Tagi

, , ,

matka-bolesna                 W tym czasie były gody małżeńskie w Kanie galilejskiej, na które Maryą i Jezusa zaproszono. Zapewne nie spodziewano się tak wielu gości, gdyż sam Jezus przyprowadził ze sobą wszystkich swych uczniów, więc wina nie stało. Spostrzegła to Marya, a jej serce czułe nie mogło znieść zawstydzenia nowożeńców, skoroby spostrzegli, że swych gości nie mają czem uraczyć. Zwróciła się więc do Syna i szepnęła krótko: „wina nie mają”.

 

Widocznie Jezus nie był tem mile dotknięty, bo odpowiedział: „Co mnie i tobie niewiasto? jeszcze nie przyszła godzina moja”, abym czynił cuda. Lecz Marya na to nie zważa, bo wie, że Syn jej niczego nie odmówi, przeto zaraz zwraca się do sług i rozkazuje im, aby cokolwiek im Jezus zaleci, uczynili. Jakoż się też nie omyliła, bo Jezus kazał napełnić stągwie wodą, którą mocą bozką we wino przemienił. Jakiż z tego wniosek? Oto, że Bóg Maryi żadnej prośby nie odmówi, a więc może ona dla nas przyczyną swą wszystko wyjednać, o cokolwiek szczerze i z ufnością ją prosić będziemy.

 

Odtąd rozpoczęło się dla Maryi życie zmienne: to serce jej przepełnione było radością z takiego Syna, jak Jezus, to znowu napawało się goryczą na przeciwności, których Zbawiciel ustawicznie doznawał. Prócz tego miała dość dobre wyobrażenie o przyszłych mękach i boleściach Syna i własnych, tylko czasu nie wiedziała dokładnie.

A to tern więcej ją męczyło, ponieważ ta straszna chwila każdego dnia nastąpić mogła. Marya bezustannie z Jezusem nie chodziła, ale duchem zawsze była przy nim, i Jezus mocą bozką sprawił, że zawsze jakby go widziała i słyszała. Jakże więc drżeć i lękać się musiała, kiedy spotykały go przeciwności, kiedy nie chciano mu dać wiary, kiedy go chciano strącić ze skały, a mianowicie kiedy żydostwo Jerozolimskie zmówiło się, aby go zabić. Wtedy też już stale przebywała w Jerozolimie, a raczej w Betanii przy Jerozolimie. Nadeszła trzecia Wielkanoc publicznego nauczania. Pan Jezus odbył tryumfalny wjazd do Jerozolimy, odbył ostatnią wieczerzą, ustawił Przenajświętszy Sakrament, — dzieło więc Odkupienia dojrzałe, trzeba tylko przez męki, krew i krzyż zeżniwować. Już też Jezus pojmany, ubiczowany, cierniem ukoronowany, a straszliwe „ukrzyżuj go! ukrzyżuj go!” brzmi po Jerozolimie. Ach! Panno Najświętsza, któż zdoła Twą boleść skreślić? My Twej boleści pojąć nie możemy, ani też z naszych miary brać nie podobna, boś Ty wtenczas za świat cały cierpiała, zatem wszystkie męki i boleści razem! Już prowadzą straszną drogą krzyżową ubitego, skrwawionego, uplwanego Zbawiciela na Golgotę i na pokaleczonych barkach każą mu dźwigać ciężkie drzewo krzyża. Ale Marya chciałaby do ostatniej chwili patrzeć na Syna, chociaż już prawie do człowieka nie podobnego, więc towarzyszy mu, i chce przynajmniej jeszcze jedno spojrzenie jego zachwycić, zanim się na krzyżu swe oczy zawrze. I to spojrzenie nastąpiło… spotkały się ich oczy . . . lecz ach!… co to za spojrzenie!..

 

Straszliwy pochód już na Golgocie, a Marya widzi, jak jej najukochańszego Syna oprawcy chwytają, jak go brutalnie obdzierają z odzieży i jego święte ciało rzucają na ziemię, — słyszy potem stuk młotów, a niebawem widzi go zawieszonego sromotnie pomiędzy niebem a ziemią!.. Marya nie płacze, bo jej boleść za wielka! Łzy już dawno wyschły, tylko krew zlewa się na serce, i pali i piecze, a całą duszę przenika boleść  podwójna, to jest własna i Syna, gdyż właśnie Marya dla odkupienia świata miała takie boleści ponieść, więc moc bozka uczyniła, że każdą ranę Syna czuła porównie z nim, jakby sama była biczowana, cierniem koronowana i ukrzyżowana. Ale Bóg dał jej siłę osobną do zniesienia tych boleści, gdyż inaczej byłaby dawno już umarła. Apostołowie się pokryli, lud pouciekał, bo oto w samo południe ziemia drży, skały pękają, umarli z grobów powstają, a ciemność zakrywa całą naturę. Marya stoi jednak pod krzyżem w towarzystwie kilku niewiast i ucznia Jezusowego, Jana; Jezus już oddał ludzkość całą w osobie Jana w opiekę Maryi, a ją ustanowił Matką wszystkich ludzi, a ona jeszcze stoi nieruchoma; Jezus już zakończył życie, ale ona prędzej nie odejdzie, dopóki ciała najukochańszego Syna nie złoży w grobie.

Ach! jak jej serce pękać musiało, kiedy zdjęte z krzyża ciało wzięła na swe kolana i rany całować poczęła! Któż to opisze? któż wyrazi? Ciało złożono do grobu, i Marya zapewneby tam pozostała, gdyby z jednej strony Jan z niewiastami tamże będącemi nie odprowadził jej do domu, a z drugiej strony gdyby brutalne żołdactwo, pilnujące grobu, nie było wszystkich odegnało.

 

Cześć Maryi na każdy czas, osobliwie w miesiącu Maju, książka pouczająca i modlitewna dla czcicieli Najśw. Panny Maryi, Mikołów 1889, str. 28-34.