Tagi

, , , ,

prayer-shawlROZDZIAŁ III. Ciąg dalszy łask, uzdrowień oraz pomocy we wszelkich przygodach i potrzebach.

 57.

      ROKU 1773. Dano znać z Mokrska bawiącemu się w Zbiersku W. Imci Panu Leonowi Gąsiorowskiemu Szambelanowi J. Kr. Mości w dzień Wszystkich Świętych, że Jejmość Longina z Żychlińskich w Mokrsku, tak nagle zachorowała, że już mowę i zmysły straciła i Olej Święty przyjęła. Na całą noc śpieszył czemprędzej, w sam dzień Zaduszny przybiegł tu i padł krzyżem przed Cudownym Obrazem św. Józefa, wiele mu obiecując, aby mu tylko żonę do zdrowia i życia przywrócił. Zostawił jałmużnę znaczną na wotywę i światło i z wielką ufnością dalej pojechał. Wyjechawszy za Grabów potkał sługę z pismem, aby się bardzo nie turbował i gwałtownie nie jechał, bo żona niespodzianie do zdrowia przyszła. A gdy przyjechawszy żonę uzdrowioną zastał, pytał o godzinę , kiedy się to stało i zauważyli, że to było w tym momencie, jak on krzyżem przed Świętym Obrazem leżał. Dali dwa vota i suknię najbogatszą dać Jejmość kazała.

58.

1774. W. Imć Pan Piotr· Radoński, cześnik Nowogrodzki, bardzo wiele w chorobach i różnych potrzebach swoich, ilekroć się oddał św. Józefowi, doznawał zawsze cudownej łaski Jego. Przeto nie kontentując się tem, że już znaczne oddał votum, z wyrażeniem całego domu swojego, że znaczną przykładał się jałmużną, jeszcze coś najosobliwszego oddać Świętemu przyobiecał. ­- Trafiło się tedy, że ciężko bardzo rozchorował się bez nadziei życia. Z Wrocławia, Wschowy i domowych lekarzów wzywał, lecz, gdy nie było żadnego skutku, ale w większą jeszcze wprowadzały chorobę, zdesperowany o życie już będąc, wezwał z ufnością Józefa św., mówiąc serdecznym affektem: „Święty cudotwórny w kolegjaty Obrazie, doznawałem zawsze cudownej przyczyny Twojej, proszę cię teraz w tej chorobie mojej, w której się zgadzam zupełnie z wolą Boską i sam dekret śmierci z Najświętszej woli Jego ochotnie przyjmuję. Uproś mi tę łaskę przyczyną Twoją, abym miał folgę na który czas do rozporządzenia duszy mojej i domu mojego”. Ledwie co ten akt sercem tylko, bo usty nie mógł, zakończył, trochę zasnął – uspokojony. W którym krótkiem zaśnięciu przyszedł do niego św. Józef, jak się w obrazie pokazuje i rzekł do niego: „Prosisz mię o uzdrowienie, a tego, coś obiecał nie oddajesz”. Otworzył oczy, widzi odchodzącego staruszka, poznaje go być Józefem Świętym. Kazał zaraz przynieść ze skarbu swego rzecz najosobliwszą, a w sercu Józefowi św. przyobiecaną to jest tacę bardzo wielką z dzbanem, srebrne i wyzłacane, przedziwnej i ledwo widzianej – auszpurskiej (?) – roboty, więcej jak trzy tysiące kosztujące i te zaraz obwinąwszy, Świętemu Józefowi z serdeczną ochotą odwieźć kazał. Tu rzecz wielkiej uwagi godna, bo ledwie ten przedziwny prezent i domu od pradziadów zachowany klejnot z pokoju wyniesiono, chory cześnik tyle czasu bez snu zostający, smacznie zasnął, a ocuciwszy zupełnie zdrów został, i wstał, i u stołu siedział, i więcej nie chorował. Przybył zaraz przed Obraz Świętego i solennej dziękczynnej wotywy nabożnie wysłuchał.

59.

