Tagi

, , ,

6Przed dom podmiejski zajechała właśnie dwukonna bryczka. Na odgłos turkotu podniosła się z krzesła sędziwa już kobieta, podeszła do okna, odsłoniła firanki i wyjrzała na dziedziniec.

– Tak, to one, – szeptała do siebie. – Zapewne będą tak lekkomyślne i próżne, jak i matka ich.

– Pewnie także uwikłane są w zabobon katolicki. Może nawet chlubić się będą, że są katoliczkami! Ale dobrze, ja im wnet pokażę, że jeżeli chcą zostać przy mnie i żyć z babcią swą w zgodzie, to przedewszystkiem muszą się wyrzec katolickiej wiary.

Patrzyła nadal na podwórze i dopiero na odgłos dzwonka usiadła szybko na krześle i starała się przybrać minę jak najsurowszą. W duszy swej układała słowa powitania wnuczek i zastanawiała się, jak ma z niemi postępować dalej. Tymczasem z bryczki wysiadły wnuczki, odziane w żałobę. Starsza mogła mieć szesnaście, młodsza czternaście lat. Trwożliwym wzrokiem objęły cały front dużego domu i skierowały się do drzwi.

Na oddźwięk dzwonka wybiegła naprzeciw nich stara służąca Marta, a przywitawszy się z niemi, zaprowadziła je do pokoju babci. Surowy wzrok i cała postać staruszki wionęła dziwnym chłodem. Dziewczęta podeszły do niej nieśmiało i przywitały ją.

– Ach tak, to córki mego syna – rzekła zimno. – Zdejmijcie tę żałobę, żebym was mogła lepiej zobaczyć. Aha, to Marja, a to Monika.

– Tak babciu!

– Dobrze! Ale czy wy wiecie, że babcia przyjmuje was w dom swój tylko dlatego, że jesteście córkami jej jedynego syna i że wasza matka nie miała żadnego krewnego, któryby was przyjął po jej śmierci. Przyjmuję was, ale z góry zaznaczam, że pod dachem domu mego nie zniosę waszej rzymskiej religji. Syn mój ciężko mnie obraził, kiedy dla waszej matki porzucił religję, w której się urodził i wychował i przeszedł na katolicyzm.

Na tak ostre słowa babci Marja zarumieniła się cała. Łzy gwałtem cisnęły się jej do oczu. Powstrzymała je jednak i odezwała się delikatnie do staruszki nieco drżącym głosem:

– Babciu kochana, jednak ojciec nasz mówił nam tak często, że wiarę katolicką przyjął nie dla naszej matki, ale z głębokiego przekonania, że jedynie religja katolicka jest prawdziwa.

– Co? Jakże ty śmiesz mówić tak do mnie? Powiadam ci jeszcze raz, że nie zniosę ani słowa o katolickiej religji pod dachem domu mego, lub o waszym… waszej matce.

Do pokoju tymczasem weszła służąca. Staruszka wydała jej swe rozkazy:

– Marta, zaprowadź je do pokoju, niech się rozbiorą, a ty przygotuj tymczasem śniadanie, bo pewnie głodne przyjechały.

Po takim powitaniu ze strony swej babki biedne sieroty nie spodziewały się żadnych przyjemności w nowym domu. Młodsza Monika, opuszczając pokój babki, rozpłakała się rzewnie i chciała uciekać stąd. Dopiero zapewnienia starej służącej, że babcia tylko na pozór jest taka surowa, uspokoiły ją nieco. Obie sieroty postanowiły sobie silnie nie zaniedbywać nigdy praktyk religijnych, których nauczyły się w domu przy boku katolickiej matki.

Podczas śniadania babcia była już nieco spokojniejsza; zachęcała je nawet do jedzenia. Czasami tylko oczy jej nabierały surowego blasku, ale z całego zachowania się jej znać było, że robi to nienaturalnie i jakby z przymusem. Zapewnienia Marty były prawdziwe.

