Tagi

, , , ,

Flemish School; The Virgin Mary Receiving the Eucharist from Saint John the Apostle     Przejęta duchem wiary, czegoż nie poświęciłaby Marja, aby mieć udział w świętych tajemnicach? I tu także – oto drugi punkt naszych rozważań – powinna nam służyć za wzór przez ofiary, które przyjęła radośnie.

Mając już ją opuścić, Syn powierzył Ją opiece ukochanego ucznia, św. Jana, który był kapłanem. Odgadujecie już myśl Jego.

Jednak, aby prosić Tego apostoła o Eucharystję, musiała Przenajświętsza Dziewica uznać, że jest większym i potężniejszym od Niej: a więc wyznać w pewnem znaczeniu swoją niższość.

Kapłan większym od Matki Boga!

Tak, Panowie, to jest prawda, nie pod względem świętości oczywiście, lecz pod względem prawnym, z uwagi na władzę, którą otrzymał. Marja zgodziła się tylko na wcielenie Słowa; kapłan rozkazuje do pewnego stopnia Bogu, słowami swemi niezawodnie wzywając Go na ołtarz. Marja raz dała światu Jezusa; kapłan mu Go daje tysiące i tysiące razy, gdy tylko zapragnie. Prawda, że przez swoje poczęcie Marja sprowadziła na ziemię Dawcę łaski, lecz kapłan udziela Go nam razem z łaską i obietnicą ubóstwiającego działania, o którem była mowa. Zmuszona uciekać się do kapłana dla otrzymania tego sakramentu, stała się Marja, przynajmniej w tem znaczeniu, względem niego zobowiązaną.

Bądźmy pewni, że nietylko przyjęła, lecz i ukochała ten stan upokorzenia, gdyż takie było życzenie Jezusa.

Prosiła więc św. Jana o Eucharystję: „Synu mój, łaknę; daj mi Chleb Żywota!”

Jednak apostoł niezawsze mógł z Nią przebywać. W jego nieobecności musiała Marja zwracać się z tą prośbą do jakiegokolwiek innego kapłana. Popatrzcie tylko! Najświętsza Dziewica Matka Boga, prosi człowieka, może niedawno nawróconego poganina, w każdym razie człowieka nieskończenie niższego od Niej cnotą, człowieka, którego ułomności pozostały dostrzegalne, niestety, jak każdego z nas, o Przenajświętsze Ciało i Krew, które sama ukształtowała z swego ciała i krwi! Czy Ona zauważyła nawet te ułomności? Na ustach jego odnalazłszy słowa, które Jezus wyrzekł przy Ostatniej Wieczerzy: „To jest Ciało moje, to jest Krew moja” w rękach, które Jej podały Chleb Żywy widziała zapewne tylko ręce Jezusa. byłaby je ucałowała z miłością, jak ręce Syna.

Czego żąda od was, Panowie, Zbawiciel, aby was dopuścić do swego Stołu? Naogół tego samego ducha wiary. Niech nie istnieje dla was nic, jak tylko Hostja! Zapomnijcie na chwilę o wadach człowieka, który jej wam udziela!

Powiecie może: „Przepraszam! Nałożono nam ofiarę o wiele przykrzejszą: spowiedź!”

To prawda! Lecz, jeśli wolno mi zapomnieć na chwilę, że jestem grzesznikiem, jak wy, jak wy zobowiązanym do oczyszczania mej duszy w sakramencie pokuty, jeśli wolno mi zapomnieć na chwilę, że jestem kapłanem, który otrzymał posłannictwo zaprosić was, a nawet przymusić do udziału w Boskiej Uczcie, czy wiecie, co ośmieliłbym się powiedzieć? Nie to mnie dziwi, że Zbawiciel zobowiązał nas do otrzymania absolucji ciężkich grzechów przed przyjęciem Eucharystji, lecz, że pozwolił je udzielić chrześcijanom tak bardzo winnym, dziwi mnie poprostu, że zgodził się ją złożyć na ustach chrześcijanina, któremu absolucja choćby jeden raz tylko stała się potrzebna.