Roku 1774. W. Imć Pani Angela z Jastrzębowskich Karśnicka, chorując bardzo ciężko, bez nadziei życia, jak tylko się oddała Cudownemu Świętemu Józefowi w Kaliszu i nawiedzić jego obraz obiecała, zaraz zdrową została. Przybyła do Św. Patryarchy na podziękowanie i sygnet i wiele srebra palonego na ozdobę kościoła oddała.

60.

Roku 1775. W dobrach Ołobockich ludzie i bydło w ciężkich zostawali chorobach i sam Najprzewielebniejsza Imć Panna Xieni miejsca tego prawie bez nadziei życia chorowała. Przysłała, aby się za nią i za ludzi przed Cudownym Obrazem solenna wotywa odprawiła. Sama Jejmość Xieni, jeśli Bóg pocieszy ludzi i bydło, nawiedzić Obraz Świętego Józefa przyobiecała i ludziom z kompanią, aby poszli, zalecić kazała. Cudowny Bóg w swoim Karmicielu, bo zaraz po tem ofiarowaniu i Imć Panna Xieni i ludzie ozdrowieli, a i na bydło zaraza ustała. Przyszli ludzie z kompanią na podziękowanie Bogu i Świętemu. I sama Imć Panna Xieni wkrótce obraz nawiedziła i votum znaczne oddała z napisem tym: Kazimiera Sławianowska, z Bożego powołania, przez Jaśnie Wielmożnego Imci Księdza Jana Szołdrskiego opata Przemętskiego 1774 r. dnia 28 sierpnia konsekrowana, Xieni Ołobocka, Zakonu Cystercieńskiego, siebie i klasztor swój ze wszystkim powierzonym ludem Józefowi Świętemu w koiegjacie Kaliskiej cudami słynącemu, w opiekę oddaje.

61.

Roku 1775 ja Ksiądz Stanisław Józef Kłossowski, tego Kościoła niegodny kustosz mając passyjne kazanie w kolegjacie, z których jednegom skończyć nie mógł, a to dla pewnego defektu, który mi się podczas kazania dostał, bacząc, że na ten defekt tu w Kaliszu nie dostanę rady, do Wrocławia posłałem. Gdy mię lekarz doskonały niebezpiecznym życia osądził i kazał najmniej na 12 niedziel do siebie przyjeżdżać, gdy mi przytem zakazał wszelkich prac w Kościele Bożym, jako kazań i śpiewania. Ja o tem dowiedziawszy się, wszystką nadzieję zdrowia i życia w św. Józefie położyłem, mając ufność, że gdy innych obcych i dalekich i nieobecnych, ale zdala się ofiarujących uzdrawia i do życia przywraca, to i mnie niegodnego uzdrowi. Porzuciwszy więc wszystkie rady i sposoby lekarskie Józefa świętego jedynie oddałem się opiece i, lubo zwyczajnej swojej w kościele pracy nie umniejszyłem, ani opuściłem, z przyczyny św. Patryarchy uzdrowiony zostałem i lepiej jeszcze niźli przedtem byłem.

62.

Roku 1775 J. W. Imć Pani Józefy z Grodzickich Zarembiny Generałowej Wojsk Koronnych, Starościny Sokolnickiej, córeczka Tekla 6 lat mająca w niezwyczajną wpadła gorączkę, że, jak żelazo rozpalone, leżała. Jaśnie Wielmożna matka spodziewała się, że na ospę chorować będzie, a bojąc się, żeby na te krosty nie umarła, jako tyle wtedy dzieci padało, udała się do Cudownego św. Józefa w Kaliszu, od którego wiele łask odbierała. Padła na ziemię i dziecko swe zupełnie św. Józefowi ofiarowała . Dziecię zasnęło, a ocuciwszy się zawołało: „Mościa mateńku , już ja zdrowa jestem, bo jak mateńka mię ofiarowała św. Józefowi, a ja zasnęłam, św. Józef przyszedł do mnie i położył rękę na piersiach moich i rzekł: „jesteś zdrowa”. Pani nie dowierzała temu, bo ani chora córka wiedziała, że ją Św. Józefowi oddała, przyszła, wzięła dziecko za rękę i z podziwem poznała, że wszelka zła gorączka odstąpiła. Przyjechała zaraz z dzieckiem Jaśnie Wielmożna matka do Kalisza, na podziękowanie za cud, przysięgą go stwierdziła, votum złożyła, i jałmużnę na ołtarz, i sztukę materyi wielce kosztownej i ozdobnej tureckiej.

