Tagi

, , , ,

Swieta Rodzina22. Wezwania księdza nie trzeba odkładać na ostatni czas!

           1. Zwracam też bardzo a bardzo uwagę na to, żeby zaopatrzenia chorego św. Sakramentami nie odkładać na ostatni czas, na ostatnie chwile chorego, a to dla wielu ważnych powodów! I tak chory potrzebuje do tego pojednania się z Bogiem swego współdziałania z łaską, potrzebuje swych sił umysłowych, swego zebrania i skupienia ducha, aby na dobrą spowiedź mógł się dobrze przygotować i żeby mógł należycie wzbudzić potrzebne i konieczne akty: wiary, ufności, żalu i miłości Bożej, – a do tego koniecznem jest mieć jeszcze jakie takie siły umysłowe; tem bardziej, że wzbudzenie tych aktów jest tem trudniejsze, im dłużej ktoś w grzechach nałogowych leżał, im bardziej do grzechów jest przywiązany i im mniej do wzbudzania tych aktów za życia był przywykł! – Spowiadałem raz w ciężkiej chorobie bardzo świątobliwego kapłana, a on mi powiedział wtedy: >>Mój księże! Jak to musi być trudnem wzbudzenia aktów potrzebnych przed śmiercią takiemu, który całe życie tych aktów nigdy nie wzbudzał i w grzechach leżał, kiedy mnie, co od dziecka do wzbudzania tych aktów przywykłem i co się całe życie codzień w nich ćwiczyłem, tak teraz w chorobie wzbudzenie tych aktów jest trudne!<<

 

Oj, wielką i bardzo wielką prawdę ten kapłan powiedział! Oby na to pamiętali ci, co to czytają, a nigdy może we wzbudzaniu aktów wiary, ufności, żalu za grzechy i miłości Bożej się nie ćwiczą! Nie odkładajcie więc wezwania kapłana na ostatni czas, na ostatnie chwile chorego! Tem bardziej, że i obecność kapłana i jego nawet rozgrzeszenie choremu nic a nic nie pomogą, jeśli przy tem rozgrzeszeniu prawdziwego żalu za grzechy mieć nie będzie!!!


Chorzy zwykle o śmierci mało myślą i łudzą się nadzieją zdrowia i życia, nieraz bardzo zawodną. Prawie każdy chory jest zbyt do życia przywiązany i do ostatniej chwili ma nadzieję życia i wyzdrowienia. A przecież inaczej się człowiek spowiada i na śmierć gotuje, gdy wie, że już śmierć nadchodzi, aniżeli wtedy, gdy się jeszcze nadzieją życia łudzi! Rodzina chorego, jeśli ma choć odrobinę wiary, a zarazem prawdziwej miłości i życzliwości dla chorego i jego nieśmiertelnej duszy i dba o jej szczęśliwą wieczność, to powinna chorego zachęcić i pobudzić, aby się z P. Bogiem zawczasu pojednał. I to tem bardziej, jeśli ten chory może od dawna już o duszy swej i wieczności nie myślał, jeśli od dawna żył w grzechach, bez spowiedzi i pojednania się z P. Bogiem! A takich niestety jest bardzo wielu, a nieraz takimi są i tacy, co choć do spowiedzi może i chodzili, ale się prawdziwie dobrze nie spowiadali, bo może grzechy taili, jak niestety tylu; albo choć grzechy wyznawali, ale może nigdy nie mieli serca i woli od grzechów prawdziwie oderwanych, czyli nie mieli prawdziwego żalu za grzechy i obrzydzenia grzechów i mocnego postanowienia poprawy, i dlatego, choć się niby spowiadali i kapłan im niby rozgrzeszenie dawał, ale P. Bóg tego odpuszczenia nie potwierdzał. W ciężkiej chorobie, kiedy śmierć do oczu zagląda, to ludzie zwykle inaczej na życie, grzech i wieczność swą patrzą i inaczej się spowiadają! A od tej spowiedzi dobrej zależy potem cała wieczność, wiecznie szczęśliwa lub wiecznie nieszczęśliwa! Oby to ludzie dobrze zrozumieć chcieli i tą wielką prawdą się przejęli, to wtedy nie patrzyliby tylko na to, żeby chorego trochę nie przerazić, ale patrzyliby na to, aby szczęśliwą wieczność zapewnić choremu, którego dusza nieraz bardziej jest chorą aniżeli ciało, – i w większem jest niebezpieczeństwie!

