Tagi

, ,

Bardzo nam drogie i kochane dawne uczennice!

Wysyłając wam ten 1-y numer naszego „pisemka”, nie mogę nie wspomnieć o kochanej mojej i trochę waszej matce.

Niektórym już mówiłam na zebraniach o Jej ostatnich chwilach, ale inne, które na zebraniach nie były prosiły mnie o to – dla nich więc to, co następuje:

Wogóle, nie było żadnej choroby poza starością i trzeba nam Bogu za to dziękować; ale mimo to cierpienia było dużo! – dla otoczenia zaś wiele zbudowania. Matka nasza jest w moich oczach uosobieniem spełnienia dwóch przykazań miłości. W ostatnich miesiącach coraz mniej nas słyszała, pod koniec już nawet wyczytać nie mogła tego, cośmy dużemi literami pisały, chcąc choć czemśkolwiek się z nią podzielić,  – a w ostatnich dniach chwilami nie mogła znaleść słów, by wypowiedzieć myśl swoją! Kiedyś powiedziała mi: „to bardzo ciężko, dla ciebie i dla mnie!” Całkiem przytomnie krzyż swój i nasz dźwigała, a mówiła mi: „ o nic nie proś tylko o spełnienie woli Bożej”

– 19-ego sierpnia tak się odezwała: Boże mój, bądź wola Twoja, fiat! Fiat! Boże, naucz mnie modlić się w mojem cierpieniu, naucz mnie posłuszeństwa, naucz uległości, naucz mnie pokory, mnie i moich, bo pycha temu wszystkiemu jest winna” – A przed tem, 28 lipca, mówiła do p. Zaleskiej: „Pamiętaj, żeby we wszystkiem pełnić wolę Bożą i jej we wszystkiem szukać”. W ostatnich dniach, gdy wciąż chodziła po mieszkaniu, i bardzo była wymęczona tem jakby obowiązkiem chodzenia i okropnym bólem głowy i karku (zdaje się, że to objawy zwapnienia żył), i tak mi było przykro, że nic nie możemy jej zrobić, aby jej ulżyć, nic też jej na pociechę powiedzieć, bo już nic nie słyszała, przybliżyłam krzyżyk do jej ust: tak serdecznie się odezwała: „Ach! to dobre! dziękuję!” – ściskała nogi Pana Jezusa i znów mówiła: „To dobre! Bóg zapłać!” – Dosyć to jasne dowody jej miłości Boga – a co do miłości bliźniego, – to do końca zajęta tylko tem była co by dla kogo zrobić, czem ulżyć, dopomódz. – Trzy dni przed końcem, gdy pracowałam przy niej nad papierami, zauważyła, że mi czegoś brak, to tak serdecznie powiedziała: „Moje serce, powiedz co, to ci przyniosę!” – A gdy wiedziała, że goście przyjechali, wciąż się troszczyła o to bym ich samych nie zostawiała, pytała się czy mają pokój ogrzany, czy im kazałam podać podwieczorek i t. p.

Polecała mi też uprzejmość, by żaden dzień nie przeszedł bez zrobienia jakiejść grzeczności drugim. Sama bliźnich kochała i w drugich tę miłość wpajała.

W ostatni wreszcie dzień, po 24 godzinach męki, tak była osłabioną, żeśmy ją położyły na łóżku – nastąpiło jakieś dziwne uspokojenie, oddychała równo, zasnęła. Trwało tak około 5 godzin – zmieniałyśmy się w czuwaniu przy niej – nagle zawołała: „O Raju!” P. Zaleska zerwała się i powiedziała mi „to będzie koniec”, włożyła jej gromnicę w prawą rękę, ja lewą trzymałam, odczułam 2, 3 uderzenia pulsu i już był koniec! – było to w niedzielę 4-go Listopada 1923 r. o godz. 2-ej po południu.

Biedna ta umęczona twarz zupełnie wróciła do normalnego wyglądu, tak, że zdawała się nie umarła, ale śpiącą! Chciałam koniecznie zachować ten ukochany wizerunek, zebrałam się do rysowania go – zalewałam się łzami, a wciąż Bogu mówiła: dziękuję! dziękuję! bo mi się zdawało, że każde dotknięcie papieru ołówkiem dawało mi to czego szukałam i prosiłam. W ogóle, w ten nieopisanym bólu, nie umiem wypowiedzieć, jak delikatna ręka Boża tem kierowała! Ileśmy otrzymali dowodów tej Ojcowsko-Macierzyńskiej delikatności – choćby w tem ostatnim słowie! czyż to nie jest pociechą, módz przypuścić, że jej chyba pokazano ten „Raj” i do niego Ją wpuszczono!?…

Niech Bóg Was oświeca, umacnia, uświęca i pociesza – tak Matka moja błogosławiła mnie w ostatnich czasach.

M. Z.

Z Pisma Kuźniczanek

Reklamy