63.

Roku 1775 Imć Pan Piotr Truszkowski w parafji Zadzimskiej, chorując ciężko przez 5 niedziel, że się ruszyć o swojej mocy nie mógł, jeno go ludzie nosić musieli, a żadne lekarstwa nie pomagały, widząc się już być w niebezpieczeństwie śmierci, Św. Sakr. opatrzony, a już i Imć Ksiądz Pasterz na wyjście ducha kilka nocy wyczekiwał. Atoli dufając Świętemu Józefowi w Kaliskim obrazie oświadczył, że nieść się każe przed jego ołtarz, choćby już umarły. Gdy taki nakaz wydał, w tym samym punkcie (momencie) z podziwem Księdza Pasterza i całego dworu sam wstał uzdrowiony. Zaraz do kolegjaty na podziękowanie św. Józefowi przybył.

64.

Roku 1778 J. W. Imć Ksiądz Tomasz Szaniawski, Kanclerz Gnieźnieński, Kustosz Łowicki, w ciężką i niebezpieczną w Łowiczu wpadł chorobę i kiedy choroba coraz większą górę bierze, z Warszawy lekarz sprowadzony powiedział na stronie: Pan żyć nie może, niedługo śmierć się przybliży. Opatrzony Św. Sakr. już prawie miał się do konania. W. Imć Pan Głowacki, pisarz nadworny J. O. Księcia Prymasa, a wielki chorego prałata przyjaciel, zadufany w opiekę św. Józefa Kaliskiego ile, że sam pisał dekret cudów Boskich (mowa o procesie kanonicznym cudowności obrazu tyczącym) przy tym obrazie, i sam będąc naocznym tych cudów świadkiem – oddał z mocną ufnością Świętemu Patryarsze chorego Pana i onego do tegoż zachęcał, a i do mnie (Ks. Kłossowski) napisał, aby się coprędzej wotywa za chorego przed św. Józefem odprawiła. Wnet cudu doznali, bo zaraz od tego ofiarowania choroba się odmieniła i tego czasu jak się Msza św. przed św. Józefem odprawiała J. W. Ks. Kanclerz wstał zdrów, a niedługo i Obraz święty nawiedził.

65.

Ja Ksiądz Stanisław Kłossowski, tego świętego Kościoła niegodny Kustosz zeznaję , jako więcej niż trzysta osób, których imion nie pisałem i nie wiem – na moich oczach w różnych chorobach, niemocach, kalectwie, ślepocie, głuchocie, niemocie, przy swoim obrazie zupełnie w jednym punkcie (momencie) uzdrowił Józef Święty. Na moje oczy widziałem jako przyniesieni lub przyprowadzeni kulawi, ślepi, opuchli, powietrzem ruszeni ze wszystkiem zdrowi z kościoła powychodzili. Świadkiem mi tego jest Najświętszy Jezus, który im za przyczyną Świętego Opiekuna Swego tę cudowną łaskę przy Świętym Obrazie wyświadczył.

66.

