Tagi

, , , ,

defonsio-fidei       Gdy tylko dowiemy się, że Bóg coś objawił, obowiązani jesteśmy w to wierzyć. Wiara jest aktem umysłu, przez który z pomocą łaski Bożej bez żadnej wątpliwości uważamy za prawdę co Bóg objawił i dlatego, że objawił. Przedmiotem przeto wiary Boskiej jest to, co Bóg objawił, motywem zaś, nieomylne świadectwo Boga, który, jako najwyższa prawda, nie może mylić się, ani też w błąd wprowadzać.

A co Bóg objawił? O tem poucza nas Kościół. Właśnie w tym celu ustanowił Chrystus nieomylny urząd nauczycielski, aby zachował Boskie Objawienie, otrzymane w tradycji i Piśmie św. w stanie czystym i nienaruszonym, oraz by wszystkim ludziom głosił je i wyjaśniał; każdy więc katolik obowiązany jest się poddać temu urzędowi nauczycielskiemu. Co Kościół najwyższą swą powagą ogłosił jako prawdę objawioną, przez uroczyste orzeczenie czy to papieża, czy też prawomocnego soboru powszechnego, lub przez powszechne, codzienne nauczanie, to jest dogmatem.

Dogmat przeto jest przedmiotem nietylko Boskiej lecz i katolickiej wiary. Musimy niewzruszenie uważać go za prawdę nietylko dlatego, że Bóg go objawił, lecz dlatego także, że Kościół go ogłosi i jako objawioną przez Boga naukę przedstawia.

Ktoby świadomie i uparcie zaprzeczał choćby jednej jedynej prawdy w ten sposób ogłoszonej przez Kościół, ten jest heretykiem; ten wyrzeka się Kościoła i wogóle nie ma już Boskiej ani katolickiej wiary. Przez swe postępowanie daje wyraźnie poznać, że ani powaga Boga, ani Kościoła nie są dla niego w rzeczach wiary dostatecznym motywem.

Aby jeszcze lepiej zrozumieć nasze obowiązki względem Kościoła, trzeba rozróżnić podwójny przedmiot działania kościelnego nauczycielskiego urzędu. Wprost i bezpośrednio powierzone jest kościelnemu urzędu nauczycielskiemu wszystko, co Bóg objawił i co zawiera się w Piśmie św. i tradycji. Ubocznie i pośrednio należy doń i to wszystko, co z tem Objawieniem nieodbicie się łączy, czy to dlatego że koniecznie z niego wynika, czy też, że jest przezeń suponowane tak, że jego zaprzeczenie wstrząsnęłoby objawioną prawdą. Kościół winien nad tem czuwać, by i logiczne podstawy wiary były zachowane czyste i nienaruszone. Musi przeto mieć prawo pilnować, by nie szerzono żadnej nauki, któraby wiarę podkopywała albo osłabiała. Sobór watykański tak naucza: „Ponieważ Kościół razem z urzędem nauczycielskim otrzymał nakaz strzeżenia podstaw wiary, ma przeto nadane sobie od Boga prawo i obowiązek potępiania fałszywej i złudnej nauki, aby „nikt nie był oszukany przez świecką mądrość i próżne omamienie” (Kol. 2, 8). Nie wolno przeto wiernym bronić takich poglądów, o których się wie, że są przeciwne nauce wiary, szczególnie jeżeli zostały odrzucone przez Kościół; nie wolno też ich przedstawiać jako logicznych wyników wiedzy, owszem winni katolicy uważać je za błędy, które posiadają jedynie złudne pozory prawdy.”

Sobór potępił też uroczyście ateizm, materializm, panteizm i racjonalizm.[1] Leon XIII potępił ontologizm Rosminiego, Pius X angostycyzm i modernizm. Tak postępowali od najdawniejszych czasów papieże i tak działały sobory, a każdy katolik winien z wiarą przyjąć ich wyroki. To co św. Paweł w poczuciu swego Boskiego posłannictwa powiedział o sobie, odnosi się też do Kościoła: „Bierzemy każdy umysł w niewolę ku posłuszeństwu Chrystusowemu” (I Kor. 10, 5).

