Tagi

, , ,

      W pięknej bazylice na Montmartre w Paryżu, oprócz wielu innych figur, wznosi się biała statua św. Józefa[1].

Gdy się patrzy na tę postać św. Patriarchy z Nazaretu, uderza nas nie tyle piękno rzeźby, ile raczej piękno myśli w niej oddanej.

Postać cała tchnie dziwnym spokojem, modlitewnym skupieniem. Jedną ręką przyciska do serca Opiekun Jezusowy Boże Dziecię, a w drugiej nie ma – jak zwykle w obrazach – lilii, lecz trzyma narzędzia pracy.

Szczęśliwa myśl artysty!

Takie było życie św. Patriarchy z Nazaretu.

Z jednej strony praca, ciężki codzienny znój, ale z drugiej tuż przy sercu Boże Dziecię, Jezus.

Ta bliskość Jezusa osładzała mu twardą dolę życiową, ona go pokrzepiała w przykrej tułaczce po Egipcie, gdy jako biedny wygnaniec szukał pracy, ona go umacniała w szarym, codziennym trudzie, przy znojnym obrabianiu drzewa, wyrabianiu narzędzi i sprzętów, by przez to zarobić na kawałek chleba dla swej rodziny.

Praca w bliskości Jezusa, praca z spojrzeniem na Boga-Człowieka, który tak samo się trudził jak my – oto wzór, jaki nam daje św. Józef.

Nie ulega wątpliwości, że praca jest zawsze przykra, dlatego trzeba jakiegoś czynnika łagodzącego, osładzającego jej szorstkość.

Matka czy ojciec rodziny w swej codziennej trosce, student przy odrabianiu swych lekcyj, pielęgniarka szpitalna w swych przykrych nieraz bardzo obowiązkach, robotnik w ciężkiej, znojnej pracy, zakonnik czy zakonnica w swych monotonnych, niepozornych, a jednak tak wymagających wysiłku zajęciach – wszyscy pragną ulgi, osłody.

I tu wskazuje nam św. Józef, gdzie szukać tej pociechy.

Przy Sercu Jezusa, w spojrzeniu głębokim na Jego życie, w wsłuchaniu się w tętno Jego miłości, w czerpaniu skarbów tego serca w Eucharystii – znajdzie się tryskające źródło pociechy.

Do klasztoru, w którym obecnie przebywam, przychodzi codziennie na Mszę św. o godzinie 6 rano kilku robotników. Co dzień komunikują. Potem ciężka praca. Lecz spotkać ich, porozmawiać z nimi, a odnosi się wrażenie, że szczęśliwszych i weselszych ludzi nie ma chyba na świecie.

I słusznie.

Czyż Zbawiciel nie jest źródłem wszystkiego? Czy z Jego ust nie wyszły te pocieszające słowa: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was pocieszę?”

Czyż praca, choćby nawet bardzo ciężka i przykra nie staje się znośną, a nawet słodką, gdy spełniający ją uprzytomni sobie, że tak również trudnił się jego Zbawca, nieśmiertelny Bóg i Władca wszech-rzeczy?

Czyż nie chętnie zdobędzie się człowiek na bohaterstwo, wiedząc, że jego trud i wysiłek hojnie będzie nagrodzony? Powiedziano słusznie, że nie tyle ciężar pracy i jej trud jest gorzki, ile raczej wewnętrzna gorycz żrąca duszę nie mająca wyższego celu, przyświecającego tej pracy.

Za przykładem tedy św. cieśli z Nazaretu niech pospieszą szerokie rzesze ludzi wszelkich stanów i narodów, a głos narzekań zmieni się w szept błogosławieństw.

Do tego wzywa nas z wyżyn Watykanu głos papieża Piusa XI:

„Żeby przyspieszyć upragniony pokój Chrystusowy w Królestwie Chrystusowym, stawiamy całą akcję Kościoła skierowaną przeciw komunizmowi bezbożnemu pod protektorat i opiekę św. Józefa, potężnego patrona Kościoła katolickiego.

On bowiem należał do stanu robotniczego i doświadczył na sobie goryczy ubóstwa razem z powierzoną sobie rodziną Nazaretańską, którą otaczał czujną i gorliwą opieką. Pod jego pieczą znajdowało się Dzieciątko Boże, gdy Heród wysłał siepaczy, aby Dzieciątko uśmiercili.

Wypełniając wiernie i sumiennie obowiązki swe na każdy dzień, stał się wzorem dla tych, którzy pracą rąk na chleb zarabiać muszą. Jak najsłuszniej nazwany sprawiedliwym jest jaśniejącym przykładem owej chrześcijańskiej sprawiedliwości, która przenikać ma życie społeczne.

Wzniósłszy więc ku wyżynom oczy wzmocnione siłą wiary oglądamy niejako „nowe niebo” i „nową ziemię”, o których wspomina Poprzednik Nasz Piotr św. A kiedy obietnice fałszywych potoków toną w potokach krwi i łez z ich winy wylanych, jaśnieje w niebiańskiej piękności proroctwo Zbawiciela Bożego, wypowiedziane w Apokalipsie: „Oto nowe czynię wszystkie rzeczy”[2].

 

O. Bernard od Matki Bożej, Święty Józef wzór nasz i opiekun, Kraków 1939, str. 17-22.

[1] Jest to rzeźba dłuta art. Serrar’a.

[2] Zakończenie Encykliki „O bezbożnym komuniźmie”