Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

vianneyKazanie Świętego proboszcza z Ars warte przemyślenia szczególnie teraz, w dobie medialnych doniesień kreowanych przez władców tego świata; strachu przed chorobą czy innymi zagrożeniami z najbliższej przyszłości. Co ciekawe, Autor kazania odbierany jest jakoś chłodno i niechętnie nie tylko przez posoborowych prezbiterów…

Juan Arecharaleta

O śmierci grzesznika

Będziecie mnie szukać i w grzechu waszym pomrzecie. (Jan VIII, 21.)

Straszna to groźba, tem straszniejsza, że się kiedyś niezawodnie spełni. Powyższe słowa wypowiedział Jezus Chrystus do żydów, do ludu tak wielce umiłowanego i obsypanego tylu łaskami. O ludu niewdzięczny, co mogłem więcej dla ciebie uczynić? Ale nadejdzie kiedyś dzień, że mię szukać będziecie, a ja usunę się od was i pomrzecie w grzechach waszych, jakoście w nich żyli. Niezawodnie ciężka to, ale i słuszna kara. Chrześcijanin, otrzymawszy tyle dobrodziejstw od Boga, zagłusza swoje sumienie, grzeszy śmiało, chociaż wie doskonale, że każdej chwili morze życie zakończyć i iść na zgubę wieczną. Na próżno upominają go słudzy Pańscy, by porzucił złe nałogi, na próżno modlą się za niego i podają środki na uleczenie ran duszy. On na przekór trwa w grzechu i co chwila nowych dopuszcza się zbrodni. Drwi sobie z upomnień, natrząsa się z tych, którzy pragną dusze jego zachować od piekła. Czy nie słusznie, aby zginął w swym grzechu, by go opuścił miłosierny Bóg, który już tak długo czekał z wielką cierpliwością na jego nawrócenie? Wzgardzony Jezus Chrystus usunie się odeń i zostawi na łup rozpaczy, w rękach czarta. Okropną jest śmierć grzesznika dlatego, że ogarnia go rozpacz na myśl tylu popełnionych grzechów, tylu zmarnowanych łask i mąk, które są dlań zgotowane na wieki. Na ten temat przemówię do was dzisiaj:

I. Gdy mię zapytacie, co nazywamy złą śmiercią, odpowiem, że bolesną jest rzeczą, kiedy np. umiera mąż w kwiecie wieku, zdrowy, bogaty i pozostawia w sieroctwie dzieci i stroskaną małżonkę. Chory król Ezechiasz mówił do Boga: Jak to, o Boże mój, więc mam umrzeć w połowie dni moich, w kwiecie wieku? „Jam rzekł: w połowie dni moich pójdę do bram piekielnych”.[1] Również król Dawid prosił Boga, mówiąc: „Nie bierz mię w połowicy dni moich, lata twoje od wieku do wieku”.[2] Według niektórych zła to śmierć, kiedy kto ginie na szubienicy z rąk kata, albo umiera nagle od pioruna, w nurtach rozhukanych fal wodnych albo spada z wysokości albo zabija się na miejscu. W końcu twierdzą jeszcze ludzie, że złą jest rzeczą umrzeć na zakaźną chorobę, na morowe powietrze.

Ja na to powiadam, że w prawdzie smutną jest tego rodzaju śmierć, ale nie nazwałbym jej złą. Kto bowiem żył dobrze, choćby umarł w kwiecie wieku, śmierć jego będzie cenną w oczach Pana. Z rąk katów ginęli męczennicy, a przecież ich śmierci nie nazwiemy złą. Kto nagle umiera, jeżeli znajduje się w łasce Bożej, śmierć jego nie jest złą. Wielu Świętych w ten sposób pomarło. Święty Symeon zginął od pioruna na swej kolumnie, św. Franciszek Salezy umarł na apopleksyę. Umrzeć na morowe powietrze nie jest jeszcze w pewnych wypadkach tak smutną rzeczą. Taką bowiem śmierć miał św. Roch, a poniekąd i św. Franciszek Ksawery. Grzech tylko czyni prawdziwie śmierć nieszczęśliwą. Umierający bowiem grzesznik widzi swe złości i łaski Boże, któremi wzgardził. Gdy spojrzy ku niebu, widzi Boga zagniewanego, który chce go karać. Gdy rzuci wzrok ku ziemi, spostrzega otwarte przed sobą piekło. Ponieważ nie chciał znać Boga sprawiedliwego, dlatego teraz cięży nad nim Jego prawica. Za życia ukrywał swe grzechy, lub przynajmniej je zmniejszał, a teraz wszystko w pełnym przedstawia mu się świetle. Niestety! Dawniej powinien był to widzieć, a nie chciał. Pragnąłby opłakiwać swe grzechy, ale już za późno. Gardził Bogiem, teraz go opuszcza i zostawia na łup rozpaczy.

