Tagi

, , ,

Cudowny Patron      Wśród ciemności tego świata i jego niebezpieczeństw potrzebujemy koniecznie przewodnika, któryby nas pewną ręką przeprowadził przez ten świat do niebieskiej ojczyzny; potrzebujemy również nauczyciela, któryby nauczył nas żyć nie według zgubnych zasad świata, ale według zasad prawdziwej mądrości. Lecz gdzież znajdziemy takiego przewodnika, takiego nauczyciela? Otóż tym przewodnikiem naszym i nauczycielem jest jedynie Boski nasz Zbawiciel oraz ustanowiony przez Niego Kościół. Kościół św. ten swój urząd nauczycielski spełnia przez papieża, biskupów i kapłanów, a także przez swoich Świętych, których stawia na ołtarze, żeby oni przez swój przykład cnót heroicznych byli dla nas niejako żywym drogowskazem do nieba; nauczycielami tej prawdziwej wolnej od światowych błędów mądrości, a która Świętych czyni.

 

Takim nauczycielem i przewodnikiem danym nam przez Boga jest ukochany nasz Patron, św. Antoni Padewski. Trzynasty czerwca zgromadzi u stóp jego ołtarzy wszystkich jego czcicieli, którzy w tym uroczystym jego dniu pospieszą do kościoła, żeby go uczcić, podziękować mu za otrzymane za jego przyczyną łaski i nadal polecić się jego opiece. Ale to byłoby mało, bardzo mało. Św. Antoni żąda i domaga się czegoś więcej od swoich czcicieli, chce, abyśmy nauczyli się od niego tej prawdziwej mądrości, która go świętym uczyniła, chce on być dla nas nietylko opiekunem i patronem, ale głównie wzorem i nauczycielem. Rozważmy krótko to jego nauczycielstwo.

Św. Antoni przedewszystkiem uczy nas swoim przykładem miłości i zupełnego oddania się Bogu.

 

Już w dzieciństwie życie swoje zupełnie i niepodzielnie poświęcił on na służbę Bożą. Mając zaledwie lat 15, opuścił ukochany dom rodzinny, opuścił swoich drogich rodziców, opuścił czekające go zaszczyty, godności i rozkosze, a przywdział habit zakonny i zamknął się w klasztorze św. Augustyna, najpierw w rodzinnem mieście Lizbonie, a następnie w odległej Koimbrze. Przywdziawszy habit zakonny z całą gorliwością oddał się nauce Boskiej mądrości i uczynkom pobożności. Jednakże jego dążenie do wyższej doskonałości i tęsknota za koroną męczeńską zawiodły go do świeżo założonego zakonu św. Franciszka. Tu dopiero znalazł zupełne zaspokojenie swojej miłości i swojego oddania się Bogu. zapalony żarliwością stał się prawdziwą Boskiej miłości ofiarą. Pełen ognia świętego i porywającego namaszczenia niezmordowanie głosił ludowi słowo Boże, a co głosił usty, to spełniał uczynkiem, dając ze siebie wzór i przykład cnót heroicznych.

 

„Królestwo Boże w was jest, mówi Jezus w Ewangelji. (Łuk. 17, 21.) Serce św. Antoniego było rzeczywiście królestwem, w którem jedynie Bóg panował. Bóg był królem jego serca. Dlatego nie możemy się dziwić, że słodkie Dzieciątko Jezus spoczęło w objęciach św. Antoniego. Sławny opat Tomasz z Vercelli, jedyny nauczyciel św. Atoniego, takie świadectwo wystawia swojemu wielkiemu uczniowi: Antoni czynił w miłości Bożej tak wielkie postępy, że z całą słusznością można zastosować do niego, co mówi Ewangelja o Janie Chrzcicielu, że był „święcącym i pożerającym ogniem” miłości Bożej.

 

A jak ma się rzecz z nami? Czy my również we wszystkiem szukamy jedynie Boga samego? Z jaką gorliwością Mu służymy? Św. Antoni uczy nas, że Bóg więcej patrzy na naszą żarliwość, z jaką Mu służymy, aniżeli na to, co czynimy. Ten przykład jego miejmy zawsze przed naszemi oczyma i starajmy się go żarliwie naśladować. Wtedy okażemy się prawdziwymi jego czcicielami i cieszyć się będziemy jego szczególniejszą miłością i życzliwością.

