Tagi

, , , , ,

Chrześcijanie sprawiedliwie poczytują sobie uchybienia przeciw wierze i miłości za ciężki grzech, a dziwnie mało rozbudzone sumienie mają na grzechy przeciwko nadziei.

Chrześcijanie sprawiedliwie poczytują sobie uchybienia przeciw wierze i miłości za ciężki grzech, a dziwnie mało rozbudzone sumienie mają na grzechy przeciwko nadziei.

„…ZSTĄPIŁ DO PIEKIEŁ, TRZECIEGO DNIA ZMARTWYCHWSTAŁ…”

Znaczenie wiary w zmartwychwstanie.

     Zmartwychwstanie Pana Jezusa jest najwymowniejszą nauką nadziei i dlatego rozpamiętywanie jego ma doniosłość pierwszorzędną. Chrystus Pan zarzucał ludziom swego czasu, że są małej wiary[1]. Czyżby nie można zarzucić dzisiejszym, że im braknie nadziei?

Nadmiernie rozwinięte samolubstwo, miękkość fizyczna, przemęczenie umysłowe, nieustanna walka o byt przy namiętnej żądzy natychmiastowych korzyści – są to cechy czasów obecnych. Nie dajemy sobie czasu, aby wykarczować i zorać, a już byśmy chcieli siać, a ledwie zasiejemy, chcielibyśmy zbierać plon naszej siejby. Wszelka praca, skoro sami jej widocznych owoców doczekać się nie możemy, wprawia nas w zniechęcenie, jeżeli nie w rozpacz. Ludzie, społeczeństwa, narody, nie mające nadziei odrodzenia, są zawczasu pokonane, zawczasu skazane na zagładę. „Jeśli się kto na nowo nie odrodzi, nie może oglądać królestwa Bożego”[2].

Chrystus Pan zmartwychwstając o nikim nie zapomniał – ani o tych, którzy przed nim umarli, ani o tych, którzy po nim przez wszystkie wieki umierać mają. Pierwszym niebo otwiera; drugim zabezpiecza zmartwychwstanie i żywot wieczny. Chrystus Pan staje się człowiekiem i jak my umiera, ażeby z nami przechodząc przez śmierć doczesną, doprowadzić nas za sobą do zmartwychwstania i życia wiecznego.

Wiara w zmartwychwstanie daje otuchę tak wobec własnej śmierci, jak wobec śmierci osób ukochanych. Pan Jezus nie chce, ażeby chrześcijanie wobec śmierci smucili się jako ci, „którzy nie mają nadziei”[3]. Ale wiara w zmartwychwstanie ma inne jeszcze znaczenie. Gdy się pamięta, że Chrystus jest Prawdą, Sprawiedliwością, Mądrością, wówczas łatwo zrozumieć, że On zmartwychwstaniem swoim zapewnia ostateczne zwycięstwo temu wszystkiemu, czego On jest wyrazem.

Zmartwychwstanie Chrystusowe mimo męki, śmierci, złożenia do grobu, mimo strażników przy grobie czuwających, pokazuje, że jeżeli Bóg czasami szatanowi i światu pozwala na chwilową przemoc, to jednak ostatecznego zwycięstwa zostawić im nie może. Bóg zwyciężyć musi, a zatem i dla wszystkiego, co Boskie, zwycięstwo jest zapewnione, jeżeli nie zawsze na razie, to jednak zawsze w chwili Bogu wiadomej i mądrością Jego naznaczonej.

Chrystus zapowiedział, że dnia trzeciego zmartwychwstanie, i jak powiedział, tak uczynił, Resurrexit sicut dixit – śpiewa Kościół przy obchodzie świąt Wielkanocnych.

Pismo Święte obiecuje nam, że każdemu stanie się według nadziei jego. Miejmy silną wiarę w ostateczne zwycięstwo Chrystusowe, w zwycięstwo Prawdy i Sprawiedliwości, a nadzieja, z tej wiary płynąca, da siły do zwycięstwa potrzebne i męstwo do cierpliwego wyczekiwania „chwil Bożych”, gdyby nawet to wyczekiwanie przekroczyć miało krótkotrwały okres naszego żywota ziemskiego.

