Tagi

, , ,

Rafael_Flores_-_The_Holy_Family_-_Google_Art_Project    Św. Józef mowę, wzrok, słuch przywraca – wrzody, boleści, różne choroby uzdrawia. ( cz. III).

    42. Tegoż 1758 r. Imć Pan Romuald Roszkowski, dóbr Szadku, Plewnia i Przedzin dziedzic, przez kilka niedziel chorując ciężko, bez nadziei życia został. Od Lekarzów opuszczony, na drogę wieczności opatrzony, do istotnego szaleństwa i utraty rozumu przyszedł. Pobożny, stary ojciec niewiedząc co czynić, a słysząc od ludzi w dobrach swoich, że cudu od św. Józefa doznali, z wielką ufnością syna swego do Kalisza przywiózł i do kolegjaty przed Obraz św. Józefa przyprowadził. Cudu doznał, bo szaleństwo odstąpiło i chory mógł się wyspowiadać, a po Mszy, przy odmawianiu nad nim Benedykcyi zdrów został i zdrów na podziw wszystkim do domu powrócił.

 

    43. Roku 1759. Nieuleczone na bydło i ludzi, bardzo zaraźliwe wszczęły się choroby w Dobrcu, że i krewni, bojąc się zarazy, swoich nie nawiedzali. Bez nadziei życia leżało 40 osób. Imć Ksiądz Jędrzej Grochalski, Pasterz, zalecił, aby wszyscy, którzy są zdrowi, w wilją na kompenję do św. Józefa poszli w uzdrowieniu ludzi i bydła chorującego. Słysząc to ludzie z wielką ufnością się wybierali, na votum się składając. Kiedy w wigilję świętego Józefa zadzwonili na schodzenie się kompanji, większa część chorych odrazu z łóżka wstała i z kompanją poszli, inni chorzy nazajutrz pieszo też zdrowi do Kalisza przyszli, dziękując Bogu i św. Józefowi za cud i za zdrowie.

44. Roku 1759 W. Imć Pani Łaszewska, Łowczyni Sieradzka, ciężko niemocą złożona, w domu siostry swej. Wielmożnej Bardzińskiej. Chorążyny Łęczyckiej w Popowie, tak, że jakgdyby paraliżem ruszona, ruszyć się o swej mocy nie mogąc, bez snu i pokarmu zostawała. Lekarze do uleczenia chorej pani bez skutku byli. W. Imć Pan Bardziński Chorąży Łęczycki, będąc w Kaliszu przyszedł na Mszę św. do kolegjaty, po której widzi jako wiele chorych niesiono przed ołtarz Józefa św., a po Benedykcyi skończonej uważał, że wszyscy zdrowi wstawali i sami wychodzili z kościoła. Zatrzymał mnie (ks. Kłossowski) i mówi: „To ja widzę Bóg wielkie cuda przy tym Obrazie czyni, mam ja w domu chorą siostrę żony mojej, ale, jakby ją tu przywieźć, chyba z łóżkiem na powóz włożyć, ale i tak daleka droga boleści jej naczyni”. Odpowiedziałem mu, że tu i nieobecni zdrowi biorą, co choćby zdaleka św. Józefowi się ofiarują. Na to mi odrzekł, aby jutro była odprawiona Msza św. przed św. Józefem za chorą, to on się jeszcze w Kaliszu zatrzyma, by na niej być. Jakoż nazajutrz na intencyę chorej Spowiedź św. i Kom. Św. odprawił, na Mszy był i do Popowa wrócił. Jakże się zadziwił Wielmożny Chorąży, gdy już nie chorą, ale zdrową siostrę żony zastał . Pytał pilnie, kiedy się to stało, poznał z opowieści, że to w ten czas, gdy się przed Św . Józefem Msza św . odprawiała. Dopiero opowiedział Wielm. Chorąży o wszystkiem co widział i sam uczynił w Kaliszu i jako i chorą św. Józefowi oddał w opiekę. Wpokrótce przybyli wszyscy do Kalisza z podzięką dla św. Józefa i chojne ofiary dali.