Nie można też tu podnosić hasła „wolności nauki”. Najwyższym celem nauki nie jest wolność, lecz prawda. Prawdziwa nauka poszukuje tylko prawdy i chce służyć jedynie prawdzie. Wiara zaś katolicka nigdy nie przeszkadza poznaniu prawdy, przeszkadza jedynie panowaniu błędu, jak to sobór watykański uczy: Nie może nigdy między wiarą, a rozumem panować prawdziwa sprzeczność. Boć przecie ten sam Bóg, który objawił tajemnicę wiary i wlał ją do serc naszych, dał też duszy ludzkiej światło rozumu. Bóg zaś nie może sprzeciwiać się samemu sobie, ani też jedna prawda nie może zaprzeczać drugiej. Jeśli na pozór występuje taka sprzeczność, to pochodzi to albo stąd, że danej prawdy dogmatycznej nie pojmuje się w duchu Kościoła i źle się ją wyjaśnia, albo stąd, że dowolne mniemania przedstawia się jako niewątpliwe pewniki rozumu. „Dlatego wszelkie twierdzenie które sprzeciwia się prawdzie oświecającej wiary, ogłaszamy za zupełnie fałszywe”[2] Wiara nie szkodzi wolności wiedzy podobnie jak latarnia morska nie krępuje wolności żeglarza. Wskazuje ona tylko skały i mielizny błędu, aby przed niemi umysł zabezpieczyć.[3]

Suponowaliśmy dotąd, że w jakiejś kwestji zapadło już nieomylne orzeczenie Kościoła. Ale jakkolwiek papież posiada pełnię kościelnej władzy nauczycielskiej, nie jest przecież zawsze i wszędzie nieomylny, nawet gdy występuje z urzędową powagą. Jest bowiem dwojaka działalność nauczycielska papieża: jedna uroczysta, która jest aktem najwyższej powagi głowy Kościoła i dlatego obowiązuje wszystkich wiernych, druga, wprawdzie też urzędowa, ale w mniejszym stopniu i nie z tak bezwzględnie obowiązującą mocą. Niekoniecznie potrzeba, aby papież w każdym wypadku robił użytek ze swej władzy nauczycielskiej w ten sposób najwyższy i nieodwołalny. Otóż z tych dwóch sposobów nauczania nieomylność przysługuje tylko pierwszemu. Ten sposób nauczania może papież wykonywać tylko sam, bezpośrednio; drugi sposób może też wykonywać przez kongregacje rzymskie, które w tym celu ustanowił. Urzędową działalność nauczycielską drugiego rodzaju wykonywa też każdy biskup w swej diecezji.

O ile mamy do czynienia tylko z drugim sposobem nauczania, nie posiadamy jeszcze pełnej rękojmi nieomylności prawdy tak podanej, dlatego też nie możemy co do niej obudzić właściwego aktu wiary. Mimo to obowiązani jesteśmy w tym wypadku do wewnętrznego i zewnętrznego posłuszeństwa. Byłoby to bowiem przeciwne czci i poszanowaniu, jakie winniśmy ustanowionej przez Boga powadze, jeślibyśmy chcieli przyjąć i uznać tylko te orzeczenia bezwzględnie nieomylne.

21 grudnia 1863 r. wystosował papież Pius IX list do arcybiskupa monachijskiego, w którym wyraźnie podkreśla dla każdego uczonego katolickiego obowiązek przyjmowania nietylko właściwych dogmatów kościelnych, lecz także „poddania się naukowym orzeczeniom kongregacyj rzymskich”; podobnież każdy katolik obowiązany jest przyjąć te twierdzenia, które w myśl powszechnej zgody szkół katolickich, uchodzą za pewniki teologiczne, albo za zupełnie pewne z nich wnioski, tak że mniemanie im przeciwne, chociaż nie heretyckie, zasługują jednak na teologiczną cenzurę.[4]