 
Chorzy nieraz nie czują i nie poznają niebezpieczeństwa śmierci, w jakiem zostają, a zwłaszcza suchotnicy, bo przed śmiercią ustają nieraz już wszelkie boleści, i oni wtedy łudzą się nadzieją, że im jest już lepiej i że niebezpieczeństwo minęło, kiedy to niebezpieczeństwo jest właśnie największe i śmierć już bliska. Ileż ja takich wypadków sam już miałem. I tak n. p. opowiem jeden. Lekarz zwrócił mi w szpitalu uwagę na jednego suchotnika, będącego bliskim śmierci. Usiłowałem pobudzić go do spowiedzi. On z początku nie chciał, ale się potem niby wyspowiadał, ale jak sam zaraz potem mówił tylko żeby się mnie pozbyć. Dodał, że on z pewnością nie umrze, że pojedzie do Włoch, że tam wnet do zdrowia i sił przyjdzie. I kiedy to mówił, dodał: coś mi się niedobrze robi, coś mnie w gardle dusi… i za kilka chwil już nie żył! Po śmierci pewnie żałował, że się lepiej do śmierci nie przygotował! Tak żałuje wielu i bardzo wielu, oby nie żałowali na wieki! – Przykładów podobnych jest bardzo wiele.

 
2. Jeszcze jeden jest powód, a to bardzo ważny, dla którego nie powinno się zwlekać z wezwaniem kapłana i zaopatrzeniem chorego, że nieraz w ciężkiej chorobie może nastąpić nagłe i niespodziewane pogorszenie choroby i chory może wtedy przytomność, a nawet i życie stracić i tak może nie być już czasu na jego zaopatrzenie! O, jak często takie wypadki bywają! Z niezliczonych przykładów przytoczę choć jeden. – Do jednego ciężko chorego rodzina zawezwała księdza, ale chory nie chciał się spowiadać, mówiąc, że on nie czuje się jeszcze tak bardzo chorym, że jak będzie potrzeba, to on sam księdza zawoła. Kapłan nadaremnie go upominał i zachęcał, i odszedł. Chory tego samego dnia umarł bez Sakramentów św.! Takich wypadków tysiące!

 
Nieraz też chory przeczuwając swój bliski koniec, gdy po ludzku mówiąc, niebezpieczeństwa śmierci nie widać, prosi o kapłana. Nie potrzeba więc prośbie chorego odmawiać. Słyszałem o wielu podobnych wypadkach. I tak n. p. wezwano kapłana do jednej chorej. Kapłan przybył i nikogo chorego w izbie nie widział, tylko jedną staruszkę, co przy piecu ogień rozpalała. Pyta się więc o chorego, a staruszka odpowiada: to ja prosiłam o księdza, gdyż czuję, że będę umierać. Ksiądz zdziwiony wprawdzie, wyspowiadał ją i dał jej ostatnie Sakramenta, a za chwilę staruszka już nie żyła! Podobnych wypadków od braci kapłanów słyszałem wiele. Otóż nie zwlekajcie z wezwaniem księdza, gdy sam chory o to prosi, bo po tem może być i za późno, a za to miałbyś na zawsze wyrzuty sumienia, jeśliby ktoś z twej winy bez Sakramentów św. umarł, – a tak może i na wieczne potępienie poszedł!

 
3. Przy zachęcaniu chorych do przyjęcia św. Sakramentów niekiedy lepiej jest powiedzieć chorym wprost, że z nimi źle, że choroba ciężka, że jest niebezpieczeństwo nawet śmierci, bo wtedy chory może przez to do dobrej spowiedzi lepiej się usposobić. Ja przynajmniej bardzobym był rad i zadowolony z tego, gdyby mi niebezpieczeństwa nie tajono, bo wtedy człowiek inaczej do śmierci się gotuje, gdy wie, że ta śmierć już się zbliża. Gdyby jednak ktoś obawiał się, że to może na chorym, zamiast dobrego, złe wrażenie zrobić, to wtedy lepiej choremu nie mówić o niebezpieczeństwie bliskiem, ale tylko wspomnieć o ciężkości choroby, i że chory, gdy się wyspowiada i z P. Bogiem pojedna, łatwiej wyprosi sobie u P. Boga pomoc w tej chorobie i zdrowie, co zresztą jest i prawdą. Choroby są bardzo często karą Boską za grzechy, zwłaszcza za złe spowiedzi i Komunje św., jak to wyraźnie naucza św. Paweł: Dlatego między wami wiele chorych i słabych i wiele ich zasnęło (pomarło) (I. Kor. 11. 30).

 
Dobrze więc będzie zachęcić chorego do odprawienia nowenny, n. p. do Najśw. Marji Panny z Lurd, i dodać, że potrzeba się naprzód wyspowiadać na początek nowenny, żeby nowenna była skuteczną. Tą drogą już niejednego chorego usposobiono i zachęcono do spowiedzi i do szczęśliwej śmierci!

