Tagi

, , , , , , , , , , ,

Queen of AngelsN. P. Marya jest Szafarką łaski dla sprawiedliwych i grzeszników.

„Dzisiaj zbawienie stało się temu domowi”. (Łuk. XIX, 9).

Słusznie N. P. Marya nazywa się Królową Anielską, bo jako Bogarodzica, wyniesioną została po nad wszystkich Duchów niebieskich; kiedy zaś opuściła tę ziemię, otrzymała berło królewskie nad niebem i ziemią. Toż nie dziw, że Aniołowie uważają się za Jej dworzan, spełniają Jej rozkazy i tworzą Jej orszak przyboczny, ilekroć raczy się objawiać wybranym swoim. Tego szczęścia doznał także wierny Jej sługa, św. Franciszek Assyzki.

Ku czci Królowej Anielskiej zbudował on poniż Assyżu własną i braci pracą kościółek, Porcyunkulą zwany, i spędzał w nim długie chwile na modlitwie. Gdy raz w nocy modlił się w celi przyległej, prosząc o miłosierdzie dla grzeszników, stanął przed nim Anioł Boży i kazał mu iść do owego kościółka. Tu zobaczył Franciszek wielką jasność, wśród niej Pana Jezusa i Najśw. Matkę w otoczeniu Aniołów; a skoro pełen pokory, rzucił się na ziemię, usłyszał głos Zbawiciela: „Franciszku, przez wzgląd na twoją i braci twoich gorliwość o zbawienie dusz ludzkich, pozwalam ci prosić mnie, o co chcesz, dla ich pożytku, a na chwałę imienia mojego”. – „ Ojcze nasz święty – odrzekł na to sługa Boży – błagam Cię, chociaż sam nędznym jestem grzesznikiem, racz to miłosierdziem swojem sprawić, aby wszyscy, odwiedzający ten kościółek, dostąpili zupełnego odpuszczenia wszystkich swoich grzechów po wyspowiadaniu się z nich przed kapłanem, i proszę Przenajświętszej Panny, Matki Twojej a Obronicielki rodu ludzkiego, aby raczyła wstawić się za mną, iżbym otrzymał łaskę, o którą błagam”. Wówczas Najśw. Panna w te do Syna odezwała się słowa: „Najwyższy i Wszechmocny Boże, wstawiam się ja do Twojego Majestatu i pokornie upraszam, abyś raczył przychylić się do prośby tego ubogiego Franciszka”. Na co odpowiedział Pan Jezus: „Franciszku, to o co mnie prosisz, jest rzeczą wielkiej wagi; lecz otrzymasz jeszcze większe łaski. Udzielam ci tej, o którą błagasz; chcę jednak, abyś się udał do mojego zastępcy na ziemi, któremu dałem władzę związywania i rozwiązywania, i prosił go o tenże odpust”.

Wnet po tem widzeniu, którego świadkami było kilku braci, pospieszył św. Franciszek do Rzymu, a skoro Ojcu św. Honoryszowi III oznajmił wolę Pańską, otrzymał od niego niezmierny przywilej, bo nadanie odpustu zupełnego dla tych wszystkich, którzyby po spowiedzi św. i rozgrzeszeniu kapłańskiem pomodlili się w kościółku N. M. Panny Anielskiej. Ponieważ papież Honoryusz III, na przedstawienie kardynałów, odpust ten do jednego dnia w roku postanowił przywiązać, przeto Franciszkowi w drugiem widzeniu objawił Pan Jezus, że dniem tym ma być 2 sierpnia, na co Ojciec św. chętnie się zgodził i siedmiu biskupom ogłoszenie odpustu w Assyżu zlecił. Gdy nadszedł dzień 2 sierpnia, cała dolina umbryjska zaroiła się od tłumu pielgrzymów, spieszących do kościółka N. P. N. Anielskiej. Powtarzało się to co rok; aby jednak i gdzieindziej mogli wierni dostępować tak wielkiej łaski, rozszerzyła później Stolica Apostolska rzeczony przywilej do wszystkich kościołów zakonu św. Franciszka; i oto początek odpustu Porcyunkuli.

