Tagi

, , , ,

        Wszyscy ludzie zostali skazani na pracę i cierpienia. Wyrok obejmuje całą ludzkość bez wyjątku i stanowi jej karę. Dlaczegoż więc od krańca do krańca ziemi rozbrzmiewają, głosy bolesnego zdumienia i skargi.

Wejdźmy w szczegóły. Pismo św. ostrzega nas, żeby się nie opierać na ramieniu ludzkiem, bo ramię ludzkie jest jak trzcina złamana, kaleczy tego, który się na niem oprze. Jeżeli zatem spotykamy się w życiu z wierną przyjaźnią, cieszmy się nią jako niezasłużonym darem, jeśli nas ominie – nie narzekajmy.

Ileż razy Chrystus Pan ostrzega nas, żebyśmy spełniali nasze dobre uczynki pod okiem Bożem, nie dla pochwał ludzkich; żebyśmy do stołu naszego zapraszali biedaków, którzy nie mają się czem odwdzięczyć; żeby lewica nie wiedziała, co czyni prawica. Wobec tych słów nie mamy najmniejszego prawa użalać się na niewdzięczność ludzką.

Chrystus Pan poucza nas dalej, żeby wybierać ostatnie miejsca, służyć wszystkim i nie żądać, by nam, sługom, było lepiej, niż naszemu Panu. Gdybyśmy byli istotnie uczniami Chrystusowymi w duchu i prawdzie, Jego nauka poszłaby nam w krew i życie. I nie bylibyśmy zmuszeni rozpoczynać nasze życie duchowe wciąż od początku.

Ciało nasze podlega na równi z duchem prawu pokuty. Czy nie mamy zbytniego przywiązania do zdrowia, wyglądu, młodości? Jak przyjmujemy zwiastuny zbliżającej się starości i niemocy. Gdy siły nas opuszczają, gdy wzrok nasz słabnie, słuch tępieje, gdy ruchy nasze stają się mniej zgrabne i elastyczne, gdy pamięć nas zawodzi, umysł traci swą bystrość, jak przyjmujemy te dobroczynne nawiedzenia Boże?

Kogo ożywia duch pokuty, ten widzi miłosierdzie Boże w tych ciężkich próbach. Każdy nasz zmysł, każda nasza władza ma coś do odpokutowania; pamiętając o przewinieniach, przyjmujemy ze słodyczą i pokorą sposobność do zadośćuczynienia. Ileż natomiast muszą cierpieć ludzie światowi, widząc zbliżającą się starość z jej smutnym orszakiem. Jaka trwoga i gorycz, jaki niepokój, jakie uczucie upokorzenia przenika ich dusze.

Duch pokuty zamienia nasze niedomagania fizyczne na bogactwa duchowe; każde stanowi cząstkę zadośćuczynienia, należącego się Bogu od całej ludzkości, każde przynosi nasz udział osobisty w pokucie wszystkich.

Jeśli nam trudno o ducha pokuty wobec cierpień i choroby, jakże zdołamy go w sobie rozbudzić wobec kary najokropniejszej – śmierci.

Tylko ten, który w całem swem życiu nauczył się kierować duchem pokuty i w śmierci ujrzy akt zadośćuczynienia, najcięższy wprawdzie, ale już ostatni tu na ziemi. Ten pamiętać będzie, że chociaż śmierć więcej od innych cierpień i prób życia nosi na sobie znamię kary, jest równocześnie wyzwoleniem zarówno dla nas samych, jak i dla tych, których kochamy. Ten z św. Pawłem pojmie, że śmierć jest zyskiem (Lucrum est), a życie ciężarem i udręką, ten prosić będzie o wyzwolenie z ciała śmierci. Takie usposobienie napotyka się między chrześcijanami niesłychanie rzadko. Myśl o śmierci, bliskość śmierci, niebezpieczeństwo utraty życia napełnia nas lękiem niewypowiedzianym. Śmierć nie przedstawia się nam jako spodziewane wyzwolenie ale jako nieprzewidziany cios.

Wiara w to, że śmierć jest wyzwoleniem dla naszych ukochanych, a boleść i tęsknota chwilowej rozłąki są zadośćuczynieniem, odejmie śmierci jej niewypowiedzianą grozę. Czyż istnieje na świecie miłość tak nieskazitelna, żeby nie potrzebowała oczyszczenia? Tęsknota za ukochanymi pali jak ogień, ale zarazem jak ogień oczyszcza naszą miłość ze wszystkich skaz doczesnych, czyniąc ją godną wieczności.

Nasi zmarli mają wszelkie prawo powtórzyć za Chrystusem Jego słowa do uczniów: „Jeśli będę podwyższony od ziemi, pociągnę wszystkich ku sobie” (Jn 12. 32). Tak jest. Umarli mają ten przywilej. Odrywają tych, co za nimi płaczą, od rzeczy doczesnych i pociągają ich ku rzeczom wiecznym. W ten sposób śmierć staje się wyzwoleniem nietylko dla tych, których zabiera, ale również dla tych, których oszczędza.

 

Kuźniczanka 1931, nr 3, marzec rok XI, str. 58-60.

Reklamy