Tagi

, , , ,

Można spotkać ludzi, którzy są do pewnego stopnia obznajomieni z nauką Chrystusową, znajdą nawet dla niej słowa łaskawego uznania, podziwu; ale jeden lub drugi szczegół symbolu katolickiego lub życia kościelnego w fałszywem świetle widziany staje się dla nich przeszkodą w uwierzeniu.

Można spotkać ludzi, którzy są do pewnego stopnia obznajomieni z nauką Chrystusową, znajdą nawet dla niej słowa łaskawego uznania, podziwu; ale jeden lub drugi szczegół symbolu katolickiego lub życia kościelnego w fałszywem świetle widziany staje się dla nich przeszkodą w uwierzeniu.

Rozmyślna niewiadomość.

 

            Nihil volitum, nisi cognitum. Aby do czegoś sercem przylgnąć, coś umiłować, trzeba najpierw je poznać, zrozumieć, mieć o niem pojęcie. Nikt nie będzie zwolennikiem klasycznej muzyki Bethovena, zapalonym wielbicielem »Boskiej Komedyi«, nie rozmiłuje się w dziełach pendzla Tyziana lub Murilla, jeżeli nie zapoznał się z zasadami piękna w malarstwie, muzyce lub poezyi; trudno żądać od prostego wieśniaka miłości, ofiarności, poświęcenia dla ojczyzny, jeżeli on tej ojczyzny nie zna i nie rozumie, nie zna jej przeszłości, widzi w niej wszystko złe, a nic dobrego. Podobnie ma się rzecz z prawdziwą religią, z wiarą: ażeby ją należycie ocenić, poważać i ukochać, na to trzeba zaznajomić się z jej podstawami, z jej treścią.

 

Otóż tej niezbędnej znajomości nie posiadają nadzwyczaj często ludzie niewierzący, dlatego to w nieznajomości prawd, które tworzą podstawę i przedmiot wiary, upatrujemy pierwszą i najogólniejszą przyczynę niewiary. Nie zna się religii, nie wie i nie chce się wiedzieć, na jakich tytułach opiera religia chrześcijańska swe prawa, w co wierzy i czego naucza Kościół katolicki, który jest rozszerzeniem i dalszym ciągiem działalności Chrystusa na ziemi, i dlatego jest się niewierzącym. Takie usposobienie obojętne jest nieraz jeszcze gorsze w swych następstwach, aniżeli otwarta walka z religią.

W sercu człowieka, który takie względem religii stanowisko zajmuje, sprawa religii może być pogrzebioną na wieki: »Stała się tak martwą, tak zeszła z porządku dziennego myśli i uczuć, że nie jest w stanie zająć, podniecić, jak historya jakiegoś ludu, o którym dzieje zapomniały. Kto się gniewa, kto walczy, ten naprzód uważa religię za ideę żywą, mocną, ten z nią się liczy, ten często w głębi serca pragnie wiary, ale u kogo ona tyle obudzą zajęcia, ile jakiś przedmiot pospolity w muzeum archeologicznem, kogo ona zaledwie tyle zdoła zapalić, ile dzieje Etrusków lub Kartaginy, ten już zabił w sobie ostatnie jej ślady»[1].

 

1.

Jest faktem, nie dającym się zaprzeczyć, że w społeczeństwach nam bliższych ignorancya religijna nietylko u ludzi niewykształconych, ale także w tak zwanych sferach intelligentnych i w gronach uczonych, jest prawdziwie niesłychaną.

 

          a) W pierwszych wiekach ery chrześcijańskiej zarzucali poganie czcicielom Słowa Wcielonego, że czczą oślą głowę, że są zatruwaczami fontann i studzien, że mordują dzieci i oddają się najplugawszej rozpuście. Trudno uwierzyć, a jednak tak jest w rzeczywistości, że po ośmnastu wiekach cywilizacyi chrześcijańskiej chrystyanizm zawsze jeszcze do swych przeciwników słowy swego Założyciela odzywać się może: »Przez tak długi czas jestem z wami, a nie poznaliście mię?«[2]; że w społeczeństwie, wyrosłem i dojrzałem na łonie Kościoła, znajdą się ludzie, których pojęcia o nauce tego Kościoła i zarzuty przeciwko niej podnoszone, są równie niedorzeczne i potworne.

