Tagi

, , , ,

sacrament5(autentyczne)

        Na skraju lasu stała leśniczówka. Mieszkańcy jej pędzili żywot spokojny i radosny. Szczęście opromieniało ich dom. Małżonkowie L., obdarzeni dwiema ślicznemi córeczkami, żyli w spokoju i radości. Okoliczni mieszkańcy z podziwem spoglądali na tę rodzinę.

Lecz oto na widnokręgu pokoju zjawił się złowrogi obłok – niesnaski rodzinne. Znajomi zauważyli ze zdziwieniem rozdźwięk w domu leśniczego. Widziano czasem zapłakaną jego żonę.

Potem w okolicy rozeszła się wiadomość, iż leśniczy zamierza wszcząć kroki o uzyskanie rozwodu, aby poślubić nauczycielkę S…. Wieść ta wprawiła wszystkich w zdumienie; niestety, te pogłoski były prawdziwe!

Napróżno pani L. starała się nakłonić swego męża na drogę uczciwości, by do domu wróciła pogoda i szczęście… Nic nie pomagał płacz i błagania.

– Jeżeli nie zgodzisz się na rozwód, to i bez twego pozwolenia ożenię się – wyrzekł do żony!

– Małżeństwo – to Sakrament święty i nie wolno go dobrowolnie łamać – odparła zapłakana kobieta.

– Głupiaś! – krzyknął. To księża wymyślili ten „Sakrament”. Ożenię się z nią i basta!

– Oby cię Bóg nie skarał – odpowiedziała.

Leśniczy wyrzekł jakieś przekleństwo, zatrzasnął drzwiami i wyszedł z mieszkania.

Było to 5 czerwca 1933 r. w drugi dzień Zielonych Świąt. Po wyboistej drodze jechał leśniczy do swej „narzeczonej”. Zakupił w mieście szereg podarunków za zaoszczędzone pieniądze, które zabrał, aby przypadające jutro imieniny połączone z zaręczynami, uprzyjemnić i uświetnić.

Po drodze mijał znajome twarze sąsiadów, powracających z nieszporów. Kilku z nich dziwnie się uśmiechało… Irytowało go to; przypomniał sobie słowa żony: „Oby cię Bóg nie skarał”. Stanęła na chwilę przed jego oczyma izba rodzinna…

– „Prędzej” – krzyknął na woźnicę chcąc uniknąć szyderczych spojrzeń i turkotem kół zagłuszyć głos sumienia.

Konie ruszyły szybkiem tempem.

Wtem – wózek się rozrywa, leśniczy upada ciężko na szosę… Głową uderzył o kamień, aż mózg się rozprysnął. Przybiega kilka najbliżej idących osób.

Widzą nieszczęśliwego z rozbitą czaszką, pozbawionego już przytomności… W stanie beznadziejnym zabierają go do najbliższego domu… Wzywają księdza… Kapłan przybywa, udziela tylko Ostatniego Namaszczenia, na spowiedź już zapóźno…

Głęboka zaduma zaległa na twarzach zebranych… Wokół ciche szepty… I mimowoli każdy myślał tylko o jednem: przypadek, czy też sprawiedliwa ręka Boska. Raczej to drugie. Bo Bóg jest sprawiedliwy i lekceważenie przykazań Swoich karze surowo. Zwykle czeka cierpliwie na opamiętanie, ale czasem uderza zaraz, aby surowy i doraźny wyrok był ostrzeżeniem dla innych.

 

T. Bł.

Rycerz Niepokalanej, rok XIII, lipiec 1934, Nr. 7 (151) , str. 211-212.

Reklamy