Tagi

, , , ,

„Imię Marji jest mi rozkoszą serca, melodją słodką dla ucha, miodem w ustach”.

„Imię Marji jest mi rozkoszą serca, melodją słodką dla ucha, miodem w ustach”.

Przepiękna to modlitwa „Witaj Królowo”.

Jaka głębia uczuć w niej się mieści!

Po Pozdrowieniu Anielskiem, nie znam modlitwy, któraby tak doskonale wyrażała wszystko, co chcemy powiedzieć naszej Niebieskiej Matce, jak – Salve Regina – Witaj Królowo.

Brzmi w tej antyfonie radosny odgłos uwielbienia, głos oddający hołd Marji, Królowej świata tego, Królowej niebios promiennych, Królowej wszystkich Świętych, Królowej wojska anielskiego.

Przebija się w niej głos bólu, który nas przytłacza w tem życiu, głos ufnej nadziei, wyraz otuchy, że nie zginiemy.

Dźwięczą w niej piętrzącym tonem słodkie soprany, jakiemi dziecię przemawia do Matki najtkliwszej, którą niezmiernie kocha, której bezgranicznie ufa, na której łonie czuje się bezpiecznem.

Wzbija się z niej korny głos modlitwy o to, co nam najbardziej potrzebne: o życie Boże, życie z Jezusem, o śmierć szczęśliwą.

Jęczą w niej żałosne dźwięki, żeśmy wygnańcami na tej ziemi, żeśmy pielgrzymami na łez dolinie…, – lecz rozbrzmiewają też tony radości, że Ona jest słodkością życia, radością, i chwałą naszą.

Najsilniejszym jednak wyrazem uczuć w tej modlitwie, to końcowe słowa, ten wykrzyk miłości i ufności z głębi serca. –„ O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Marjo”!…

Słowa te nie należały pierwotnie do antyfony; wyszły one z ust najgorętszego czciciela Marji, miodopłynnego Jej piewcy – Bernarda z Clairveaux.

Oto historja ich powstania:

 

Miało się ku wieczorowi.

Zachodzące słońce złotem i purpurą zalewało nadreńskie szczyty i zamczyska, po nich porozwieszane.

W blaskach tych czerwono-fioletowo-złocistych mieniła się potężna wieżyca katedry w Spirze, baszty i co wyższe szczyty domów.

Przez wąskie uliczki miasta płynęły ciągle fale ludności odświętnie przybranej i mimo wieczornej pory, wypływały wciąż przed bramy miasta. Biskup, duchowieństwo, cechy i stowarzyszenia ze sztandarami, wszyscy wychodzili na czyjeś spotkanie.

Może głowa chrześcijaństwa – papież zawita do bram miasta? Może cesarz Konrad III zaszczyci je swą obecnością, lub inny z możnych panujących zawita?

 

Szlakiem leśnym szli wolno dwaj zakonnicy.

Jeden z nich wzrostu średniego, z twarzą ogorzałą i wychudłą szedł boso; oczy przenikliwe, głębokie, zwracał od czasu do czasu w niebo i śpiewał psalmy.

Z postaci jego, szczupłej i wynędzniałej wiał jakiś majestat i powaga.

To Bernard z Clairveaux.

Drugi, znacznie wyższy – to jego brat zakonny i towarzysz podróży.

Widząc, iż noc się zbliża, podróżni przyśpieszyli kroku, by przed zachodem dojść do bram miasta.

Już dochodzili do pierwszych murów, gdy… nagle zadźwięczały dzwony kościołów i podróżni ujrzeli ludność całego miasta; przygotowaną jakby do procesji.

Opierającego się św. Bernarda posadzono na wspaniałym rumaku.

Zabrzmiała potężnie ze wszystkich ust jego ulubiona pieśń „Salve Regina” i pochód ruszył do katedry.

Tak miasto Spira przyjmowało największego świętego swego czasu, najgorętszego piewcę Marji.

A rok był Pański 1145.

 

W murach katedry brzmiały jeszcze ostatnie słowa pieśni, a pokorny mnich klęczał przed obrazem Marji i zalewał się łzami.

A gdy pieśń się skończyła, z głębi serca i duszy jego wydarł się ten okrzyk miłości płomiennej „O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Marjo”!

I oto stał się cud!…

Na to serdeczne pozdrowienie swego czciciela, Marja skłoniła głowę z obrazu, jakby również chciała go pozdrowić.

I odtąd już obraz tak pozostał.

A słowa św. Bernarda zostały na zawsze złączone z antyfoną Salve Regina.

I po dziś dzień odmawiamy je wszyscy.

Obyśmy starali się również naśladować św. Bernarda w miłości, czci ku Marji!

Oby nam imię Niebieskiej Matki nie schodziło z ust, byśmy za tym św. mężem powtarzać mogli:

„Imię Marji jest mi rozkoszą serca, melodją słodką dla ucha, miodem w ustach”.

 

„Głos Karmelu”

 

 

O, jak szczytną jesteś, jak miłosierną, jak wszelkiej miłości i uwielbienia godną, Przenajświętsza Marjo Panno! Imię Twoje tak słodkiem jest, że byle je wymówić, trzeba się przejąć miłością ku Tobie i ku Bogu; owszem, byle Imię Twoje przyszło na myśl miłującym Ciebie, już przez to jeszcze serdeczniej Cię miłują i przedziwnego doznają wesela.

Św. Bernard

 

 

Rycerz Niepokalanej, rok XIII, wrzesień 1934, Nr. 9 (153) , str. 261-262.

Reklamy