Tagi

, , , , , , ,

Królowa Korony PolskiejDzień 1. Do cudownego obrazu Najśw. Panny Maryi w Częstochowie, i proś Maryi o łaskę, abyś Ją mógł gorąco kochać, wielbić i sławić.

 

Modlitwa przygotowawcza którą za każdym razem przed odbyciem pielgrzymki duchowej zmówić należy.

 

        Królowo niebieska i Pani moja! oto chcąc uczcić Ciebie w Twoim cudownym obrazie W N. N. (tu zawsze wymienić miejsce pątnicze) przenoszę się duchem na. to święte miejsce, ponieważ, jak sama o Pani moja! widzisz, osobiście nie mogę. Przyjmij, o Pani moja! tę moją pielgrzymkę łaskawie, bo ją odprawiam ze szczerego serca, z gorącej miłości ku Tobie i ku Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, przez którego zasługi i przez Twoje własne, spraw, aby mi ta pielgrzymka wyszła na pożytek doczesny i na wieczne zbawienie mojej duszy. Amen.

Cudowny obraz Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie.

         Temu już więcej aniżeli pół tysiąca lat, kiedy Najśw. Panna raczyła lud polski nawiedzić i zagościła w cudownym obrazie na Jasnej Górze w Częstochowie. Wieki to szczególniejszych łask, szczególniejszej opieki nad ludem polskim tej najdobrotliwszej Matki, Opiekunki i Królowej naszej. Nie obcy to dla nas obraz; opowiadały nam o nim matki nasze, z pośród tysiąca innych poznamy go po ciemnym kolorze i tych bliznach, które heretycka ręka bezbożnie na nim odbiła. On zdobi niemal każdą, choćby najuboższą chatę, on nam najmilszy, bośmy pod osłoną jego wychowali się i wzrośli. Rycerze nasi tym obrazem zbroili piersi swoje do boju, na ich wojennych chorągwiach tenże sam powiewał obraz. Na Jasną Górę do Częstochowy spieszyli nasi królowie i hetmani, z prośbą o błogosławieństwo do wyprawy wojennej; tam też swoje dziękczynne wota składali, tak pojedynczy żołnierze za cudowne ocalenie, jak i hetmani za cudownie nieraz odniesione zwycięztwa.

Dla tego to pamięć na Jasną Gorę głęboko tkwi w sercu każdego Polaka. Świętą kaplicę codziennie, jak rok długi, przepełniają rzesze pielgrzymów z całej dawnej Polski, co tutaj w kornej modlitwie rozmaite swe potrzeby przed cudownym obrazem Najśw. Panny, niby przed tronem łaski tej Maiki i Królowej naszej przedkładają, z tem silnem przekonaniem, że tu nie mogą nie być wysłuchani; że ta, co zawsze tak hojną była na tern miejscu dla ojców i praojców naszych, nie odrzuci także i synów ich, ale ich przyjmie i wysłucha łaskawie. Bo też i dziwnie słodko i przyjemnie tu modły swoje do MARYI zasyłać.

             To święte zacisze poważnym zwykle, jakby tajemniczym okraszone zmrokiem, ten miły skromnie a jednak godnie majestatu zdobny ołtarz, te niezliczone wota; zagrzewają choćby najzimniejsze serce do gorącego nabożeństwa i ufności ku MARYI. A dopieroż cudowny obraz, co to częstokroć, jakby obłokiem zakryty, niewidzialnym jest dla zbrodniarza, albo go strachem przejmuje i do pokuty prowadzi, — co się łzawem zdaje patrzeć okiem na cierpiącego i nadziemską wlewa nadzieję w zrozpaczone serca! O zaiste! nieocenione to wrażenia, niezrozumiałe one dla mędrka światowego, ale je łatwo zrozumie ten, co wie i wierzy, że tu MARYA ustanowiła jakby stolicę miłosierdzia swego, aby być pociechą i osłodą ziemskiego wygnania naszego. Komuż nieznaną jest historya tego obrazu? Malował go, jak mówi podanie, na stole cyprysowym św. Łukasz, ewangelista, jeszcze za życia Najśw. Panny na prośby panien, które pod opieką tej Niepokalanej Dziewicy, pospołu w Jerozolimie w domu Jana św. mieszkały, kształcąc się zarazem we wszystkich cnotach chrześcijańskich. Zgromadzenie ono za szczególniejszą opatrznością Boga przetrwało nieszczęśliwe czasy zburzenia Jerozolimy, wstępowały do niego coraz nowe naśladowniczki cnót Najśw. Panny, a największym ich skarbem był rzeczywisty obraz Bogarodzicy. W czwartym dopiero wieku, kiedy św. Helena, matka Konstantyna Wielkiego, przybyła do Jerozolimy, by odszukać krzyż Zbawiciela, natrafiła także na ono świątobliwe zgromadzenie panien, i od nich w darze otrzymała tę nieocenioną pamiątkę. Święta Helena przywiózłszy ten święty skarb do Konstantynopola, oddała go synowi cesarzowi, a ten umieścił go w domowej kaplicy, i odtąd mieli go cesarze greccy w szczególniejszem poszanowaniu przez całe 50 lat.

