Tagi

, , , , , , ,

św. Antoni 1656Chleb św. Antoniego.

         Nie bez słuszności mówi się, iż chrześcijaństwo poznaje się po dziełach miłosierdzia. Modlić się, przyjmować Komunję świętą, uczęszczać na Msze święte, brać udział w pielgrzymkach, rozmyślać: to wszystko są dobre i piękne rzeczy. Jeśli jednak przy tem nie ma się miłości, zwłaszcza do biednych, wszystkie te uczynki mają bardzo niedużą wartość albo nie posiadają jej zgoła wcale przed Bogiem.

 

Ukoronowaniem prawa jest miłość, pisze Apostół. Święty Jakób Apostół poucza nas: Wiara bez uczynków jest martwa. Jak w innych sprawach, tak i w tej święty Antoni Padewski przyświeca nam swym wzniosłym przykładem. Świadczy o tem Chleb świętego Antoniego. Przeglądnij tylko opisy cudów, a znajdziesz liczne dowody jego miłości do biednych.

 

Chleb świętego Antoniego jest dzieckiem naszych czasów. Jest to dzieło bezprzykładnego błogosławieństwa. Dzieło, tak bardzo na czasie w naszym świecie społecznie rozdartym i przez nędzę i biedę ciężko nawiedzonym. A dzieło to polega na tem, że obiecuje się świętemu Antoniemu jałmużnę na rzecz biednych, gdy on wysłucha naszą prośbę. Jak bardzo mu jest miłe takie przyrzeczenie, poparte jałmużną, doznały już setki tysięcy pomocy szukających. Tak święty Antoni pomaga proszącym i uśmierza nędzę biednych.

 

Jaki jest początek i rozwój tego dzieła? Działo się to w r. 1890 w Toulon, we Francji. Pani Louise Bouffier, wczesnym rankiem jak zwykle przychodząc do swego składu, żadnym sposobem nie mogła otworzyć drzwi składu. Najwidoczniej zamek był popsuty. Przywołany ślusarz również trudził się daremnie. Postanowił gwałtem wyłamać drzwi. W czasie, gdy poszedł po narzędzia potrzebne, pani Bouffier zrobiła świętemu Antoniemu przyrzeczenie, że rozdzieli chleb pomiędzy biednych miasta, jeśli drzwi bez użycia siły dadzą się otworzyć. I oto! Pierwszym kluczem, który ślusarz po powrocie wetknął w zamek, otworzyły się drzwi bez przeszkody.

 

Od tego dnia, powiada pani Bouffier, wszystkie moje przyjaciółki modliły się ze mną do świętego Antoniego. Wszystkie swe sprawy polecałyśmy świętemu Antoniemu i przyrzekałyśmy dać chleba biednym. Jesteśmy pełne podziwu dla łask, które za jego przyczyną otrzymałyśmy.

 

Ta pobożna gromadka, z panią Bouffier na czele, kupiła Świętemu figurę i ustawiła ją w pokoiku przyległym do składu. Pokoik wnet stał się miejscem cudownem. Przychodzili sąsiedzi, marynarze, kapitani, przychodziły matki z dziećmi, przychodzili robotnicy. Przyszedł wreszcie także biskup z Toulon. Wszyscy modlili się przed figurą świętego Antoniego, w swych prośbach przyrzekali dać chleb ubogim. Coraz bardziej rozszerzało się dzieło Chleba świętego Antoniego i koiło nędzę biednych. Już w roku 1892 rozdzielono 6000 franków pomiędzy biednych. W roku 1893 liczba wzrosła już do 108, 000 franków. Do roku 1896 30 zakładów dobroczynnych, 6 domów dla sierót, 8 ubogich klasztorów, 3 stowarzyszenia św. Wincentego pobierały środki na utrzymanie przeważnie z Chleba świętego Antoniego.

 

 

Aż do dnia dzisiejszego dzieło to sprowadziło niezmiernie dużo błogosławieństwa na biednych, otarło niezliczone łzy, niezliczone dzieci i głodujących uchowało przed zagładą.

 

 

Bardzo pięknie pisał o dziele Chleba świętego Antoniego papież Leon XIII w swojem Breve z dnia 1 marca, 1898 r. : Zdaje się, jakoby w tych czasach, nabrzmiałych nędzą, święty Antoni Padewski i święty Wincenty a Paulo połączyli się przez kontrakt miłości, aby usunąć lub przynajmniej uśmierzyć troski i starania biednego ludu; Antoni bowiem zbiera chleb, a Wincenty go rozdaje…

 

 

Tak święty Antoni pracuje nad rozwiązaniem kwestji społecznej. Gdyby mu tylko inni chętnie pomogli. Gdyby wszyscy to dzieło świętego Antoniego, przez Kościół obdarzone odpustami, popierali. Piękne mowy o nędzy socjalnej nie pomogą. Pomódz może tylko czynna  miłość bliźniego. Społeczeństwo nowoczesne tylko dlatego upadło w proch, że miłość oziębła. Z odnowieniem miłości nastąpi polepszenie. Święty Antoni wskazuje nam drogę do miłości. Ciągle woła do nas: Dajcie mi coś dla moich biednych a ja zawsze prośby wysłucham.

 

 

Miesięcznik franciszkański, rok XXVII, sierpień 1934, nr. 11, str. 487-488.