Tagi

, , , ,

13b120ca16212b41c1dd2e6c9b1f875e--religious-pictures-religious-art

Bądź wiernem dzieckiem Marji! Nie odstępuj od Niej, bo, trzymając się Jej ręki, łatwiej przejdziesz przez życie ziemskie i łatwiej przez bramę śmierci dostaniesz się do wieczności.

Stare legendy opowiadają, że Marja czuła wielką tęsknotę za Synem, po Jego Wniebowstąpieniu. „Kto mi da skrzydła gołębicy, abym mogła ulecieć do Boga mego i znaleźć tam uspokojenie. Jak jeleń do źródeł górskich, tak dusza moja tęskni do Ciebie, o Boże!” Tak modliła się zapewne z psalmistą. I z nienasyconą miłością, wspominając dni minione, odwiedzała miejsca święte, gdzie z Synem swoim często bywała. Cały kraj był pełen pamiątek. Kamienie przydrożne, chatki biednych, woda jezior, dzieci na ulicy – wszystko to mówiło Jej o Nim, który całą Jej miłość posiadał. Myśli Jej ciągle z Nim były, wszystko Go Jej przypominało, On był największą, jedyną miłością w Jej życiu. Jak nikt inny na świecie, mogła szczerze modlić się: „Chciałabym być rozwiązaną i połączoną z Chrystusem”.

Wkońcu i dla Marji nastąpił czas wejścia do nieba. Pożegnanie ze światem nie było gorzkie, ani bolesne. Oczekiwała go z upragnieniem. To też dzień Jej śmierci nie był dniem żałoby, ale dniem wesela. „Z Jej wniebowzięcia radują się aniołowie, chwalą i błogosławią Pana, bo Król niebios pożądał Jej wdzięków. Dziewica Marja została przyjęta do niebieskich przybytków, gdzie Król królów siedzi na gwiaździstym tronie”. Z Chrystusem króluje na wieki. Nie potrzebuje obawiać się Sędziego, bo sam Sędzia idzie na Jej spotkanie, otoczony chórami anielskiemi, aby Królowę nieba w triumfie na tron zaprowadzić. „Wstań przyjaciółko moja, gołębico moja, chodź, bo zima już minęła, chodź z Libanu – będziesz koronowana. Opuść dolinę płaczu, gdzie tyle wycierpiałaś, przyjmij koronę, która Ci od wieków przeznaczona. Otwórzcie bramy, książęta, powstańcie, bo wnijdzie Królowa wspaniałości!”

I po całem niebie rozlegają się zapytania i odpowiedzi: „Kto jest, Ta, która przychodzi z pustymi, przepełniona radością, wsparta o Oblubieńca?” A chóry duchów błogosławionych odpowiadają: „Tyś weselem Izraela, Tyś chluba ludu naszego”.

Jakażby była śmierć nasza szczęśliwa, gdybyśmy mogli tak żyć, jak Marja, i jak święci postępowali. Droga jest śmierć świętych Pańskich przed obliczem Pana. Na nich sprawdzają się słowa, że najlepsza w życiu jest śmierć. Można zrozumieć, że oni z radością umierali i śpiewali, gdy im śmierć została zapowiedziana. „Porzućcie łzy wasze – teraz nie czas na płakanie”, mówił św. Justynjan do swych towarzyszy.

Jeżeli święci mogli tak umierać, dlaczego byśmy my nie mogli umierać tak samo? Przywykliśmy uważać śmierć jako okrutnego wroga, który niemiłościwie kosą życie ludzkie do grobu ścina. Gdzie przyjdzie, tam bledną policzki, drży całe ciało ze strachu przed śmiercią.

I nie dziw, że się jej boimy, bo ona rozrywa najdroższe więzy z ciała i krwi utkane, rozdziela kochające serca od siebie, nie pytając, czy może są sobie nawzajem potrzebne, pozostawia po sobie smutki, żałobę – łzy i boleść znaczą drogę, po której idzie.

Starzy Grecy przedstawiali śmierć jako pięknego młodzieńca, który gasi pochodnię życia ludzkiego. My zaś chrześcijanie, nie możemy uważać śmierci, jako najgorszego wroga naszego, bo ona nam także dobro przynosi. Czy nie roztwiera duszy naszej wrota, aby mogła ulecieć do świętej krainy niebieskiej? Czy nie jest to nasz przyjaciel, który uwalnia ciało nasze od wszystkich mozołów życia tego?

Przywykliśmy nienawidzić śmierć, jak nieubłaganego zbója, który zabiera nam wszystkie dobra, jakie posiadamy na świecie. Tymczasem ona jest równocześnie przejściem naszem do wieczności, początkiem nowego życia. Jak motyl się cieszy, gdy przerywa szara powłokę poczwarki i, upojony radością kołysze się w przestworzu, oblany blaskiem słonecznym, tak każdy prawy człowiek raduje się, gdy może zerwać więzy, które mu oglądanie Boga niemożliwem czyniły.

Nie jesteśmy tu na to, aby zawsze na świecie pozostawać i nigdy tu szczęścia nie znajdziemy – jesteśmy stworzeni dla wieczności – tam nasza prawdziwa, jedyna ojczyzna. Dlaczegobyśmy zatem mieli się obawiać śmierci, która nam toruje drogę do ojczyzny? Śmierć przestaje być straszną, gdy się tak na nią zapatrujemy.

Bać się jej muszą tylko ci, co o duszę nie dbali, bezmyślnie grzeszyli, o sobie tylko i swoich wygodach myśleli, a wkońcu z pustymi rękoma znaleźli się u wrót wieczności. Ci zaś, co silnie się starali grzechu unikać, a za przewinienie, które z ułomności ludzkiej popełniali, szczerze żałowali i starali się dobremi uczynkami na łaskę Bożą zasłużyć, nie potrzebują obawiać się śmierci. Osobliwie, jeżeli byli wiernymi dziećmi Marji. Bo Matka czeka na swoje dziecko. Mogą śmiało powiedzieć: „Jestem tu, Matko, cieszę się, że z tego nędznego życia przenoszę się do Ciebie!”

Matka poda rękę i poprowadzi do Jezusa, aby Jej dziecko pozostało zawsze tam, gdzie Matka króluje.

Bądź wiernem dzieckiem Marji! Nie odstępuj od Niej, bo, trzymając się Jej ręki, łatwiej przejdziesz przez życie ziemskie i łatwiej przez bramę śmierci dostaniesz się do wieczności.

Cześć Marji, zbiór rozważań i przykładów o Matce Boskiej, Warszawa 1934, str. 56-59.