Nadzieja jest niezbędna to zwalczania zniechęceniazamoyska

 

Nadzieja jest warunkiem męstwa, cierpliwości i wytrwałości. W istocie, jaką pobudkę mieć można do pracy, jaki powód do walki, jeżeli się nie ma nadziei w ich skuteczność? Uczmy się cierpliwości od ludzi, którzy niezależnie od własnej korzyści podejmują długotrwałe prace, choć wiedzą, że nie im, ale dalszym pokoleniom służyć one mają, którzy pracują z radością, ciesząc się pożytkiem, jaki nie sobie, ale innym przyniosą. Nadzieja nie tylko daje siły, ale sama przez się jest siłą i zwycięstwem; zwycięstwem ducha nad przemocą materialną, która aczkolwiek często okrutna i bezwzględna, jest bądź co bądź zawsze tylko czasowa.

Przy nauce religii zwykle za mały nacisk się kładzie na cnotę nadziei. A wszakże katechizm stawia ją, jako cnotę Boską, na równi z wiarą i miłością, bez których nie ma zbawienia. Chrześcijanie sprawiedliwie poczytują sobie uchybienia przeciw wierze i miłości za ciężki grzech, a dziwnie mało rozbudzone sumienie mają na grzechy przeciwko nadziei. Słyszy się często osoby pozornie pobożne, narzekające na zniechęcenie, jakby na chorobę niezależną od woli. Nie rozumieją, że ta choroba duchowa jest ich własnym ciężkim przewinieniem, a nadto powodem mnóstwa innych grzechów i upadków. Brak nadziei jest nawet cięższą obrazą Boga niż brak wiary. Brak wiary można często tłumaczyć brakiem nauki, złym wychowaniem, złymi wpływami w młodym wieku i mnóstwem okoliczności, które w części uniewinniają tych, co nigdy wiary nie mieli albo ją wcześnie stracili. Ale kto, wierząc w Boga, nie pokłada w Nim nadziei, ten jest istotnym bluźniercą. Można to wykazać przykładami z życia potocznego.

Czy można ojcu, bratu, przyjacielowi większą zadać obelgę, jak wątpić o ich słowie i obietnicach, przypuszczając, że oni są obojętni na nasze cierpienia i prośby, że nie przyjdą z potrzebnym nam ratunkiem? Nieufność stanowi najcięższą obrazę człowieka; jakżeby brak nadziei nie miał ciężko obrażać Boga. Co więcej, kto w każdej czynności jedynie wolą Bożą się kieruje, ten powodu do zniechęcenia mieć nie może. Wola Boża, nakładając na nas pewne obowiązki, domaga się odpowiednich wysiłków, ale nie żąda powodzenia od woli naszej niezależnego. A zatem, jeżeli brak powodzenia zniechęca, to chyba dlatego, że wysiłki były podejmowane nie dla wykonania woli Bożej, która jedynie do wysiłku się odnosi, tylko dla powodów ludzkich, choćby najszlachetniejszych. W najdotkliwszych niepowodzeniach, byle się kierować wolą Bożą, zawodu w prawdziwym słowa znaczeniu być nie może, a zatem i zniechęcenia być nie powinno.

Dla szatana zupełnie jest rzeczą obojętną, jaką drogą do duszy się wkrada, byle ją opanował. Partowie, gdy pozornie zwyciężeni z pola bitwy uchodzili, jeszcze zatrutymi strzałami zwycięzców o śmierć przyprawiali. Toż samo czyni szatan, gdy chrześcijanin za przykładem Chrystusa „precz” mu iść każe z pychą, łakomstwem i zmysłowymi ponętami; on też, pozornie pokonany, ostatni i najśmiertelniejszy pocisk nań rzuca: zniechęcenie, prowadzące często do rozpaczy.

