Tagi

, , , , , , , , , ,

jesus-john-the-baptist-gettyimages-464448103Dziwny Bóg w Świętych swoich. Ps. 67,36.

Tak rzekł król-prorok, rozważając dobra i łaski, jakich użycza Bóg tym, którzy Go miłują. Tak, moi pobożni Słuchacze, wszystko co czyni Bóg, jest dziwnem; wszystko głosi nam Boga, który jest nieskończony w mądrości, potędze, miłosierdziu i wszelkiego rodzaju doskonałościach. Moglibyśmy jednak sądzić, że w Świętych coś szczególniejszego uczynił, albo by się lepiej wyrazić, że w nich te wszystkie cnoty jaśnieją, które wykonywał Jezus Chrystus w czasie swego śmiertelnego żywota. Rzeczywiście, czy chcemy poznać Jego ukryte życie? Poszukajmy starych pustelników, których włosy zbielały w lasach, a w nich znajdziemy odblask Jego cnót. Czy może chcemy poznać choć trochę najpiękniejszą z cnót, czystość, którą On tak cenił? Pójdźmy do klasztorów, a zobaczymy tam osoby obojga płci, nieustannie krzyżujące swe ciało, by zachować w sobie tę tak piękną cnotę. Czy może chcemy poznać Jego życie apostolskie? Patrzmy na tych wszystkich apostołów i misyonarzy, którzy przepływają morza aby opowiadać Ewangelię poganom, którzy poświęcają swe zdrowie i życie, aby ratować biedne dusze. Może chcemy mieć obraz cierpiącego Jezusa Chrystusa? Patrzmy na miliony Męczenników: jedni z nich umierają na torturach, inni miażdżeni zębami lwów, oddają ducha wśród najstraszniejszych mąk. Tak, moi pobożni Słuchacze, w tych wszystkich Świętych odzwierciedlone życie Jezusa Chrystusa. Właśnie dlatego powiedział już naprzód święty król-prorok: O mój Boże, jakże dziwnym jesteś w Świętych swoich! Św. Jan Chrzciciel, którego uroczystość dziś obchodzimy, jako naszego szczególniejszego patrona, jaśnieje poniekąd cnotami wszystkich Świętych. Życie Zbawiciela jest całkiem ku temu skierowane, by się Ojcu podobać, dusze ratować i pokutę czynić. Tego także rodzaju było życie św. Jana Chrzciciela. Życie Jezusa Chrystusa było czyste; czyste było także życie Jana Chrzciciela. Już w młodziutkim wieku usunął się na pustynię, by walczyć przeciwko grzechowi i umrzeć za swego Boga wpierw, nim On za niego umrze. Jezus Chrystus umarł, by cześć swego Ojca na nowo przywrócić, św. Jan umarł, by potwierdzić prawa Boga swego. O moi drodzy, jakżeż wiele cnót odkrywamy w tym wielkim Świętym! Bez wątpienia piastuje Marya po swym Synu najwyższą godność, ale możemy śmiało powiedzieć, że po Maryi św. Jan Chrzciciel prześcignął innych. Aby was zachęcić do pokładania wielkiej ufności w opiece tego Świętego, wskażę wam niektóre z łask, jakich mu Bóg przed innymi wybranymi użyczył.

Gdy chcemy chwalić Świętych, zaczynamy często od ich upadków, jakim pierwej podlegali, potem staramy się wykazać ich łzy i pokutę, jaką pełnili w ciągu reszty życia. Widzimy tu z jednej strony słabość ludzką, a z drugiej potęgę łaski. Jeżeli mówimy o św. Magdalenie, opowiadamy jej gorszące życie, potem wspominamy o łzach, jakie wylała, o pokutach, jakie czyniła, aby sprawiedliwość Boską przejednać. Gdy mówimy o św. Piotrze, powiadamy, że kiedy zaparł się swego Boskiego Mistrza, płakał gorzko, a jego pokuta trwała tak długo, jak i jego życie. Łzy i pokuty Świętych wzruszają nas, ich grzechy nas zasmucają, bo obrazili dobrego Boga, który na wszelką miłość zasługuje. Ale u św. Jana nie znajdujemy nic takiego, coby nas mogło zasmucić. Raczej wszystko nas cieszy, gdyż w nim widzimy same cnoty, a nie spostrzegamy nic złego. Cnoty Świętych i ich pokuty rozpoczynają się dopiero od pewnego wieku, u Jana zaś możemy mówić o cudach jeszcze przed jego narodzeniem. O, moi Bracia kochani, jak miło chwalić Świętego, w którym tylko najwznioślejsze widzimy cnoty! Bardzo jednak trudno sławić św. Jana Chrzciciela, bo jego cnoty doszły do nader wysokiego stopnia doskonałości i przerosły niemal pojęcie ludzkie. Czyż nie lepiejby było chwalić Pana, który go przed innymi Świętymi w tak nadzwyczajny sposób wyszczególnił? Święty Jan Chrzciciel jest jedynym człowiekiem, który taki krótki czas pod panowaniem grzechu pozostawał. Miał dopiero 6 miesięcy, jak go sam Jezus Chrystus w łonie matki uświęcił; łaska ta tylko jemu jednemu dostała się w udziale. Mówimy wprawdzie, że prorok Jeremiasz w łonie swej matki był uświęcony, ale Ojcowie święci wątpią, czy to w ten sam sposób się stało.

