Tagi

, ,

cauchy_pierre-zzz-holy_family       Dnia 11 września 1895 r. do klasztornej furty SS. Bernardynek w Krakowie przyszedł pan N. złożyć ofiarę na modlitwę i na Mszę św. dziękczynną za odebrane łaski. Na zapytanie, jakie to łaski otrzymał, odpowiedział otwarcie, że będąc przygnębiony chorobą i niedostatkiem, nie wiedział, co ma robić i jak się bronić przed rozpaczą, w jaką go pogrążyć mogły smutne myśli, przedstawiające mu przyszłość w najczarniejszych kolorach. Pewien kapłan, znający jego trudne położenie, doradził mu, aby o ile mu czas pozwoli przy pracowitym urzędzie kolejowym, chodził do kościoła św. Józefa i modlił się o pomoc i ratunek.

Usłuchał zbawiennej rady i codzień starał się choć kilka minut przepędzić na modlitwie u stóp cudownego św. Józefa, nadto obiecał, że jeżeli go ten wielki Patron wyratuje, da ofiarę na modlitwę do klasztoru. Wytrwała modlitwa i ufność zostały uwieńczone pomyślnym skutkiem, gdyż po upływie pewnego czasu wyzdrowiał oraz pensję roczną podwyższono mu o 200 zł. Uszczęśliwiony urzędnik wcale się nie kwapił wywiązywać z obietnicy uczynionej św. Józefowi. Wkrótce więc zapadł powtórnie w chorobę. Uznając w tem karę Bożą, ponowił dawniejszą obietnicę z zamiarem uiszczenia się z długów wdzięczności, skoro tylko odzyska zdrowie. Miłosierny św. Józef i tym razem go wysłuchał. Przyniósł więc przyrzeczoną ofiarę, dostarczając nam zarazem nauki zawartej w żywym przykładzie, gdzie mamy szukać lekarstwa na wszystkie rany serca.

 

Z książeczki „Święty Józef Oblubieniec Bogarodzicy”, Kraków 1930r., str. 326-328.

 

*Juan Arecharaleta