Tagi

, , ,

sen św. Józefa         Zaledwie wrócili do Betlejem, aliści trzeba było czemprędzej uciekać w obce kraje, pomiędzy obcych ludzi. Król Herod bowiem na wieść, że w Betlejem narodził się król żydowski, wydał okrutny rozkaz, aby wszystkie chłopięta aż do dwóch łat wymordowano tak w Betlejem jak i w okolicy. Ale straszny ten zamach na życie Dziecięcia się nie udał, gdyż Anioł ukazał się we śnie Józefowi, kazał mu zabrać Matkę i Dziecię i uciekać do Egiptu. Jeszcze wśród ciemnej nocy zabrał się Józef, usadził Maryą z Dziecięciem na osiełka, i puścił się w drogę. Zaledwie uszedł, kiedy siepacze wpadli do Betlejem, i okrutną rzeź niemowląt sprawili.

Ucieczka do Egiptu była prawdziwą męczarnią. Trzeba było podróżować to w niesłychanym skwarze, to znowu w zimnie, przez góry, rzeki, pustynie. Nie było żywności, a często umierali z pragnienia. Przypuszczają, że mały Jezus tu już niekiedy mocą swą bozką pomagał, albowiem niepodobna, aby delikatna Marya była mogła podróż taką wytrzymać. Raz cała święta Rodzina wygłodzona i spragniona stanęła pod drzewem, zwanem tamarynda. Owoce były, ale za wysoko, jakżeby ich stary Józef dostał? Ale oto cud! tamarynda nachyla swe gałęzie z owocem! Innego razu zabłąkali się w górach i dostali się do jaskini zbójców. Herszt tych opryszków żadnemu podróżnemu jeszcze nie darował życia, ale zabijał bez litości. Lecz świętą Rodzinę przyjął uprzejmie, napoił, nakarmił, przenocował, a nazajutrz sam na dobrą drogę wyprowadził. Podanie niesie, że Dyzma, ów łotr ukrzyżowany razem z Chrystusem, który się jeszcze w ostatniej chwili nawrócił, miał być owym rozbójnikiem.

 

W Egipcie byli wprawdzie przed Herodem bezpieczni, ale jak tu się w obcym kraju utrzymać? Józef znał wprawdzie rzemiosło swoje, ale Egipcyanie nie dawali mu roboty jako przybyszowi. Marya zatem musiała zarabiać na utrzymanie życia szyciem i haftowaniem, które znała przewybornie.

Po śmierci Heroda na rozkaz anioła wróciła znowu święta Rodzina do Ziemi świętej i zamieszkała w Nazarecie. Tu ztąd Józef z Maryą chodzili na święta Wielkanocne do Jerozolimy. Kiedy Jezus miał łat dwanaście, był już niejako pełnoletnim, i także do odwiedzenia świątyni zobowiązanym. Po skończonych świętach odszedł Józef z Maryą z Jerozolimy, a Jezus pozostał, czego oni zaraz nie spostrzegli, sądząc, że poszedł naprzód z krewnymi. Uszli już dzień drogi, kiedy dopiero spostrzegli, że Jezusa braknie. W śmiertelnym strachu, nie bacząc na ciemną noc, głód i utrudzenie, natychmiast ruszyli z powrotem do Jerozolimy. Ach! któż opisze, co się w sercu Maryi działo, kiedy po całej Jerozolimie na próżno Syna szukała! Gdzież się mógł podziać, czy go nieszczęście spotkało? czy zabił się gdzie? lub czy też poznany od siepaczy, którzy w Betlejemie dziatki mordowali, wpadł w ich ręce? Tymczasem po Jerozolimie zaczęła chodzić pogłoska, że w kościele jest małe chłopię, które rozumem swym pokonywa doktorów i Pisma uczonych. Skoro to tylko Marya usłyszała, już domyśliła, co to za chłopię. Pobiegła więc czemprędzej. I rzeczywiście tak było. Jezus siedział w pośrodku doktorów, słuchał ich i pytał, „a wszyscy zdumiewali się rozumowi jego”.

Marya, ujrzawszy go, nie śmiała go skarcić, wiedząc kogo ma przed sobą, ale nie mogła się powstrzymać, aby nie rzec : „Synu, czemuś nam tak uczynił? oto ojciec twój i ja żałośnie szukaliśmy cię!” Na to dał Jezus odpowiedź, tłumacząc się ze swego na pozór z posłuszeństwem niezgodnego postępku: „Czemuście mnie szukali? Nie wiedzieliście, że temi rzeczami, które są Ojca mego, jam bawić się powinien?” (Łuk. 2, 48—49.) Słów tych nie zrozumiano dobrze, ale Marya zachowała je w sercu swojem.

Odtąd przez ośmnaście lat, to jest aż do publicznego wystąpienia Zbawiciela, Pismo święte nic nam o Maryi nie wspomina. Wiemy tylko, że w tym czasie umarł święty Józef. Marya pozostała sama, gdyż dziewiczy małżonek poszedł do grobu, a Syn rozpoczyna dzieło Odkupienia czynnie; już ma ucznie i apostoły, ale żadnym nadzwyczajnym czynem się jeszcze nie wsławił.

 

Cześć Maryi na każdy czas, osobliwie w miesiącu Maju, książka pouczająca i modlitewna dla czcicieli Najśw. Panny Maryi, Mikołów 1889, str. 23-28.

Reklamy