Tagi

, , ,

Rodziny chrześcijańskie muszą przejąć się wielkością kapłaństwa, muszą zrozumieć że ten zaszczyt przewyższa wszystkie inne i że żadna godność świecka nie da się z nim porównać.

Rodziny chrześcijańskie muszą przejąć się wielkością kapłaństwa, muszą zrozumieć że ten zaszczyt przewyższa wszystkie inne i że żadna godność świecka nie da się z nim porównać.

O naszych obowiązkach względem Duchowieństwa.

 

Jakże często ludzie uskarżają się na przeróżne braki, a jak rzadko umieją skutecznie i wytrwale posługiwać się środkami, jakie mają pod ręką, by złemu zaradzić.

Kościół katolicki w swej macierzyńskiej troskliwości, wynajduje i przynosi nam lekarstwa na wszelkie choroby, siły do każdej walki, ukojenie w każdem cierpieniu, światło w ciemnościach, jakiemi duch kłamstwa stara się ustawicznie otaczać dusze nasze, stając między Bogiem a jego stworzeniem. Kościół pociesza nas w smutkach, przykłada nam balsam na rany nasze, uodparnia nas przeciw naszej wrodzonej słabości.

A to boskie posłannictwo wobec dusz naszych spełnia za pośrednictwem kapłanów.

Sam Chrystus nas o tem poucza. Kapłani są solą ziemi. „Jesteście” mówi do apostołów, „solą”, która zapobiega zepsuciu.

W osobach swych uczniów, Chrystus Pan wybrał sobie zastępców, sam ich pouczył i zaopatrzył w pełnomocnictwa potrzebne dla naszego zbawienia.

Skoro księża są wobec nas pełnomocnikami Chrystusa i Kościoła, czyż nie leży w naszym własnym interesie, żeby duchowieństwo było święte? Ale według słów Chrystusowych, żniwo jest wielkie, a robotników mało, – mamy więc o nich prosić Boga.

Wchodząc w myśl Chrystusową, Kościół wyznaczył cztery razy do roku, w okresie święceń kapłańskich, dni postu i modlitwy na uproszenie od Boga dobrych księży. Często słyszy się narzekania na duchowieństwo, lecz mało kto bierze sobie do serca rozporządzenie Kościoła i błaga Boga o ten skarb.

Razu pewnego, na proszonym obiedzie, jeden z gości ubolewał przed O. Pététôt[1] nad tem, że Kościół liczy tak mało sług, zwłaszcza wartościowych. Oczywiście, jak najuprzejmiej zaznaczał, że Ojca O. Pététôt zalicza do chlubnych wyjątków, które, dzięki Bogu, tu i ówdzie spotkać można. Ale jakże niski jest, biadał, przeciętny poziom kleru! I na poparcie swych słów, rozwodził się z naciskiem i szczegółowo nad różnemi słabostkami i przywarami duchowieństwa, które każdy dobry chrześcijanin wolałby pominąć.

O. Pététôt milczał przez chwilę, poczem znienacka zwrócił się ku oskarżycielowi: „Ciekaw też jestem”, zapytał, „ile razy w swem życiu pan modlił się o dobrych księży i pościł na tę intencję?”

Zaskoczony jegomość nic nie odrzekł, a O. Pététôt dodał: „Kościół każe nam cztery razy do roku przez trzy dni pościć i modlić się o kapłanów według serca Bożego. Czy pan brał kiedy udział w tych modłach?”

– „Wyznaję, że nigdy mi to na myśl nie przyszło”.

– „Skąd więc te skargi, skoro Pan nic nie czyni, żeby zmienić stan rzeczy, nad którym Pan ubolewa?”

W istocie, co dzień dają się słyszeć utyskiwania: „Księżom brak cnoty, brak roztropności. Niema księży gorliwych, dobrych spowiedników…”

Ile razy możnaby powtórzyć za O. Pététôt, pytanie: „Jak często modlisz się i pościsz błagając Boga o świętych księży? Jak często polecasz Bogu ich uświęcenie?”

Skoro raz zrozumiemy wielkość posłannictwa kapłańskiego, które się zasadza na dawaniu Boga duszom, a dusz Bogu, pojmiemy również, jak bardzo nam się starać trzeba o księży, którzyby odpowiadali godnie swemu szczytnemu powołaniu.

O co najpierw prosić? – O powołania i to wyborowe. Zagadnienie powołań do stanu duchownego powinno szczególnie nas Polaków żywo obchodzić, bo nam więcej niż innym, brak księży. Prośmy więc Boga, żeby nasze chrześcijańskie rodziny gdy chłopiec zdolny i obiecujący wyrazi pragnienie wstąpienia do seminarium nie mówiły: „szkoda go!” ale żeby zrozumiały wreszcie, jakim to dla nich zaszczytem móc oddać na służbę Bożą syna, brata lub krewnego. Ażeby ofiara jaką złożą, jeśli się to wogóle ofiarą nazwać godzi, nosiła cechy ofiary Abla a nie Kaina. Wartoby nad tem poważnie pomyśleć.

