Tagi

, , , , , , , , , ,

vianney„A przetoż pokutujcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze”

Dzieje Ap. III. 19.

Św. Piotr Apostoł wyrzuca żydom ich bogobójstwo i niewdzięczność względem Jezusa Chrystusa. Obecni poczynają płakać i mówią: Co mamy czynić, byśmy mogli znaleźć przebaczenie? Apostoł pociesza ich i wskazuje, że jedyna ich nadzieja i zbawienie w Jezusie Chrystusie, który umarł za grzechy wszystkich ludzi i zmartwychwstał: „A przetoż pokutujcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze!”

Wielu chrześcijan zaparło się również Jezusa Chrystusa, znieważając Go ciężko grzechami. Jakiż pozostaje dla nich środek ratunku? Pokuta i szczere nawrócenie. Kto żył dla świata i złego ducha, niech rozpocznie życie dla Boga i szczęścia wiecznego. W dzisiejszem kazaniu pragnę was pouczyć, jak należy pokutować za popełnione grzechy.

I. Nic niema tak słodkiego w życiu i przy śmierci, jak łzy i boleść serca za popełnione grzechy. Jedynie pokuta może zadosyć uczynić sprawiedliwości Bożej. Mówi św. Augustyn, że jeżeli sami nie będziemy się karali za nasze winy, ukarze nas ten, przeciwko któremu grzeszyliśmy. Jeżeli chcemy uniknąć chłost Bożych, karzmy siebie samych.

Mówi P. Jezus, że bez pokuty wszyscy zginiemy[1]. Po grzechu zmysły buntują się przeciw rozumowi. Jeżeli przeto pragniemy, by ciało podlegało duszy, należy je trzymać na wodzy. Jeżeli chcemy zjednoczyć się z Bogiem, musimy się również umartwiać duchowo.

Pismo św. wyraźnie wskazuje, że po upadku trzeba żałować i pokutować. Dowodem tego Dawid, który tak surowo pościł, iż zaledwie mógł się na nogach utrzymać z osłabienia[2]. Chociaż miał obietnicę, że mu Bóg grzech przepuścił, nie ustawał płakać do końca życia, łzami skrapiał łoże swoje. To samo czynił Piotr św.

Dlaczego czujemy wstręt do pokuty? Dlaczego nie żałujemy za popełnione grzechy? – Bo się nie zastanawiamy, jak ciężką zniewagę wyrządzaliśmy Bogu, jak wielkie nieszczęścia czekają nas przez całą wieczność. Czasami przyznajemy, że trzeba pokutować, ale w zaślepieniu swem odkładamy pokutę na później, jak gdybyśmy byli panami czasu i łaski Bożej. Każdy powinien się lękać o siebie, bo nie wie kiedy umrze, a zresztą Pan Bóg udziela łask tylko do pewnej miary. Miłosierdzie Boskie względem grzesznika ma pewne granice. Kiedy człowiek zuchwale brnie w grzechach i dopełni miary nieprawości, opuści go Bóg, jak sam powiada przez usta Jeremiasza proroka[3]. Niezbożny Antyoch, tknięty ciężką chorobą, zwraca się do Boga, płacze i upokarza się, obiecuje naprawić wszystkie zniewagi, świętemu miastu wyrządzone. Nie znalazł jednak przebaczenia, bo pokuta jego nie była szczerą, bo już dla tego złośnika wyczerpało się miłosierdzie Boże. To samo spotkało bezbożnego Woltera. D’Alemberta, Diderota, Jana Jakóba Rousseau i ich przewrotnych towarzyszy. O nich wszystkich można powiedzieć, co czytamy o wspomnianym Antyochu: „A modlił się ten złośnik do Pana, od którego nie miał otrzymać miłosierdzia”[4]. Niegodziwy Aman nie myślał o tem, że sam zawiśnie na owej szubienicy, którą gotował dla Mardocheusza[5]. Nie domyślał się także król Baltazar, że jego ostatnią zbrodnią będzie picie z naczyń świętych, skradzionych w Jerozolimie[6]. Nie spodziewali się również dwaj niemoralni starcy, że będą ukamienowani, namawiając do złego niewinną Zuzannę[7].

Czemu te przykłady nie napełniają was świętą bojaźnią? Czemu odkładacie pokutę na później? Wszak te prawdy skłoniły wielu do opuszczenia miast, zaludniły samotne miejsca pustelnikami, napełniły niesłychanem męstwem Chrystusowych męczenników.

