzić swą szkołę wychowania chrześcijańskiego, lub jak mówi św. Paweł „przywdziewać Chrystusa”.

Ten punkt nauki Katolickiej nietylko powinien być wykładany dzieciom i potem wciąż pogłębiany w miarę ich rozwoju umysłowego, ale szczególnie winien on być o wiele bardziej uwzględniany przy organizowaniu samego życia religijnego młodzieży szkolnej, a więc nabożeństw szkolnych, rekolekcyj, regularnego uczęszczania do Sakramentów św., wreszcie przy kierowaniu czytelnictwem religijnem. W całej tej działalności należy zawsze mieć na oku te cudowne społeczne ramy nadprzyrodzone, w jakich Bogu się podobało pomieścić nasze życie religijne i od pierwszej chwili zaprawić dzieci do tego, aby się w tych ramach swobodnie obracały i aby miały w nich mocne oparcie na całe życie.

Niesłychanej doniosłości jest utrwalić wśród wychowawców chrześcijańskich, to przekonanie, że właściwą szkołą życia religijnego nie może być tylko, ani nawet w pierwszym rzędzie nauka prawd objawionych w klasie szkolnej. Jest ona, ma się rozumieć, konieczna i winna być jaknajstaranniej wykonywana z uwzględnieniem właściwej nauce objawionej metody, ale nie w niej leży punkt ciężkości chrześcijańskiego wychowania charakteru. On leży w samym życiu Kościoła, w jego kulcie, będącym najcudowniejszą szkołą pracy (Arbeitsschule) życia chrześcijańskiego: tam oderwane zasady żyda nadprzyrodzonego, podane w szkole, winny być w czyn wprowadzone i to stale, regularnie, dzień po dniu, tak, aby coraz głębiej przenikały do duszy i kształciły w niej ten zespół obyczajów nadprzyrodzonych, który nazywa się charakterem chrześcijańskim.

Ośrodkiem społecznego życia Kościoła jest Ofiara Mszy św. i ona to powinna być tak samo ośrodkiem wychowania chrześcijańskiego.

Zagadnienie wychowania Eucharystycznego jest dziś bardzo aktualne, ale może nie wysnuto jeszcze wszystkiego, co owo, par excellence „mysterium fidei” zawiera w sobie pod względem wychowawczym. Aby użyć ogólnie przyjętego w teologji rozróżnienia, zajęto się, gdy szło o wartości wychowawcze najpierw Eucharystją jako sakramentem „prout est Sacramentum”, a później dopiero Eucharystją jako Ofiarą „prout est Sacrificium”. Innemi słowy, zaczęto od stosunku bardziej indywidualnego, jaki się przejawia w Komunji Świętej i dopiero ostatniemi czasy wraz z rozwojem ruchu liturgicznego zwrócono się do wartości wychowawczych Mszy Świętej o cechach tak wybitnie społecznych. Po tej drodze dalej kroczyć należy, a niewątpliwie otwierać ona będzie przed nami coraz dalsze i coraz wspanialsze horyzonty[7].

Streścimy więc teraz, gdyśmy do dogmatu Ofiary Eucharystycznej doszli, cały ten proces wychowania chrześcijańskiego, tak, jak się on przejawia w tych głównych tajemnicach wiary, któreśmy przebiegli: Oto dziecko usprawiedliwione przez łaskę chrztu świętego winno, odkąd dojdzie do używania rozumu, wciąż świadomie postępować naprzód w tem usprawiedliwieniu i wszelkie zabiegi jego wychowawców winny do tego zmierzać, aby w miarę rozwoju umysłowego, wychowanek rozumiał coraz lepiej, na czem polega ten proces przeistoczenia się na modłę Bożą, przez łaskę uświęcającą i cnoty wlane, z teologicznemi na czele; winno ono też tak być kierowane, aby z tych pomocy nadprzyrodzonych łaski i cnót należycie korzystało wiążąc w jedną harmonijną całość rozwój czynników przyrodzonych i nadprzyrodzonych. „A kto sprawiedliwy, niech będzie jeszcze usprawiedliwion, — a święty, jeszcze uświęcon”[8].

Należy mu jednocześnie dać jako punkt wyjścia tej pracy, osobisty jego stosunek do Chrystusa, tak aby się głęboko przejęło tem przekonaniem, że własne jego życie duchowe jest jakby upływem życia duchowego Zbawiciela i że łaska, którą to życie zapewnia, jest udziałem w łasce uświęcającej świętej Jego duszy. „Obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa[9]. „Wkorzenieni i wbudowani w Nim”[10]. „Żyje we mnie Chrystus”[11].

Tak nawiązany głęboki stosunek młodej duszyczki do Zbawiciela, należy następnie pomieścić w jego nadprzyrodzonych ramach społecznych, któremi jest Kościół — mistyczne Ciało Chrystusa, i zaprawić ją do tej jedności i solidarności nadprzyrodzonej, która winna być wybitną cechą charakteru chrześcijańskiego. „Potem poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie”[12]. „Aby byli jedno”[13].

Wreszcie ośrodkiem tej całej pracy wychowawczej i samowychowawczej, winna być Eucharystja, nietylko jako Sakrament, ale i jako Ofiara, Najświętsza Ofiara, jak Ją nazywamy; w Niej to w łączności z ofiarą, którą Syn Boży składa Ojcu i my winniśmy od maleńkiego uczyć się składać Bogu wszystko co mamy, a przedewszystkiem wszystko co w nas jest, aby On sam nas przerobił na swą modłę i tak przeistoczonych, zechciał przyjąć u schyłku życia do swej chwały.

„Kto pożywa Ciała Mego, we Mnie mieszka, a Ja w nim… on żyć będzie przezemnie…”  „Kto pożywa Tego Chleba, żyć będzie na wieki“[14].

 

Lwów O. Jacek Woroniecki O. P.

 

Szkoła Chrystusowa,  Czasopismo poświęcone zagadnieniom życia wewnętrznego, rok VI, tom X, 1935, s. 128-139.

[1] Ef. 4, 7; Rzym. 12, 3.

[2] Ef. 3, 19; 4, 13.

[3] Ef. 4, 16.

[4] Mądr. 12, 18.

[5] 4, 7 – 16.

[6] Jan 15, 1-8.

[7] Nie rozwijam tu obszerniej doniosłości wychowawczych liturgji mszalnej, gdyż poświęciłem jej osobne studjum: „Wartości wychowawcze liturgji eucharystycznej”; wyszło ono ponownie w zbiorku „U podstaw Kultury Katolickiej”, Poznań, 1935.

[8] Obj. 22, 11.

[9] Rzym. 13, 14.

[10] Kol. 2, 7.

[11] Gal. 2, 20.

[12] Jan 13, 35.

[13] Jan 17. 11.

[14] Jan 6, 57-59.

Advertisements