Aby wam dać obraz wielkości naszego Świętego, powiadam, że on był posłannikiem Ojca przedwiecznego, aby oznajmił przyjście Jego Syna na ziemię. Tak, moi pobożni Słuchacze, ten wielki Święty był jakby piękną gwiazdą poranną, która zwiastuje wschód słońca, ogrzewającego ziemię i ożywiającego naturę. Niebo uczciło św. Jana Chrzciciela, bo jego przyjście ten sam Anioł oznajmił ziemi, który zwiastował poczęcie Zbawiciela. Św. Jan to dziecko całkowicie niebieskie; począł się bowiem z matki świętej, a jego narodzenie było więcej udziałem łaski, niż natury, gdyż jego rodzicie byli podeszli w latach.

Św. Augustyn pyta czemu święcimy uroczyście narodzenie św. Jana, podczas gdy u innych Świętych obchodzimy dzień ich śmierci? Dlatego, powiada bo inni Święci dopiero w ciągu swego życia, po wielu walkach i cierpieniach stali się doskonałymi; św. Jan Chrzciciel przeciwnie, już przed swem narodzeniem, nim zobaczył światło dzienne, był wybranym prorokiem. W łonie swej matki poznaje Zbawiciela przed Jego Narodzeniem. Jeszcze swych oczu nie otworzył,  a już patrzył na swego Boga i Odkupiciela, od tylu wieków upragnionego. Widzimy przeto, że jego życie ustawicznym cudem; jego narodzenie podobne do pięknej zorzy porannej, która przynosi światu radość i wesele. Jego kołyska, to jakby góra balsamu, który wokoło swe wonie rozszerza. Rzeczywiście kiedy św. Jan przyszedł na ziemię, wszyscy jego krewni, wszyscy mieszkańcy sąsiednich okolic podziwieniem byli przejęci. Mówili więc jedni do drugich: Co mniemasz za dziecię to będzie; albowiem była z niem ręka Pańska? Tak, moi kochani, św. Jan Chrzciciel ze wszechmiar godny podziwienia.

  1. Jest on wielkim przez swe imię jakie mu dano. 2. Jest wielkim przez łaski, jakiemi go niebo obdarzyło. 3. Jest wielkim przez posłannictwo, jakie mu Bóg zlecił. 4. Jest wielkim przez wzniosłe cnoty, któremi się odznaczał. 5. Jest wielkim przed Bogiem. 6. Jest wielkim przed ludźmi. 7. Jest wreszcie wielkim przez swą śmierć.

 

  1. Św. Jan jest wielkim przez imię, które mu nadał Archanioł. Ojciec przedwieczny sam to imię wybrał, chcąc nam okazać, że to dziecię będzie całkowicie niebieskiem. Imię Jan oznacza łaskę, błogosławieństwo, nadzwyczajne przywileje.