W encyklice Quanta Cura potępił Pius IX zdanie: „orzeczeniom i dekretom Stolicy Apostolskiej, wydanym dla dobra powszechnego Kościoła w zakresie prawa i karności, o ile tylko nie dotyczą dogmatów, wiary i zasad moralności, można odmówić uznania i posłuszeństwa bez grzechu i bez szkody dla przekonań katolickich”. W Sylabusie tenże papież odrzucił zdanie (22): „obowiązkiem poddania się, ciążący na wszystkich katolickich nauczycielach i pisarzach ogranicza się jedynie do tego, co zostało przedstawione przez nieomylny urząd nauczycielski jako dogmat wszystkim do wierzenia podany”.

W encyklice Praestantia sacrae scripturae z 18 listopada 1907 r. orzeka Pius X, że wszyscy bez wyjątku obowiązani są do posłuszeństwa decyzjom papieskiej Komisji biblijnej, tak jak dekretom świętych kongregacyj, potwierdzonym przez papieża i że nikt nie może być wymówionym od zarzutu nieposłuszeństwa i zuchwalstwa, albo wolnym być od ciężkiej winy, ktoby ustnie lub piśmiennie zwalczał takie decyzje. Wreszcie potępił papież Pius X w dekrecie Lamentabili z 3 lipca 1907 r. jako błędne następujące zdania: „Ponieważ w depozycie wiary zawierają się jedynie prawdy objawione, nie jest rzeczą Kościoła wydawać sąd o twierdzeniach wiedzy ludzkiej”. „Jeżeli Kościół potępia błędy, nie może wymagać od wiernych, aby uznawali te wyroki wewnetrznem przyzwoleniem umysłu”. „Trzeba uważać za wolnych od wszelkiej winy tych, którzy lekceważą wyroki, wydane przez świętą Kongregację Indeksu, albo też inne święte rzymskie Kongregacje”[5].

Powiedzieliśmy, że orzeczenia naukowe drugiego rodzaju nie są bezwględnie nieomylne i nieodmienne. Czy tedy nie może się zdarzyć, że jakiś uczony, opierając się na bardzo silnych dowodach przychodzi do przekonania, że orzeczenie takiej a takiej Kongregacji jest nieuzasadnione? A jeśli tak, czy jest on jeszcze obowiązany uważać je za prawdziwe?

Wypadki takie będą rzadkością. Ręczy za to Opatrzność Boża, która czuwa nad Kościołem i kieruje zwykłą nawet jego działalnością nauczycielską. Prawie dwa tysiące lat dziejów Kościoła stwierdzają to w zupełności. Wypadki takie wszakże nie są zupełną niemożliwością. Przykładem jest tu sprawa Galileusza, tak często wyzyskiwana przeciwko Kościołowi. Kongregacja zażądała od Galileusza za aprobatą papieża odwołania nauki, o krążeniu ziemi około słońca, jakoby przeciwnej Pismu św. Dziś wiemy, że orzeczenie Kongregacji było nieuzasadnione. Nieomylność jednak papieża  w tym wypadku nie została naruszona. Orzeczenie wyszło od Kongregacji Inkwizycji. Ta zaś , lubo dekrety swe wydaje za aprobatą papieża, działa przecież w swem własnem imieniu i tak też było w sprawie Galileusza. Nieomylność papieża jest jego przywilejem tak osobistym, że nie może go użyczyć innym, a wchodzi ona w grę tylko wtedy, gdy Namiestnik Chrystusowy uroczyście zobowiązuje cały Kościół do przyjęcia jakiejś nauki.

Jakże więc powinien zachować się uczony, który na podstawie przekonywujących dowodów pozna, że orzeczenie jakiejś Kongregacji rzymskiej nie jest słuszne? Nie jest on już zobowiązany do wewnętrznego poddania rozumu, zewnętrznie jednak winien zachować się względem takiego dekretu z uszanowaniem i nie zwalczać go publicznie.

