Tagi

, ,

wpid-5346234163_8ef8d7f95c_oQuando factus sum vir, evacuavi quae erant parvuli.

Gdym się stał mężem, wyniszczyłem co było dziecinnego.

I do Koryntjan, 13, 11.

 

Eminencjo,

Ekscelencje,

Panowie!

       Na początku tych rekolekcyj wywołałem przed wami, Panowie, wspomnienie tych odległych dni, gdy matki, składając wam ręce na swych kolanach, uczyły was wymawiać pierwsze „Ojcze Nasz” i pierwsze „Zdrowaś”.

Jeśli was dziś zapytam: „Czy powinniście porzucić dawną waszą pobożność? Czy powinniście byli zezwolić na to, by choć najmniejszą jej cząstkę utracić?, odpowiecie mi, sądzę: „Przeciwnie, powinniśmy byli ją wzmocnić i pogłębić, usunąć zaś jedynie to, co mogło  w niej być dziecinnego”. To rzecz oczywista. Normalnie, czyż nie dzieje się to samo w stosunku do naszych ziemskich matek? Nietylko wiek dojrzały nie zwalnia nas od obowiązku uszanowania i wdzięczności, lecz, gdy Bóg nas obdarzył matką wierną zasadą Ewangelji, świętą matką, jest rzeczą naturalną, że uczucie nasze dla niej staje się więcej przemyślane, gdyż zrozumieliśmy lepiej rozmiar naszych długów, i więcej ufne, gdyż długie doświadczenie nauczyło nas, na jakie poświęcenie z jej strony możemy liczyć, bardziej szlachetnie wreszcie, bo staliśmy się zdolni do czynów i ofiar, których nie można żądać od maleństw. Krótko mówiąc, wypada, aby nasza cześć dla matki z latami stawała się mniej dziecinną a zarazem więcej synowską.

Tak być powinno, Panowie, także i w stosunku naszym do Najświętszej Dziewicy. Jakże czułbym się szczęśliwy, gdyby w tysiąc pięćsetną rocznicę soboru efeskiego, którą obchodziliśmy na nasz sposób, w sercach waszych rozkwitło dla Marji, Matki Jezusowej i Matki nas wszystkich, nabożeństwo bardziej przemyślane, bardziej ufne i bardziej szlachetne!

Przejdźmy pokrótce te trzy myśli.

Wspólnie zgłębialiśmy podstawy tego nabożeństwa.

Opiera się ono, jak widzieliście, na zasadniczych dogmatach naszej wiary. Ponieważ Słowo Boże zechciało stać się podobnym do nas człowiekiem, niewiasta błogosławiona między wszystkiemi niewiastami ma rzeczywiście prawo do tytułu Matki Bożej, a więc i do wszystkich zaszczytów wypływających z tej niewypowiedzianej godności.

Ponieważ współpracowała tak blisko z dziełem Odkupienia, cierpiąc razem z Jezusem za nas aż do straszliwszego niż śmierć, konania na Kalwarji, ma Ona istotnie prawo do tytułu Matki ludzi i Współodkupicielki. Nie można więc uważać kultu Najświętszej Marji Panny za wyłączną własność wieku dziecięcego lub młodzieńczego, ani za rzecz, pozostawioną do naszego uznania; zaprawdę jest to jedno z najbardziej istotnych nabożeństw chrześcijańskich. Im więcej staramy się wniknąć w te dwie tajemnice: Wcielenia i Odkupienia, tem bardziej staje się dla nas oczywistem, że sam Zbawiciel musiał postępować względem najdoskonalszej z matek jak najlepszy z pośród synów, i dlatego nie może pozostać obojętnym na to, co Jej dotyczy; stosujemy się więc do Jego życzeń, wielbiąc i kochając tę, której On sam nie zaprzestanie nigdy wielbić i kochać. Praktyki które zaczęliście wykonywać niegdyś przez naśladownictwo lub pod wpływem innych osób, powinny się dziś oprzeć na najgłębszem przeświadczeniu.

Będąc bardziej przemyślanem, nabożeństwo wasze powinno także stać się bardziej ufnem. Więcej powiedzmy: ufność wasza do Marji, teraz, powinna być nieograniczona i niezłomna.

Byłyżby to wyrażenia przesadne? – Żadną miarą!

Dziecię maleńkie uznanie ma tylko dla pieszczot; nie potrafi ono jeszcze ocenić zakazów i surowości, których wymaga jednak zarówno najbardziej elementarna roztropność jak i najgorętsze przywiązanie. To też czasem dąsa się i tupie nogami, jeśli matka mu stawia opór. Niestety, iluż dojrzałych ludzi, ilu chrześcijan postępuje podobnie? Jeśli nie otrzymają, czego zażądali, gniewają się; zdarza się nawet, że porzucają zupełnie praktyki religijne. Te duże dzieci nie zdołały jeszcze zrozumieć, że, z jednej strony poza boską doskonałością nie istnieje żadna dobroć i potęga tak wielka, jak Marji, a z drugiej, że miłość sama może Jej zakazać spełnienia wszystkich naszych próśb bez różnicy. Czyż bylibyście jeszcze w tem stadjum, Panowie?

