Tagi

, , ,

6bCuda są widomym odbłyskiem świętości, który jaśnieje nie tylko wokół szczątek świętych, lecz bardzo często jeszcze za życia jasnem światłem opromienia ślady ich cnót. Dziwili się temu znający go, lecz pocieszała ich ta myśl, iż sam jest największym cudem. Bóg i w sposobie nagradzania swych świętych jest niezbadany. Zaledwie zgasł Alojzy, a zaraz wytrysnął niewyczerpany zdrój cudów i nadzwyczajnych łask otrzymywanych za jego wstawiennictwem, tak iż słusznie zasługuje na tytuł cudotwórcy. W jego cudach cztery przedewszystkiem wybijają się cechy: pewien ich powab i urok, użyczanie pomocy w nadzwyczajnych wypadkach, różnorodność tych cudów i zdumiewająca liczba. Stwierdzają to następujące świadectwa.

Pierwszego cudownego uzdrowienia dokonał Alojzy na swej własnej, ukochanej matce. Wkrótce po jego śmierci w stosunkach najbliższego pokrewieństwa smutne nastąpiły zawikłania. Jak wyżej wspomniano, stryj Alfons z Castel Goffredo zapewnił, za staraniem Alojzego, następstwo w lennie Rudolfowi, chociaż ten wzgardził jego jedyną córką Katarzyną, a poślubił Helenę Aliprandi. Później jednak żałował stryj swego postanowienia i poczynił kroki u cesarza, by lenno z wykluczeniem Rudolfa zapewnić swojej córce. Skutkiem tego ośmiu kastyljończyków zamordowało Alfonsa w jego posiadłości Gambaredolo, Rudolf zaś orężem zdobył zamek Goffredo. Niedługo jednak cieszył się jego posiadaniem. Nie upłynęło dwa lata po zejściu Alojzego, a jego samego, kiedy wchodził do kościoła na zamku Goffredo, zastrzelili zwolennicy alfonsa 3 stycznia 1593 r. Niestety odmówiono mu kościelnego pogrzebu, gdyż ściągnął na siebie wykluczenie z Kościoła za bicie fałszywej, papieskiej monety. Dopiero na prośby i łzy matki zezwolił papież na pogrzeb kościelny. Pochowano go w zamkowej kaplicy w Castiglione. Straszne te wypadki tak bardzo wstrząsnęły biedną matkę, iż popadła w śmiertelną chorobę i zaopatrzona św. Sakramentami oczekiwała końca. Cała rodzina zebrała się około jej łoża; wtem chora otworzyła oczy, niebiańska radość zaigrała na jej obliczu, słodki uśmiech rozjaśnił zamierające rysy i rozpłakała się. Przedtem jakiemś odrętwieniem i oniemieniem zdjęta, przez dłuższy czas nawet płakać nie mogła. Cóż się więc stało? Oto, jej ukochany Alojzy, okolony niebiańską chwałą, stanął przed nią i uzdrowił ją jednem wejrzeniem. Podniosła się natychmiast, pełna nadziei i spokoju o szczęśliwą przyszłość rodziny. I nie zawiodła jej nadzieja, ponieważ syn jej książę Franciszek, podniósł rodzinę na dawny stopień czci i poważania, jak to przepowiedział Alojzy.

(c.d.n.)

Maurycy Meschler T. J, Życie Św. Alojzego Gonzagi patrona młodzieży, Kraków 1923, ss. 307-309.