Odpust ten zawdzięczamy zatem miłosierdziu Pana Jezusa i wstawieniu się Bogarodzicy za miłym Jej synem Franciszkiem; lecz nie jeden to dar, jaki za Jej pośrednictwem Kościół św. otrzymał; owszem, te dary liczniejsze są niż gwiazdy na niebie lub ziarnka piasku i krople morza na ziemi, bo Ona jest Szafarką łask Bożych, a jako taka jedna i rozdaje te łaski nietylko sprawiedliwym, ale i grzesznikom. Ta ostatnia myśl będzie treścią dzisiejszej nauki.

Pierw atoli ścielemy się w duchu u stóp tronu Twego, Maryo, i wraz z całą rzeszą mieszkańców Nieba, ze wszystkiemi duchami cierpiącemi w czyścu i ze wszystkiemi ludźmi na ziemi wołamy: Chwała Ci, Królowo Anielska. Z. M.

I. Apostoł św. Paweł, doznawszy sam wielkiego miłosierdzia, tak się do wszystkich ludzi odzywa: „Przystąpmy tedy z wielką ufnością do stolicy łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i łaskę znaleźli ku pogodnemu ratunku”(Do Żyd. IV. 6.) Cóż jest, Najmilsi, tą stolicą łaski, jeżeli nie Najmiłościwsze Serce Jezusowe, – to Serce naszego Pana i Zbawcy, naszego Króla i Wodza, naszego Ojca i Lekarza, naszego Brata i Przyjaciela. Na tej Stolicy zasiadło miłosierdzie, wspanialsze niż słońce, wyższe niż niebo, rozgleglejsze niż ziemia, miłosierdzie niezmierzone, niewyczerpane, wszystkim otwarte, iż kto się doń zbliży z ufnością, odbiera łaskę ku pogodnemu ratunku. Któżby tedy nie spieszył do tej stolicy, zwłaszcza że z niej wychodzi głos dziwnie słodki: „Wszyscy pragnący pójdźcie do wód, a którzy nie macie srebra, kwapcie się, kupujcie… bez srebra i bez żadnej zamiany wino i mleko” (Izaj. LV, 1.). Ludzie biedni – woła Pan niejako – ludzie przygnieceni różnemi nędzami, dręczeni głodem, paleni pragnieniem, chodźcie do mnie z ufnością, mając w ręku naczynie modlitwy, i bierzcie bez żadnej zapłaty chleb żywota, wino łaski, mleko słodkiej pociechy.

Lecz droga do tej stolicy prowadzi przez Najśw. Pannę; tal bowiem Bóg postanowił, aby jako Pan Jezus przyszedł do nas przez Maryę, tak i my przez Maryę przychodzili do P. Jezusa, czyli według słów św. Bernarda, brali przez Nią wszelkie dobro. Ona również jest stolicą, na której zasiadło miłosierdzie, nader wielkie, nader słodkie, wszystkim przystępne, wszystkich do siebie wabiące. Pierwsza stolica podobną jest do słońca, w którem jest blask i ogień, bo Chrystus jest naszym Zbawcą ale i naszym Sędzią, łączy zatem miłosierdzie ze sprawiedliwością; druga przypomina księżyc, który świeci, ale nie pali, bo u Maryi samo tylko miłosierdzie. Bóg dał Jej Serce najczulsze, iście macierzyńskie, by się tylko litowała, a zarazem powierzył Jej w niebie szafarstwo łask, iżby litując się, wszystkim niosła ratunek. Już za życia, mówi św. Bernard, znalazła łaskę, nietylko dla siebie, ale i dla nas; a jako rzeki wpływają do morza, lecz mimo to morze nie wychodzi z brzegów, gdyż wody w kształcie pary wznoszą się w górę, a potem jako deszcz spadają na ziemię: tak w Maryi pomieściła się niezmierna obfitość łask, które płynąć od Ducha Świętego, nie tylko zapełniały Jej duszę, jakby ocean rozległy, ale wzniosły się w górę i utworzyły obłok nad całym światem, by ztamtąd spływać jako rosa miłosierdzia na dusze ludzkie.

