Tagi

, , ,

1946-09W r. 1940, na Syberii przyszło nam na świat dziecko. Po skomplikowanym rozwiązaniu, żona dostała wysokiej gorączki, co zazwyczaj kończy się tragicznie. Wierząc, że jedyną Lekarką w tych warunkach mogła być Niepokalana, z ufnością i wiarą odmawiałem nowennę ku Jej czci. Zostałem wysłuchany. Żona wyzdrowiała.

Że dziecko następnie przetrwało straszną zimę – mrozy 60 st. C. – i nawet nie chorowało, to widoczna opieka i łaska Matki Boskiej.

W 1943 r. poszedłem do wojska i przeszedłem całą kampanię począwszy od Lenino aż do Berlina. W bojach, patrząc niejednokrotnie śmierci w oczy, wyszedłem cało. Zawdzięczam to jedynie opiece Opatrzności.

Że rodzina moja pozostając bez opieki wśród ciężkich warunków na dalekiej tułaczce, potrafiła szczęśliwie przetrwać i wrócić, to również szczególna opieka N. M. P. Niepokalanej.

Dziękujemy Jej za wszystkie doznane łaski i dobrodziejstwa.

J. i M. Wróblewscy

KŁODZKO, dn. 26 maja 1946.

 

W październiku 1943 r. nasza Pierwsza Dywizja pod Lenino, poszła po raz pierwszy w bój… Zdobywamy pierwszą, potem druga linię okopów niemieckich. Garstka rozpalonych żołnierzy, nie zważając na gęsty ogień wroga, przerwała się na tyły niemieckie. Wśród nich byłem i ja. Przywitano nas ogniem karabinów maszynowych i artylerii. W osaczeniu zginęli wszyscy koledzy. Ja zostałem ranny w nogę i wkrótce straciłem przytomność. Gdym ją odzyskał, z trudem podczołgałem się do okopu strzeleckiego. Zorientowałem się wówczas, iż znajduję się w samym pasie międzyfrontowym. O wyjściu mowy być nie mogło, silny ogień nie pozwalał na wytknięcie głowy z rowu. Słyszałem wyraźnie głosy żołnierzy niemieckich.

W takim położeniu straciłem nadzieję wyjścia z życiem. Front nie przesuwał się. Trzy dni, trawiony gorączką przeleżałem w okopie bez możności wydostania się z niego do swoich. I wtedy zwróciłem się do Niepokalanej o pomoc. Znużony zasnąłem. W pewnej chwili wydawało mi się, że ktoś mnie trącił. Zrywam się … nikogo nie widzę. W duszy uczułem jakiś ukojny spokój, coś mnie zapewniało, że wyjdę stąd, że będę żył i wrócę do swoich. Pod tym wrażeniem, nie zważając na silny obstrzał nieprzyjacielski, zebrawszy siły, czołgając się rowem, potem polem zdążyłem na tyły, do swoich, tej samej nocy znalazłem się znów w linii wypadkowej, złączyłem się ze swoją jednostką wojskową.

Modlitwa moja została wysłuchana. Za uratowanie mi życia, za szczęśliwy powrót z wojny i za ustawiczną opiekę nade mną – dziś publicznie dziękuję Ci, Mario, Dziewico Niepokalana i o dalszą w życiu opiekę Twoją pokornie proszę.

kapr. Brągiel Antoni

GNIEWINO, 28 stycznia 1946 r.

Rycerz Niepokalanej, roczniki wrzesień i listopad 1946 r., ss. 308 i 245.