Tagi

, , ,

musimy mieć w łodzi Zbawiciela śpiącego lub czuwającego, to znaczy, musimy przynależeć do Kościoła i posiadać łaskę Boga i płynąć pod kierunkiem posłuszeństwa albo Opatrzności Boskiej

Musimy mieć w łodzi Zbawiciela śpiącego lub czuwającego, to znaczy, musimy przynależeć do Kościoła i posiadać łaskę Boga i płynąć pod kierunkiem posłuszeństwa albo Opatrzności Boskiej

Mat. 8, 23-27: A gdy on wstąpił w łódkę weszli za nim uczniowie jego. A oto wzruszenie wielkie stało się na morzu, tak iż się łódka wałami okrywała; a on spał. I przystąpili do niego uczniowie jego, i obudzili go, mówiąc: Panie zachowaj nas, giniemy. I rzekł im Jezus: Czemu bojaźliwi jesteście małej wiary? Tedy wstawszy rozkazał wiatrom i morzu, i stało się uciszenie wielkie. A ludzie się dziwowali, mówiąc: Jakiż jest ten, że mu i wiatry i morze są posłuszne?

 

Pobudka, skłaniająca do przeprawienia się za jezioro.

 

Zdaje się, że to wtenczas miało miejsce, kiedy Zbawiciel późno wieczorem rozkazał Apostołom odjechać z łodzią na wschodni brzeg jeziora (Mar. 4, 35; Łuk. 8, 22). Dlaczego? Ewangeliści zaznaczają, że zebrała się wtenczas wielka rzesza ludu około Zbawiciela (Mar. 4, 36; Mat. 8, 18; Łuk. 8, 19). On jednak wtedy nie chciał pozostawiać swoich uczni przez dłuższy czas razem z ludem. Zatem ostrożność i roztropność zdaje się była pierwszą pobudką tego zarządzenia. Mogło nią być także, jak to wynika z przebiegu tej tajemnicy, znużenie i potrzeba wypoczynku. Do wypoczynku nadawała się nocna przejażdżka po jeziorze, dając równocześnie korzystną oszczędność czasu, bo o wczesnym ranku mógł znowu swoją pracę na nowo rozpocząć. Wreszcie chciał Zbawiciel przyzwyczaić swoich apostołów do wielkiej i ciężkiej pracy, za pomocą burzy doświadczyć ich wiary, a przez cud utwierdzić ich i wykształcić w powołaniu apostolskiem. Uśmierzenie burzy morskiej jest drugim tak zwanym cudem morskim, służącym do utwierdzenia w wierze Apostołów. I to były prawdopodobnie powody, które skłoniły Pana do wydania rozkazu przeprawienia na drugi brzeg jeziora.

Rozkaz ten wypełnili Apostołowie chętnie i natychmiast (Łuk. 8, 22; Mat. 8, 23), chociaż mógł on im być z wielu względów niemiłym, mianowicie po dniu pilnej pracy wobec zapadającej nocy i grożącej burzy. Z łodzią Pana Jezusa płynęły jeszcze i inne łodzie (Mar. 4, 36). W czasie przeprawy odpoczywał Pan i spał, mając głowę opartą na wezgłowiu (Mar. 4, 38), prawdopodobnie było to miejsce odosobnione na tyle łodzi. Sen ten Pana Jezusa był zupełnie naturalnym, prawdopodobnie spowodowało go zmęczenie, był on zarazem dowodem Jego prawdziwej, ludzkiej natury.

Burza i jej cudowne uśmierzenie.

W czasie tej przejażdżki powstała burza. Nie jest wykluczonem, że miała ona przyczyny nadprzyrodzone, ale za pewnik przyjąć tego nie można. Morze Tyberyackie leży, jak wiadomo, o wiele niżej od powierzchni morza Śródziemnego, a w czasie lata panują w jego zagłębieniu ogromne upały. Od strony wschodniej otaczają jezioro spadziste, skaliste pasma gór, poszarpane głebokiemi rozpadlinami, przez które szczególniej po dniach gorących wdzierają się wieczoram od wysokich gór i z północnej strony silne wiatry i powodują silne wzburzenie jeziora. Taką burzę mógł Zbawiciel dopuścić w sposób naturalny, a musiała ona być bardzo wielką, skoro łódka wałami się okrywała (Mat. 8, 24), napełniała się wodą (Mar. 4, 37), a zajmujący ją narażeni byli na niebezpieczeństwo (Łuk. 8, 23) zatonięcia, albo tez rozbicia się o brzegi morskie.