           Wówczas Karol Wielki otrzymał go w darze od Nicefora, cesarza greckiego, wraz z należytym opisem początków jego, tudzież z innemi świętemi skarbami. Karol zaś, na usilne prośby oddał go księciu Ruskiemu, imieniem Lew, a ten umieścił go na zamku swym w Bełzie. Pewnego razu, kiedy Tatarzy z wielką siłą zamek ten napadli, bronił go Władysław, książę opolski, krewniak Ludwika, króla węgierskiego i Polskiego. Atoli wadząc nader szczupłą załogę zamkową, a wielkie siły nieprzyjaciół nacierających, udał się na korną modlitwę przed cudowny obraz do kaplicy, prosząc o pomoc MARYI. Wtem strzała tatarska wpadła przez okno kaplicy i utkwiła w szyi obrazu Najśw. Panny.

         Żalem i boleścią zdjęty książę, widząc taką zniewagę, począł wołać do M A R Y I : „A czemuż, o Panno! Nie mścisz się twojej krzywdy?” I natychmiast pomsta Boża dotknęła bezbożników: opadły ich bowiem takie ciemności, że nic nie widząc, sami siebie wzajemnie zabijali i krzycząc przeraźliwie, rozbiegli się po polach. Sława tego cudu wkrótce się rozgłosiła, a Władysław zapragnął mieć tak cudowny obraz na własnym zamku w Opolu. Z trudnością zezwolił na to ruski książę, a uradowany Władysław zapakowawszy ostrożnie skarb święty, wybrał się z nim w drogę do Opola. Inne atoli było przeznaczenie Boga; konie nie chciały z miejsca ruszyć. Władysław tedy ucieka się do modlitwy, i tam odbiera wiadomość, żeby święty obraz nie do Opola, ale do Częstochowy odwiózł. Posłuszny woli Boga, zwrócił się pobożny książę do Częstochowy, i stanął ze świętym obrazem na przeznaczonem miejscu we Środę po św. Bartłomieju 1382 roku. Tenże sprowadził także do strzeżenia świętego skarbu zakonników św. Pawła z Węgier i klasztor im wystawił.