Kiedy Najśw. Panna wzięta została do nieba, oddał Jej Pan berło królewskie, a zarazem urząd Pośredniczki i Szafarki niebieskiej, który Ona w ten sposób sprawuje, że wstawieniem swojem, niby kluczem, otwiera skarbnicę Bożą i rozdaje dary tym, którzy o nie proszą, a nieraz nawet prośby nasze uprzedza. „Przy mnie są bogactwa i sława – tak zdaje się mówić do wszystkich – abym ubogaciła te, którzy mię miłują, i skarby ich abym napełniła” (Przyp. VIII, 18, 21.) Acz jest Matką wszystkich ludzi, szczególną atoli pieczą otacza dzieci wierne Bogu i czuwające u Jej drzwi na każdy dzień, to jest, sprawiedliwych. Im to wyprasza łaski obfitsze, by z niemi współdziałając, wstępowali, jak Aniołowie w widzeniu Jakóba, ze szczebla na szczebel po drabinie doskonałości. Przedewszystkiem za pomocą natchnień Bożych budzi w nich obawę przed grzechem, wstręt do świata, miłość Boga i bliźnich, pragnienie ciągłego postępowania na drodze Pańskiej; a że ta droga jest stroma, więc sama podaje im rekę i swą słodkością ciągnie ich do Siebie. Jakoż nie ma między Świętymi i nie będzie takiego, któryby nie był z jednej strony dłużnikiem z drugiej miłośnikiem Maryi; owszem, to jest znamieniem wielkich sług Bożych, że gorącą miłują Bogarodzicę i wyrywają się do Niej, jak niemowlęta do matki, wołając za św. Anzelmem: „O piękna i słodka w rozmyślaniu, pożądana w miłości, gdzież się usuwasz przed objęciem serca mego? Czekaj, Pani, ach zaczekaj na schorzałą duszę, która iść za Tobą usiłuje, – nie ukrywaj się, Pani, przed szukającą Cię duszą moją,  – zlituj się nad tą biedną duszą, która więdnieje i usycha z pragnienia za Tobą, bo żyć nie może bez Ciebie”.

Nadto N. Panna w szczególny sposób opiekuje się sprawiedliwymi, jednając im zwycięstwo w walkach, pokój w udręczeniach, światło w wątpliwościach. Oto św. Tomasz z Akwinu, jeszcze jako młodzieniaszek, narażony był na straszną pokusę, bo zła kobieta dybała na jego czystość; ale zaledwie zawołał w duszy: Ratuj mię, Jezu, dopomóż, Maryo! – taką uczuł moc, że głównią, wzięta z komina, odpędził napastnicę; po czem tejże nocy zjawili się we śnie dwaj Aniołowie i ściągnęli jego lędźwie paskiem, na znak, że odtąd będzie wolny od żądzy nieczystej. Św. Franciszek Salezy, będąc na naukach w Paryżu, omal nie popadł w rozpacz, bo mu szatan ciągle szeptał, że będzie potępiony; lecz modlitwa do Najśw. Panny: „Pamiętaj, o Najdobrotliwsza Panno”, odmówiona z wielką ufnością, rozprószyła te czarne myśli. Święty Filip Benicyusz nie wiedział, jaką ma drogę życia obrać, skoro jednak wysłuchał Mszy św., odprawionej przed cudownym obrazem N. Panny, otrzymał natchnienie, że ma wstąpić do zakonu Serwitów.

Nieraz za przyczyną Maryi nawet łaski nadzwyczajne dostają się wybranym Jej sługom w udziale; wszakże Ona to obecnością swoją uleczyła nagle z ciężkiej niemocy św. Filipa Nereusza, – błog. Alfonsowi Rodriguez otarła w czasie podróży pot z czoła, – do św. Stanisława Kostki posłała św. Barbarę i dwóch Aniołów z Wijatykiem św., – św. Józefowi Kalasantemu i wielu innym Świętym złożyła Dzieciątko Jezus na rękach, – na prośbę św. Magdaleny de Pazzis uzdrowiła cudownie kobietę chorą na raka, – i któż to wszystko wyliczy.

Wreszcie N. Panna jedna pobożnym czcicielom swoim wytrwanie w łasce aż do śmierci i śmierć szczęśliwą, a czasem przychodzi do nich widzialnie, by ich pocieszyć w ostatniej chwili i do przybytków niebieskich wprowadzić. Kiedy św. biskup Julian umierał, ujrzał przed sobą Najśw. Pannę, w orszaku św. Dziewic i Aniołów, którzy dziwnie wdzięczny śpiew rozpoczęli. Święty powstał z łoża i rzucił się na kolana, a wtedy przybliżyła się do niego Królowa Niebieska i wkładając mu w ręce palmę, rzekła: „Sługo Boży, weź tę palmę, jako nagrodę dziewictwa, któreś zachował bez skazy”. To rzekłszy, zniknęła, a niebawem św. Julian pospieszył za Nią do Nieba. Tego szczęścia doznali także św. Jacek, św. Stanisław Kostka, św. Franciszek Regis i inni. O Najmilsi, nie jesteśmy wcale godnymi, aby Najśw. Panna okazała się nam za życia; jeżeli jednak chcemy stać się Jej miłymi i otrzymać w końcu palmę zwycięstwa, zachowajmy serca niepokalane od grzechu, a przytem służmy wiernie Bogarodzicy.

