Tagi

, , , ,

Jakże więc ważną jest rzeczą nauczyć dziewczęta, ażeby z córek Ewy stały się naśladowczyniami Maryi Panny, żeby zrozumiały, ile złego i ile dobrego na świat przychodzi przez kobiety.

Jakże więc ważną jest rzeczą nauczyć dziewczęta, ażeby z córek Ewy stały się naśladowczyniami Maryi Panny, żeby zrozumiały, ile złego i ile dobrego na świat przychodzi przez kobiety.

Słabość Adama i wpływ Ewy.

        Przypatrując się okolicznościom, które poprzedziły upadek pierwszych rodziców i towarzyszyły mu, widzimy, że Adam i Ewa nie mieli zamiaru buntowania się przeciw Bogu, jak to uczynił szatan. Jakimże sposobem do buntu doszli? Tkwi w tym ważna nauka. Szatan nigdy z góry nie pociąga do wyraźnego buntu. A i tu zaznaczyć trzeba, że działanie szatana jest parodią działania Bożego. Bóg zwykle od razu nie wymaga cnoty heroicznej; stopniowo do niej doprowadza.

Gdyby szatan rozpoczął rozmowę z Ewą od namawiania jej do wyraźnego buntu przeciw Bogu, byłby ją prawdopodobnie odstraszył. Ale on zaczyna od zapytania po prostu, dlaczego nie jedzą, dlaczego im zakazano kosztować, a nawet dotykać owocu jednego z drzew rajskich[1]. Pytanie na pozór niewinne, odpowiedź Ewy nie zawiera w sobie nic zdrożnego. Zarodek grzechu i wszystkie jego następstwa tkwiły w samym fakcie, że Ewa wdała się w rozmowę z kusicielem. Poddawanie w wątpliwość rozkazów Bożych i wszelkiej sprawiedliwej władzy jest pierwszym krokiem do grzechu, bo poddaje rozkazy przełożonych pod sąd podwładnych, a tak obala wszelką władzę i wszelki porządek.

Trzeba dzieci zawczasu przygotować na to, że wobec przykazań bożych i rozkazów rodzicielskich często będą pytane, jak pytaną była Ewa, dlaczego się powstrzymują od tego, na co sobie inni pozwalają. Dlaczego nie bywasz tam, gdzie inni bywają? Dlaczego nie czytasz tego, co inni czytają? Później w życiu: dlaczego nie grasz, skoro potrzebujesz rozrywki? Dlaczego się nie pojedynkujesz, skoro ci uchybiono? Dlaczego rozwodu nie żądasz, skoro się nie czujesz szczęśliwym? Dlaczego pościsz i na Mszę w niedzielę chodzisz, skoro inni tego nie czynią? Dlaczego i zawsze dlaczego? Oto pytanie wobec praw Bożych zadawane człowiekowi przez szatana, świat i zmysły. Jedyna tylko na to odpowiedź, odpowiedź Jana Herodowi: „nie wolno”[2].

Pan Bóg błogosławiąc Adamowi i Ewie, powiedział im: „rośnijcie i mnóżcie się i napełniajcie ziemię, a czyńcie ją sobie poddaną”[3]. I tak dał im „panowanie” nad wszystkimi, co na ziemi stworzył. Siedzibę, nad którą Adam i Ewa rozciągać mieli swoje „panowanie”, Pismo św. nazywa rajem rozkoszy. Wszystkich owoców w nim się znajdujących, wolno im było pożywać, z wyjątkiem jednego.

Z tego wszystkiego widzimy zarys zamiarów Bożych względem ludzkości przed upadkiem pierwszych ludzi. panami zrobił ich Pan Bóg na ziemi, a jako warunek tego panowania postawił, że będzie pracowite, powściągliwe, wspólne. Chociaż raj był rozkoszny i praca w nim prawdopodobnie była bez trudu i troski, to bądź co bądź „panowanie” bez pewnego nakładu pracy odbywać się nie mogło. Że miało być powściągliwe, widzimy stąd, że Bóg do niego przywiązał pewne ograniczenie, mające być dla Adama i Ewy próbą wierności i polem zasługi. Miało także być wspólne, a wspólne życie, wspólna praca o tyle tylko są możliwe, o ile każdy na właściwym stanowisku się utrzymuje, swoje zadanie wypełnia, nie wkraczając w to, co do drugich należy.

Warunków panowania Adam i Ewa nie wypełnili i dopuszczonej na nich próby zwycięsko nie przebyli. Pan Bóg, stawiając mężczyznę na pierwszym miejscu i rządzić mu każąc, a dając mu Ewę jako „pomoc jemu podobną”, wskazał tym samym, czego od każdego z nich żąda. Wszystko złe na świat przyszło stąd, że oboje zadaniu swojemu się sprzeniewierzyli. Adam zgrzeszył uległością, gdy miał przewodzić, Ewa stała się kusicielką, gdy miała być „pomocą”. Sprzeniewierzenie się Adama pod wpływem Ewy pokazuje, jak ważną jest dla chłopców rzeczą, ażeby sobie słabość swoją uprzytamniali, żeby się zawczasu nauczyli wystrzegać złych wpływów, żeby sobie wyrobili zasady i męstwo do wierności prawu Bożemu potrzebne.

Skoro mężczyzna ma w sobie od Boga udzieloną władzę i poruczone panowanie, niechże pamięta, że w porządku Bożym wszelkiej władzy towarzyszą odpowiednie obowiązki; niech tej władzy używa z roztropnością, umiarkowaniem; niech obowiązki w każdym kierunku sumiennie wypełnia, ażeby nie tracić praw do nich przywiązanych.

