Tagi

, , , ,

„… Wierzę w Ducha świętego…”

Co nam daje Duch św.

Katechizm uczy, że Duch św., pochodząc od Boga Ojca i Boga Syna, wstępuje do dusz naszych przez Ojca stworzonych, a przez Syna odkupionych, ażeby w nich zamieszkać, do dobrego pobudzać, w dobrym utwierdzać, do dobrego pobudzać, w dobrym utwierdzać i uświęcać.

Chrystus Pan przed opuszczeniem tej ziemi powiedział apostołom swoim: „poproszę Ojca, a innego pocieszyciela da wam, aby mieszkał z wami na wieki”[1].

Powtarzane w Piśmie św. porównanie duszy do świątyni, Bogu poświęconej, daje pewne pojęcie o tym, czego Duch św. od nas się domaga i co w nas sprawia. Czytając w Piśmie św. o budowie świątyni Salomonowej, widzimy jak całe jego założenie i wszystkie szczegóły jej budowy zewnętrzne i wewnętrzne są przepisane przez Boga samego, i to w sposób, można by powiedzieć, aż drobiazgowy. Podziwiać trzeba ścisłość najmniejszych rozporządzeń Bożych. Wszystko przewidziane i określone: z jakiego drzewa, metalu, kamienia, każda część świątyni, każdy sprzęt, każde naczynie ma być wykonane; jakich ma być rozmiarów, jakie na zewnątrz a jakie wewnątrz, jak rzeźbione, jakimi kamieniami wysadzone.

Piękność, bogactwo, dokładność wykonania, nakazane przy budowie świątyni Salomonowej, daje pojęcie o tym, czego Bóg żąda od świątyń swoich, a tłumaczy się tym lepiej, że ta świątynia była zarazem wyobrażeniem „Oblubienicy Chrystusowej” – Kościoła, i wyobrażeniem dusz naszych, które Chrystus Pan kosztem krwi swojej zbawił i poślubił.

Jakimiż powinny być dusze nasze, jeżeli od symbolu onych takiej już doskonałości Bóg się domagał. „Czy nie wiecie – mówi św. Paweł – że Kościołem Bożym jesteście, a Duch Boży mieszka w was?”[2]. W istocie nie wiemy, czym jesteśmy, ani kim jest Ten, który w nas mieszkać chce. Inaczej któżby chciał kłamstwem plugawić duszę, przeznaczoną na mieszkanie Ducha Prawdy? Kto by śmiał w duszy swojej ukrywać zawiść, skora ta dusza ma być mieszkaniem Ducha miłości?

Kościoły nasze, jakkolwiek czasami ubogie, niemniej dają pojęcie o tym, czego Bóg żąda od świątyni duszy naszej. Głębokie a ukryte podwaliny wykazują, jak potrzebną podstawą jest pokora dla duszy, pragnącej za sprawą Ducha św. się uświęcić. Okna, dopuszczające światło z góry, a nie dające widoku na ziemskie otoczenie, wskazują, że do nieba wzrok trzeba zwracać, ażeby światło Ducha św. otrzymywać. Milczenie, postrzegane w kościołach, wskazuje nam potrzebę skupienia, ażeby głos Boży wewnątrz duszy słyszeć się dawał.

Duch św. zstępuje do dusz naszych, wnosi z sobą – jak wiemy z Pisma św. i katechizmu – siedm najwspanialszych darów: mądrość, rozum, radę, męstwo, umiejętność, pobożność i bojaźń Bożą.

Jeżeli mimo takich darów żalimy się, że społeczeństwu naszemu „braknie ludzi”, to wyznać trzeba, że nasze żale stanowią ciężkie oskarżenie nas samych; dowodzą one, że posiadając takie duchowe mienie, nie umiemy ani go ocenić, ani zużytkować.

Pan Bóg mówi przez usta proroka, że nie chce śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył[3], a więc i ludzie i społeczeństwa mogą się nawrócić i podźwignąć; środkami do tego owe dary Ducha św., w duszach ludzkich złożone.