Ale jeśli będzie to nadzwyczaj rzadkim wypadkiem, by uczony nie był obowiązany w swem przekonaniu zewnętrznem zgadzać się na określenie rzymskiej Kongregacji, to dla zwykłych wiernych wypadków takich prawie niema. Dobry, Kościołowi swemu oddany katolik, podda się zawsze z radością wskazaniom Stolicy apostolskiej, choćby nawet nie zawierały bezwzględnie nieomylnych orzeczeń. Sentire cum Ecclesia czyli rozumienie w myśl Kościoła tkwi niejako we krwi dobrego katolika. Dzięki temu usposobieniu znajduje się on na prawej, miłej Bogu drodze. Prosty lud katolicki ma nieraz pewien instynkt do pewnego rozeznania, czy jakieś zapatrywanie jest katolickie, czy nie.[6]

Jest to owocem działania Ducha Św., który kierując kościelnym urzędem nauczycielskim tak go prowadzi, że wierny Kościołowi lud utrzymuje się na prawej drodze zbawienia.

Powiedzieliśmy, że Kościół nauczający składa się z papieża i złączonych z nim biskupów. Im tylko, jako następcom apostołów, udzielił Chrystus Pan posłannictwa, a przez to i prawa do pouczania wiernych. Duszpasterze, ustanowieni przez biskupów mają wprawdzie udział w nauczycielskiej funkcji Kościoła, ale to zlecenie swoje otrzymują nie od samego Chrystusa, lecz od papieża i biskupów, a przeto ich urząd jest z ustanowienia kościelnego. To samo trzeba powiedzieć o profesorach teologji, o kaznodziejach, prefektach szkół i misjonarzach. Mogą oni wszyscy tylko tak długo sprawować swój urząd, jak długo mają posłannictwo kościelne (missio canonica). Jeżeli biskup odbierze profesorowi teologji lub katechecie misję kanoniczną, nie wolno mu dalej wykonywać swego urzędu, w przeciwnym bowiem razie dopuszczałby się on buntu przeciw powadze Kościoła; katolikom zaś nie wolno uczęszczać na jego kazania lub wykłady. Zasada ta została wyraźnie sformułowana w nowym Kodeksie kanonicznego prawa: „Prawo głoszenia wiary katolickiej zostało w szczególniejszy sposób powierzone papieżowi rzymskiemu dla całego Kościoła, biskupom dla ich diecezyj”. „Nikomu nie wolno głosić kazań, jeżeli nie otrzymał na to posłannictwa od prawowitej władzy, czy to przez specjalne upoważnienie, czy tez przez nadanie urzędu, z którym wedle przepisów kanonicznych łączy się obowiązek głoszenia słowa Bożego”.[7] Twierdzono, że nauka o misji kanonicznej jest wymysłem późniejszej doby. Ale spotykamy ją już w dawnych czasach. Papież Innocenty III waldensom nawracającym się do Kościoła, przepisał wyznanie wiary, w którem czytamy te słowa: „Wierzymy, że głoszenie kazań jest bardzo potrzebne i godne pochwały, ale powinno mieć miejsce jedynie na zlecenie i za pozwoleniem papieża, czy za zgodą kościelnego przełożonego”.[8]

 

Wiktor Cathrein, Katolik i Kościół Katolicki albo co zawdzięcza katolik swemu Kościołowi i jakie ma względem Niego obowiązki?, Kraków 1931, s. 278-286.

[1] Denzinger Ennchiridion n. 1801-1804.

[2] Zdanie to wyjęte z V soboru laterańskiego. Denzinger 738.

[3] Obszerniej o stosunku wiary do wiedzy znajdzie czytelnik w mem dziele „Glauben und Wissen”, 4-5. Freiburg 1911. Str. 191.

[4] Denzinger n. 1684.

[5] Denzinger n. 2005-2008.

[6] Gdy św. Klemensowi Marji Hofbauerowi przedkładano jakieś pismo czy też zdanie z książki, zaraz w krótkich słowach wskazywał, co tam było niezupełnie katolickie. Żartem dodawał: „Mam katolicki nos”. Por. Haringer: Życie błog. Klemensa M. Hofbauera, 176.

[7] Kanon 1327, 1328.

[8] Denzinger 426.

Reklamy