Czemże jest Ksiądz? – Jeśli według słów Chrystusa jest solą ziemi, trzeba tę sól ustrzec od zwietrzenia zanim służyć pocznie. Rodziny chrześcijańskie muszą przejąć się wielkością kapłaństwa, muszą zrozumieć że ten zaszczyt przewyższa wszystkie inne i że żadna godność świecka nie da się z nim porównać.

Dzięki kapłanom, Ofiara Kalwaryjska nieustannie się odnawia przez ich ręce przechodzą najcenniejsze łaski Boże.

Istnieje we Francji stowarzyszenie mające na celu dostarczanie Kościołowi dobrych Kapłanów. Gdy w jakiej rodzinie niema kandydata do stanu duchownego, członkowie składają się na utrzymanie kleryka.

Bardzo nam brak takiego dzieła w Polsce. Wartoby założyć podobne, żeby rodziny którym nie jest danem poświęcić Bogu jednego ze swych najbliższych, mogły chociaż łożyć na wykształcenie kleryka.

Nie dość jednak modlić się za przyszłych kapłanów; trzeba pamiętać i o tych, którzy już odebrali święcenia. Czyż nie sprawują codziennie najświętszych tajemnic? Czyż nie sprowadzają Chrystusa Pana na nasze ołtarze i nie udzielają nam Sakramentów św.? Czyż nie powinni codziennie odnawiać się w duchu i łasce swego powołania?

Módlmy się za kapłanów, którzy nam udzielili Chrztu św.; – mamy wobec nich dług wdzięczności. Módlmy się zawczasu i za tych, którzy nas na śmierć sposobić będą. Chwalebny to zwyczaj, podyktowany roztropnością chrześcijańską. Dzięki niemu, zdamy sobie zawczasu sprawę, o jaki ratunek prosić nam będzie trzeba w chwili ostatniej walki między Bogiem a szatanem o naszą duszę. Prośmy Boga, żeby nam wówczas zesłał pomoc, która nam zapewni zwycięstwo.

Módlmy się i za tych księży, którym zawdzięczamy codzienną Mszę i Komunję św. Cóżbyśmy poczęły bez Komunji św., – biedne istoty, znużone życiem, udręczone, spragnione – a pozbawione ochłody łaknące – a nie mające czem zaspokoić głodu?

Módlmy się za spowiedników naszych, żeby nam pomagali, nie według myśli Bożej. Prośmy Chrystusa Pana, żeby On sam nas rozgrzeszał w Trybunale Pokuty. niech Ksiądz będzie dla nas drugim Chrystusem. Zwykle przystępując do Spowiedzi, myślimy wyłącznie o sobie, a należałoby również pomodlić się i za spowiednika. Prośmy Boga, żeby spowiednik nas dobrze zrozumiał i dobrze dał nam poznać żądania Chrystusowe.

Prośmy dla kapłanów o ducha żarliwości. Życie ich tak bywa męczące. Naczczo muszą nieraz całemi godzinami siedzieć w konfesjonale, wygłaszać kazania lub śpieszyć do chorych. Nieraz odprawiają Mszę św. bardzo późno.

A słuchanie spowiedzi – iluż tortur moralnych może stać się powodem! Spowiadać ludzi dobrej woli i dobrze przygotowanych – nietrudno. Ale mieć penitentów, nie budzących zaufania, podejrzanej szczerości, nie rozumiejących czem jest grzech, – cóż za męka!

Przytem obowiązek życzliwości względem każdej duszy, gotowość na każde zawołanie, przytomność umysłu żeby każdej odpowiedzieć co i jak należy. To wszystko tylko łaska Boża sprawić może, a my mamy ją ściągnąć naszemi modlitwami.

Prośmy Pana, by zesłał robotników na żniwo swoje, wielu robotników; a my zbierajmy opuszczone kłosy.

Czytamy w księdze Rut, że Booz rozkazał swym żeńcom pozostawiać na polu kłosy, by Rut mogła z nich zebrać snopek.

To samo dziej się i na polach Bożych. Chrystus Pan pozwala nam w ślad za kapłanami zbierać zasługi, czynić dobrze, poświęcać się dla bliźnich. Dopuszcza, że biedne dusze cierpią i potrzebują pomocy mimo posług kapłańskich, byśmy mogły zebrać ze żniwiarzami nasz snopek. Posłannictwem i powinnością naszą jest zbierać, co uszło rąk żniwiarzy.

Wiemy dobrze jakich przymiotów i zalet szukamy w naszych zwierzchnikach. Modląc się za księży, prośmy i dla siebie o te same cnoty i łaski; żebyśmy mogły im pomagać w ich pracy nad nami i dokoła nas.

 

Kuźniczanka 1930, nr VII i VIII, rok X, str. 68-71.

[1] O. Pététôt był wznowicielem Kongregacji Księży Oratorjanów we Francji i Generałem tejże Kongregacji. Umarł w r. 1885. (Przypisek Redakcji).

Reklamy