Tagi

, , ,

Oblubieniec Maryi69.

         Roku 1771. Podczas Konfederacji w Królestwie, kiedy gonitwy ustawiczne były Polskiego i Rosyjskiego wojska, złapano dwóch ludzi: Polaka i cudzoziemca, katolików, wielekroć do różnych komend pod przysięgą przystających, a potem z wielką zdradą i zgubą wojska z końmi i wszystkiem moderunkiem uciekających. Tych więc na śmierć szubieniczną osądzono i tu ich w Kaliszu w samym rynku, w obecności wojska na umyślnie wystawionej szubienicy obwiesić kazano. Polak ten Jędrzej imieniem, że był od drugiego namówiony, opłakiwał momenta czynności swoich, a że wiedział o Św. Józefie, wezwał go na ratunek życia swego i zaprzysiągł się poprawić i ten dzień, którego uratowany będzie do śmierci pościć. W obecności tysięcy ludzi wyprowadzeni obydwa na śmierć w przytomności ks. Reformata i mnie (ks. Kłossowski). Kiedy jeden obwieszony już na szubienicy życie skończył, mistrz (kat) bierze Jędrzeja i stryczek na szyję mu zakłada i na drabinę wchodzi: A tu komendant generalny zawoła: „Pardon, wolny od śmierci!” I tak z przyczyny Św. Józefa od sromotnej śmierci wolny został. Przyszedł do Św. Józefa, wszystkich Mszy św. słuchał i przez trzy godziny krzyżem leżał.

70.

Roku 1771 podczas Konfederacji, na radę jakąś zjechali do Kalisza marszałkowie Konfederacji pod prezydencją Komendanta Wielkopolskiej Prowincji Jaśnie Wielmożnego Józefa Zaremby Starosty Sokolnickiego. Rozkazano najsurowiej. aby nikogo bez pozwolenia Komendy na miasto nie wypuszczano. Imć Pan Józef Życiński, porucznik, nie słuchając zakazu za miasto chciał pojechać, a gdy go warta puścić nie chce, zagniewany dobywszy szabli gębę z nosem żołnierzowi przeciął i pojechał. Dowiedziawszy się o zuchwalstwie Komendant i widząc niewinnie a szkaradnie okaleczonego żołnierza, złapanego porucznika w kajdany okuć kazał i w dwie godziny wypadł dekret, aby był rozstrzelany.

Zostawiono do wieczora czas do duszy dyspozycji. Na śmierć się przygotował, żywy trup, upłakując swoją gwałtowność rozesłał przyjaciół do zakonów i osób znacznych, aby go od śmierci ratowali. Panowie i starsi zakonów nic uprosić u Starszyzny nie mogli. Żadnego i już nie widząc sposobu wspomniał na Obraz Józefa Św., padłszy na ziemię wylał serce swoje z serdecznem chełkaniem o przyczynę nad sobą wołając, i poprawę życia, i pobożność do Świętego na zawsze obiecywał. I na votywę przysłał, aby się jak najraniej odprawić do Św. Józefa mogła. Nocą po mnie (ks. Kłossowski) przysłał i mówi: „Słuszniem na śmierć za moje zuchwalstwo osądzony, na którą za trzy godziny wychodzić będę. Ale Ojcze proszę Cię, jak tylko Mszę Św. odprawisz, idź do Komendanta i jeszcze za mną poproś. Ja i przez tę Mszę św. i dopóki nie wrócisz klęczyć będę i do Św. Józefa się modlić”. Po Mszy rychło pobiegłem do Komendanta i proszę, a on, co tyle osób znacznych duchownych i świeckich odtrącił prośby w dniu wczorajszym, rzekł: „Niech więc niebędzie rozstrzelany, ale na szeregowego degradowany.” Pawimenty[1] w kolegjacie dopiero powiedziałyby ile łez dziękczynnych przez trzy godziny wylał krzyżem leżący porucznik.

71.

Roku 1759. Dwuch ludzi z Iwanowic, których pobożna dziedziczka Wielm. Teresa z Załuskich Chlebowska starościna Liwska na ukąszenie od żmij ów na rękę i nogę uleczyć nie mogła , przyjechawszy do Św. Józefa do kolegjaty po uczynionej spowiedzi i Kom. Św. po odebranej Benedykcji, krzyżem leżąc podczas Mszy św. na ich intencję się od prawującej tak odebrali zdrowie, jakby żadnego przypadku nie doznali z wielkim podziwem i ukontentowaniem pani, która zaraz na wotywę przysłała. Przeto od tego czasu, kiedy kto był ukąszony od robaka, albo psa wściekłego do niej się udawał, do Św. Józefa odsyłała, więcej jak 40 ludzi tym sposobem uleczonych zostało.

72.

Roku 1771. Uczciwy Wilhelm cieśla Z Bąkszyna słysząc o cudach Boskich Józefa Św. w Kaliszu, a od psa wściekłego przed rokiem będąc w sam brzuch ukąszony, a od wielu cyrulików leczony i niewyleczony z raną, z której brzydka i cuchnąca materja ciekła, udał się z żoną o kilkanaście mil do Kalisza, że jako inni i on też uzdrowiony zostanie. Luterskiej wiary byli oboje, weszli w ten czas, jak obraz odsłoniony i ledwie co na obraz wejrzeli tchnięci oboje zostali, aby wiarę katolicką przyjęli, co też zaraz uczynili. Kiedy po tem po spowiedzi Wilhelm Komunję św. przyjmował, w tym momencie zupełnie i na ciele uzdrowiony został i znaku rany nie zostało. Z wielkim płaczem dziękowali Bogu, że im przez Józefa Świętego przyczynę i dla duszy i ciała ratunek dał.