II. Najświętsza Panna podobną jest do owej niewiasty apokaliptycznej, której dano dwa skrzydła orła wielkiego, aby leciała na pustynię;(Obj. XII, 14.) bo Ona również ma dwa niejako skrzydła, jedno, by tulić sprawiedliwych, drugie, by ukrywać grzeszników; i nie idzie, ale leci, jak orzeł, na pustynię, to jest, na ten świat, pełen palącego piasku i dzikich zwierząt, by ratować swe dzieci, które ściga i w splotach dusi wąż piekielny. Jako niepokalana, zawsze czysta, i niewypowiedzianie miłująca Pana Boga, poznaje Ona doskonale, jak ciężką zniewagę każdy grzech śmiertelny wyrządza Bogu i jak straszne skutki sprowadza na człowieka, a ztąd więcej, niż wszyscy Aniołowie i Święci, brzydzi się grzechem.

Lecz z drugiej strony, naśladując miłosierdzie Boże, lituje się nad grzesznikami i stara się ich zasłonić przed karzącą sprawiedliwością Bożą. Bo najprzód, Marya widzi to dobrze, że „niemasz pokoju niezbożnym” (Izaj. XLVIII, 22.) za życia, i że po śmierci czeka ich straszne piekło; jeżeli tedy niektórzy Święci tak mocno odczuwali nieszczęsną dolę grzeszników, że omdlewali z żałości, o jakże musi boleć nad nimi najlitościwsze Serce Bogarodzicy. Powtóre, Marya jest matką wszystkich ludzi, a więc i grzeszników, ogłoszoną za Matkę tam, gdzie się spełniała ofiara za ich grzechy; czyliż tedy może patrzeć obojętnie, gdy te dzieci odwracają się od krzyża i idą drogą zatracenia? Jak każda matka oto się stara, by dzieci szanowały ojca i żyły z sobą w zgodzie: tak Najśw. Matka tego szczególnie pragnie, by ludzie nie obrażali Ojca Niebieskiego i nie krzyżowali grzechami Syna Bożego, i wzajem, by Syn Boży przebaczył grzesznikom, którzy są Jego braćmi wedle ciała. Słusznie też odzywa się do Niej św. Bonawentura: O Maryo, jakkolwiek nędznym byłby jakiś grzesznik, Ty jednak masz dla niego litość matki, i nie opuszczasz go, dopóki go nie pojednasz z Sędzią. Wreszcie Bóg sam nadał Maryi urząd Pośredniczki w tym celu, iżby ratowała winowajców, nad którymi zawisła Jego sprawiedliwość; a to posłannictwo spełnia Ona nader chętnie, jako objawiła błog. Maryi Villani: „Największą chwałę po chwale Bogarodzicy jest dla mnie zwać się Orędowniczką grzesznych”. Wyznaje to cały Kościół, powtarzając prawie od swojej kolebki: Święta Maryo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej; wyznają Doktorowie święci, jużto sławiąc Najśw. Matkę jako Pośredniczkę do Pośrednika, Rzeczniczkę i Orędowniczkę ludzi, Ucieczkę grzesznych, nadzieję rozpaczających, przystań rozbitków, – jużto przyrównywając Ją do miasta przytułku, które daje ratunek winowajcom, – do cienia Piotrowego, które leczy chorych, to jest, grzeszników,  – do arki przymierza, od której padają mury Jerycha, to jest, kajdany grzechu itd.

