Tagi

, , , , ,

„Rozpamiętywanie o Wniebowstąpieniu inną jeszcze przynosi naukę, którą w wychowaniu na pamięci mieć trzeba”. Prawda o Wniebowstąpieniu związana z prawdą o niebie i śmierci ma także ogromne znaczenie wychowawcze, o czym przekonuje w swoim tekście Pani Zamoyska.  Autorka proponuje by dzieci uczyć wiązać myśl o Wniebowstąpieniu z pamięcią o warunkach niezbędnych do osiągnięcia życia wiecznego. Rady te jednak możemy zastosować także w dojrzałym już wieku. Słowa Generałowej przypominają jak rozumieć chrześcijańskie prawdy wiary, jak je stosować praktycznie w życiu i jak wiara w Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie daje męstwo do znoszenia po Bożemu wszelkich boleści a przede wszystkim śmierci bliskich oraz własnej.

Juan Arecharaleta

 „…Wstąpił na niebiosa, siedzi na prawicy Boga Ojca Wszechmogącego…”

Śmierć karą, a zarazem drogą do szczęścia wiecznego

Katechizm, podając nam środki do zbawienia prowadząc, a tym samym mogące strzec od grzechu, nakazuje pamięć o czterech ostatecznych rzeczach człowieka: śmierci, sądzie, niebie i piekle. O tych więc rzeczach trzeba starannie dzieci pouczać.

Mówić dzieciom o śmierci niełatwo, a wszakże trzeba. Wzbudzanie wobec śmierci przestrachu byłoby rzeczą niegodziwą i okrutną, ale skądinąd poetyzowanie jej, jakoby ona była jedynie wypoczynkiem i nagrodą, jest nieprawdą i wytwarza złudzenia, wobec których rzeczywistość staje się niezrozumiałą i podwójnie bolesną.

Tak wobec śmierci, jak wobec każdej innej rzeczy, trzeba trzymać się prawdy; wykazać młodym, że życie jest drogocennym darem, a śmierć karą, a zatem rzeczą przykrą, tak w sobie, jak w swoich następstwach, jeżeli nie zawsze dla umierającego, to zwykle dla otaczających.

Ale Bóg sprawiedliwy, wymierzając karę, jest zarazem nieskończenie miłosiernym, a zatem i karanie Jego jest miłosiernym. Męka i śmierć Chrystusa Pana, choć nam ponownie otworzyły niebo, nie uwolniły nas od doczesnych skutków grzechu, doczesnych kar i doczesnej śmierci. Jednak doczesne cierpienia i śmierć są miłosierdziem i służą do odpokutowania codziennych przewinień, do zdobywania udziału w zasługach Chrystusowych. Że zaś te warunki są niezbędne dla połączenia się z Chrystusem, nie narzekać, ale dziękować trzeba za nie.

Śmierć, acz jest karą, jest zarazem dobrodziejstwem dla ludzkości, skoro wrota do nagrody i szczęścia otwiera. O ileż się zmniejsza strach przed własną śmiercią i boleść wobec śmierci osób ukochanych, gdy się pomni, że ona wyzwala od cierpień, trosk i pokus tego życia; że jest tylko przejściem z życia doczesnego do wiecznego.

Jeżeli długie życie powinno służyć do zbierania liczniejszych zasług, to wczesna śmierć chroni od wielu przewinień i zabezpiecza wcześniejszą nagrodę. W tym świetle na śmierć się zapatrując, trzeba ją przyjąć taką, w takiej chwili, w takim miejscu, w takich okolicznościach, jakie Bóg uzna za najzbawienniejsze. Przyjmując śmierć, przyjąć trzeba zarazem i przywiązane do niej cierpienia, ażeby one istotnie posłużyły do odpokutowania przeszłych grzechów, a nie stały się powodem nowych przewinień. Chrystus Pan ostrzega, że nie możemy wiedzieć ani dnia, ani godziny, w których śmierć nas zaskoczy; a Kościół modlić się każe o zachowanie od nagłej a niespodziewanej śmierci.

Nagła śmierć o tyle tylko jest straszną, o ile się nie jest na nią przygotowanym. Skoro zatem nie wiemy, czy długie lata, czy krótkie życie nam Pan Bóg przeznacza, czy śmierć zbliży się powoli zapowiadając swe przyjście dłuższym cierpieniem, czy też przyjdzie nagle, jak złodziej w nocy[1], nauczać trzeba dzieci, że każda czynność, każda chwila życia powinna być przygotowaniem do śmierci, i przypominać, co powiedziano o „mężnej niewieście”, że wiernie z dnia na dzień spełniając, co do niej należy, będzie się śmiała w dzień ostateczny[2].