Wiara mnie uczy, że Słowo Boże zamknęło się w łonie kobiety. Jestem zgorszony. Lecz wiara dorzuca, że ta niewiasta ozdobiona była najrzadszemi cnotami, uświęcona przed narodzeniem, zachowana od grzechu pierworodnego już w chwili poczęcia. Dobrze! Poddaję się: na tym ołtarzu błagalnym z najczystszego złota Świętość Boża mogła spocząć. Wiara mówi mi jeszcze, że niewiasta owa przez chleb eucharystyczny mogła otrzymywać swego Boga w każdym dniu życia. Waham się. Lecz – mówi dalej wiara – ta niewiasta aż do ostatniego swego tchnienia nie znała grzechu, a każde uderzenie jej serca znaczyło postęp miłości. Rozumiem; wierzę. Wiara podaje dalej: „Do tej samej Boskiej Uczty mogą być dopuszczeni za cenę absolucji najwięksi zbrodniarze z pośród grzeszników”… Tu gubię się. Trudno mi wierzyć. Czyżby absolucja nadawała pełnię świętości? Więc skąd ta sprzeczność? Żądasz, mój Boże, od Matki Twojej niepokalanej czystości! Niema być ani pyłku na tej kryształowej tafli! Zaś u ogółu ludzi miałoby samo szczere wyznanie i rozgrzeszenie, usunąć ropiące rany duszy! Czy to możliwe!

Przebacz mi, Panie! Wiara tłómaczy to wszystko.

Gdy łaskawy monarcha, chce aby jego względy dosięgły najnędzniejszych nawet z pośród jego poddanych, stara się najpierw zapomocą świetnych przykładów okazać, jak wysoko ceni uczciwość i cnotę, aby jego dobrodziejstwa, dla mniej zasłużonych objawiały tylko wyrozumiałość jego, nie dając miejsca na żadne powątpiewanie co do jego upodobań. Tak więc, wybierając na matkę swą dziewicę bez zmazy – nie! zamało powiedziałem –dziewicę rozpłomienioną najczystszą miłością, Bóg Najświętszy objawił nam wyraźnie, czego ma prawo żądać od swych stworzeń, zanim pozwolił im zbliżyć się do siebie; za tę cenę nabył niejako prawa ustąpienia naleganiom swej dobroci, gdyż nikt już nie może rozumieć fałszywie pobudek Jego wyrozumiałości, a serce subtelne rozpoznają doskonale do jakiego ideału czystości powinny dążyć.

Taki jest, Panowie, przedziwny zamiar, którego urzeczywistnienie widzimy. Czyżbyście się skarżyli? Gdy Bóg Najwyższy ustanowić raczył równe prawa dla Matki swej i dla was, gdy was przypuszcza do tej samej poufnej przyjaźni, do mistycznego pożywania swego Ciała, do przywileju tych samych obietnic, do ubóstwiającego zjednoczenia, którego granice zakreśli jedynie tylko miara waszej względem Boga hojności, czyż możecie uważać za nadmierne żądanie Jego, abyście dusze wasze oczyścili w sakramencie pokoty? Czyż nie powinniście raczej podziwiać najwyższej delikatności, z jaką przyłączył swą Matkę do tej samej, w pewnem znaczeniu, ofiary, każąc Jej, jak każdemu z nas, przyjmować swą Krew i Ciało z rąk kapłana, zamiast Jej samej udzielić pełni władzy kapłańskiej? Jak może nam ciężyć jakiekolwiek upokorzenie, jeśli Ona swoje przyjęła z tak wielką miłością!

 

H. Pinard de la Boullaye, Marja Arcydzieło Boże, Konferencje głoszone w Notre Dame de Paris, w ciągu Wielkiego Tygodnia 1931 r., Kraków 1932, s. 64 – 67.

Reklamy