45. Roku 1760. W. Imć Pan Stanisław Gliszczyński, Regent Ziemski Kaliski z jakiejś okazji nagle zachorował. Sprowadzony lekarz po wszystkich sposobach, skutku niemających, już go za niesposobnego do życia osądził. W nocy o 2 godzinie przysłał , aby się Msza św. do Św. Józefa zaraz odprawiła i że on zdrowie i życie Opiece Św. Józefa oddaje, od którego tyle ludzi łask dostąpiło. Jakoż podczas samej Mszy św., która się o godz. 5 rano przed Św. Józefem odprawiła, doznał cudu, bo tak do zdrowia przyszedł, jakby nigdy nie chorował. Zaraz sam do Kalisza przybył z podziękowaniem Św. Patryarsze i znaczne jałmużny ofiarował.

 

46. Roku 1761. Dnia 20 maja z Dziadowic, z Klonowy, Odolanowa, Mixtata przywieziono na wozach leżących chorych i poznoszono ich przed Obraz Św. Józefa. Ksiądz, co ich spowiedzi słuchał, bez mała sam leżeć przy tem musiał. Po Kom. Św . i po Mszy, gdy Benedykcję dla chorych otrzymali, zupełnie ozdrowieli i ci, których dopiero co znoszono, sami o własnej mocy z kościoła wyszli. Złożyli się i prosili, aby vota dwa sprawiono.

 

47. 1761 r. W Stawiszynie zaraźliwa jakaś od ludzi z Rusi przyjeżdżających wkradła się choroba, że dom prawie żaden wolny od niej nie był. Imć ksiądz Dominik Wolski proboszcz zalecił na kazaniu, aby wszyscy, jako po najskuteczniejsze lekarstwo do Św. Józefa się udali I naznaczył kompanję na 10 września do wychodzenia do Kalisza, dwa też vota pozłacane prędko zrobić kazali. Ponad 2 tysiące ludu przyszło, bo i z innych wiosek się z ochotą gromadzili. Miał w kolegiacie kazanie, że cudu doznali, bo większa część chorych ozdrowiała na dzień dzisiejszy i że tu przyszli. Gdy się wrócili, resztę chorych uzdrowionych w domu zastali. Trzeciego dnia wszyscy w drugiej kompanji do Św. Józefa z podziękowaniem przyszli.

 

48. 1763 r. W. Imć Pani Rozalja z Radońskich Dębińska z jakowejś okazji w ciężką wpadła chorobę, że się ruszyć nie mogła, jakoby paraliżem ruszona. Różnych lekarstw i sposobów, ale bezskutecznie zażywała, w większą niemoc, puchlinę, kaszel niezwyczajny, i prawie w utracenie zmysłów ją wprowadziły. Lekarze nie mając już żadnego sposobu na śmierć radząc na stronie Wielmoż. mężowi gotować się kazali. Opatrzona ŚŚ . Sakramentami woli Boskiej nad sobą oczekiwała. A kiedy po dziesięciu niedzielach w tak ciężkiej niemocy leżąc, naprzykrzała się i sobie samej i ludziom, bo z samego niewczasu wiele służących zachorowało – jednej nocy spokojniej leżąc przyszło jej na pamięć, jak wielkiego cudu od Św. Józefa w Kaliszu dla swojego syna chorego doznała . Z mocną więc ufnością wezwała św. Józefa na pomoc, Septennę odprawić i pieszo obraz Jego nawiedzić obiecała i w tej swojej intencji zasnęła i osiem godzin spała i nadzwyczaj spociła się. Rozumieli wszyscy, że Pani kona i w śmiertelnych potach leży, posłali na wotywę do Św. Józefa . Uczynił cud wielki Bóg za przyczyną Św. Józefa; wszystkim niewymowne stało się wesele i radość, bo Pani chora ze snu się ocuciwszy zupełnie zdrowa wstała, a na trzeci dzień pieszo z Maykowa do Św. Obrazu z dziękczynieniem przyszła, prosząc o zapisanie cudu.