Wyraz „zniechęcenie” powinien być wykluczony z mowy chrześcijańskiej, jako niedorzeczny i bezbożny. Niechaj rodzice i nauczyciele nie pozwalają sobie nigdy wyrazu tego używać i niechaj go młodym używać zabraniają.

„Kto się w opiekę odda Panu swemu

I całym sercem szczerze ufa Jemu,

Śmiele rzec może: mam obrońcę Boga,

Nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga”.

Nie tylko ważną jest rzeczą wpajać młodym nadzieję; nauczyć ich trzeba, na czym cnota nadziei polega, a raczej, do czego się odnosi. Z braku tej nauki niektórzy, opierając się na słowach Ewangelii, że wiara góry przenosi[4], sądzą, że byle z dostateczną ufnością się modlić, niechybnie liczyć można na otrzymanie tego, o co się prosi.

Na tej zasadzie, niektórzy namiętnie się domagają cudu dla uzdrowienia drogich im osób, lub powodzenia spraw, które im na sercu leżą. Inni znowu rzucają się na oślep w rozmaite przedsięwzięcia lub niebezpieczeństwa wbrew roztropności, licząc na niewątpliwą pomoc Boską dla tych, co Bogu ufają. A nie otrzymując tego, o co się modlą, tracą naraz i nadzieję, i wiarę, a nawet goryczą i nienawiścią dają się opanować względem wiary, która ich oczekiwania zawiodła.

W akcie nadziei, jakiego nas Kościół uczy, mówimy, że ufamy, iż nam Bóg da łaskę w tym życiu, a jeżeli przykazania jego zachowamy, chwałę w życiu przyszłym. Cnota nadziei odnosi się więc do łask dla zbawienia potrzebnych, a nie do zadośćuczynienia wszystkim naszym życzeniom doczesnym. Tak też pomoc Boska, na którą liczyć powinniśmy, odnosi się do tego, co z woli Bożej, a zatem w imię obowiązku, roztropności, przy odpowiednich warunkach i siłach podejmujemy, a nie do tego, na co się bezmyślnie rzucamy dla zaspokojenia chwilowej zachcianki.

Czytamy w Ewangelii, że szatan postawiwszy Chrystusa na ganku kościelnym, rzekł mu: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się na dół; albowiem napisane jest; że Aniołom swoim rozkazał o tobie, i będą cię na ręku nosić, abyś przypadkiem nie zranił o kamień nogi swej. Rzekł mu Jezus: Również napisane jest: nie będziesz kusił Pana, Boga twego”[5]. A zatem, kto licząc na pomoc Boską domaga się lub dopuszcza rzeczy nieroztropnych, przeciwnych porządkowi Bożemu, nie tylko że się kieruje fałszywą nadzieją, fałszywym zaufaniem, ale według słów Chrystusowych kusi Boga.

Jeżeli więc dobrze robi, kto się do Boga udaje z ufnością w Jego miłosierdzie, w każdej potrzebie, trosce, obawie i w każdym cierpieniu, to jednak pamiętać należy, że celem modlitwy jest nie zadawanie gwałtu woli i mądrości Bożej, ale stosowanie się do nich, że zatem wszelką modlitwę kończyć trzeba słowami Chrystusa w Ogrójcu: „Ojcze, (…) nie moja wola, ale Twoja niech się stanie”[6].

Czyńmy sumiennie, z godziny na godzinę, co do nas należy, o to tylko prosząc, co z wolą i mądrością Bożą zgodne, a nadzieja w miłosierdzie Boże nas nie zawiedzie, bo wierny jest Pan w obietnicach swoich[7].

 

Jadwiga Zamoyska, o wychowaniu, Lublin 2002, str. 66-70.

[1] Por. Mat 8, 26.

[2] J 3, 3.

[3] 1 Tes 4, 13.

[4] Por. Mt 17, 19-20.

[5] Mt 4, 6-7; Łk 4, 9-12.

[6] Łk 22, 42.

[7] Por. Ps 144, 13.

Reklamy