Na drugi dzień, a był to piątek, spostrzegły dziewczynki, że na śniadanie przygotowano dla nich potrawy mięsne. Gdy zasiadły przy stole, oświadczyła Marja delikatnie, ale stanowczo:

– Babciu, my nigdy nie jemy mięsa w piątek, bo to jest… my się zadowolimy samym nabiałem.

Staruszkę podrażniły te słowa. Opanowała się jednak, stłumiła gniew i rzekła z udanym spokojem:

– Róbcie sobie co chcecie, ale z góry bądźcie o tem przekonane, że ja dla waszych zachcianek i kaprysów nie będę zmieniała porządku domowego.

A na dodatek zaczęła wymyślać przeciw katolickim porządkom i praktykom religijnym, przeciw głupocie tych, którzy stosują się do przepisów postnych i t. d.

Pokora jednak i skromność sierót zrobiły swoje. Po śniadaniu babcia oglądnęła ich ubrania, niektóre rzeczy odesłała do naprawy, a na obiad kupiła nawet ryb. Jednak nadal nie zbliżała się do obu wnuczek zanadto. Z zachowania się jej znać było, że miłość ku dzieciom jej syna, którego kochała nad życie i nienawiść religijna wiodły spór ze sobą o pierwszeństwo w jej sercu. Nazajutrz dzieci chciały pójść  do spowiedzi. Zapytały więc babcię o najbliższy kościół. Dało to jej znów sposobność do całego szeregu wyzwisk przeciw katolikom. Zawsze jednak zgodziła się ostatecznie na to, co chciały sieroty. Nie uszło to ich uwagi. W sercach ich na ten widok zaczęła się budzić nadzieja pozyskania całkowicie babci dla siebie, a nawet… nawet nawrócenia jej na katolicyzm. Postanowiły oddać całą sprawę Boskiemu Sercu Jezusa i modlić się gorąco w tej intencji. W postanowieniu tem utwierdził je spowiednik, radząc odprawić nowennę do Boskiego Serca i przystąpić do Komunji św. na intencję babci.

Stara Marta przez kilka dni wieczorem z niezwykłem zaciekawieniem spoglądała przez odchyloną delikatnie kotarę, jak dziewczęta w kornej modlitwie prosiły Jezusa o światło dla swojej babci.

Nowenna dobiegała do końca, a postępowanie babci pozostało nadal prawie bez zmiany. Można było tylko dostrzec, że okazuje sierotkom nieco więcej życzliwości. W duszy jej działała jednak potężnie łaska Boskiego Zbawcy, a moc jej okazała się dopiero w dniu, w którym obie dziewczynki ukończyły nowennę i przystąpiły do Komunji św.

Przy śniadaniu babcia odezwała się do dzieci z niewidzianą dotąd dobrocią, że chciałaby zobaczyć katolicki katechizm.

– Widziałam go – rzekła – między waszemi rzeczami, ale widocznie musiałyście go schować, bo go znaleźć nie mogę. Zaciekawia mnie ta książeczka, bo na karcie wstępnej było na niej wypisane nazwisko mego syna. Pewnie wasza matka musiała ofiarować ją ojcu. Chcę ją przeglądnąć…

Marja pobiegła natychmiast po katechizm. Po chwili babcia siedziała przy oknie, zaczytana w katechizmie, a obie sieroty na korytarzu rzuciły się sobie uszczęśliwione w objęcia, bo były głęboko przekonane, że nie samo tylko nazwisko ich ojca ciągnęło staruszkę do katechizmu.

Owocem tego czytania było zaproszenie księdza katolickiego do protestanckiego domu, by staruszkę przygotował lepiej do przejścia na katolicyzm.

Po kilku tygodniach odbył się chrzest staruszki wraz z jej służącą Martą. Odtąd obie dziewczynki stały się szczególnym przedmiotem umiłowania babci, bowiem imiona ich stały się jej odtąd tak drogie, jak drogie było dla niej imię jej jedynaka.

 

Posłaniec Serca Jezusowego, rocznik 57, marzec 1929, str. 78-81.