Dary te, modlitwą i pracą się rozwijając, wytwarzają w duszy cnoty Chrystusowe i dają społeczeństwu ludzi roztropnych i cnotliwych, takich właśnie, jakich wpośród siebie z upragnieniem wyglądamy. Ale tak jak Chrystus Pan poczęty był w łonie matki za sprawą Ducha św., tak każda cnota Chrystusowa poczyna się i rozwija w nas tylko za sprawą tegoż Ducha uświęcającego.

Nauczanie młodych o Duchu św. i działaniu Jego jest o tyle potrzebniejsze, że nabożeństwo do Ducha św. zdaje się u nas stać na ostatnim miejscu. A wszakże poza działaniem Ducha św. nie ma ani cnoty, ani światła, ani pociechy, ani uświęcenia.

Opowiadają o wielu świętych, a w szczególności o św. Wincentym a Paulo, że żadnej ważniejszej sprawie na pytania nie odpowiadał, ani zdania swego nie dawał bez westchnienia o radę do Ducha św. Cóż dziwnego, że ten prostaczek, ten ubogi pastuszek, mając za doradcę Boga, stał się tak wsławionym i szanowanym doradcą na dworze królewskim[4].

Ileżbyśmy sobie oszczędzili upadków, ile zawodów, gdybyśmy umieli szukać potrzebnego nam światła u Tego, który jest dawcą światła.

Wiemy ze słów Chrystusa, że Duch św. jest Duchem Pocieszycielem. A któż o sobie powiedzieć może, że nie potrzebuje, a szczególniej, że nigdy potrzebować nie będzie pociechy? Jakąż siłę wobec wszelkiego rodzaju boleści znajdzie ten, kto w Duchu Pocieszycielu pociechy wcześniej szukać się nauczył!

Ziemia nasza jest „padołem płaczu”; powodów do łez uniknąć niepodobna; prędzej czy później w tym lub owym kształcie boleść do każdego zawita i z nią pokusy, które jak cień słońcu każdej boleści towarzyszą lub z niej wynikają, a nad którymi żaden stoicyzm, żadna mniemana siła charakteru zwycięstwa nie zapewnia.

Związek między cierpieniem a pokusą tym się tłumaczy, że szatan, wiedząc w jaką obfitość zasług cierpienia wzbogacają duszę, używa wszelkich sposobów, ażeby je pozbawić korzyści do cierpienia przywiązanych.

Pokusy wzniecane cierpieniem za sprawą szatana są tak rozmaite, jak rozmaite są cierpienia i usposobienia ludzkie. Pod ich wpływem niektórych ogarnia rozgoryczenie, bunt przeciwko Bogu, zwątpienie o Jego sprawiedliwość, rozpacz aż do samobójstwa; inni szukając odurzenia, popadają w najgorsze nałogi, stają się pastwą wszelkiego rodzaju namiętności.

W cierpieniu, pokusie, wszelkiej trosce, jeden tylko Duch św. pocieszycielem być może. A zatem do niego modlitwą uciekać się trzeba. My jednak sami przez się modlić się nie jesteśmy w stanie; jedynie Duch św., w duszach naszych mieszkający, uczynić to może, bo „wszelka modlitwa jest jego działaniem”; o to co byśmy prosić mieli, nie wiemy, ale sam „Duch prosi za nami”[5].

Łaskę zaś do tego działania Ducha św. otrzymujemy samym onego pragnieniem, uznaniem naszej niemocy; a tak sprawdzają się słowa św. Pawła: „Gdy bowiem niedomagam, wtedy silny jestem”[6]. Bo to, czego sami przez się uczynić nie jesteśmy w stanie, to przy naszej dobrej woli i pokorze Duch św. w nas zdziała.

 

 

Jadwiga Zamoyska, o wychowaniu, Poznań 1937, str. 106-110.

[1] Jan XIV, 16.

[2] I Kor. III, 16.

[3] Ezech. XVIII, 23.

[4] Należał on do rady państwa za małoletności Ludwika XIV, króla francuskiego.

[5] Rzym. VII, 26.

[6] II Kor, XII, 10.

Advertisements