Jak się tedy zachowali Apostołowie? Naturalnie czynili wszystko, co tylko leżało w ich mocy, aby nie dopuścić do zatonięcia łodzi. Gdy jednak niebezpieczeństwo wzrastało, stracili odwagę i sądzili, że pozostaje tylko jedyny sposób ratunku, a mianowicie obudzenie Zbawiciela. Uczynili to wruszeni, bo wołając: „Nauczycielu nie dolega cię, iż giniemy” (Mar. 4, 38). „Panie, zachowaj nas, giniemy” (Mat. 8, 25; Łuk. 8, 24). Niedoskonałość ich zachowania nie na tem polegała, że obawiali się i sądzili, że wśród burzy nie zdołają się ocalić, ale na tem, że myśleli, iż Pan Jezus może im dopomódz tylko wtenczas, kiedy czuwa. W tem mieścił się brak żywej i doskonałej wiary, a w tych słowach „Nauczycielu, nie dbasz, iż giniemy”, odzywa się nieprzyjemny ton niedowierzania i niezadowolenia. Jakiem jest w tym wypadku zachowanie Zbawiciela? Śpi On spokojnie dalej, nawet wśród najgwałtowniejszej burzy morskiej (Mat. 8, 24). Wszakże był On zupełnie Panem swojej zmysłowej natury i mógł spać nawet wśród ryku burzy, a czynił to, jak się zdaje, mając do tego swoje słuszne podstawy. Obudzony przez Apostołów, podnosi się z wezgłowia i nie wyrzuca im ich bojaźni, bo ona była mimowolną i miała swoje podstawy naturalne, tylko brak wiary i powątpiewania. Mówi bowiem (Mat. 8, 26): „Czemu bojaźliwi jesteście małej wiary”? „Gdzież jest wiara wasza (Łuk 8, 25)?” „Jeszczeż nie macie wiary” (Mar. 4, 40)? To było wiec ich błędem. Pomimo to spojrzał Pan na burzę i na bałwany spiętrzone i rzekł: „Milcz, zamilknij” (Mar. 4, 39). Nakazał On wiatrom i bałwanom, aby się uspokoiły i nastała wielka cisza w powietrzu i na morzu (Mat. 8, 26; Łuk. 8, 24). Jednem słowem dokonuje podwójnej rzeczy: uspokoił wichry, spowodował nagły spokój i wygładzenie powierzchni morza, które nieraz pomimo ustania burzy, jeszcze całemi godzinami i dniami nawet pozostaje w ustawicznym ruchu.

Skutki cudu.

Skutkiem tego widocznego cudu było podziwienie (Mat. 8, 27) i zdumienie (Łuk. 8, 25), a szczególnie bojaźń i strach, że tak blisko z nimi był Bóg. Żywe przejęcie się bliskością Boga ujawia się silnie i w słowach Apostołów i tych, którzy byli w łodziach (Mat. 8, 27; Mar. 4, 40; Łuk. 8, 25): „Jakiż jest ten, że mu i wiatry i morza są posłuszne”. Jest tu jakby echo słów Psalmisty Pańskiego (Ps. 88, 10; 106, 25-29), które opisują potęgę Boga panującego nad morzami. Słowa te są jakby wyznaniem Bóstwa Chrystusowego.

Tego właśnie życzył sobie Zbawiciel, czyniąc ten cud, mianowicie umocnienia i udoskonalenia w wierze w Jego bóstwo, a przez tę wiarę o zyskanie mocy i siły potrzebnej do przezwyciężania zewnętrznych trudności, na jakie natrafiali w spełnianiu swego powołania. Cudownym połowem ryb umocnił Pan Jezus św. Piotra i Apostołów przeciw nieufności i bojaźni natrafianej przy trudnościach wewnętrznych powołania, przy trudnościach płynących z poznania swej nieudolności i nieudatności do spełnienia tak wielkich i ważnych zajęć apostolskich. Uzbraja tu On Apostołów przeciw zewnętrznym trudnościom powołania, powstałym z prześladowań zewnętrznych. Dlategoto stosują zazwyczaj Ojcowie święci to zdarzenie do prześladowań Kościoła, który jest właśnie ową łodzią Piotrową.

W zastosowaniu do tego podaje nam Zbawiciel dwie następujące nauki. Najpierw: prześladowań nie braknie nigdy Kościołowi i Apostołom. A pobudki są następujące: przedewszystkiem naturalne przeciwieństwo nauki chrześcijańskiej budzić będzie zawsze nienawiść ze strony świata. następnie musi Kościół okazywać się ustawicznie wśród tych trudności, jako dzieło Boże. Dalej przepowiedziane są te prześladowania i w proroctwach Chrystusowych i w życiu Jego. Wreszcie nie brakło nigdy tych prześladowań Kościołowi. Będą one ustawicznie trwać, jestto taką prawdą, jak to, że nie brakowało burzy w przeprawieniu się Pana przez morze Tyberyackie. Druga nauka, podana przez Pana brzmi: prześladowania te nie zaszkodzą i przezwycięży się je chociażby Chrystus Pan spał lub czuwał, a burza szalała, t. zn. widomie lub niewidomie będzie On czuwał i dopomoże Kościołowi do odniesienia zwycięstwa. Bo na pewno dopomoże Bóg Kościołowi i ocali go nieomylnie. I podobnie jak nie mógł Bóg zatonąć w morzu, tak również i Kościół nie zginie pod naciskiem zewnętrznych prześladowań.

Nauki te Zbawiciela stosują się i do ludzi. Każdego pojedynczego człowieka mogą dotchnąć burze i prześladowania z tych samych powodów. Ale te burze przezwyciężyć może pod temi samemi warunkami. Przedewszystkiem jednak musimy mieć w łodzi Zbawiciela śpiącego lub czuwającego, to znaczy, musimy przynależeć do Kościoła i posiadać łaskę Boga i płynąć pod kierunkiem posłuszeństwa albo Opatrzności Boskiej; musimy ustawicznie spełniać dobre uczynki i czynić wszystko co tylko możemy, by przezwyciężyć burze; a wreszcie musimy całą ufność naszą położyć w Chrystusie. A wtedy żadna burza szkody nam nie uczyni.

 

X. M. Meschler T. J., Żywot Pana naszego Jezusa Chrystusa, w rozmyślaniach. Tom I, Kraków 1913, s. 328 – 332.

Reklamy