Przypuśćmy, że pewna matka powiedziałaby do swego dziecka: „Proś mnie o co tylko zechcesz! Jakiekolwiek byłyby twoje życzenia, wysłucham ich dziś, i zawsze”. z pewnością twierdzić będziecie, że nie znajdziemy matki równie możnej, a zarazem na tyle nierozsądnej, aby się w ten sposób zobowiązać; lecz pomińmy to nieprawdopodobieństwo. Co, pytam was, powinien odpowiedzieć ten syn umiłowany? Napewno, życzenia jego będą z początku niedorzeczne, lecz później, w pełni władania rozumem, jakaż będzie jego odpowiedź? – Przyznacie mi chyba, że powie: „Matko, nie proszę, abyś zawsze była powolna moim prośbom: krzywdziłbym tem ciebie; lecz błagam, abyś ich nie wypełniała nigdy, przenigdy, jeśli sama nie uznasz ich za słuszne!” Osądzicie może, iż winien powiedzieć: „Matko, oczekuję od twojej dobroci, że sama wybierzesz dla mnie dziś, i zawsze to, co wiesz, że jest pożyteczne. Obietnica dzisiejsza przekonała mnie ostatecznie o twojej miłości, powierzam ci tedy staranie o wszystkie sprawy moje. Gdybym zaś kiedy sprzeciwiał się, na wszystko cię proszę, nie zważaj!”

Czy nie przyznacie mi, Panowie, że każda inna odpowiedź zdradzałaby umysł powierzchowny, zbytnio w sobie zaufany, podejrzliwy naogół, ponieważ wątpi o rozumie i miłości tej, która nad nim czuwa? Czy nie zgodzicie się ze mną ponadto, że żaden z jego uczynków nie wpłynie tak na wzmożenie, jeśli to możliwe, starań i troskliwości uprzedzającej ze strony matki, jak właśnie wyznanie tej ufności nieskończonej? Oto dlaczego i wam radzę, proszę, a nawet żądam od was ufności bez granic względem opiekunki, którą macie w niebie, będącej miłością i potęgą samą. Pozostawcie dzieciom ich skargi, dąsy i gniewy. Podobne słabostki i niedorzeczności są niegodne wieku męskiego.

Zauważcie nakoniec, że wasza pobożność winna dzisiaj być bardziej szlachetna. Daleka ode mnie jest myśl ganienia najdrobniejszych nawet praktyk, które może zachowujecie; wszystkie one mają wartość jeśli wypływają ze szczerego przywiązania; wszystkie zyskują wam przychylność Marji, lecz, czy nie jest prawdą, że w wieku, kiedy pojmujemy lepiej ducha czystości, prawości i miłości, który stanowi istotę chrześcijaństwa, będąc duchem Jezusa i Jego Matki, w wieku, kiedy rozróżnić umiemy prawdziwą pobożność od jej niedołężnych plagiatów, gdy wola zresztą zdolna jest do bardziej męskiego wysiłku, wypada, trzeba, aby o pobożności waszej względem Marji świadczyły bardziej zasługujące ofiary, niż podarunek świecy lub kilka z roztargnieniem odklepanych Zdrowasiek. Co jest jej miłem, czego pragnie od was nadewszystko, to większej wierności i stałości niezmiennej w spełnianiu obowiązku. Będzie to was kosztowało, oczywiście; lecz, czy nie znaczyłoby to powrotu do złudzeń dziecinnych, gdybyście tej Najmilszej Matce ofiarowywali jedynie nic was nie kosztujące drobiazgi?

Ukazałem wam Jej dobroć bez granic. Jeśli słabi jesteście, do niej zanoście prośby i błagania nieustające. To jest zbawienie. Doktorowie Kościoła wszyscy jednogłośnie twierdzą, że Nabożeństwo do Najświętszej Panny jest niewątpliwą cechą dusz wybranych. I naprawdę, w miarę jak staje się ono bardziej przemyślane, ufne i szlachetne, jest to nabożeństwo znakiem, powiedzmy więcej, zadatkiem i rękojmią przeznaczenia do nieba, gdyż okazuje duszę subtelną, głęboko chrześcijańską, i objawia ze strony Boga, od którego wszelka myśl święta pochodzi, dobrodziejstwo szczególne, zamiar zdecydowany udzielenia łaski ponad wszystkie łaski, przez samo wezwanie do uciekania się pod opiekę tej, którą tak trafnie nazwano „Wszechmocą błagającą”, Najświętszej Dziewicy, której nie może nic odmówić, Jego Matki.

Miłujcie ją więc, tę Najmilszą Matkę! Cześć Jej oddawajcie! Służcie Jej z codzień wzrastającą gorliwością! Proście, by czuwać nad wami zechciała aż do ostatniej godziny, nunc et in hora mortis, abyście w onej chwili nie stanęli sami przed Najwyższym Sędzią, obciążeni, niestety, strasznem brzemieniem grzechu; lecz mogli mieć pewność, że Marja wstawi się za wami i zbliży ciebie, dziecię marnotrawne do Jezusa, swego ukochanego Syna, który złączy cię z sobą na wieki w jednym nieustającym pocałunku pokoju!

 

H. Pinard de la Boullaye, Marja Arcydzieło Boże, Konferencje głoszone w Notre Dame de Paris, w ciągu Wielkiego Tygodnia 1931 r., Kraków 1932, s. 99 – 103.

Reklamy