II. Po grzechu trzeba koniecznie pokutować w tem lub przyszłem życiu. W tym celu także ustanowił Kościół dni pokuty, bo chce nam przypomnieć, że po upadku należy pościć i umartwiać się. Mojżesz spędził czterdzieści dni w poście i pokucie. Również Jezus Chrystus nie jadł i nie pił na pustyni przez taki sam przeciąg czasu i wskazał nam przykładem swoim, że życie nasze powinno upływać w łzach, pokucie i umartwieniu.

Bez pokuty trudno dochować wiary. – Pewien niegodziwy człowiek nie mógł ścierpieć, że jego żona i syn oddają się życiu pobożnemu, że w niedzielę i po nabożeństwie nawiedzają chorych i czytają pobożne książki. Naumyślnie więc podsuwał im złe książki, których początkowo nie chcieli czytać. Później jednak z ciekawości poczęli je przeglądać i rozmiłowali się w rzeczach niemoralnych, zachwiali się wierze, porzucili praktyki religijne, oddawali się zabawom i zrujnowali majątek. Wówczas ów człowiek, który sam był przyczyną upadku moralnego swej żony i syna, wpadłszy w szalony gniew i rozpacz, odebrał im życie, a w końcu sam skończył samobójstwem.

Bez pokuty i czuwania, bez spełniania dobrych uczynków, trudno wytrwać w łasce Bożej. Jak oddech koniecznie jest potrzebny dla życia fizycznego, tak również pokuta dla życia prawdziwie chrześcijańskiego. Jeżeli chcemy, by ciało nasze podlegało duszy, a dusza Bogu, musimy się umartwiać fizycznie i duchowo.

Szedł z rozkazu Bożego sędzia Gedeon do walki z Madyanitami. Przed bitwą rozkazał mu Pan rozpuścić do domu bojaźliwych żołnierzy. Zostało jeszcze przy Gedeonie dziesięć tysięcy ludzi. Z tych zostawił przy sobie jedynie trzystu wojowników, którzy odmówili sobie wszelkich wygód, którzy mimochodem i stojąco ręką czerpali wodę, by zaspokoić swe pragnienie[8]. Przykład ten poucza nas, jak mało osób pójdzie do nieba z braku umartwienia. – Miłował tę cnotę św. Paweł Apostoł i surowo obchodził się z ciałem swojem, aby innym przepowiadając Ewangelię, sam nie był odrzuconym.

Kto miłuje uciechy ziemskie, szuka wygód, unika cierpień, niepokoi się i szemra, gdy mu się coś nie powiedzie, jest tylko z imienia chrześcijaninem. „Jeśli kto chce za mną iść, niech zaprze samego siebie, a weźmie krzyż swój na każdy dzień i niech idzie za mną”[9]. Człowiek zmysłowy nie posiędzie cnót, które czynią duszę miła w oczach Bożych i prowadzą do nieba. Piękna róża otoczoną bywa kolcami. A najpiękniejsza z cnót, czystość, rozkwita wśród umartwienia. Do Daniela proroka mówi Archanioł Gabryel, że dlatego Bóg jego próśb wysłuchał, bo je ku niebu zasyłał w poście i popiele.

III. Umartwienie może być wewnętrzne i zewnętrzne; jedno drugiemu dopomaga. Zewnętrzne polega na umartwieniu ciała i jego zmysłów.

  1. Powinniśmy poskramiać wzrok, odwracać go od przedmiotów, które mogą nasuwać złe myśli. Nie trzeba czytać książek, które wcale nie budują, ale raczej budzą nieskromne myśli i podkopują wiarę.
  2. Powinniśmy dalej umartwiać słuch, unikając niepotrzebnych rozmów, niemoralnych pieśni, przekleństw i oszczerstw. Nie bądźmy ciekawymi tak dalece, byśmy wszystko wiedzieli, co drudzy mówią i czynią.
  3. Należy umartwiać powonienie, jak to czynił n. p. św. Franciszek Borgiasz.
  4. Wypada niekiedy odmówić coś swemu podniebieniu. Nie trzeba jeść z łakomstwa, ani za wiele lub poza godziną stale oznaczoną. Dobry chrześcijanin stara się przy każdym jedzeniu trochę umartwić.
  5. Należy umartwiać język i używać go do spełniania obowiązków, na chwałę Bożą i zbudowanie bliźniego. Odznaczał się tą cnotą Jezus Chrystus, bo do trzydziestego roku żył prawie w milczeniu i zapomnieniu. I z tych lat mało szczegółów podaje o Nim Ewangelia. Matka Najświętsza również wtedy tylko mówiła, kiedy tego wymagała chwała Boża i pożytek bliźnich. Tylko cztery razy przytacza Ewangelia Jej słowa. Mówiła z Aniołem, kiedy Jej zwiastował, że zostanie Matką Boga. Przemówiła także przy nawiedzeniu św. Elżbiety, dalej do Syna swego, kiedy Go znalazła w świątyni i na godach w Kanie galilejskiej, kiedy chciała dopomódz biednym nowożeńcom.