 
4. Przed namawianiem i zachęcaniem chorego, zwłaszcza takiego, który oddawna już się nie spowiadał i w ciężkich grzechach leżał, powinny dusze pobożne sprawę tę w gorącej modlitwie polecić Matce Najśw. grzesznych Ucieczce. Bo do nawrócenia grzesznika każdego, a zwłaszcza zatwardziałego, potrzeba koniecznie łaski czyli pomocy Boskiej! A do uproszenia tej łaski najskuteczniejszą jest gorąca modlitwa do Najśw. Marji P. przez której ręce P. Jezus wszystkie łaski daje.

 
Nieraz może się zdarzyć, że ani chory sam, ani nikt z jego otoczenia nie myśli o wezwaniu księdza; ksiądz o tem nie wie, bo trudno, w wielkich zwłaszcza parafjach o wszystkich chorych wiedzieć, a wtedy każdy z sąsiadów, co o tem wie, powinien starać się chorego do przyjęcia św. Sakramentów zachęcić albo jakiegoś kapłana, a zwłaszcza Ks. Proboszcza o tem uwiadomić. Nie wymawiaj się tem: że to do mnie nie należy. Bo przecież i bydlę, choć nie twoje, ratujesz, gdy możesz: przecież, gdy pożar gdzie wybuchnie, to zaraz dajesz znać o tem. A tu chodzi o ratowanie nie bydlęcia, ale duszy nieśmiertelnej! O wieczne jej zbawienie i o wyratowanie od piekła, od ognia wiecznego! A ty się wymawiasz, że to do ciebie nie należy?! To należy do każdego! i jest wielkim obowiązkiem, pod grzechem ciężkim, wynikającym z miłości, jakąśmy mieć powinni dla każdej duszy nieśmiertelnej, Krwią Pana Jezusa odkupionej!

 
Choćby nawet jaki chory nie chciał kapłana, czy dla braku wiary, czy myśląc, że z nim jeszcze nie jest tak źle, to i wtedy otaczający go powinni tem bardziej starać się wpłynąć na zmianę usposobienia jego. Taki chory jest na tym punkcie jakby obłąkany, który sam chce sobie na zdrowiu zaszkodzić. Otóż jak takiemu obłąkanemu każdy usiłuje przeszkodzić, żeby sobie życia nie skracał, tak tem bardziej każdy powinien starać się, aby taki chory swojej duszy na wieki nie zgubił!

 
Niedawno temu opowiadał mi jeden kapłan, że go pułkownik hr. Windischgraetz, bardzo pobożny, zawezwał do ciężko chorego majora hr. F. Ksiądz poszedł natychmiast, ale major przyjął go jak najgorzej, obelżywemi wyrazami i kazał mu się wynosić. Pułkownik hr. Windischgraetz, dowiedziawszy się o tem, wchodzi sam do chorego i zachęca go przyjacielskiem słowem do spowiedzi. Chory uspokoił się, rady posłuchał, wyspowiadał się jak najlepiej, i za kilka chwil już nie żył. Ot, co może dobra przyjacielska rada i namowa!

 
W niebezpieczniejszej chorobie trzeba też chorych zachęcić do zrobienia zawczasu testamentu – i to pisemnego, jeśli chory sam jeszcze pisać może, i niech go sam podpisze i datę, dnia, miesiąca i roku położy, – a jeśli pisać nie umie lub sam już pisać nie może, to niech ktoś inny napisze, ale trzech świadków ten testament podpisać powinno i dać dzień i rok testamentu, bo inaczej testament byłby nieważny. Uniknie się tym sposobem wiele sporów i kłótni i niepotrzebnych procesów i kosztów.

 
5. Zdarza się niekiedy, i to niestety często, że z wezwaniem księdza zwlekają naumyślnie aż do tego czasu, gdy chory przytomność straci, dlatego, aby chorego z jednej strony nie przerazić, a z drugiej strony, żeby ten chory był nibyto >>zaopatrzony<< i żeby mogli potem wydrukować na kartach pośmiertnych, że był zaopatrzony św. Sakramentami! I potem drukują ja kartach pośmiertnych: >>Opatrzony św. Sakramentami<<, kiedy ten chory ani się nie spowiadał (co najważniejsze!), ani nie przyjął Komunji św., a w dodatku nie był u św. Sakramentów już bardzo dawno i to opatrzenie polegało tylko na tem, iż kapłan dał warunkowe tylko rozgrzeszenie, choremu już nieprzytomnemu, który nie mógł żadnego odpowiedniego aktu żalu za grzechy wzbudzić, a potem namaścił go Olejem św.! Cóż to za zaopatrzenie Sakramentami św.?! I co ono jemu pomogło? Nieraz może i co pomogło, ale zwykle nic, gdy chory nie miał należytego usposobienia, do tego koniecznie potrzebnego!