 

49. Roku 1764 w Tłokini tak ciężka na ludzi padła zaraza, że prawie w żadnym domu zdrowego człowieka nie było, jak zapowietrzeni. Przyszli do pasterza, aby kompanję do Św. Józefa do Kalisza wyprawił i złożyli się na pozłociste votum. Cudu doznali, bo na wyjście kompanji wszyscy ozdrowieli zupełnie i na pieszo do obrazu Św. Józefa przyszli i choroba od wsi odstąpiła.

 

50. Roku 1765. Imć Pani Jadwiga Mąkowska 70 lat mająca ciężko chorując od Św. Bartłomieja do Mięsopust tak, że w całej chorobie ruszyć się z miejsca nie mogła. Pobożna Pani, gdy pomiarkowała, że się nie ma na prędką śmierć, a tylko na długie leczenie się zanosi, wezwała serdecznie Św. Józefa, żeby jej zdrowie uprosił, żeby choć mogła w kościele na Mszy św. bywać. Doznała ta pani łaski u Św. Józefa, bo zaraz tej nocy od wszelkiej niemocy zwolniona została i nazajutrz już do Św. Józefa obrazu do kolegjaty przyszła i do późnej starości chodziła .

 

51. Roku 1766. Sławetny Piotr Kaczorowski, obywatel kaliski z dalekiej do domu przybywszy drogi przed kwietnią niedzielą z niewczasów w tak niebezpieczną wpadł nagle chorobę, że nie tylko kaliscy, ale i z Mielicza na ten czas przejeżdżający lekarze życia mu do Wielkiejnocy nie obiecywali. Opatrzony Sakr. św. na drogę wieczności śmierci wyglądał. Gdym mu ja (ks. Klossowski) po zdrowie i życie do Św. Józefa cudami w kolegiacie słynącego udać się radził i septennę na Jego honor odprawić, z wielką to ochotą uczynił. Ten, który w całej chorobie nie spał, tylko jak konający w gorączce i konwulsjach leżał, zasnął i całą noc spał, a przespawszy z podziwem obecnych i samego lekarza z Mielcza zupełnie zdrów wstał Zaraz do Świętego Patryarchy przyszedł (przez Mszę św. krzyżem leżał.)

 

52. Roku W. Imć Pan Jędrzej Mielęckim pułkownik ciężko chorując u komendy w Grudziądzu, a nie widząc od lekarzy nadziei życia ni zdrowia, wezwał pomocy Józefa Św. w obrazie kaliskim i nawiedzić Jego obraz przyobiecał. Ledwie tę intencję uczynił, wnet do zupełnego zdrowia przyszedł, a lubo miał inne podróże pilne, atoli zadość czyniąc intencji swojej do Kalisza do Św. Józefa przyjechał na podziękowanie Świętemu, oddał votum i jałmużnę na ozdobę świątyni.

 

53. Roku 1768. WW. Imć Państwa Michała i Rozalji z Radońskich Dębińskich Miecznikostwa Krzemienieckich syn Feliks lat osiem mający na niewidzianą ośpic chorobę zapadł, bo tak ich miał po całym ciele, jakby go ciastem oblepił; które, gdy poczęły podsychać w cięższe nierównie wpadł niebezpieczeństwo, gorączkę nieznośną cierpiał, która mu usta i gardło tak zapiekła, że ani jeść ani mówić nie mógł, do tego noga prawa mu spuchła i największych boleści przyczyniała . Zasmucona nieznośnie Wielmożna matka nad takową syna boleścią znowu lekarza sprowadziwszy ratować choregu kazała, ale ten zobaczywszy schorzałego już ani się podjąć nie chciał, powiadając, że to już nie rychło, że zaziębione, że już wewnętrzna gangrena się dostała, ta bowiem noga opuchła wielką gangreny oznaką. Słysząc to niebezpieczeństwo, a chcąc syna utrzymać kochająca matka, padła na kolana i oddała życie i zdrowie syna przyczynie Św. Józefa w Kaliszu i pieszo iść obiecała i votum złożyć. Zaraz też księdza Widłaka dyrektora syna swego do kolegjaty wysłała prosząc, aby przed cudownym obrazem Mszę św. za niego odprawił. A, gdy się tam Msza odprawiała, modliła się klęcząc, póki ksiądz nie powrócił. Razem z księdzem do syna wszedłszy zdrowym go zastali; mocno prosił, aby wstać i chodzić pozwolono, ale dla recydywy mu zakazano. Nazajutrz z Wielmożną matką i księdzem do Św. Józefa przyszedł i śluby swoje i votum oddali.