 

Św. Antoni uczy nas dalej poznania naszej nicości. Poznanie samego siebie jest matką pokory. Antoni poznał samego siebie. Wiedział on, ze wszystko dobre, co mamy, jedynie Bogu zawdzięczamy. Upokarzał się przeto przed Bogiem najgłębiej i samemu Bogu oddawał chwałę i cześć. Nic sobie nie robił ze swojego wysokiego pochodzenia, ani się tez chełpił z nadzwyczajnego daru wymowy i z jej cudownych skutków. Raczej modlił się z Psalmistą: „Nie mnie, o Panie, nie mnie, lecz Imieniowi Twojemu niech będzie cześć i chwała”. Żadna też praca nie była dla niego za niską i podłą, gdyż mało myślał o sobie i swoją głęboką naukę długo ukrywał. Klejnot pokory najpiękniej w nim zajaśniała, kiedy w klasztorze na górze św. Pawła spełniał najniższe posługi klasztorne. Ale właśnie dlatego, ponieważ był tak pokorny, Bóg działał przez niego tak wielkie i liczne cuda.

 

O jakże błahe są nasze urojone czy rzeczywiste zalety! Często mamy największe o sobie, o swojem ja, rozumienie i wszędzie stawiamy siebie w najjaśniejszem świetle. Dlatego też tak mało mamy błogosławieństwa w naszych trudach i pracach. O wiele więcej byłoby w naszych domach i rodzinach zgody i miłości braterskiej, gdybyśmy znali naszą nicość i uznawali nasze błędy i wady. Wówczas z większą cierpliwością obchodzilibyśmy się z naszymi bliźnimi i dla ich słabości i ułomności większą milibyśmy wyrozumiałość, nigdy też nie wynosilibyśmy się nad innych, ani innymi nie gardzili.

 

Wreszcie św. Antoni uczy nas czystości serca. Boski Zbawiciel powiedział: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają.” (Mat. 5, 8.) A Duch św. w księdze Mądrości powiedział: „W złośliwą duszę nie wnijdzie mądrość ani będzie mieszkać w ciele grzechom poddanym.” (1, 4.) O czystość serca i ciała starał się Antoni ze wszystkich sił. Zaledwie przyszedł do używania rozumu, ślubował bogu dozgonną czystość. Zupełnie słusznie trzyma on w ręce lilję jako symbol, jako znak niewinności. Był on rzeczywiście aniołem w ciele. Sam jego widok zapalał serca wszystkich do umiłowania tej anielskiej cnoty. Ale też Antoni z całą żarliwością strzegł tego wspaniałego i kosztownego skarbu dziewictwa, który według Apostoła przechowywany jest w kruchem naczyniu. Nieustannem umartwianiem zmysłów, wytrwałą modlitwą i gorącą miłością Jezusa i Marji zwycięsko pokonywał on wszystkie pokusy przeciwko świętej cnocie czystości.

 

I my również musimy zachować czystość odpowiednią do naszego stanu. Inaczej się nie zbawimy, nic bowiem nieczystego nie wejdzie do Królestwa niebieskiego. Nie zapominajmy jednak, że czystość według Pisma św. jest lilją wśród cierni. Ciernie oznaczają płot ochronny, za pomocą którego możemy zachować niewinność naszego serca i ciała. Pierwszą taką ochroną przeciwko zmysłowym pokusom jest pokora. Ona jest tym płaszczem, który chroni delikatną suknię św. czystości. Dalszą bronią jest wytężająca praca, modlitwa, straż nad oczami, umartwienie zmysłów, unikanie okazyj, skromność i nabożeństwo do N. P. Marji.

 

Używajmy tych środków, a łatwo zwyciężymy najgwałtowniejsze zmysłowe pokusy.

 

O św. Antoni, ukochany mój Patronie, spraw przyczyną swoją u Boga, aby u twojego gorącego serca ogrzało się zimne serce moje i zapaliło się ogniem miłości Boga i bliźniego. Daj, abym się nauczył od ciebie pokory i umiłowania czystości. Bądź moim nauczycielem tej prawdziwej mądrości, której początkiem jest bojaźń Boża i która czyni świętych.

 

 

Miesięcznik franciszkański, rok XXVIII, czerwiec 1935, nr. 9, str. 397-399.

 

Reklamy