 

2. Mówię dalej, że jest wielkim przez łaski, jakich mu niebo użyczyło. Bóg w tym wypadku nie trzymał się zwykłych praw, by zgładzić w nim grzech pierworodny; uświęcił go już w łonie matki. Św. Ambroży powiada, że go Bóg umiłował, zanim otrzymał życie; a św. Piotr Chryzolog mówi, że go już Bóg w niebie umieścił, choć jego nogi nie dotknęły jeszcze ziemi; dał mu ducha Bożego przed używaniem rozumu i obdarzył go swoją łaską zanim natura jego ciało udoskonaliła. Tak, dodaje ten wielki Święty, Bóg daje mu wpierw życie łaski, zanim on ujrzał światło dzienne. Jeżeli jednak chcemy mieć lepsze wyobrażenie o jego wielkości, musimy rozważyć, że mu Jezus Chrystus te łaski wysłużył i że Najświętsza Marya Panna została wybrana przez Ojca przedwiecznego na stróża tychże łask. O moi kochani Słuchacze, ileż łask, ileż cnót w tym jednym Świętym? Zaledwie Jezus Chrystus począł się w łonie Matki, idzie albo raczej rozkazuje Jej iść prędko do krewnej Elżbiety, chcąc uświęcić swego Poprzednika. „Zdaje się, mówi św. Piotr Damiani, że Syn Boży tylko dla niego jedynie przyszedł na ziemię; opuszcza innych ludzi, a szuka św. Jana”. Udziela Matce nadzwyczajnych sił, by mogła iść przez góry Judzkie, co też czyni z przedziwną szybkością. Na przybycie Maryi św. Elżbieta i św. Jan Chrzciciel popadają w słodki zachwyt. Elżbieta otwiera swe usta, aby wielbić Boga za łaski, jakich jej za przyczyną Maryi udzielił. Jan Chrzciciel skacze z radości i oddaje cześć Bogu i Zbawicielowi swemu, zanim go widz oczyma ciała. O jak błogie uświęcenie, którego dokonał Jezus Chrystus z taką ochotą i gorliwością!

Dodajmy, kochani Słuchacze, do tej uprzedzającej miłości Jezusa Chrystusa dobroć Maryi, rozdawczyni wszelkich łask. O, jakież szczęście dla św. Jana, że zaraz po wyjściu z łona swej matki spoczął na rękach Najśw. Dziewicy! O moi drodzy, jakiż potok łask spłynął nań w czasie tych 3 miesięcy, przez które Marya pozostawała u swej ciotki! Jakże często brała to dziecię na swe ręce! Jakże często je nosiła i całowała! Św. Ambroży powiada, że niezrównana czystość i świętość Maryi wszystkim się udzielała, którzy na Nią spoglądali. Wystarczało popatrzeć na Niepokalaną Dziewicę, aby się zapalić do pięknej i cennej cnoty czystości. Św. Dyonizy Aeropagita powiada, że po Wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa posiadała Marya tyle łask, tyle uroku i promieni boskości, że wszyscy, którzy Ją widzieli, nie mogli wyjść z podziwu. Jakichże więc musiała udzielić łask Marya św. Janowi, kiedy go pieściła, całowała i przez swój oddech dziewiczy ducha łaski na jego wargach rozlewała? Jezus oddychał wtedy przez usta Maryi, oddech Maryi był oddechem Jezusa. Jakiż więc potok łask musiała wtedy Marya wylać na św. Jana, kiedy Jezus Chrystus przebywał w Jej łonie? O szczęśliwe dziecię! O szczęśliwa matko! Ileż łask przyniosło wam nawiedzenie Maryi! Czyż serce św. Jana w tych błogich chwilach nie gorzało płomieniem Boskiej miłości? Co chwila okazuje mu Bóg nowe dowody swej łaskawości, aż do onego momentu, kiedy król Herod każe uciąć głowę św. Jana Chrzciciela, by ją podać na misie rozwiązłej niewieście.

  1. Św. Jan Chrzciciel jest wielkim przez posłannictwo, jakie mu Bóg Ojciec od wieków przeznaczył. On to zwiastuje ludziom przyjście Zbawiciela. Prorocy i figury dawno go obwieściły. Jan Chrzciciel jest jednak sam głosem Bożym, wołającym na pustyni i zwiastującym ludowi, że królestwo Boże jest blizko, że Zbawiciel już stąpił na ziemię. Kiedy ujrzał Syna Bożego, zwraca się z radością do ludu i woła: „Oto Baranek Boży, oto który gładzi grzechy świata”. Oto od 4 tysięcy lat oczekiwany Zbawiciel świata przychodzi ludzi odkupić!… Czyńcie więc godne owoce pokuty! Tak mówi poprzednik Chrystusowy, a urząd jego tak wzniosły, że nie mamy wyrażeń, by godnie o tem mówić. Ojciec przedwieczny postanowił, aby Jan Chrzciciel wziął sprawę Chrystusa w swe ręce; jemu powierza tę troskę, bo jego serce najczystsze i najgodniejsze tego zaszczytu. Co jednak wielkość Jana Chrzciciela prawie do nieskończoności podnosi, to chrzest Syna Bożego. To korona jego zaszczytnego posłannictwa. „Mój Boże, woła św. Augustyn, czy może być większy zaszczyt dla sługi nad ten, że chrzci swego Zbawiciela i Mistrza? Jakiż zaszczyt dla stworzenia, gdy widzi Stwórcę u stóp swoich?” Powiada Tertullian, że Jan Chrzciciel musiał posiadać czystość podobną do czystości N. Panny, by się mógł dotknąć czcigodnego ciała Chrystusowego.