A jakże Marya sprawuje to orędownictwo za grzesznikami? Oto najprzód tak, że się modli ustawicznie, aby Pan nie karał ich zaraz, jako zasłużyli, ale użyczył im czasu do opamiętania się. Podczas gdy wszystkie stworzenia, jako sługi Boże, oburzają się za grzesznika i zdają się wołać do Boga: Dopuść, Panie, a ukarzemy zuchwalca, który śmie buntować się przeciw Tobie: Najśw. Panna nie przestaje błagać: Czekaj, Panie, może nieszczęsny wróci z bezdroży i jak syn marnotrawny padnie u stóp Twoich; bo wszakże Ty nie chcesz jego śmierci, lecz aby się nawrócił i żył. Jakoż mówią Ojcowie Święci, że podobnie jak Estera uśmierzyła gniew Aswera, iż cofnął dekret zagłady, wydany za żydów: tak Królowa Niebieska wstrzymuje miecz karzący sprawiedliwego Sędziego, bo „zakon miłosierdzia na języku jej” (Przyp. XXXI, 26); to znowu, że świat byłby dawno zaginał, jak Sodoma i Gomora, gdyby go wstawieniem swojem nie podtrzymywała Marya. Zaprawdę, Ona jest ową pasterką, do której rzekł Pan: „Paś kozły moje”, bo Ona zbiera te kozły, to jest, grzeszników, i ukrywa pod swoim płaszczem przed karą Bożą, a potem przy pomocy łaski Bożej przemienia w baranki i do Syna swego prowadzi. Pięknym Jej obrazem była owa tęcza apokaliptyczna. Opowiada Jan św., że widział stolicę, postawioną na niebie, z której wychodziły błyskawice i gromy, lecz na około niej była tęcza, podobna pojrzeniu smaragdowemu; (Obj. IV, 2-3), otóż tą tęczą jest Najśw. Panna, bo Ona pioruny gniewy Bożego wstrzymuje i pokój ludziom jedna. Kiedy raz św. Dominik znajdował się blisko morza, porwali go rozbójnicy i uprowadzili na statek, poczem natychmiast odpłynęli od lądu. Wtem zerwała się straszna burza, tak iż wszyscy zwątpili o swem ocaleniu, jeden tylko Dominik nie utracił pokoju, bo ufność swą położył w Tej, którą nazywamy Gwiazdą morza. Rzeczywiście burza ucichła, co więcej, wszyscy korsarze nawrócili się i porzucili niecne rzemiosło. O iluż to ludzi na łódce grzechu płynie podobnie do piekła i zapłynęłoby tam z pewnością, gdyby przynajmniej w ostatniej burzy, to jest, w chwili śmierci, Najśw. Matka nie uratowała ich od zguby strasznej, bo wiecznej.

A jakże Marya ratuje grzeszników? Oto tak, że z jednej strony wyprasza im łaskę nawrócenia, z drugiej słodkością swoją ciągnie ich do siebie i jedna z Bogiem. „Chęć serca mego i modlitwa do Boga dzieje się za nie ku zbawieniu” (Do Rzym. X, 1.), może Ona powtórzyć za Apostołem; a jak twierdzi św. Piotr Damian, już Łotr Dobry rozpoczął ten niezliczony szereg grzeszników, którzy za Jej wstawieniem się „znaleźli łaskę ku pogodnemu ratunku”. Najmilsi, każdy z nas winien był połączony z Bogiem złotym i silnym łańcuchem, a tym łańcuchem jest miłość; jak długo bowiem Boga kochamy, Bóg w nas mieszka, a gdy w miłości wytrwamy do śmierci, Bóg tym łańcuchem pociągnie nas do Siebie na wieki. Niestety, my nieraz ten łańcuch przerywamy grzechem śmiertelnym, a wtenczas oderwani od Boga lecimy w przepaść, pod którą kryje się piekło. Biada tym, którzy przez całe życie nie chcą słyszeć o miłosierdziu Bożem i o Ucieczce grzesznych, bo zguba ich pewna. Tym natomiast, co z głębokości swej nędzy wołają o ratunek, spuszcza Zbawiciel krzyż swój niby kotwicę; Marya zaś zstępuje aż na dno przepaści, szuka tam biednych grzeszników, przyczepia ich do krzyża i na brzeg zbawienia wyciąga. Ona nadto o to się stara, by nawróceni, którzy się trzymają Jej opieki, z drogi dobrej nie zeszli, i podobnie jak ów litościwy Samarytanin, nietylko polewa ich rany winem skruchę i oliwą ufności, ale umieszcza ich w wygodnej gospodzie, w Kościele św. pod strażą dobrych kapłanów.