 

54. Roku 1770. Ja ksiądz Stanisław Józef Kłossowski, tego kościoła niegodny Kustosz zeznaję, jako w tym roku w ciężką bez nadziei życia wpadłem chorobę, kilkanaście dni bez zmysłów leżałem. Lekarze już się zgodzili, którego dnia umrzeć miałem. Aż oto pewna pani z Bogiem złączona, która do dziś w św. pobożności życie prowadzi, widząc mię w ostatniej godzinie, bo mię jak matka w chorobie opatrywała, słysząc lekarzów o mnie wyroki, żem od życia odsądzony, poszła do Cudownego Obrazu Św. Józefa, duchownych i kogo mogła do modlitwy za mnie zachęcała. Przez siedem dni wotyw za mnie odprawionych słuchała, 7 śród pościć przyobiecała. Stało się, gdy ten ślub uczyniła i po Mszy z kościoła nawiedzić mię przyszła, wcale mnie zdrowego zastała. Modlitwą swoją uprosiła mi u Św. Józefa zdrowie, do którego już nie byłem podobny.

 

55. Roku 1771 W. Imć ksiądz Dominik Ossuchowski Kanonik Regularny de Saxie, proboszcz Św. Ducha Kaliski cierpiąc niebezpieczny bardzo wewnętrzny defekt, którego najdoskonalsi w Krakowie lekarze przez długi czas nie mogli wyleczyć, tu w Kaliszu słysząc i widząc, jakich chorób ludzie różni przy obrazie Św. Józefa pozbywają, on też z ufnością do Świętego Józefa po lekarstwo się udał Skruszony na sercu Mszę św. w tej intencji do Św. Józefa odprawił i jeszcze przy ołtarzu będąc uzdrowionym zupełnie został.

 

56. Roku 1772 WW. Imć Państwo Tomasz i Filipina z Gałczyńskich Radońscy, Komornikostwo Kaliscy, ciężko oboje chorując osobliwie Imć Komornik tak, że wszyscy mówili, że jedno z tego państwa umrze, bo już na boleść gardła i wewnętrzne rżnięcia żadne z Wschowy lekarstwa nie pomagał Św. Patrjarcha tuką im do swojej przyczyny dał okazyę. Przyszedł do ich pokoju człowiek ze wsi, który niedawno chorując uzdrowiony został. Pytają go się Państwo: „coś robił, żeś tak ozdrawiał?” on rzecze: „Kazałem się zawieźć do Kalisza do Św. Józefa, tam spowiedź i Komunję św. przyjąłem, Św. Józefowi się oddałem, a jak po Mszy ksiądz nad nami się modlił, zaraz ozdrowiałem, a było tam i innych chorych piętnastu i wszyscyśmy zdrowi odeszli.” Słysząc to Wielmożny Imć Pan Komornik zaprzęgać do karety kazał i tam przyjechawszy wszystko to samo, co ten człowiek mówił uczynił i zdrów z kościoła wyszedł. Nazajutrz i Wielm. Imć Pani Komornikowa przyjechała i po od daniu się Św. Józefowi zdrowa została. Dla pamiątki cudu dali votum z wyrażeniem imion swoich.

 

600 cudów św. Józefa w Kaliszu, Święty Józef w cudownym obrazie Kolegjaty Kaliskiej, Ks. Walery Pogorzelski, Włocławek 1931, s. 58-68.

Reklamy