Tagi

, , , ,

Holy_Family        Najświętsza Panna mieszkała w Nazarecie, a czas narodzenia się Zbawiciela już się przybliżył. Zdawałoby się więc, że proroctwo Malachiasza się nie wypełni; przepowiedzianem bowiem było, że Mesyasz narodzi się w Betlejem. Bóg jednakże w swych wyrokach jest nieodmiennym i użył potęgi pogańskiego rzymskiego cesarza, Augusta, aby się przepowiednie co do joty ziściły. Cesarz dla zapisków podatkowych, kazał wszystkim żydom zgłosić się do tego miasta, do którego po kolenie jego należało. Józef i Marya należeli do Betlejem. Aby się spełniły słowa Pisma świętego, musiała Marya krótko przed wypełnieniem się swych dni odbyć dwudziesto blizko milową podróż do Betlejem. Zostawili więc domek opiece krewnych, a sami święci małżonkowie puścili się w podróż. Józef szedł pieszo, Marya zaś jechała na osiełku.

Po uciążliwej podróży przybyli wreszcie do Betlejem. Józef miał tam krewnych i znajomych, ztąd był pewnym miłego przyjęcia. Ale pomylił się bardzo. Tak, gdyby Józef i Marya jako bogaci państwo zawitali do swego pokrewieństwa, przyjętoby ich z otwartemi ramiony, ale biedaków proszących o skromny nocleg, odepchnięto z pogardą. Pozostawał jeszcze dom zajezdny, jedyny jeden na całe Betlejem, stojący już po za murami miasta. Tam wszyscy, wielcy i mali, mieli za pewną opłatą wstęp i nocleg. Ale dla Józefa i Maryi już rzekomo miejsca nie było, bo bogaci ludzie naprzód już noclegi wynajęli. Gdyby był gospodarz wiedział, jakiego Gościa w dom dostanie, zapewneby znalazły się łoża i krzesła, ale Bóg chciał pokorę i umartwienie Matki odrodzonej ludzkości na najwyższą próbę wystawić, a zarazem Boga-Zbawiciela nie chciał stawić od razu pomiędzy bogatych, lecz pomiędzy prostaczków.

Józef z dawnych czasów pamiętał o jaskini, którą pasterze zamieszkiwali i w porze słotnej bydło swe tam umieszczali. My w pieśniach i potocznej mowie nazywamy to miejsce »stajenką«, ale trzeba wiedzieć, że to była w skale jama, urządzona na czasowe przechowywanie bydła. I tu się narodził Jezus Chrystus, druga Osoba w Trójcy Przenajświętszej, Pan nasz, Zbawiciel świata ….

 

„Marya porodziła Syna, uwinęła go w pieluszki i położyła w żłobie”, czyli w korycie na zwitku zbutwiałej słomy ryżowej. Tyle powiada ewangelia święta, a żaden człowiek nie może wiedzieć, co przy narodzeniu się Boga-człowieka zajść musiało. Ziemia była naówczas nocną ciemnością pokryta, ale niebo wiedziało, jakie szczęście dla niego i dla ziemi się objawiło. Ztąd też zaraz chóry Aniołów zwiastowały radosną nowinę najprzód pasterzom, śpiewając: »Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli« — a potem Bóg dopiero natchnął Trzech królów z dalekiej krainy, aby wcielonemu Bogu cześć oddali. Pasterze na słowa anioła pobiegli „oglądać Pana”, i przynieśli dary według stanu; przybyli też i królowie z darami mającemi wielkie znaczenie. Ci królowie bowiem nie przybyli z własnego popędu, tylko z tajemniczego rozkazu Ducha św., który im kazał ofiarować Dziecinie: złoto, kadzidło i mirrę, azatem uczcić jako Boga, króla i najwyższego kapłana.

 

Ewangelia święta mało nam z przypuszczenia, a raczej rozkazu bożego, wspomina o świętej Rodzinie. Jak długo Marya zamieszkiwała bydlęcą stajenkę, tego trudno dociec, domyśleć się należy, że po śpiewie Aniołów, po rozgłosie, jaki pasterze porobili, wreszcie po odwiedzinach nawet nieznanych obcych mocarzy, musiano i w Betlejem poznać, jak niecnie sobie z odmówieniem noclegu postąpiono. Ztąd też albo stajenkę stosownie uporządkowano, albo też krewni Józefa przyjęli świętą Rodzinę do siebie.

 

W ośm dni po narodzeniu obrzezano Dzieciątko i dano mu Imię Jezus, jak to Pan Bóg przez Anioła rozkazał, a w czterdzieści dni udała się Marya z Dzieckiem do Jerozolimy do Kościoła, aby tam odbyć obrzęd własnego oczyszczenia i ofiarowania Dziecięcia. Jak Pan Jezus nie potrzebował żadnego obrzezania, tak Marya bynajmniej nie potrzebowała oczyszczenia, boć Ona była samą czystością i świętością. Jednakże wypełniła przepisy zakonu, aby nam być przykładem, że wszelkiego prawa bożego i kościelnego z chęcią i poddaniem się słuchać powinniśmy. Podróż jej do świątyni była mozolną, uciążliwą pielgrzymką. Z Betlejem do Jerozolimy jest około pięć mil drogi, a tę drogę odbyła Marya pieszo, niosąc na ręku najukochańsze Dziecię. Chciała ona nawet pielgrzymować boso, ale ze względu na jej zdrowie oparł się temu św. Józef. Podanie niesie, że tego dnia miało być powietrze ostre, dojmujące. Marya przeto nakazała zimnu nie tykać Dziecięcia. Stało się według jej woli, ona jednakże zimny i ostry wiatr aż nadto dobrze czuła. Ach, jak jej serce zabiło na widok świątyni, w której tyle lat przeżyła! Wszystko jej tu było znajome, swojskie, i radaby tu znowu pozostała, gdyby to było możebnem.

 

Z natchnienia Ducha świętego przybył do świątyni pobożny starzec Symeon, który miał obietnicę, że nie umrze, póki nie ujrzy Zbawiciela. Teraz z bożego natchnienia zaraz poznał w Dziecięciu Mesyasza, wziął go na swe ręce, błogosławił i rzekł: „Teraz Panie puszczasz sługę twego w pokoju, gdyż oczy moje oglądały zbawienie twoje, któreś zgotował przed oblicznością wszystkich ludzi”. A zwróciwszy się do Maryi dodał: „Oto ten położon jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. I duszę twą własną przeniknie miecz!” (Łuk. 2, 29—35.) Marya zadrżała na to proroctwo. Nie podobna przypuścić, aby Pan Bóg nie był jej dał naprzód przewidzieć, że Jezus Chrystus wielkie będzie musiał cierpieć męki, i ona z nim. Lecz w nadmiarze radości nie pamiętała tyle na to, dopiero teraz Symeon uroczyście jej to przypomniał. Najświętsza Panna objawiła się jednego razu pewnej Świętej, i powiedziała jej, że potem wśród pieszczot macierzyńskich tak nieraz gorzko płakała, że całą główkę Dzieciny łzami zmoczyła.

 

 

Cześć Maryi na każdy czas, osobliwie w miesiącu Maju, książka pouczająca i modlitewna dla czcicieli Najśw. Panny Maryi, Mikołów 1889, str. 17-23.

Reklamy