Co więcej, Najśw. Matka ratuje nawet tych, którzy w grzechy ciężkie głęboko zabrnęli i siłę do powstania z nich nie czują, byleby tylko Jej pomocy szczerze i gorąco wzywali; a jako Dawid wyrywał owce z paszczy lwa lub niedźwiedzia: (I Król. XVII, 34.) tak Marya wyrywa dusze z otwierającej się paszczy piekła. Imieniem Ojców Kościoła wypowiada to św. Bonawentura: „Jesteś Królową miłosierdzia, bo niema nikogo tak zrozpaczonego, jak nędznego, któremybyś nie wyjednała zbawiennego miłosierdzia, jeżeli tylko podda się Twoim rządom”. W ślad za Doktorem serafickim odzywa się Bernardyn de Bustis: „O grzeszniku, grzeszniku, choćbyś popełniał wszystkie grzechy, i najstraszniejsze jakimi dotąd ludzie się splamili, – gdyby przestępstwa twoje przewyższały liczbę gwiazd na niebie, piasku w morzu i liści na drzewie: nie rozpaczaj jeszcze, ale z ufnością udaj się do tej Ucieczki grzesznych, a grzechy twoje, jako mgła od promieni słonecznych, rozprószą się i znikną”.

Chcecież, Najmilsi, dowodów, przejdźcie ziemię całą, a i dziś najdziecie tysiące ludzi, którzy przedewszystkiem Najśw. Matce zawdzięczają swe nawrócenie. Jeżeli wam to nie wystarczy, otwórzcie bramy nieba i sprowadźcie błogosławionych jego mieszkańców na świadków. Żądacie może zdarzeń uderzających? – mógłbym ich wiele przytoczyć. Komuż n. p. nieznane nawrócenie onego zbrodniarza, który skazany na szubienicę, nie chciał się spowiadać, mimo usilnych próśb pobożnego kapłana, zwanego Bernardem Małym; lecz zaledwie odmówił modlitewkę: Pamiętaj o Najdobrotliwsza Panno, i li tylko w tym celu, by się pozbyć natręctwa – bo mu ów kapłan chciał karteczkę z tą modlitewką wcisnąć gwałtem do ust – natychmiast padł na ziemię, cały zalany łzami i odbył dobrą spowiedź, a potem umarł przykładnie. Czytamy również w żywocie świątobliwej zakonnicy Katarzyny od św. Augustyna, że za jej czasów żyła w temże mieście jawnogrzesznica, imieniem Marya, która od młodości oddawała się haniebnym występkom tak, że wreszcie z powodu wielkiego zgorszenia wygnano ją z miasta. Nieszczęśliwa zamieszkała w odludnej grocie i tu po strasznych cierpieniach, bez pomocy kapłańskiej, dokonała mizernego życia, poczem ją pochowano na dzikiem pustkowiu. Cztery lata później ukazała się w widzeniu siostrze Katarzynie i tak przemówiła: „Kiedy wszyscy mną wzgardzili i już się zbliżała ostatnia moja chwila, zwróciłam się z ufnością do Najśw. Matki, błagając: Ucieczko opuszczonych, miej litość nademną. I nie zawiodłam się, bo za Jej przyczyną otrzymałam łaskę doskonałej skruchy, która mię zachowała od potępienia. Teraz jestem w czyścu, ale dzięki tej Matce czas mojej kary został skrócony”. Poczem poprosiła siostrę Katarzynę o kilka Mszy św. i zniknęła.

Najmilsi, jeżeli zbrodniarze i jawnogrzesznice znaleźli ratunek u Najśw. Matki i za Jej pośrednictwem pojednali się z Bogiem, któż się nie zwróci do najlitościwszego Jej Serca? Chyba ten, kto chce zginąć, na przekór Jej miłosierdziu. Czyliż tedy nie jest wrogiem swej duszy każdy, ktokolwiek się od tego Serca odwraca?

Zaprawdę, nędzny, kto imię Twe już zatarł w pamięci,

I Ciebie, Matko, podle się wyrzeka,

Ach, łaska Boża serca nie poświęci,

Które od Matki stroni i ucieka.

Kto się za życia z Tobą nie połączy,

Tęskniąc nie szuka Twej świętej opieki,

Ten i bez Ciebie zakończy,

Bez Ciebie będzie rozpaczać na wieki.

Lecz my, o Matko, chcemy zawsze Cię kochać, zawsze Ci służyć, zawsze w Tobie ufać, a Ty za to ratuj nas w życiu, ratuj przy śmierci, ratuj po śmierci. Amen.

Ks. J. Pelczar, Kazania na uroczystości i niektóre święta Najświętszej Panny Maryi, tom II,  Kraków 1889 r., str. 41-51.