73.

1756 r. Sławetnych Pawła i Krystynę Czerwińskich obywatelów kaliskich ze znacznych pieniędzy i szat okradziono. Nie widząc sposobu do odzyskania zguby swojej, oddali całą tę zgubę opiece Św. Józefa. Po uczynionej spowiedzi i Kom św. wysłuchali wotywy nabożnie i czekali z ufnością. Doznali łaski Św. Józefa, bo wszystkie te rzeczy przez ręce kapłana odzyskali. Zaraz też votum dali i jałmużnę złożyli.

 

74.

Roku 1756 Józef Smeła w Szulcu ze schowanego wszystkiego grosza przez złodziejów został ogołocony. Strapiony człowiek, niewiedzący, gdzie i u kogo szukać i nie chcąc o swojej szkodzie opowiadać, przyniósł krąg wosku do Świętego Józefa dał na Mszę św. i krwawo zapracowaną fortunę jego opiece oddał, odprawił też spowiedź i Kom. Św. Z pociechą i ufnością pokrzepiony odszedł. Na drugi dzień wszystkie pieniądze podrzucone w samym progu odnalazł. Przyszedł zaraz podziękować św. Józefowi i jałmużnę na kościół złożył.

 

75.

Roku 1767 Imci Panu Wojciechowi Prądzyńskiemu, Vice-Regensowi Grodzkiemu Kaliskiemu ukradziono kilkadziesiąt złotych i dwa pasy bardzo bogate. Strapiony pan najbardziej, że pasy w zastaw mu dane były, gdy nie wie, kogoby o to pytać, dał prędko na Mszę św. przed cudowny Świętego Józefa obraz i sam klęcząc nabożnie miał mocną ufność, że się strata wróci. Nie omylił się, bo na drugi dzień przez kapłana pieniądze, a dwa pasy podrzucone otrzymał.

76.

Roku 1771 we wsi Niemysłowie pod Uniejowem, do I. O. Księcia Prymasa należącej, okradziono kościół. W. Imć Ksiądz Bartłomiej Laurentowicz, Proboszcz, bardzo tem zmartwiony, do Dobry, Uniejowa, Lasku poposyłał, a także i do Kalisza na solenną do św. Józefa wotywę, wielką nadzieję w św. Patryarsze mając. W ten sam dzień przyszedł złodziej z ukradzionem srebrem do Kalisza, a bojąc się z nim wejść do miasta, ukrył je pod strzechą pewnej obory, a sam po kupca do miasta poszedł. Postrzegł złodzieja pewien człowiek z Tyńca, a po odejściu złodzieja podszedłszy, znalazł w tuwalnię kościelną paskiem przewiązane srebro. Poznawszy, że kościelne i kradzione do mnie to wszystko przyniósł (Ksiądz Kłossowski), trzynaście grzywien tego było. Nie było znaku skąd pochodzi, więc zatrzymałem. W kilkanaście niedziel dopiero Ksiądz Adam Durski, wikary z Niemysłowa, do Kalisza dla szukania między złotnikami przybywszy i do mnie też przyszedł i poznawszy złożone srebro, odebrał. Przybył i sam W. Imć Kanonik i proboszcz na podziękowanie św. Józefowi i wszędzie cud jego rozgłaszał.

 

77.

Roku 1760 w Godzieszach, na nieuleczoną zaraźliwą chorobę, jak muchy, bydło padało. Nie mając żadnego sposobu ludzie, a słysząc o tyle łaskach cudownych przez św. Józefa w Kaliszu świadczonych, postanowili na dzień 22 czerwca z kompanją i z votum ten cudowny obraz nawiedzić, gdzie zaraz cudowną łaskę odebrali, bo wszystko bydło im ozdrowiało i więcej nie chorowało.

78.

Roku 1774 W całej parafji Gostyczyńskiei, na bydło i wszelki inwentarz tak ciężka padła zaraza, że żadnego sposobu do ratowania nie mając do Świętego Józefa do Kalisza po lekarstwo się udali. Wysłali po parafji dwuch ludzi, aby z każdego domu na votum do Świętego Obrazu złożyli, co z wielką ochotą uczynili. I zaraz cudu doznali, bo zaraz tej nocy wszystka zaraza ustała. Na podziękowanie za taką łaskę, wyprawili solenną processyę z wielkim tryumfem do Cudownego Obrazu i votum oddali, na którem te wiersze są:

 

Gostyczyn i Osiek, Śmiłów, Żydów, Łazy,

Tu do Ciebie przychodzą, aby od zarazy

Wolne dobytków były,

Sławin, Węgry, Leziona,

Chotów i Strzegowa, Zamłynie, Wielopole i Młyn z Radziszowa,

Sobocin i Sosnówka, wszystkie społem proszą,

Niech tych łask tu doznają, co inni odnoszą.

Dusz zbawienie, wraz zdrowie, w dobytkach obronę,

Wszak tu się udający ma każdy obronę; Broń nas w tej parochii, byśmy z Twej Opieki

Żyć mogli z Bogiem razem i z Tobą na wieki.

 

600 cudów św. Józefa w Kaliszu, Święty Józef w cudownym obrazie Kolegjaty Kaliskiej, Ks. Walery Pogorzelski, Włocławek 1931, s. 78-85.

[1] Ściany.

Reklamy