Tagi

,

        Jak miesiąc maj Przeczystej Boga Matce, a miesiąc czerwiec Sercu Jezusowemu, tak znowu miesiąc marzec poświęcony jest szczególniejszej czci św. Józefa. Po Niepokalanej Dziewicy wyniesiony do najwyższej godności na ziemi, słusznie odbiera wyjątkową cześć w katolickim Kościele. A do pomnożenia tej czci i nabożeństwa do św. Opiekuna Jezusa przyczyniła się bardzo skuteczność orędownictwa św. Józefa u wszechmocnego Boga. Wielka czcicielka św. Józefa, św. Teresa, zapewnia, że ilekroć tylko i w jakiejkolwiek sprawie zwróciła się z korną prośbą do niego, zawsze została wysłuchaną. To też słusznie otrzymał św. Józef nazwę: Patrona w każdej potrzebie. On opiekunem w ciężkich przejściach życiowych, ratunkiem w przykrych warunkach materjalnych, kierownikiem w dążeniu do doskonałości, obroną w godzinie śmierci.

Niech świadczy o tem następujące opowiadanie:

Kiedy mieszkałem w Transwalu, w Afryce, w pobliżu miasta Pretorja, jechałem raz wózkiem drogą, wzdłuż której z jednej i drugiej strony wykopany był rów, na jaki metr głęboki. Syn mój powoził. Naraz widzimy, że cała droga zalana jest wodą. To jeden z wieśniaków, który pola swe, położone po obu stronach drogi, sztucznie nawadniał, puścił wodę przez drogę. Jeden z naszych koni poślizgnął się, a potem tak nagle skoczył naprzód, że syn mój wypadł z wózka. Trzymał jeszcze lejce, ale zaraz je puścił i wlokły się po ziemi.

Konie, czując się wolne, popędziły jak szalone wprost na wóz z sianem, zaprzężony w sześć par wołów. Wieśniacy i Kafrowie, idący koło wozu, rozpostarli ramiona, by zatrzymać konie, ale daremnie. Konie spłoszyły się i przez rów wpadły na świeżo uprawione pole z taką szybkością, na jaką tylko ponoszące konie zdobyć się mogą.

Przerażony, mocniej chwyciłem się wózka i jęknąłem: „Św. Józefie!” Ale konie pędziły dalej, a ja bezustanku głośno i coraz głośniej wołałem:

„Św. Józefie, przyjacielu Boskiego Serca, ratuj mnie!” Z coraz zawrotniejszą szybkością konie rwały naprzód. o Boże, jak się to skończy? W rozpaczy, zacząłem płakać i błagać:

„Św. Józefie, nie pozwól, bym umarł bez Sakramentów św., ratuj mnie; widzisz, co się dzieje, nie możesz przecie pozwolić, bym zginął tak marnie!”

Nagle ujrzałem wśród pola wielką kupę piasku. Konie zwolniły biegu, udało mi się uklęknąć i rączką od parasola uchwycić lejce. W tej samej chwili przy wózku stanął nieznany mężczyzna. Głowę miał odkrytą, gęste, czarne, kędzierzawe włosy, brodę i smagłą cerę. Ubrany był w długą, czarną suknię, podobnie jak księża. Spokojnie podałem mu lejce, wziął je do ręki i wsiadł na wózek. O nic nie pytał i ja nie mówiłem, skąd przybyłem, ani jaka spotkała mnie przygoda. Dowiózł mnie wprost na drogę, gdzie syn mój leżał jeszcze. Pomogłem synowi wsiąść na wózek i pojechaliśmy pod miasto, gdzie konie stanęły, a tajemniczy nieznajomy wysiadł, nie mówiąc słowa.

Nie śmiałem patrzyć za nim, widziałem jednak, że idący drogą Kafrowie ze zdumieniem patrzyli w tym kierunku.

Kim był ten łaskawy obrońca w niebezpieczeństwie! W każdym razie tak jasną była pomoc Nieba, że wzmocniła się jeszcze ufność moja w opiekę św. Józefa.

Posłaniec Serca Jezusowego, rocznik 57, marzec  1929, str. 84-86.

Reklamy