Tagi

, , , ,

Najśw. M. Panna obdarzoną została wszelką łaską, bo poczęła w swoim łonie tego, który jest początkiem i źródłem łaski. Jest łaski pełna, więc może jej innym udzielać.

O Matko łaski bożej wyjednaj nam u Boga, żeby łaska nie była bezowocna w duszach naszych, żebyśmy ją nie czynili bezpłodną jak to się dzieje z promieniami słońca padającemi na lodowce lub na piaski pustyni.

„Kto czyni wolę Ojca mojego” powiedział Zbawiciel „ten bratem, siostrą i matką moją jest”. Oto warunek macierzyństwa duszy w stosunku do łaski.

Najśw. Panna, która zawsze doskonale pełniła wolę bożą, zasłużyła na pełność łaski, na poczęcie w sobie Tego, który jest jej źródłem. Była posłuszną od pierwszej chwili swego życia wszystkim najskrytszym, najdelikatniejszym natchnieniom łaski. Była posłuszną przez cały ciąg swego życia, czuwając w sposób przedziwny nad dziecięctwem Zbawiciela. Można wreszcie powiedzieć, że była posłuszną aż do śmierci i to śmierci krzyżowej, bo cierpiała przy ukrzyżowaniu syna to, co on sam wycierpiał, bo chciała w zjednoczeniu z wolą bożą tych cierpień tak swoich, jakoteż Chrystusowych.

Co się tyczy łaski, Bóg ją daje narówni ze słońcem dobrym i złym; tylko jedni dobrzy słuchają, współdziałają z łaską, a dusza ich nabiera pewnych cech macierzyństwa bożego, by poczynać i rozwijać w sobie łaskę, drudzy pozostają bezpłodni.

Na tem polega życie chrześcijańskie, postęp każdej duszy i świata całego. Bóg zaczyna, ale człowiek musi słuchać, działać, cierpieć, aby zasłużyć na pewien udział w świętem macierzyństwie łaski.

W historji dusz początki są zwykle cudowne i pełne wielkich radości, koniec powinien być czasem silnych i surowych cnót. Na początku Bóg wszystko daje, a człowiek mało co Mu zwraca. Na końcu życie staje się ofiarą, człowiek stara się Bogu coś zwrócić. Dusza pragnąca tylko cudów i radości, nie wytrwa i nigdy nie postąpi naprzód.

Kiedy się dusza rodzi do życia łaski, zdaje się jakoby ją Bóg nosił, jak matka niemowlę; za nią działa, napełnia ją świętą radością i wielką obfitością sił. Ale człowiek jak syn marnotrawny czerpie z tego skarbu, umniejsza go, aż do fatalnego okresu, niedbalstwa i oziębłości; i w chwili kiedy człowiek powinien działać jak dziecko umiejące chodzić, i zwracać się do Boga swoją wolną wolą przez ofiarę, wtedy zaczyna czuć swoją słabość, swoje ubóstwo, swoją bezsilność wobec grzechu.

Nieraz po wspaniałej wiośnie pełnej obiecującego kwiecia, dusza nie dochodzi do czasu płodności, nie wydaje owoców i nie przynosi Bogu żniwa.

U korzenia drzewa okrytego kwiatami, robactwo prowadzi niszczycielską pracę, mnóstwo drobnych owadów osiadło na kwiatach i na zawiązkach owoców, burze łamią, niszczą co było tak obiecujące i to, co na wiosnę obfitowało w najbogatsze dary nieba, staje się na końcu bezpłodnem.

Zarodek pożądliwości, pychy i zmysłowości z którym na świat przychodzimy, prowadzi swoje dzieło, mimo cudownych darów łaski, najsilniejszych natchnień bożych.

Jeżeli człowiek, w stosunku do otrzymanych darów, nie chce się nawzajem oddać Bogu, poświęcić się, upokorzyć przez wielką czujność, roztropne pokorne posłuszeństwo, nie chce walki gwałtownej, ofiary krwawej, wówczas dusza taka dozna burz namiętności, mnóstwo ukrytych nieprzyjaciół wyniszczą ją w ciągu życia i stanie bezpłodna przed tronem bożym.

O Matko łaski bożej, w której żadna pożądliwość korzenia się miała, módl się za nami, broń dusze nasze od ostatecznej bezpłodności. Spraw, ażeby wysiłek ludzki odpowiedział wysiłkowi bożemu w sprawie zbawienia, a kiedy przyjdzie dla duszy czas działania z Bogiem, za Bogiem, żeby mu oddała owoce, które On w niej posiał, a nie okazała się bezpłodną, na podobieństwo drzewa figowego, które Jezus przeklął, bo nie nalazł na niem owocu.

O Matko łaski bożej! Chcę od dziś zacząć działać, cierpieć, ażeby uniknąć ostatecznej bezpłodności. Bóg mnie ciągle pobudza swoją łaską, chce mnie z odrętwienia wyrwać i ze snu obudzić. Jak często mówi do mnie; „wstań i chodź”. A ja nie idę. Codzień mnie budzi, a ja śpię dalej. „Czuwajcie i módlcie się” „wstań i chodź”, „bierz krzyż swój i chodź za mną” oto są słowa któremi do mnie przemawia. Ale któż się budzi do życia prawdziwego i do bożej działalności? Kto umie iść wytrwale? Kto chce krzyż dźwigać? Ja dziś chcę o Matko łaski bożej! Dość długo się wahałam, dość długo leżałam w śnie pogrążona. Godzina późna. Czas jaki mi Bóg daje do życia, na ziemi byłby stracony gdybym teraz nie powstała.

(Z Ojca Gratry)

Pismo Kuźniczanek 1926, R. VI, nr 5-6, str. 33-34.

Reklamy