Tagi

, , , , , , , , ,

Sacred-Heart-Beauty1-770x439_cWłaśnie rozpoczęła się Msza św., kiedy do kościoła weszła młoda niewiasta. Na twarzy jej malował się smutek bezbrzeżny, z szeroko otwartych oczu wyzierała rozpacz. Przyszła szukać tu ukojenia, ulgi w cierpieniach życiowych.

„Odpuść nam nasze winy, jako i my…” mimowoli szeptały usta, ale serce buntowało się całą mocą urażonej dumy niewieściej.

Nabożeństwo skończyło się dawno, kościół opustoszał zupełnie, a ona klęczała jeszcze z twarzą ukrytą w dłoniach, z zamarłą – zda się – duszą.

Miała znów przebaczyć?! – Nie, to nie możliwe! Tyle razy to czyniła, a mąż niewdzięcznik znów do swojego towarzystwa, do swoich kart powracał. Teraz przebrała się już miarka. Zabierze dzieci i pojedzie z niemi do swojej rodziny, aby przynajmniej te młode serca od złego wpływu ojca uchronić. Po raz ostatni wstąpiła jeszcze do tego kościoła, do którego tak bardzo chodzić lubiła.

Miała silne postanowienie, dziwne tylko, że to postanowienie nie przywróciło spokoju jej sercu; coraz cięższe chmury smutku gromadziły się w duszy.

Nagle, jakby zmuszona niewidzialną siłą zwraca głowę w bok i spostrzega, że patrzy na nią dwoje dziwnie łagodnych, miłosiernych oczu… Chce odwrócić wzrok, nie może…

„Boskie Serce Jezusa, przebacz, ach przebacz!” – błagalny jęk wyrywa się z udręczonej duszy. – „Jakże mogłam zapomnieć o tobie!”

Oczy utkwione w obraz Serca Jezusowego jaśniejszego nabierają wyrazu, promień nadziei spływa do jej serca. Jakże dobrze znała ten obraz! Ile razy w tem Sercu Bożem składała swój ból i smutek i wracała do domu pokrzepiona i gotowa na wszystkie ofiary. Ale dziś wezbrane fale smutku i goryczy tak zatopiły jej duszę, że zapomniała o wszystkiem, zdało się jej, że nigdzie niema dla niej ratunku.

Ale miłosierny Zbawca widział ciężką walkę umiłowanego dziecka i powstrzymał je przed nierozważnym krokiem.

Niewiasta czuła to i dlatego tak była wzruszona. Zdawało się jej, że słyszy łagodny głos: „Zaufaj mi, powiedz mi, co cię tak boli; złóż serce twoje głęboko w mojem, połącz twoje cierpienia z mojemi. Pomyśl tylko, jak wiele Ja wycierpiałem, jak straszne wyrządzono mi krzywdy, na jakie zniewagi ciągle jeszcze narażony jestem, jaką niewdzięcznością i lekceważeniem płacą mi ludzie za miłość moją! A jednak nie rozgoryczam się do nich. Zawsze gotów jestem przebaczyć i zapomnieć, ilekroć mnie kto o to prosi. Czy nie mogłabyś postąpić podobnie? Czy pozostaniesz nieczułą na miłość moją i nie zechcesz przebaczyć wyrządzonej ci przykrości? Czy, widząc moją dobroć i cierpliwość, potrafisz jeszcze odepchnąć swego męża i ojca swych dzieci i wtrącić go w przepaść zepsucia? Tak to dotrzymujesz złożonej kiedyś u stóp ołtarza przysięgi? Zawróć, póki czas jeszcze. Bądź względem niego cierpliwa i wyrozumiała, postępuj z nim rozumnie i z miłością. Wesprę cię łaską moją, zechciej tylko z nią współpracować, a możesz być pewna zwycięstwa”.

Słowa Zbawiciela całkiem wyraźnie brzmiały jej w uszach i dziwny spokój spływał do zbolałej duszy. Łzy ulgi zwolna potoczyły się po wybladłych licach. Chmury smutku i rozpaczy poczęły ustępować. Mogła się znowu modlić, modlić z głębi serca. Pod miłosiernem wejrzeniem Zbawiciela dusza jej topniała, jak zmarznięta ziemia pod ożywczemi promieniami wiosennego słońca.

Długo trwała jeszcze w słodkiem sam na sam z Przyjacielem swej duszy. Składała w Boskiem Sercu wszystko, co przecierpiała i przewalczyła. Zrozumiała, że i ona nie jest bez winy. Może część winy była po jej stronie? Może była zbyt gwałtowna, lub przynajmniej nie dość serdeczna względem męża? Może nie starała się by po całodziennej pracy było mu miło i dobrze w domu, a tem samem zmuszała go poniekąd do szukania rozrywki za domem…? O tak, tak było na pewno! Uznawała to ze skruchą.

Dzięki Bogu, czas jeszcze, wszystko odrobić może! Jakże skwapliwie czas ten wyzyskać pragnie!

Pokrzepiona modlitwą, ufna w pomoc Bożą, wstała wreszcie, by iść podjąć na nowo walkę z przeciwnościami życia. W drzwiach kościoła odwróciła się, by spojrzeć raz jeszcze na obraz Bożego Serca, raz jeszcze zobaczyć łagodne, miłosierne wejrzenie Bożej Miłości.

W sercu jej i pamięci wejrzenie to wyryło się głęboko; przypominała je sobie zawsze, ilekroć postępowanie męża nową falą goryczy zalewało jej serce, a wspomnienie to dopomagało jej do znoszenia wszystkiego cierpliwie i z poddaniem. Dobroć jej, łagodność, rozumne postępowanie i serdeczna troska o uprzyjemnienie mężowi życia w domu zwyciężyły nareszcie. Porzucił złych przyjaciół, przestał grać w karty, a kiedy spokój i szczęście zapanowały w domu, z radością opowiedziała mu o miłosiernych oczach, których wejrzenie zawróciło ją z niebezpiecznej drogi.

Jakie szczęście napełniać musiało serce obojga, kiedy wspólnie uklękli przed obrazem Serca Jezusowego, by miłosiernemu Zbawcy za tak wielką podziękować łaskę!

 

Posłaniec Serca Jezusowego, rocznik 57, czerwiec  1929, str.209-211.