 
6. Na jedno jeszcze uwagę zwrócić muszę, a mianowicie, że zdarza się czasem nawet, iż kapłana wzywają nie do chorego, ale już do umarłego, aby choć po śmierci Olejem św. go namaścił! A przecież dla umarłych niema już żadnych Sakramentów, ani też umarłemu one już nic nie pomogą! Tacy słyszeli pewnie w swej młodości o tak zwanych Sakramentach >>umarłych<<, ale tego nie rozumieli. Sakramenta dla >>umarłych<< są nie dla umarłych na ciele, ale dla umarłych na duszy, czyli dla będących w stanie grzechu śmiertelnego, który jest jakby śmiercią duszy.

 
7. W wypadkach nagłej śmierci, kiedy nie jest jeszcze rzeczą zupełnie pewną, czy śmierć już nastąpiła, n. p. przy paraliżu, porażeniu piorunem, zaczadzeniu, utonięciu i innych podobnych, jak z jednej strony trzeba też zaraz natychmiast wezwać kapłana, aby choć warunkowo Sakramentów św. udzielił, to jest, jeśli ten człowiek jeszcze żyje i tego pragnie; gdyż w wypadkach takiej niby nagłej śmierci zdarza się nieraz, że dusza z ciała jeszcze nie wyszła i że człowiek taki przez dłuższy czas jest przy życiu, a nawet niekiedy ma zupełną świadomość, tylko tego na zewnątrz okazać nie może. Znam n. p. wypadek, że lekarze osobę jedną po 9 godzinach ratowania przywrócili do życia, w której na pozór żadnego już niby życia nie było. Było też wiele wypadków letargu, że pozornie umarli obudzili się w trumnie na katafalku, a nawet w grobie!

 
8. Na jedną jeszcze rzecz tu uwagę zwrócić muszę, t. j. żeby, o ile możności, nie odkładać wezwania księdza na niedzielę lub święta, jak to czynią ludzie nieraz, a to dlatego, że w niedzielę mają wolne konie, i że oni sami mają w niedzielę więcej czasu. A nie pomyślą o tem, że w niedzielę i święta ksiądz jest najbardziej w kościele zajęty! Co takich to obchodzi? Oni dbają tylko o wygodę swą własną! Prawda, że jak wypadek jest nagły, nieprzewidziany i niespodziewany, a niebezpieczeństwo widoczne, to wtedy można i potrzeba księdza wezwać zaraz, w każdej chwili, i w niedzielę lub święta, choćby i w nocy lub nawet podczas nabożeństwa, ale nie należy tego czynić bez koniecznej potrzeby.

 
9. W wielu miejscach widziałem też niestety, że ciężko chorego przywożą do kościoła, nieraz i zdaleka, a nawet i w mroźną zimę, co nieraz choremu może bardzo zaszkodzić i śmierć przyspieszyć, zwłaszcza w niektórych chorobach, jak n. p. w tyfusie i przy zapaleniu płuc! Tego nigdy robić się nie powinno, bo narażać chorego na niebezpieczeństwo życia, a przynajmniej na pogorszenie choroby, jest grzechem ciężkim przeciw miłości bliźniego i piątemu przykazaniu!

 
10. Na koniec jeszcze jedną bardzo ważną uwagę zrobić muszę: aby ci, co mają z łaski Bożej konie nie żałowali tychże dla biednych, co sami koni nie mają, ani nie mają za co sobie tychże nająć. Przecież to bardzo wielki zaszczyt dla ciebie, że możesz je posłać nietylko po księdza, aby chorego zaopatrzył, ale też, że posyłasz po P. Jezusa i twemi końmi przywieziesz Go do chorego! Pamiętaj, iż przez to zasłużysz sobie u tego P. Jezusa, że będzie tobie i twym bydlątkom za to błogosławił, bo On powiedział, że i kubka wody nie zostawi bez nagrody! Może właśnie za to zasłużysz sobie, że w godzinę śmierci twej nie da ci P. Jezus umrzeć bez kapłana i Sakramentów św.! Przecież, gdyby cię Pan Jezus sam prosił o to: >>daj mi swe konie, żeby Mnie kapłan zawiózł do tego chorego<<, czybyś tego P. Jezusowi odmówił? Otóż, choć On cię o to wyraźnie nie prosi, ale prosi cię o to i poleca ci to w tych słowach, które niegdyś powiedział, a które powtórzy na sądzie swym: Coście uczynili jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili! (Mat. 25. 40). Powtarzam raz jeszcze i najgoręcej polecam wam wszystkim gospodarzom, co konie macie: Nie żałujcie tychże dla chorych! a nie pożałujecie tego na sądzie Boskim! Zróbcie sobie w tej chwili to mocne postanowienie, a nawet to uroczyste przyrzecznie P. Jezusowi: że zawsze dacie swe konie dla chorych, gdy tego potrzeba będzie, a zwłaszcza wtedy, gdy was o to prosić będą!

Reklamy