1774 r. Lubo W. Panu i tamecznym krajom jestem nieznajomy, wyznaję, że Św. Józef w kościele kaliskim cudami słynący, chce być i przezemnie głoszony. Bardzo długo i ciężko bez nadziei życia chorowałem, od wielu doskonałych lekarzy zamiast pomocy w cięższe życia niebezpieczeństwo wpadłem. Ci widząc wszystkie sposoby i rady bez skutku, oświadczyli, że żyć nie mogę i zupełnie mię odstąpili. Widząc się bez nadziei życia, przygotowawszy się przez Sakr. Św. po uczynionej dyspozycji domu, oczekiwałem godziny śmierci. Bóg zesłał w dom mój żebraka z pieśnią z samych łask i cudów przy obrazie Józefa Świętego w Kaliszu doznanych. Którą to pieśń prześpiewawszy gdy żona moja wzięła od niego zupełną wiadomość o tym obrazie, padłszy na ziemię oddała mię opiece Św. Józefa, i do mnie mało żywego przyszedłszy, gdy mi o wszystkiem tem wiadomość uczyniła, ja nie usty, ale sercem jeno oddałem życie i zdrowie Św. Patrjarsze w kościele kaliskim cudami sławnemu. Także votum oddać, osobliwie do Niego być nabożnym i cuda przezeń świadczone ludziom rozgłaszać przyobiecałem. Z przyczyny Świętego najosobliwszej z podziwem pilnującego mię kapłana i wszystkich mocno zasnąłem; zrozumieli, żem w letarg wpadł i konam. Ocuciwszy się zupełnie we wszystkiem zostałem uzdrowiony i zaraz wstałem, padłszy na ziemię podziękowałem Bogu za cud najosobliwszy i za tego żebraka do domu mego przysłanie. Ten cud już jest rozgłoszony po całym Wołyniu i coraz bardziej się rozgłasza i od moich przyjaciół i od tego żebraka, skąd rośnie większa chwała Świętemu Patryarsze. To ja Wielm. Panu doniósłszy, proszę serdecznie o przysłanie mi obrazka tego cudownego obrazu, niźli votum przyszlę i na wotywę. Zostaję etc.

 

Felicjan Drzewiecki

Chorąży Powiatu Krzemienieckiego mpp.

67.

Roku 1755 Imć Pan Maciej Majewski z jakowejś okazji od W. Imć Pana Skarzyńskiego Małych Gałązek dziedzica oddany był do więzienia w ratuszu kaliskim, w którem więcej jak półtora roku siedział. Zażywał różnych sposobów przez kapłanów i przez Panów do wspomnianego Pana, ale nic wskórać nie mógł, ledwie sobie życia z uprzykszenia nie skrócił. Razu pewnego widzi z więzienia liczną kompanję do Św. Józefa przychodzącą, z rzewliwym płaczem oddał się pod opiekę Św. Józefa i zawołał: „Uproś mi z tego więzienia uwolnienie, a ja środy pościć do śmierci na twój honor będę i wszystkim łaski Twoje rozgłaszać”. Nazajutrz Pan przedtem nieubłagany przyjechał, z więzienia go wypuścił i w grodzie pokwitował. Przyszedł zaraz do Św. Józefa podziękować i wszystkim, co się stało, rozgłaszał.

68.

Roku 1759 Imć Pan Zwoliński posessor Czechla oddał za kradzież zboża kilkuletnią ze spichlerza do więzienia w ratuszu kaliskim Podstarościego Antoniego i Wojciecha poddanego. Wojciech w ciemnicy siedzący trudno powiedzieć, jak żałował i opłakiwał, że dał się namówić podstarościemu do wywożenia kradzionego zboża i że o tem Panu nie powiedział, bo i tak żadnego z tego pożytku nie miał. Świętemu Józefowi się zalecił z ufnością, że go od śmierci wybawi i zaraz w więzieniu Środy pościć zaczął i tak do końca życia ślubował. W sądach ziemskich obydwóch stracić kazano i do egzekucji miastu oddano. Podstarości Antoni dał pod miecz szyję swoją, stracony został. Wojciecha zaś Pan dziedziczny Czechla od śmierci odratował i na areszt dłuższy się zgodził. Imć Pan Zwoliński. jako sam zeznał, w Wielki Wtorek gotując się do spowiedzi na jutro zasnął, stanął przed nim staruszek bardzo wdzięczny i rzekł: „pierwsze przygotowanie twoje do spowiedzi to uwolnić więźnia z ratusza!” Rano przyjechał do Kalisza i do mnie (ks. Kłossowski) o tem powiedział. Zaraz Wojciecha od wszystkiego uwolnił i tak razem w jeden dzień i Pan i sługa spowiedź św. odprawili, Najśw. Sakrament przyjęli i do domu razem przyjechali.

 

600 cudów św. Józefa w Kaliszu, Święty Józef w cudownym obrazie Kolegjaty Kaliskiej, Ks. Walery Pogorzelski, Włocławek 1931, s. 69-78.