Nie mniej ważną rzeczą jest przekonać kobietę, że skoro Pan Bóg ją stworzył, ażeby była „pomocą” mężczyźnie, na próżno by się kusiła o dorównanie mu; chcąc zdobyć władzę, której Bóg jej odmówił, zwykle straci tę, którą jej porucza. Kobiety, kiedy nie chcą być pomocą, zwykle stają się przeszkodą i wszelko porządek burzą, jak to uczyniła Ewa. Jakże więc ważną jest rzeczą nauczyć dziewczęta, ażeby z córek Ewy stały się naśladowczyniami Maryi Panny, żeby zrozumiały, ile złego i ile dobrego na świat przychodzi przez kobiety. Ceniąc możność wywierania wpływu, jakiej im Bóg udzielił, niech jej używają za przykładem Bogarodzicy, ażeby dusze zbawiać, a nie żeby je tracić; niechaj się staną służebnicami Bożymi jak Maryja Panna, a nie sługami szatana jak Ewa.

Mówiąc tu o dziewczętach, nie można pominąć obecnej dążności kształcenia ich na równi z chłopcami. Panny po większej części w zasadzie skłonne są do przyjęcia takiego kierunku nauk, a rodzice najczęściej sami nie wiedzą, co o nim myśleć. Któż rozstrzygnie, czy i o ile dziewczęta wobec nauk uważać należy za równouprawnione z chłopcami?

Opatrzność, dając kobietom zdolności do nauk potrzebne, a żadnym przykazaniem nauki im nie zabraniając, tym samym je upoważnia do kształcenia się w najrozmaitszych kierunkach. Ale stąd, że kobiety umysłowo są uzdolnione do nauki, czy wynika, że są na równi z mężczyznami uzdolnione do zawodów, którym zwykle wyłącznie mężczyźni się poświęcają? Organizm kobiecy tak jest różny od męskiego, że równość między nimi jest niemożliwa.

Kobieta zamężna, matka karmiąca i wychowująca dzieci nie może się oddać zawodowi wymagającemu pracy poza domem, zatem kobiety, chcące takim zawodom się poświęcić, nie powinny za mąż wychodzić. Takie rozwiązanie zadania jest tylko pozorne, a w każdym razie tylko połowiczne.

Mężczyźni, im cięższe warunki życia zawód przez nich obrany zapowiada, tym wcześniej do ożenienia się zabierają; zdają oni sobie sprawę z tego, że napracowawszy się poza domem dla bliźnich i społeczeństwa, potrzebują przy domowym ognisku znaleźć pokrzepienie zarazem duchowe i fizyczne; potrzebują, ażeby ktoś w domu na nich czekał, o ich wypoczynku, wygodzie, zdrowiu pamiętał, dolą i niedolą z nimi się dzielił; tego w ożenieniu mają prawo się spodziewać. Takim „podziałem pracy” między mężem a żoną urzeczywistniają się nowoczesne dążenia ku udoskonaleniu pracy materialnej, a zarazem urzeczywistnia się to, co Bóg zamierzył, tworząc kobietę; ona w istocie tym sposobem staje się dla męża potrzebną mu „pomocą”, bo „niedobrze być człowiekowi samemu”[4].

Jeżeli mężczyźni wyczerpują się pracując poza domem i potrzebują przy domowym ognisku odnawiać swe siły, to mniej jeszcze odporne są siły kobiece i więcej codziennego odnawiani się potrzebują; zatem przy wyborze pracy i zarobku dla panien nie godzi się pomijać potrzeby miłego ogniska. Ognisko samotne może być bardzo miłe, ale pod warunkiem; że się w nim żyje i pracuje, dni całych poza domem nie spędzając, jak tego wymagają niektóre zawody. Niechże pamiętają o tym ci, co chcą równouprawnienia, a tak łatwo zapominają o znaczeniu ogniska domowego w życiu kobiety.

Nie ma zawodu ani pracy poza domem, która by przeszkadzała mężczyźnie się ożenić i mieć przy własnym ognisku żonę, pamiętającą o jego potrzebach. Dla kobiety życie i praca poza domem nie tylko, że wykluczają możność zamążpójścia, co by może dla niejednej było małą szkodą, ale odbierają kobietom możność zajmowania się własnym domem i tym wszystkim, co go uczynić może zdrowym i przyjemnym. Stąd kobiecie, kiedy się poświęca jakiemuś zawodowi, nie wystarcza wyrzec się małżeństwa; musi jednocześnie wyrzec się wszelkiej wygody i wszelkiego starania o siebie samą i o swoje ognisko.

Napracowawszy się poza domem po powrocie do siebie nie znajduje tego, co by jej życie słodzić i uprzyjemniać mogło. I tak, przy mniejszych od mężczyzny siłach, a równej z nim pracy, zupełnie jest pozbawiona tego pokrzepienia, które on w domu u siebie znajduje. Niechże kobiety, dążące do równouprawnienia z mężczyznami, zdadzą sobie sprawę, że ta rzekoma równość skazuje je na warunki życia, na które mężczyźni wyjątkowo tylko się godzą.

Jadwiga Zamoyska, o wychowaniu, Lublin 2002, str. 46-49.

[1] Pro. Rdz 3, 3.

[2] Por. Mt 14, 4, Mk 6, 18.

[3] Rdz 1, 28.

[4] Rdz 2, 18.

Reklamy