Tagi

, , , ,

293_001Św. Józef konających do zdrowia, umarłych, do życia przywraca.

 

                   WIELKIE łaski i cuda Bóg przy tym obrazie wyświadczał ludziom uciekającym się do przyczyny Św. Józefa, bo na znak wdzięczności różne rzeczy oddawali na przyozdobienie tego Św. obrazu, jako się wyszycia czytają na bardzo starych tuwalniach i obrusach. Kiedy korony, tabliczki i wota różne srebrne na 18 grzywien srebra wynoszące r.1740 świętokradzka złodzieja zabrała ręka.

I Wielmożny Imć pan Stanisław Bartochowski niegdyś Błaszek, a teraz (w Bogu nadzieja) nieba dziedzic, za jakąś od Boga przy tym obrazie odebraną łaskę, na ozdobę tego Św. Obrazu w roku 1673 znacznie na ten cel wielki i budowny w Kaliszu dworzec darował, a do więcej czynienia i wdzięczności ku Św. Patrjarsze śmierć zagrodziła drogę.

2. Dopiero w roku jubileuszowym (1751) obywatele miasteczka Koźminka w ciężkich i nieuleczalnych zostając chorobach, którzy ciałami zmarłych zapełnili cmentarz i których się postronni jak zapowietrzonych strzegli, nie mając już żadnego do uleczenia się i uchronienia od śmierci sposobu, z natchnienia Boskiego uradzili sobie, aby do obrazu Józefa Świętego do kolegjaty kaliskiej dali votum i w kompanji wszyscy pieszo nawiedzili Jego obraz. Doznali cudu, bo zaraz od tego postanowienia zaraźliwa choroba ustała i chorzy niepodobni do życia do zupełnego przyszli zdrowia.

                     Przeto zawdzięczając Bogu tę cudowną łaskę i Św. Józefowi przyczynę, wypełniając swoje ślubowanie, i aby z woli Bożej pokazać światu całemu sławę obrazu Józefa Świętego, na dzień naznaczony w początku jubileuszu wyruszyli. Pan dziedziczny Koźminka, Wielmożny Imci Pan Ludwik Łętkowski, wziąwszy chorągiew, a pasterz Wlmci ksiądz Piotr Raciborski, kanonik łęczycki krzyż, więcej jak dwuchtysięczną ludu przyprowadzili kompanję. Wotum znaczne, pozłacane Św. Patrjarsze oddali. Wyznał to w mowie swojej wspomniany Pasterz oddając votum i kompanję i cały Koźminek Św. Józefowi: że Bóg chce, aby ten Św. Obraz był w uszanowaniu, kiedy na samą obietnicę nawiedzenia go choroba ustała, a chorzy zdrowie odzyskali. Od tej też kompanji rozchodziła się sława w tych tu województwach i po całej Polsce, że obraz Józefa Świętego w kolegiacie kaliskiej jest cudowny.

3. Doznał tej naj cudowniejszej łaski (książę Andrzej Ogiński wojewoda Trocki) z imienia, fortuny i godności najznakomitszy człowiek, który przejeżdżając do Warszawy przez Kalisz w dzień Opieki Św. Józefa 1754 r., kiedy na tę uroczystość bardzo ludna z Godziesz przystąpiła kompanja, kazawszy zajechać przed kościół nie tak z nabożeństwa, jak bardziej z ciekawości, nawiedził i obaczył obraz. Wszedłszy prosto przed ołtarz Św. Józefa i spojrzawszy· na obraz obaczył Józefa Świętego surowo nań patrzącego i miotłą wielką grożącego. Stanął jak wryty i, gdy mu całego życia sprawy przyszły na pamięć, a miłość Boska zapaliła serce, od żalu serdecznego za grzechy ledwo ze łzami duszy nie wylał. W tym żalu do końca nabożeństwa w kościele zabawił, co miał trzy mile od Kalisza nocować i już tam był wóz kuchenny z prowiantami posłał, wrócić się kazał. Zamiast spoczynku noc całą w jęczeniu odprawił, a przyszedłszy na cmentarz od pierwszej do czwartej godziny krzyżem przed kościołem leżał, a potem odprawiwszy Spowiedź i Komunję św . przyjąwszy o zapisanie tego dla duszy swojej osobliwego cudu upraszał. „Słyszałem, mówił, o tym tu Świętym Obrazie, że nie tylko Bóg przy nim umarłą niewiastę do życia przywrócił, ale że i spojrzenie jedno na niego największych grzeszników w pokutujących przemienia. Ja oto z ciekawości jedynie przyszedłem ten Św. Obraz obaczyć, nieskończenie dziękuję Bogu, żem więcej doznał na sobie, niżelim słyszał, bo spojrzawszy na obraz zobaczyłem surowo i gniewliwie na mnie patrzącego w tym obrazie Józefa Św. I nie lilją, którą w ręku trzyma, ale miotłą wielką mi grożącego; w którem to patrzeniu surowem i grożeniu wszystkie sprawy całe go życia mojego przyszły mi na pamięć. Żal ścisnął serce moje, żem, ledwie w kościele nie umarł i od dnia wczorajszego dotąd się uspokoić nie mogłem , pókim się nie usprawiedliwił Bogu. Przyznaję ten obraz za cudowny, bom większego przy nim doznał cudu, niż ta niewiasta, bom na duszy mojej odebrał życie”.