           Niedługo później, bo roku 1430, chciwością zapaleni husyci napadli klasztor, zakonników pozabijali, lub rozproszyli. Chcieli też zabrać obraz święty, ale gdy konie z wozem, na którym obraz złożono, z miejsca żadną miarą ruszyć nie chciały, wówczas bezbożnik jeden zrzucił obraz z woza, i ten rospadł się na trzy części. Drugi znów po dwakroć weń mieczem uderzywszy, skaleczył twarz N. Panny, a chcąc i trzeci raz uderzyć, oślepł i stanął jak wryty z ręką wzniesioną do góry. Inni, co mu w tej zbrodni dopomagać chcieli, podobnego doznali losu. Wtedy dopiero strachem przejęci bezbożni rozbiegli się na wszystkie strony, a tymczasem rozpierzchli zakonnicy zbierać się poczęli do Częstochowy. Ależ jaka była ich boleść, kiedy na miejscu kościoła i klasztoru znaleźli tylko zgliszcza i ruiny! Obraz Matki Zbawiciela shańbiony i rozbity, w błocie skalany leżał, a ponieważ nie było nawet wody, aby go z plugastwa oczyścić, za sprawą Boga wkrótce cudowne wytrysnęło źródło, które wówczas do umycia obrazu posłużyło, a do dziś na cudowne lekarstwo służy w rożnych cierpieniach i chorobach. O smutnem zajściu dano znać Władysławowi Jagielle, który właśnie jako zwycięzca powrócił z wojny do Krakowa; przywieziono też na troje rozłupany obraz. Jagiełło zajął się restauracyą obrazu, biegli w sztuce malarze zespoili go bez znaku, ale zadanych blizn żadną miarą zamalować nie mogli. Jakoby je MARYA umyślnie zachować chciała na swym obrazie, aby nam zawsze przypominać, ile to zniewagi poniosła, i że naród wszystkie owe tak liczne zwycięztwa, jakie wojsko polskie odniosło, tylko cudownej opiece N. Panny Jasnogórskiej zawdzięcza. Pobito wówczas między innemi Osmana cesarza tureckiego, który pod Chocim nadciągnął w 400 tysięcy Turków i 120 tysięcy Tatarów; a lubo nie wielką była liczba Polaków, jednak wszyscy ufni w pomoc MARYI, choć dziesięćkroć słabsi, uderzyli na nieprzyjacieli i znieśli go zupełnie. Jak zaś gorącem pałał nabożeństwem Władysław IV. do tego miejsca świętego, sam to wyraził żegnając się z jasnogórskimi zakonnikami w tych słowach: „Lubo w Warszawie, lubo w Krakowie, lubo w obozie moim zdarzy mi się być, tu moje serce i myśl obracam i z wami upadam w litaniach i innych modlitwach moich, prosząc o pomoc i przyczynę do Boga, a gdziekolwiek zgoła bawić się będę, od tego miejsca oddalić się nie mogę”. Nie mniejszem też pałał nabożeństwem do Najśw. Panny w Częstochowie Michał, król Polski, który tu złote serce ofiarował, ozdobione Imieniem MARYI z dyamentów, a w nim spisane serdeczne prośby ze skromnym napisem na zewnątrz: „Suplikuję Michał Król: Królowej Polskiej niegodny grzesznik”. — O wszystkich trudno wspominać, lubo się zdaje, że jeden drugiego przewyższyć chce w nabożeństwie i serdecznem przywiązaniu do tego obrazu Najśw. Panny; wiedzieli bowiem, ile to łask z tej Jasnej Góry spływa na kraj cały. Za królami postępował cały naród, a jeżli chcesz wiedzieć, ile tu cudów wyświadczyła MARYA, to policz te mnogie wota, które zakrywają ściany kaplicy i zapełniają skarbiec Częstochowy. Policz, jeżeli możesz, niezliczone tłumy tych, co tutaj gorącem sercem o pomoc MARYI wzywali i dotąd ustawicznie wzywają, bo żaden z nich nie odszedł ztąd bez ulgi i pociechy.

Jednej szczególnie łaski, której nie pojedynczy człowiek, ale cały naród polski doświadczył, nie godzi się pominąć. Było to roku 1655, kiedy kraj cały znalazł się w szwedzkich rękach. Miasta i grody popalili najezdnicy, świątynie Pańskie obdarli świętokradzką ręką; sam król schronić się musiał za granicę, a cała Polska w przeciągu jednego roku zamieniła się w zgliszcza i ruiny. Znikąd nie było pomocy, ani nadziei, jeden zamek po drugim dostawał się w ręce Szwedów, tylko Jasna Góra nietkniętą została. A skoro i na tę targnął się bezbożny najezdnik, za cudowną MARYI obroną shańbiony, ustąpić musiał, lubo po trzykroć nacierał na klasztor, który poprzednio z szyderstwa kurnikiem nazywał. Ale nie na tern koniec. Wraz z upokorzeniem Szwedów obudziła się nadzieja w sercach Polaków. Ufni w pomoc MARYI, złączyli swe siły i z całego kraju nieprzyjaciela wygnali. I znowu wzmogła się cześć do cudownego obrazu na Jasnej Górze, sławiono MARYĄ jako jedyną oswobodzicielkę kraju całego, a naród cały zapragnął, by obraz Jej cudowny rzymskiemi koronami był ozdobiony. Stolica święta przychyliła się do próśb króla Augusta II. i narodu całego, a świetna uroczystość koronacyi odbyła się dnia 8go Września 1717 r.

