Tagi

, , , , ,

b4a52345bbe8a3f1e5dfa084691af966--catholic-circlesW jednej ze swoich nauk różańcowych opowiedział ks. Dupanloup, biskup orleański, swoim słuchaczom następującą rzewną historię:

„Byłem przypadkowo raz świadkiem niezwykłych skutków codziennego, nabożnego odmawiania „Zdrowaś Marja”. Niezatartem wspomnieniem utrwaliło się to w mojej pamięci. Zostałem zawołany do pewnej młodej niewiasty, której przed kilku dopiero laty udzieliłem pierwszej Komunii św. liczyła zaledwie 20 lat. Była szczęśliwą matką, opływała w bogactwa i żyła w stosunkach świetnych. Lecz śmierć nie baczy na to i chłodną dłonią sięgnęła po młode życie. – Gdy wszedłem do pokoju, w którym spoczywała na łożu śmiertelnem, rzekłem ze współczuciem:

– O, moje dziecko, co za straszny cios!

Lecz ona odrzekła do mnie tonem, którego naśladować nie jestem w stanie:

– Przecież ksiądz wierzy, że przyjdę do nieba?

–  O tak, mam nadzieję, moje dziecko – rzekłem.

– a ja,  – rzekła,  – ja mam pewność zupełną.

– A cóż pani daje tę pewność? – spytałem.

– Oto ta rada, – rzekła, – którą mi kiedyś ksiądz podał. Gdy przystępowałam do pierwszej Komunii św., polecił mi ksiądz, abym co dzień odmawiała jedno „Ave Maria”. Spełniałam wiernie tę radę, a od czterech lat nie minął jeden dzień, w którym nie byłabym odmówiła różańca. I to jest, co daje mi pewność dostania się do nieba.

– A w jakiż sposób?

– Nie wiem tego sama i trudno mi w to uwierzyć, – rzekła z powagą. – Ale przez 4 lata pozdrawiałam Matkę Boską słowami: Święta Marjo, Matko Boża, módl się za mną, biedną grzesznicą, teraz i w godzinę mojej śmierci. Amen. Więc czyżby teraz, gdy już ta ostatnia godzina mego życia się zbliżyła nie miała być Marja przy mnie? O tak, Ona tu jest, jestem tego pewną, i Ona to wprowadzi mnie do nieba!

Oto, co powiedziała mi owa młoda niewiasta. Za chwilę rozpoczęło się konanie, a śmierć jej, której byłem świadkiem, była śmiercią prawdziwie niebiańską i napróżno kusiłbym się o opisanie jej słowami. Widziałem delikatne i wątłe stworzenie w kwiecie wieku, oderwane od wszystkiego, co ziemskie, i co nazywamy szczęściem, opuszczającą męża i maleńkie dziecię, nie bez żalu coprawda, lecz z jakąś promienną radością na twarzy. Pocieszała rodzinę pogrążoną w głębokim smutku i żalu. Mówiła tylko o niebie i zdało się, że oglądała je już rzeczywiście. Wszystko to utkwiło głęboko w mojej pamięci. Zapamiętajmy sobie to wydarzenie. Jakimkolwiek będzie koniec naszego ziemskiego życia, mówmy zawsze z ufnością: „Święta Marjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznemi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.”.

Cześć Marji, zbiór rozważań i przykładów o Matce Boskiej, Warszawa 1934, str. 34-36.