 

4. Święty Jan Chrzciciel jest wielkim przez swoje wzniosłe cnoty. Nie będę wam mówił o cnotach jego wewnętrznych, bo to przepaść bezdenna, którą tylko sam Bóg przenika; my najwięcej możemy mówić o tych, które były widoczne oczom ludzkim i świat w zdumienie wprawiały. Jeżeli zastanowimy się nad jego pokutą, niezmordowaną gorliwością, zaparciem i wielką pokorą, to będziemy w kłopocie, o której naprzód mówić. Opuścił dom rodzicielski, dzieckiem jeszcze będąc i poszedł na puszczę, gdzie żył w towarzystwie dzikich zwierząt; nie nosił innego odzienia, jak tylko ostrą skórę wielbłądzią. Jego pożywienie składało się z trochy miodu leśnego i szarańczy. Woda źródlana służyła mu za napój, a nawet i tego wszystkiego używał tak mało, że Jezus Chrystus mówi o nim: „Nie jadł i nie pił”, czyli że tylko tyle jadł i pił, aby z głodu nie umarł. Wielu Świętych ostatnie dni życia przepędzało samotnie, lecz mieli tam jakieś mieszkanie i starali się o swe potrzeby. Tylko Jan Chrzciciel młodo poszedł do lasów. Rzeczywiście miał około 18 miesięcy, kiedy król Herod postanowił wymordować wszystkie dzieci do dwóch lat. Zacharyasz radził Elżbiecie, swej żonie, zabrać dziecko i uciekać przed rzezią. Istotnie po cudach, których ludzie byli świadkami przy narodzeniu Jana, obawiał się tyran, czy syn Zacharyasza nie jest Mesyaszem. Aby swe dziecię uchronić od śmierci, ucieka Elżbieta jak najspieszniej w lasy i oddaje się w ręce Opatrzności. Lecz niestety w 40 dni potem umarła. Kiedy służalcy króla przyszli do Zacharyasza i pytali go, gdzie dziecko i jego matka? odpowiedział ojciec, że im tego nie może wyjawić. Pieniąc się z wściekłości, zamordowali go między przedsionkiem a ołtarzem[1], gdyż był właśnie na modlitwie w świątyni. Co się jednak stanie z Janem, skoro, mając zaledwie dwa lata, przebywa wśród lasów, bez ojca, bez matki, bez najmniejszej ludzkiej pomocy? To was zapewne napawa zdziwieniem; lecz nie bójcie się, wszystko to dzieje się za wyraźnem dopuszczeniem Opatrzności. Jakkolwiek jego rodzice byli bardzo świątobliwi, nie do nich należała piecza nad tem niezrównanem dzieckiem. Aniołom był ten zaszczyt zachowany. Zaledwie umarła Elżbieta, a już Ojciec przedwieczny posłał nie jednego, ale mnóstwo Aniołów, którzy czuwali nad tem niebieskiem dziecięciem aż do chwili, kiedy mogło samo o siebie się zatroszczyć. Wiemy dobrze, że Pan Bóg nieraz swoim Świętym zsyłał w potrzebie pomoc: jednym np. kruka, jak św. Pawłowi pustelnikowi; innym psa, jak św. Rochowi. On tez nakazał Aniołowi, aby przyniósł pożywienie dla proroka Eliasza, kiedy go prześladowała królowa Jezabel. Co się zaś tyczy naszego Świętego, toby się zwierzęta nie odważyły zbliżyć doń, jako do posłańca Ojca przedwiecznego. Jeden Anioł nie wystarczał, całe niebo musiało być na jego usługi. Święty ten został bez macierzyńskiej opieki, lecz oto przychodzą Aniołowie niebiescy, otaczają go swem staraniem. „O mój Boże, woła sławny kardynał Baroniusz, jakąż przepaścią cudów jest to dziecię, które przy swem narodzeniu niebo i ziemię wprawia w zdumienie!” Pokuta Jana rozpoczyna się z jego życiem. O biedne dziecię. Czemuż czynisz pokutę? Czytając żywoty Świętych, znajdziemy w nich takie ostrości, przed któremi wzdryga się nasza zniewieściałość i zawstydza. Wiemy jednak, że niemal wszyscy zgrzeszyli, a wskutek tego pokuty potrzebowali, by uczynić zadość Boskiej sprawiedliwości. Czemuż jednak nasz Święty czyni pokutę? Czyż jego życie nie jest święte i czyste? A więc przyczyna jego pokuty tkwi w tem, że był posłańcem Ojca przedwiecznego i miał zwiastować przyjście Syna Jego; dlatego musiał posiadać najwznioślejsze cnoty. Już sam jego widok powinien był wstrząsać i pobudzać do życia pokutniczego. Łzy i jęki są jego pożywieniem i zajęciem; niema cnoty, którejby nie posiadał w wysokim stopniu doskonałości. Jeżeli po wieloletnich łzach i pokutach porzuca pustynię, dzieje się to dlatego, aby ludowi zwiastować przyjście Mesyasza i na nie go przygotować.