Z tego powodu także przestrzegają tak ściśle milczenia w Zgromadzeniach zakonnych. Św. Jakób Apostoł nazywa doskonałym tego człowieka, który nie grzeszy językiem: „Jeśli kto w słowie nie upada, ten jest mąż doskonały”[10]. Należy szczególnie unikać rozmów nieczystych, nieskromnych pieśni, obmów i oszczerstw, przekleństw i prostackich wyrazów.

  1. Powinniśmy także czasami umartwiać się w spoczynku, byśmy się nie przyzwyczaili do gnuśności.

Potrzebne jest także bardzo człowiekowi umartwienie wewnętrzne. I tak powściągajmy swą wyobraźnię, by się nie błąkała po przedmiotach niepożytecznych lub niebezpiecznych, któreby mogły nasunąć złe myśli i pragnienia. Tu zły duch najwięcej stawia sideł na ludzi. Próżne marzenia nużą niepotrzebnie człowieka, odwodzą go od poważnych myśli. Zamiast oddawać się próżnym marzeniom, myślmy często o rzeczach ostatecznych, o męce i śmierci Jezusa Chrystusa.

Powinniśmy także umartwiać swój rozum, strzedz się krytykowania prawd wiary. Wreszcie umartwiajmy swą wolę, poddając ją pod rozkazy przełożonych. Nigdy nie braknie nam sposobności do drobnych umartwień, bo żyjemy wśród ludzi, którzy kierują się często kaprysami, chwilowym humorem, którzy liczne posiadają wady. Zaprawdę, kto się n. p. nie umartwia w jedzeniu i piciu, nie będzie się mógł podobać Bogu. Pijak nie wejdzie do nieba, bo niema żadnego podobieństwa między jego życiem, a życiem Jezusa Chrystusa. Co będzie również z nami kiedyś, gdy Jezus Chrystus porówna życie swoje z naszem i nie znajdzie najmniejszego podobieństwa?

Jedynie łzy i pokuta napełnią serce nasze pociechą w godzinę śmierci. Z tego to powodu mówił przy zgonie św. Hilarion: „Czego się lękasz duszo moja? Tyle lat służyłaś Bogu, pełniłaś Jego wolę. Ufaj, bo Pan zlituje się nad tobą”. Opowiada św. Jan Klimak, że pewien młody człowiek przez ciężkie pokuty gotował się na ostatnią chwilę. Kiedy już śmierć nadeszła, wezwał przełożonego i tak się doń odezwał: „Ojcze mój, jak się czuję szczęśliwym, żem przepędził życie we łzach i pokucie. Dobry Bóg obiecał mi za to królestwo niebieskie. Do widzenia, Ojcze, ja już idę połączyć się na zawsze z moim Bogiem, któregom się starał wiernie naśladować. Dziękuję ci jeszcze żeś mię zachęcał do postępowania po tej szczęśliwej drodze”. – Wielką dla nas będzie także pociechą w owej chwili myśl, żeśmy żyli dla Boga, żeśmy starannie unikali grzechu, żeśmy sobie odmawiali wszelkich przyjemności nie tylko złych, ale także czasami i dozwolonych, żeśmy uczęszczali godnie do Sakramentów św. i czerpali w nich siłę i moc do walki z czartem, światem i złemi skłonnościami. Takiego wesela doznała w godzinę śmierci po surowej pokucie Taida, która słynęła niegdyś z życia niemoralnego, lecz się nawróciła za przyczyną św. Pafnucego.