Ale na to, by wobec śmierci osób ukochanych nie wpadać w rozpacz, by do niej przygotować bez trwogi, jakże pomocną jest pamięć o Wniebowstąpieniu. Chrystus Pan mówi wyraźnie: „Niech się nie trwoży serce wasze … w domu Ojca mego jest mieszkań wiele …idę gotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę na powrót i wezmę was do siebie, abyście tam, gdzie ja jestem, i wy byli”[3]. A św. Paweł pisze w Liście do Żydów, że Chrystus Pan wszedł do nieba, aby się wstawiał przed obliczem Bożym za nami[4]. Ileż otuchy w tych słowach; jaka zachęta do cnotliwego życia, jaka siła do podźwignięcia się z grzechu, gdy się pomni, że Pan Jezus nieustannie za nami się wstawia, nieustannie miejsce dla każdego z nas w domu Ojca swego gotuje, a że warunkiem do otrzymania tego szczęścia iść drogą przez Jezusa wskazaną. Wszak On sam o sobie mówi, że jest tą drogą i prawdą i żywotem, że nikt nie przychodzi do Ojca, jeno przez Niego[5].

O własnych siłach do nieba dostać się nie jesteśmy w stanie. Szczęście to osiągnąć możemy tylko za wstawieniem się Jezusowym, jeżeli się o nie modlimy, jeżeli na nie zasługujemy, wypełniając jego rozkazy, naśladując Jego cnoty.

Niechaj się dzieci uczą wiązać myśl o Wniebowstąpieniu z pamięcią o warunkach niezbędnych do osiągnięcia szczęścia wiecznego. Kiedy im trzeba wykonać trudny obowiązek, przezwyciężyć natrętną pokusę, cierpliwie znosić przykrości i cierpienia, niech czerpią otuchę i wytrwałość w nauce o Wniebowstąpieniu i pamięci o nagrodzie, jaką Jezus przygotowuje dla tych, co Mu miłość swą okazują, wolę Jego spełniając.

Rozpamiętywanie o Wniebowstąpieniu inną jeszcze przynosi naukę, którą w wychowaniu na pamięci mieć trzeba. Jedną z najcięższych boleści życia jest rozstanie się z tymi, których kochamy. Pan Jezus wiedział przed Wniebowstąpieniem, jak rozłączenie z Nim bolesne będzie dla apostołów. Cóż im na pociechę? – „Smutek napełnił serca wasze… Lepiej dla was, abym ja odszedł, bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, a jeśli odejdę, poślę go do was[6]. Katechizm trydencki mówi, że słodycz, jakiej apostołowie i wszyscy otaczający Jezusa doznawali w obcowaniu z Nim, była w części przyrodzoną, a że opuszczając ziemię i wstępując do nieba, Pan Jezus uduchowił ich miłość ku Sobie. Tak i my, nie mogąc Go widzieć i obcować z Nim jako człowiekiem, uczymy się miłować Go, jako Boga, miłością o wiele bardziej uświęcającą, bo czysto duchową.

Pocieszyciel, którego Pan Jezus przysłać obiecuje, jest „Duchem uświęcającym” właśnie dlatego, że jedynie duchowo nas obdarza i duchowo do nas przemawia. Z zesłaniem Ducha św. rozpoczynają się rządy Kościoła, które też mają na celu jedynie nasze szczęście duchowe nie tylko w niebie, ale już i na ziemi. Jeżeli tedy dla pocieszenia ludzi w zmartwieniach, dla oświecenia ich w wątpliwościach, umocnienia przeciwko pokusom, uświęcania ich wśród świata, dla uzdolnienia ich do szczęścia duchowego wśród prześladowań na ziemi, a wiecznego królowania w niebie, pożytecznym było dla nich, by ich Pan Jezus opuścił, czyż możemy się dziwić i szemrać, kiedy Pan Bóg, chcąc myśli i serca nasze zwracać do Siebie, uszlachetnić nas i uświęcić, zabiera nam tych, których jesteśmy najsilniej przywiązani, i że nas zabiera tym, którzy nas najbardziej miłują.

Wiara w Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie daje męstwo do znoszenia po Bożemu takich boleści, bo daje zrozumienie ich potrzeby i łask, jakimi dusze nasze zbogacają, wraz z niezłomną nadzieją, że „w Chrystusie wszyscy ożywieni będą. A każdy w swoim porządku: Chrystus pierwociny, potem ci, którzy są Chrystusowi w dzień przyjścia Jego”[7].

Jadwiga Zamoyska, o wychowaniu, Poznań 1937, str. 96-101.

[1] Obj. III, 3.

[2] Przyp. XXXI, 25.

[3] Jan XIV, 1-3.

[4] Żyd. IX. 24.

[5] Jan XIV, 6.

[6] Jan. XVI, 6-7.

[7] I Kor. XV, 22, 23.

Reklamy