Był wielkim Jan przez swą gorliwość. Mówił bowiem z takim ogniem i zapałem, że każdego w zdumienie wprawiał. Sądzono, że to prorok Eliasz, który znów przyszedł na ziemię i wstąpił na swój wóz ognisty, aby najtwardszych grzeszników nawracać. Nic nie mogło go powstrzymać; gdzie tylko spotkał występek, walczył przeciw niemu z niesłychaną gorliwością. Gani grzeszników za ich występne życie i grozi im gniewem Bożym, jeżeli nie będą pokutować. Rodzaju jaszczurczy, mówi do nich, kto was nauczył uciekać przed gniewem Pana, który gotów przeciwko wam wybuchnąć? Czyńcie więc godne owoce pokuty, nie zwlekajcie dłużej swego nawrócenia, gdyż siekiera już jest przyłożona do korzenia, a wszelkie drzewo nierodzące dobrych owoców, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Powiada św. Bernard, że słowa św. Jana zapalonego miłością Bożą, były jakby żarzące węgle, poruszały najtwardsze serca i nawracały zakamieniałych grzeszników. Gdy go pytano, co trzeba czynić, aby się przygotować na przyjście Mesyasza, odpowiedział: „Kto ma dwie suknie, niech da niemającemu, a kto ma pokarmy, niech tak samo uczyni” (Łuk. III, 11.) Wreszcie dowiedziawszy się, że król oddaje się haniebnemu występkowi nieczystości, udaje się w zapale swej gorliwości na dwór i gani odważnie Heroda za jego wstrętne i niegodne życie. Wiedział przecie dobrze, że krok ten przypłaci śmiercią. Ale skoro cześć Boga na szwank narażona, ani groźby, ani męki wstrzymać go nie mogą; wszystko odkłada na bok. Sądzi bowiem, że tylko na to jest na świecie, by bronić sprawy Boga. Skoro więc nadarza się po temu sposobność, chwyta ją skwapliwie. Ach, dałby Bóg, żeby Jego słudzy dzisiaj podobny posiadali zapał! A wtedy ani obietnice, ani groźby nie zdołałyby ich powstrzymać od pracy dla chwały imienia Bożego. Tak, moi kochani, ten wielki Święty gorąco pragnął oddać swe życie za Zbawiciela. O! Gdybyśmy także wszystko czynili, co jest w naszej mocy, o ileż mniej byłoby grzechów na świecie, a więcej cnót i dobrych uczynków!

Jan Chrzciciel jest również wielkim przez wyrzeczenie się dóbr tego świata i pogardę życia. On pod pewnym względem przeszedł Jezusa Chrystusa w ubóstwie. Chociaż Jezus Chrystus urodził się w stajence betleemskiej, wrócił później na jakiś czas do Nazaretu do swej Matki. Święty Jan Chrzciciel przeciwnie, opuścił dom rodzicielski, gdy miał niespełna 18 miesięcy i nigdy doń nie wrócił. Syn Boży był ubogi ze względu na odzienie i pożywienie, lecz miał suknie skromne. Jan Chrzciciel nosił na sobie ostrą skórę wielbłądzią. Pożywienie Syna Bożego stanowił chleb powszedni, św. Jan Chrzciciel karmił się miodem leśnym i szarańczą. Syn Boży spoczywał na lichem łożu, św. Jan Chrzciciel na gołej ziemi. Dlatego też sam Jezus Chrystus powiada, że Jan św. nic nie jadł, nic nie pił, chcąc nam przedstawić, jak wielką była jego cnota umartwienia. Zbawiciel świata żył u swoich Rodziców, św. Jan miał za towarzystwo tylko dzikie zwierzęta. Czy nie prawda, kochani Słuchacze, że trudno zgłębić ten ocean cnót, i że wszystko cośmy dotąd powiedzieli o świętości Jana, jest niewystarczającem?