 To powiedziawszy i znaczną na pozłotę ołtarza zostawiwszy jałmużnę, z niewymowną radością w zamierzoną drogę odjechał. – (Tenże Ogiński, jak w innych miejscach zanotowane, dopomógł w Rzymie swoimi wpływami do szybszego procesu koronacyjnego, w Kaliszu zaś przyczynił się hojnie do kosztów koronacyjnego obchodu i ofiarował 3 złote korony na głowy Jezusa, Maryi i Józefa (przyp. autora).

4. Imć ks. Marcin Siemiński, mansjonarz kolegiaty kaliskiej zeznał, że 1775 r. klerykiem będąc przed ostatniem święceniem, poszedłszy się z przyjacielem kąpać, pływać nie umiejąc, trafił nagle na dół i utonął, i będąc już na samym dole i nie widząc żadnego ratunku myślą tylko wezwał Św. Józefa Kaliskiego ku pomocy. Zaraz też nagle na wierzch wyrzucony cudownie, i pływać nie umiejący, do brzegu z podziwem przyjaciela przy płynął. Zaraz poszedł do kolegjaty na podziękowanie Bogu i Św. Patrjarsze, a potem zeznając do ksiąg swoje ocalenie cudowne dopisać kazał : „Życie to, jakiem teraz żyję, Tobie winienem o Św. Patrjarcho, Tyś mię albowiem już utopionego i na dnie leżącego z wody wyrwał „.

5. W 1754 r. Marjanna Korycka z Zawodzia po nagłej śmierci męża w wielką niemoc wpadła, przez 6 godzin jak umarła bez znaku życia leżała, trzeźwiona przyszła do zmysłów, ale mowę straciła. Sprowadzony Ojciec Aptekarz z kollegjum Tow. Jez. poznał, że paraliżem rażona została. Żadne środki nie pomagały, chora 6 dni, ani jadła, ani piła. Opatrzono ją Sakramentami Św. i oczekiwano śmierci. Rzekłem do niej (ks. Kłossowski): „Oddaj się Św. Józefowi w kościele kaliskim cuda sprawującemu, ten Święty uprosi ci u Boga i życie i  zdrowie”. Chora to słysząc ledwie sercem Świętego na pomoc wezwała, wnet przemówiła, pić zawołała i przy wszystkich rzekła: „Święty Józef Ka liski najlepszy mój lekarz i życie i zdrowie mi u Boga uprosił”. Zaraz też wstała, nazajutrz poszła do kolegjaty, całą Mszę św. krzyżem przed Św. Józefa obrazem leżała, odprawiła spowiedź i Kom. św. i 50 talarów bitych na ozdobę ołtarza dała.

6. W 1759 W. Im ć pani Paula z Szembeków Łubieńska, Szambelanowa J. Kr. Mości, dziecię swoje konające i już jako takie przez doktora i wszystkich uznane – ledwie co Św. Józefowi w obrazie kaliskim słynącem u oddała, votum przyrzekła,  i miejsce nawiedzić przyobiecała, zaraz w tym punkcie (momencie) konające dziecię ozdrowiało z wielkim podziwem wszystkich. Złożyła votum z tym napisem: „Paula z Szembeków Łubieńska Józefowi Świętemu w kolegjacie kaliskiej cudami słynącemu oddaję, za przywrócenie do życia i zdrowia syna swego Feliksa i siebie z całym dworem Opiece Jego oddaję”.

7. W 1761 r. sławetny Józef Pankiewicz obywatel kaliski kilka niedziel przy swoim nieuleczonym defekcie ciężko chorując od wszystkich lekarzy już opuszczony, Sakr. ŚŚw. opatrzony, godziny śmierci wyglądał. Ostatniego dnia wszystkie zmysły utraciwszy, postawiwszy w słup oczy, jak trup leżał w śmiertelnych konwulsjach, którego ja (ks. Klossowski) z innym kapłanem pilnowałem, około piątej nad ranem konać począł.

Kochająca, zbolała żona widząc koniec męża z płaczem i lamentem do kolegjaty poleciała i tam padłszy wolała: „Św. Józefie Cudowny, co umarłym życie upraszasz, uproś je i mężowi mojemu”. Po Mszy św. do domu przyszedłszy z wielkim podziwem i weselem uzdrowionego męża zastała. Oboje zaraz do kolegjaty poszli, by dzięki złożyć Świętemu, a później votum srebrne ofiarowali.

600 cudów św. Józefa w Kaliszu, Święty Józef w cudownym obrazie Kolegjaty Kaliskiej, Ks. Walery Pogorzelski, Włocławek 1931, s. 31-37.

Reklamy