Słuchajcie, zatwardziali grzesznicy, którzy z przyjemnością grzęźniecie w błocie nieprawości, którzy nie myślicie porzucić występków, słuchajcie, co was czeka w godzinę zgonu. Mówi Duch Św.: „Grzesznik ujrzy i będzie się gniewał, będzie zgrzytał zębami swymi, a będzie schnąć, rządza niezbożnych zaginie”.[3] W owej chwili będą narzekali grzesznicy, że na nic im się nie przydała pycha i rozkosze; wszystko przeminęło, pozostaje tylko zwątpienie, rozpacz i kara.[4] Tego doświadczył na sobie bezbożny Antyoch, który spadłszy nieszczęśliwie z wozu, doznawał okropnych wewnętrznych boleści. Ciało jego pożerały robaki za życia. Wtedy żałował, smucił się i trwożył, że musi umierać w kraju obcym. Przyrzekał poprawę, obiecywał naprawić wyrządzone krzywdy i zostać nawet żydem. Bóg jednak nie wysłuchał go, bo jego pokuta nie była szczerą, bezbożny Antyoch umarł w grzechach swoich. Stąd nauka dla grzeszników, że kiedyś będą szukali Boga, a nie znajdą Go. Jakże wielka liczba tych, którzy nieszczęśliwie umierają! Zaślepieni, dopiero w godzinę śmierci otwierają oczy, kiedy już za późno!

Zaprawdę, Bracia, za grzesznem życiem idzie potępienie. Nie chcecie porzucić grzechów? Nie chcemy, wołają niektórzy. Pamiętajcie, że was czeka śmierć w rozpaczy, jak bezbożnego Woltera. W chorobie począł się zastanawiać nad sobą ów pisarz. Sądził, że miłosierny Bóg daruje mu zbrodnie. W tej nadziei kazał zawołać do swego łoża jednego z kapłanów, pomimo, że za życia wyszydzał ich w swych pismach. Pociesza się myślą, że wyzna swoje grzechy, odwoła szyderstwa bezbożne i naprawi zgorszenia. Bardzo się jednak zawiódł. Bóg go opuścił, śmierć porwała go przed spowiedzią i przybyciem kapłana. W duszy tego bezbożnika zrodziła się straszna rozpacz, w której wołał: „A więc już jestem opuszczony od Boga i ludzi?” Tak, nieszczęśliwy, twą nadzieją i udziałem piekło! Woła jeszcze usty, które tyle razy bluźniły przeciwko Bogu, religii i kapłanom: „Jezu Chryste, Synu Boży, któryś umarł za wszystkich bez wyjątku grzeszników, miej litość nademną!” Niestety, cierpliwość Boża już się wyczerpała. Bóg odrzucił tego szydercę pisarza, dla Woltera zgotowane już były płomienie wieczne. Przyjaciele nie dopuszczają księdza do jego łoża i pilnują, by mu nie udzielono Sakramentów św. Porywa go więc straszna rozpacz, oczy jego błędne; drży, rzuca się i wścieka sam na siebie, że był bluźniercą za życia. Wreszcie umiera jako potępieniec…[5]

Św. Jan Maria Vianney, Kazania niedzielne i świąteczne, tom II, Kraków 1906, s. 175-178.

[1] Iz. XXXVIII, 10.

[2] Ps. CI, 25.

[3] Psalm CXI, 10.

[4] Mądr. V, 8, 13.

[5] Sądy boże nieznane. O losie wiecznym Woltera nie można przeto nic stanowczego powiedzieć. (Przyp. Tłum.)