Jan był wielkim przez swą pokorę. Nigdy ziemia nie posiadała tak pokornego męża. Po Najśw. Pannie jest największym z ludzi, ale uważa się za podłe i liche stworzenie. Podziwia go świat: jedni uważają go za Anioła z niebios zesłanego, inni za samego Mesyasza. Arcykapłani i najprzedniejsi z żydów posłali doń z zapytaniem, kim jest? Czy nie Mesyaszem, bo dużo w jego życiu cudów, a pokuta i surowość jego wszędzie są znane? Pokorny mąż odpowiada bez namysłu: Nie jestem Mesyaszem. Ponieważ sądzili posłańcy, że nie jest zwykłym człowiekiem, dlatego pytali dalej. Czy może jest Eliaszem, wielkim cudotwórcą? On znów skromnie odpowiada: nie jestem. Jeżeli więc, mówią doń, nie jesteś ani Mesyaszem, ani Prorokiem, to powiedz nam, kim jesteś, abyśmy dali odpowiedź tym, którzy nas posłali. Na to odzywa się ten przedziwnej pokory Święty: „Jam głos wołającego na puszczy: gotujcie drogę Pańską, pokutę czyńcie”. Czyż mógł bardziej się uniżyć, jak nazywając się echem głosu, rozbrzmiewającego na puszczy? Czy może być coś lichszego i podlejszego, niż dźwięk głosu? Jeszcze dodaje św. Jan: Który po mnie idzie, jest nieskończenie większy odemnie; nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u obuwia jego. O niezrównana pokoro! Mógł się przecież nazwać Prorokiem, gdyż był posłany od Boga, aby oznajmić ludziom przyjście Syna Jego. On jednak nie chce rozgłosu, nie chce sławy, dlatego stawia się niżej od zwyczajnego niewolnika. „Nie trudna to rzecz, mówi św. Augustyn, gardzić pochwałami, gdy nam ich nie dają; ale nie jest łatwą rzeczą nie słuchać ich z przyjemnością, gdy nas wynoszą pod niebiosa”.

  1. Św. Jan Chrzciciel jest wielkim przed Bogiem, bo sam Jezus Chrystus sławi jego cnoty. Zaprawdę, olbrzymia różnica zachodzi między pochwałą ludzką, a pochwałą, która z ust Boga pochodzi. Wszyscy ludzie podlegają złudzeniu, jedynie Bóg ocenia sprawiedliwie i chwali to tylko, co jest godnem uznania i chwały. O, jakiż zaszczyt dla naszego Świętego, że był wielkim przed Bogiem! Sam Jezus Chrystus wysławia Jana Chrzciciela, bo nie ma nikogo w niebie i na ziemi, ktoby to godnie uczynić potrafił. Powiada wprawdzie Pismo św., że Mojżesz, Józef patryarcha, prorocy: Natan i Eliasz, byli wielkimi przed królami ziemi; być wielkim przed Bogiem to wyłączny zaszczyt i przeznaczenie św. Jana Chrzciciela. Gdybym miał odwagę, wyraziłbym się jeszcze dosadniej, powiedziałbym, że Bóg chciał go niejako równym sobie uczynić. Albowiem Anioł, który zwiastował wcielenie Chrystusa, tych samych użył słów, kiedy przemawiał do Elżbiety: Syn, który się z ciebie narodzi, będzie wielkim przed Bogiem i ludźmi. Żadne stworzenie nie potrafi więc godnie sławić tego Anioła ziemskiego. Jezus Chrystus pochwalił wprawdzie Magdalenę, że wonnymi olejkami namaściła stopy Jego; pochwalił setnika i niewiastę chananejską dla ich wiary. Zatem u tych osób ewangelicznych podnosi Zbawiciel tylko niektóre cnoty. Natomiast uwydatnia ze szczególniejszym naciskiem przymioty naszego Świętego. Zwraca się bowiem do żydów i mówi o mocy i stałości Jana Chrzciciela: „Coście wyszli widzieć na puszczy? Trzcinę chwiejącą się od wiatru?” On nie jest zwykłym człowiekiem, niestałym i słabym, chwiejącym się za każdym powiewem wiatru. To mąż niewzruszony, który niezachwianie stoi przy prawach Bożych. Sławi następnie Zbawiciel jego pokutę: „Czyście wyszli widzieć człowieka w miękkie szaty odzianego?” On jest nie z liczby ludzi światowych, których spotkać możecie na dworach królów i magnatów. Aby wreszcie podnieść zasługi Jana prawie do nieskończoności, mówi Pan Jezus: „Zaprawdę, powiadam wam, nie powstał między narodzonymi z niewiast większy nad Jana Chrzciciela” (Mat. XI, 11). Czy można co więcej powiedzieć, moi kochani Słuchacze? Gdy Jezus Chrystus chwali cnoty i zasługi innych ludzi, nie przekłada ich nigdy nad resztę Świętych; całkiem przeciwnie powstępuje z Janem Chrzcicielem. Nawet zapewnia, że on jest więcej niż prorokiem. O moi drodzy, jak bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy pokładali głęboką ufność w tym Świętym!

