Tagi

, , , ,

mantegna-la-vierge-de-la-victoireBez żadnej wątpliwości tytuł Matki Bożej może wydać się nie do usprawiedliwienia. Bo oto dylemat, który zjawia się w naszym umyśle prawie spontanicznie: albo Marja dała rzeczywiście Bogu syna, lecz wtedy ten syn nie jest Bogiem, gdyż rozum uznaje tylko Boga wiecznego i jedynego, albo dziecię Dziewicy jest prawdziwie Bogiem, ponieważ istniało przez całą wieczność, lecz wtedy Marja nie może być uznana za Jego matkę, gdyż nie udzieliła Mu boskiej natury.

To rozumowanie jest jasne. Na pierwszy rzut oka wydaje się ono przekonywujące. A jednak – zdacie sobie z tego zaraz sprawę – jest najzupełniej błędne.

Przypuśćcie, proszę, że pewien naród odrzuca swych władców dziedzicznych i wybiera z pośród najzdolniejszych generałów czy polityków nowego króla. Od dnia koronacji staje się matka jego, choćby była najniższego pochodzenia, w rzeczywistości matką króla. Staje się nią pomimo, że w niczem nie przyczyniła się do godności syna, jedynie dlatego, że jest matką człowieka, który został królem. Od tej chwili, choćby nawet państwo nie przyznało jej szczególnych zaszczytów ani przywilejów, ogół poddanych otoczy ją głębokiem poważaniem i czcią.

Weźmy przykład bardziej przekonywujący.

Każdą matkę nazwiemy matką dziecięcia, które wydała na świat. Cóż zawdzięcza jej ono w rzeczywistości? Duszę? Żadną miarą! Niematerjalna dusza ludzka nie może wstać z dusz rodziców, jak ciało powstaje z ich substancji. Jako niematerjalna pochodzić może tylko od Boga, wyprowadzona jest przez Niego z nicości, stworzona. Co najmniej, powiecie mi, rodzice wywołują ten akt stworzenia, skłaniają Boga, aby go uskutecznił. Mają więc prawo oboje do tytułu ojca i matki.

Tak, Panowie, mają to prawo zupełne, lecz w tem znaczeniu jedynie, że, choć nie udzielili potomstwu swojemu wszystkiego, co je stanowi, są jednak w pewnej mierze przyczyną, na podstawie której powstaje nowa istota, złożona z duszy i ciała połączonych z sobą substancjalnie. Nie jest więc potrzebne, aby Najświętsza Dziewica dała Jezusowi duszę ludzką i bóstwo, by miała prawo zupełne do tytułu Matki Bożej, wystarczy, że jest prawdziwie przyczyną, na mocy której egzystuje istota złożona z dwóch natur złączonych w jednej osobie: Bóg-Człowiek. A jest nią tak rzeczywiście, jak wszystkie matki w stosunku do swych dzieci, ponieważ w łonie Jej i za jej zgodą do ciała, utworzonego z Jej własnego ciała, przyłączyła się dusza Jezusa i Syn jedyny Najwyższego.

Macierzyństwo boże Marji jest więc bezpośrednią i niezaprzeczalną konsekwencją dogmatu Wcielenia.

Ten dogmat podstawowy, którego nie można zakwestionować nie zmieniając całkowicie znaczenia chrześcijaństwa, wyrażony jest słowami bardzo jasnemi w Credo, które śpiewacie podczas mszy uroczystej: Homo factus est; Słowo stało się człowiekiem. Co to znaczy? Stać się człowiekiem, bołożby to jedynie, dla Syna Bożego, zamknąć się w piersi ludzkiej, i w niej zamieszkać? – Z pewnością nie! Spoczywa w ten sposób w naszych piersiach w czasie błogosławionych chwil Komunji świętej. Stać się człowiekiem byłożby to tylko przyznać osobie ludzkiej pewien udział w Jego własnej naturze i ukochać ją w pewnem znaczeniu według miary tego ubóstwiającego przekształcenia, jako wylanie się samego siebie? – Także nie! To fizyczne przyswojenie i zjednoczenie uczuciowe dokonywa się w duszy każdego chrześcijanina, który jest wolny od ciężkiego grzechu. Stać się człowiekiem – oto właśnie znaczenie, które odrzucił Nestorjusz – to zjednoczyć się tak ściśle z ciałem i duszą ludzką, że dwie natury złączone tworzą jedną tylko osobę. Homo factus est; oto, co urzeczywistnił Syn Boży. Tak więc, podczas gdy nasze matki nie mogą w żaden sposób być nazwane matkami Boga, jakkolwiek ścisłe byłoby nasze z Nim moralne zjednoczenie przez łaskę poświęcającą; to nie możemy odmówić tej godności Przenajświętszej Dziewicy.

Czy spostrzegacie już, Panowie, w czem mieści się tajemnica? Najgłębszą ze wszystkich jest prawa, że druga osoba Przenajświętszej Trójcy zgodziła się zjednoczyć z naszą naturą do tego stopnia, iż Jezus narodzony w żłóbku, ukrzyżowany na Golgocie jest prawdziwie człowiekiem i prawdziwie Bogiem, że wszystkie Jego uczynki są prawdziwie uczynkami jednej i tej samej osoby, mogącej mówić, używając tego samego zaimka „Ja”: „Zanim Abraham się stał, jak jest”, gdyż Jego natura boska istniała przed utworzeniem światów, i z tą samą zupełnie prawdą: „Ja duszę mą kładę za owce moje”, ponieważ przez sam fakt Wcielenia posiadał naturę śmiertelną tak, jak my. Dla tej samej przyczyny mógł Jezus mówić o Bogu: „Mój Ojciec”, zaś o Marji: „Moja Matka”. Tak więc nikt nie może zaprzeczyć Marji tytułu Matki Bożej, nie zaprzeczając przez to samo, że Syn Jej był w istocie Bogiem.

H. Pinard de la Boullaye, Marja Arcydzieło Boże, Konferencje głoszone w Notre Dame de Paris, w ciągu Wielkiego Tygodnia 1931 r., Kraków 1932, s. 8-11.