Oby z tym nowym wiekiem pobytu tego cudownego obrazu na ziemi polskiej podniosło się szczere i synowskie nabożeństwo do Najśw. Panny! Doznalibyśmy zaiste nowych łask i opieki MARYI nad nami, i przekonalibyśmy się, że nie przestała Ona być Patronką, Pocieszycielką i Matką naszą.

Pozdrowienie Najśw. Panny.

 

Modlitwa św. Efrema Syryjczyka w czwartym wieku chrześcijaństwa, wyjęta z jego wybornej mowy na pochwałę Matki Bożej.

 

       O Przebłogosławiona i Najczystsza Panno! Matko mojego Boga! Królowo Światłości! Twoja u Boga możność równa się Twojej dobroci; Ty jesteś wyższa nad wszystkie Anielskie i ludzkie duchy, Tyś czystsza nad promienie słońca; godniejsza bez porównania od Serafinów i wszystkich chórów niebieskich. O Pani Święta! Nadziejo praojców; Ty długiem pragnieniem Proroków: Ty ozdobą Apostołów i chwałą Męczenników; Ty pociechą sprawiedliwych; Ty Koroną dziewic. Przez Ciebie, o wspaniała Królowo nieba i ziemi! przez Ciebie pojednaliśmy się ze strasznym Majestatem wiecznej Sprawiedliwości, naszego twojego Stwórcy. Matko Boga! przyjmij nas i zachowaj twoją dobrocią i twoją obroną. — Zlituj się nad nami, którzy, jako nędzni grzesznicy, brudem naszych nieprawości zmazani, tak bardzo Jezusa Chrystusa, Boga naszego i Sędziego obraziliśmy. O Pani! wiadomo Ci jest, jak my się Tobie zupełnie polecamy, i na Twoje oddajemy się usługi; z chlubą uznajemy, że Twoimi jesteśmy sługami. Nie dozwalaj Matko miłosierdzia! żeby duch piekielny, ten sprzysięgły nieprzyjaciel dusz naszych, przemoc miał nad nami. Po Bogu, Zbawicielu naszym, całą naszą nadzieję w Tobie, Najświętsza Panno! pokładamy; Ty jesteś najbezpieczniejszą przystanią naszą wśród burz tego życia. T y jesteś naszym obronnym zamkiem i naszem schronieniem, gdzie bezpiecznie spocząć możemy. Z najgorętszem naszych serc pragnieniem, i ze łzami, upadamy do stop Twoich, błagając Cię o pomoc i pośrednictwo przed Jezusem Chrystusem, Twoim Synem i Stwórcą, aby nas dla naszych grzechów od siebie nie odrzucał.

 

 

M O D L I T W A .

 

 

                Święta Maryo! Królowo niebieska, Niepokalana w Twojem Poczęciu Dziewico! żadne stworzenie nie jest tak godnem, jak Ty, o Pani moja. Świętą byłaś już przed wieki, gdy Cię Bóg przejrzał na Matkę swoją, świętą i niepokalaną byłaś w Poczęciu Twojem, świętą i doskonałą byłaś w Twojem życiu, świętą i chwalebną zostałaś teraz w niebie, Ale jak świętość i chwała i potęga Twoja zaszczyca Ciebie, tak nas napełnia słodką pociechą i nadzieją. Kto się bowiem do Ciebie ucieka, kto Ciebie wzywa, ten pewien może być zbawienia i uczestnictwa chwały Twojej. O, niechaj świat cały z Aniołami wyśpiewuje pienia na cześć Twoją, niechaj Cię wszyscy sławią i wielbią na wieki! Daj mi, najświętsza Panno, łaskę, abym Cię mógł godnie sławić, wielbić, a potem z Tobą razem żyć w szczęśliwej wieczności. Amen.

 

Postanowienie. Przez całe moje życie, a w szczególności w czasie świętego miesiąca Maja polecać będę Bogu moje sprawy z wiarą mocną w przyczynę Najświętszej Panny, i niczem w tej wierze zachwiać się nie dam.

A k t s t r z e l i s t y . Niechaj Cię Dziewico chwalić ośmielę, Ciebie jedyne Serca wesele.

Cześć Maryi na każdy czas, osobliwie w miesiącu Maju, książka pouczająca i modlitewna dla czcicieli Najśw. Panny Maryi, Mikołów 1889, str. 182 -193.

 

Reklamy