 

6. Jan jest wielkim przed ludźmi. Na kilka wieków przepowiadali prorocy jego narodzenie i mówili wymownie z natchnienia Ducha Św. o jego przyjściu. Izajasz przedstawia go obrazowo, jako głos rozbrzmiewający na pustyniach Judei (Iz. XL, 3). Jeremiasz porównuje go do muru spiżowego i strzały gorejącej, chcąc okazać jego stałość i gorliwość o cześć Bożą (Jer. I, 18). Malachiasz zwie go Aniołem dla jego wspaniałej cnoty czystości (Mal. III, 1). Powiada św. Jan Damasceński, że wszystek lud szedł za nim, bo go uważał za Mesyasza. Z pewnością do Jana stósowanoby te słowa, z nieba pochodzące: „Ten jest Syn mój miły”, gdyby Duch Św. nie był spoczął nad głową Syna Bożego w postaci gołębicy. Po jego śmierci szerzyła się pogłoska, że zmartwychwstał i okazuje się ludziom w osobie Jezusa Chrystusa. Ojcowie Kościoła tak wzniosłe mają pojęcie o jego zasługach, że nie znajdują wyrazów by godnie sławić jego wielkość. Piotr Chryzolog nazywa go szkołą cnoty, wzorem świętości, miarą sprawiedliwości, męczennikiem dziewictwa, przykładem czystości, kaznodzieją pokuty, głosem Apostołów, światłem świata, świadkiem Boga samego i przybytkiem Trójcy Przenajś. Teraz więc, Najmilsi macie pojęcie o wielkości, godności i świętości naszego Jana. Czemuż jednak mamy tak małe nabożeństwo do tego Świętego? Bośmy się nie starali poznać jego cnót i uczynków pokutnych.