Pierwsi chrześcijanie nie lękali się pokuty. Jeżeli ciężko obrazili Boga, starali się Go przebłagać długoletnią, twardą, uciążliwą pokutą. W dniu popielcowym przychodzili w lichem odzieniu do bram kościelnych. Kiedy weszli do świątyni, posypywano głowy ich popiołem i podawano im włosienicę, którą mieli nosić przez cały czas pokuty. Następnie padali na ziemię i wtedy odmawiano nad nimi siedm Psalmów pokutnych dla uproszenia im miłosierdzia Bożego. Biskup lub kapłan przemawiał do nich, zachęcał do gorliwej pokuty i ożywiał nadzieję. Po przemowie usuwano ich z kościoła, jako niegdyś wydalił Bóg Adama z raju po upadku grzechowym. Publicznie pokutujący oddawali się ciężkiej pracy, żyli w samotności, w niektóre dni tygodnia przestawali tylko na chlebie i wodzie, musieli nieraz długo się modlić z twarzą pochyloną ku ziemi, sypiać na twardych deskach, a nieraz i w nocy opłakiwać swe grzechy, zamiast iść na spoczynek. W takiej pokucie przebywali kilka stopni. Widziano, jak w niedzielę stali przy bramie kościelnej we włosienicy, z popiołem na głowie i błagali na klęczkach wiernych, idących do świątyni, by się za nich modlili. Po pewnym czasie wolno im było wejść do kościoła i słuchać kazania, lecz po nauce musieli go opuścić. Niektórzy dopiero w godzinę śmierci otrzymywali przebaczenie. Pokuta trwała czasem dziesięć, dwadzieścia lat, a nawet i dłużej. Od pasterza aż do cesarza wszyscy się jej poddawali. Za przykład może nam posłużyć cesarz Teodozy. Kiedy zgrzeszył ciężko ten monarcha, napisał doń list św. Ambroży, że miał w nocy od Boga widzenie i otrzymał polecenie, by go nie puścił do kościoła. Zapłakał gorzko cesarz, przeczytawszy list. Przybył jednak, jak zwyczajnie do świątyni, spodziewając się, że jego łzy i pokuta zmiękczą serce biskupa. Kiedy go zobaczył Ambroży, stanął przy drzwiach kościelnych i zawołał: „Wstrzymaj się, cesarzu, bo nie jesteś godzien wejść do domu Pańskiego”. – Na to odpowiedział cesarz: „Prawda, żem zgrzeszył, lecz i Dawid zgrzeszył, a Bóg mu darował”. – Na to znowu rzecze św. Ambroży: „Jeśliś naśladował Dawida w grzechu, to naśladuj go także w pokucie” – Po tych słowach wrócił cesarz w milczeniu do pałacu, zdjął cesarski strój, rzucił się twarzą na ziemię i serdecznie opłakiwał grzech swój. Przez ósm miesięcy nie był w kościele i zazdrościł domownikom swoim, że nie byli pozbawieni tak wielkiego szczęścia. Kiedy mu już wolno było brać udział w publicznych nabożeństwach, zachował się w kościele z wielką pokorą, klęczał, bił się żałośnie w piersi, opłakując swe winy. Wspomnienie grzechu nie opuszczało go do końca życia. Oto, co uczynił cesarz dla zbawienia duszy.

I my musimy płakać i pokutować za grzechy w tem lub przyszłem życiu. Wybierajmy, co dla nas korzystniejsze. Co się z nami dziać będzie, jeżeli nadejdzie śmierć, a my nie odpłacimy się jeszcze surowej sprawiedliwości Bożej? Jaki smutek i gorycz ogarną duszę, żeśmy nie chcieli pokutować i przebłagać miłosiernego Boga, żeśmy żyli ciągle w grzechach i odkładali poprawę na ostatnią chwilę! Inną, Bracia drodzy, obierzmy sobie drogę, a ona przy zgonie napełni nas szczęściem i weselem. Płaczmy za grzechy i znośmy cierpliwie wszystkie smutki i nieszczęścia, które się Bogu spodoba na nas zesłać! Niech życie nasze upływa w żalu za grzechy i w miłości ku Bogu, byśmy się mogli z Nim połączyć na wieki. Amen.

 

Jan Maria Vianney, Kazania niedzielne i świąteczne, przetłumaczył ks. Dr Jakób Górka, tom II, Kraków 1906, s. 137-145.

[1] Łuk. XIII. 3, 5.

[2] Genua mea infirmata sunt a jejunio. PS CVIII. 24.

[3] Jer. XVIII. 17.

[4] II. Mach. IX. 13.

[5] Est. VII. 9.

[6] Dan. V. 28.

[7] Tamże XIII. 61.

[8] Sędz. VII. 6.

[9] Łuk. IX. 23.

[10] Jak. III. 2.