7. Jan Chrzciciel jest wielkim przez swoją śmierć, która najzupełniej przypomina śmierć Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus wskazał Świętym drogę do nieba, a Janowi kazał nią iść przed sobą. On uprzedził Chrystusa życiem na pustyni. On wcześniej niż Jezus Chrystus wykonywał zewnętrzne uczynki pokutne, przed Nim głosił słowo Boże i przed Nim umarł. Zbawiciela świata opuścili wszyscy przyjaciele w czasie męki, z wyjątkiem Matki Najświętszej i małej gromadki pobożnych niewiast. Jan Chrzciciel umarł w więzieniu, nikt go nie widział i nikt nie pocieszał. Kiedy św. Szczepana kamienowali żydzi, otwarły się nad Jego głową niebiosa i Bóg wzmocnił go na duchu. Janowi Chrzcicielowi nie szedł z pomocą Chrystus, choć to mógł uczynić. Kiedy św. Piotr na rozkaz Heroda był wtrącony do więzienia w Jerozolimie, posłał mu Bóg Anioła, który go podniósł na duchu, skruszył jego okowy i wyprowadził na wolność. Czemuż, kochani Słuchacze, nie czyni Jezus Chrystus podobnie względem swego krewnego, który niewinnością życia, ostrą pokutą, czystością i cierpliwością prześcignął wszystkich Wyznawców, Dziewice i Męczenników? Nie dziwcie się, że Jan Chrzciciel umiera bez pociechy, w opuszczeniu: on był za życia doskonałym obrazem Jezusa Chrystusa, dlatego pozostał nim i przy śmierci. Wszak Jezusa Chrystusa opuścił na krzyżu nawet Ojciec niebieski. Gorliwością swoją o chwałę Bożą pobudził Jezus Chrystus przeciwko sobie fałszywych świadków i oskarżycieli. Jan Chrzciciel dlatego jęczał w więzieniu, bo karcił Heroda i wiarołomną niewiastę za ich niecne życie. Na Jezusa Chrystusa skarżył podły motłoch. Jana Chrzciciela ściga król nierządny, wiarołomna kobieta i jej córka przewrotna. Król wraz z dworem oddawał się rozpasanej uczcie; pięknie tańczyła Herodyada i wtedy Herod obiecał jej dać wszystko, o coby poprosiła. Bezwstydna córka zwróciła się z zapytaniem do matki, o co ma prosić. Wtedy ta nałożnica królewska poleciła córce, aby żądała na misie głowy Jana Chrzciciela. Króla przeraziło chwilowo to żądanie. Ale ponieważ chciał dotrzymać słowa, polecił katowi ściąć świętego Jana. Niesie więc na misie głowę Świętego z weselem niegodziwa córka do matki, która się nią więcej cieszy, niż połową królestwa. Okrutna matka, ziejąca złością, dotyka nieczystemi rękami języka najświętszego ze synów ludzkich i, według tradycyi, kłóje go szpilką ze swych włosów na wielu miejscach, aby się pomścić, że śmiał tak odważnie wyrzucać jej występki. Ach, moi kochani Słuchacze, kogóż nie oburzy to okrucieństwo? W czasie biczowania ciało Jezusa Chrystusa zalało się krwią, a i dla Jana świętego krew była niejako drugą suknią. Widzicie zatem, jak wielkie podobieństwo ma do Jezusa Chrystusa. A dlaczego Bóg zesłał te cierpienia i okrutną śmierć na Poprzednika Syna swego? Bo go chciał podnieść na wysoki stopień doskonałości i świętości. Wrogów Jana niezwłocznie ukarał Bóg. Gdy bezwstydna córka przepływała rzekę, ścisnęły ją kry lodu i urwały głowę, jak niesie podanie. Zaś Heroda i cudzołożną Herodyadę obwinił Agryppa o bunt i dlatego skazano ich na wygnanie do Hiszpanii, czy dalej jeszcze. Obydwoje umarli na drodze, doznawszy wprzód cierpień wszelkiego rodzaju.

Z życia św. Jana Chrzciciela widzimy, że cierpienia i prześladowania są i będą zawsze udziałem dobrych i świątobliwych chrześcijan. Cieszyć się przeto należy, gdy i nami pomiata świat, gdy nas źli prześladują. Prośmy Boga w czasie oktawy tego święta, aby nam raczył udzielić za przyczyną Jana Chrzciciela tych cnót, któremi on sam się odznaczał, a mianowicie pokory, czystości, zaparcia siebie, oderwania od rzeczy stworzonych, męstwa w godzinę śmierci i ścisłego zjednoczenia z Bogiem. Zwróćmy się z zaufaniem o pomoc do tego Świętego, bo on w niebie jeszcze potężniejszy, niż był za życia. Niech nam wyprosi potrzebne łaski i wieczną chwałę w niebie. Amen.

 

Św. Jan Maria Vianney, Kazania niedzielne i świąteczne, tom II, Kraków 1906, s. 226-241.

[1] Szczegółowo według tradycyi opowiada tę historyę Ribadeneira dnia 24 czerwca. Egzegeci mówią, że ów Zacharyasz, syn Barachiasza, był jednym z proroków; ale Pismo św. nie mówi o jego śmierci między przysionkiem i ołtarzem. Inni, jak Korneliusz a Lapide z wielu tłumaczami, dowodzą, że ów Zacharyasz był synem arcykapłana Jojady, zamordował go zaś król Joas między świątynią a ołtarzem. Według św. Hieronima ów arcykapłan Jojada nazywał się także Barachiaszem. Wreszcie są poważni uczeni, którzy twierdzą, że tym zamordowanym Zacharyaszem jest ojciec św. Jana Chrzciciela.