 

Wielka w naszych czasach żądza oświaty, wiedzy. »Niewiadomość istotna, lub choćby tylko pozorna, jest jednym z niedostatków, których człowiek najbardziej się wstydzi. Wstyd przez nią wzbudzony jest dość osobliwy. Zdaje się przewyższać to, czem być powinien, gdyż w oczach ludzi jest on większym z powodu pewnych niewiadomości, aniżeli z powodu pewnych występków. Człowiek, który czuje się grzesznikiem, nie doznaje żadnego niepokoju wobec innych ludzi. Patrzy im prosto w oczy, poczytując ich za podobnych sobie braci, lub, jeżeli chcecie, za podobnych sobie wrogów, zbliża się do nich i jest z nimi poufały. Czuje się u nich jak u siebie. Ale człowiek, poczuwający >się do nieuctwa, doznaje wpośród ludzi, których uznaje za wykształconych, szczególnego zawstydzenia. Ma minę jakby należał do jakiejś niższej rasy. Jest o wiele więcej zawstydzony, aniżeli winowajca, nie śmie głowy podnieść, otwiera usta z trwogą. Lęka się tego, co ma powiedzieć. Podejrzywa o złośliwość najniewinniejsze spojrzenia i uśmiechy otaczających, nawet okazywaną mu przez nich życzliwość i serdeczność… Pewną jest rzeczą, że człowiek wstydzi się nie- wiadomości, a wstyd ten dotyczy wszystkiego za wyjątkiem chrześcijaństwa«[3]. Wiedza więc religijna dziwny tworzy wyjątek; wiedzy najważniejszej, która umysł ludzki w pierwszym rzędzie zaprzątnąć powinna, tej się nie nabywa, albo też często poznaje się ją tylko z karykatury jej przeciwników. Poświęca się czas i zajęcia wszelkim możliwym rzeczom, ale świat religii dla wielu zdaje się zupełnie nie istnieć. Historyk bada dzieje ludzkości najskrupulatniej i szczegółowo, ale tego czynnika, który jedynie historyę i świat wytłumaczyć jest w stanie, nie bierze wcale w rachubę. »Ludzie wykształceni wstydziliby się, gdyby nie wiedzieli o bitwie pod Maratonem, a jeszcze więcej o owej walce Termopilskiej, która znalazła tylu wielbicieli wśród niezliczonych pokoleń ludzkich. Ale ci sami ludzie wykształceni bez rumieńca wstydu mogą nie wiedzieć co to jest Kościół katolicki. Znajomość nawet względna dotyczących go rzeczy i spraw, nie wchodzi w zakres wiedzy człowieka wykształconego. Nie wolno zapomnieć konjugacyi, ale zupełnie dozwolone jest zapomnieć katechizmu… Kościół katolicki jest jedną z instytucyi najmniej znanych na świecie… Człowiek, nie znający zupełnie Chrześcijaństwa i nie wstydzący się tej niewiadomości, zarumieniłby się ze wstydu, gdyby w równym stopniu nie znał historyi Scypiona, a zarumieniłby się jeszcze bardziej, gdyby nie znał wieści krążących w jego otoczeniu i faktów, będących przedmiotem rozmowy jego sąsiadów; a te fakty zazwyczaj nieskończenie są mniej ważne od historyi Scypiona«[4]. Nie brak uczonych, którzy z najściślejszą gruntownością i z największą skrupulatnością badali religie Greków, Rzymian, Persów, Indów, Egipcyan, podejmowali się w tym celu żmudnych podróży w kraje odległe, czynili poszukiwania w grobach i ruinach, odczytywali zżółkłe pergaminy minionych wieków: a o religii Chrystusowej, o tej religii, która Europie dała cywilizacyę, rozprawiają jak ślepy o kolorach i wzbudziliby nieraz śmiech u dziecka katolickiego, które się dobrze wyuczyło swego katechizmu. Ten objaw ignorancyi jest doprawdy jedną z największych i najstraszniejszych tajemnic w dziedzinie moralnej. Ludzie wykształceni umieją wiele, a pod względem religii umysł ich prawdziwie tahula rasa. Przecież ta religia pociągnęła ku sobie miliony ludzi, którzy po długiem nieraz badaniu i dojrzałej rozwadze w jej objęcia się rzucili, poświęcając wszystko, a nawet życie własne, ażeby tylko w jej wyznawaniu dotrwać aż do śmierci. Przecież ta religia natchnęła niezliczoną ilość dusz do heroicznej cnoty i ofiarności. Ona dostarczyła sztuce ideałów, ona zapisała dzieje historyi najpiękniejszemi kartami, i nie miałażby zasługiwać na uwagę?[5]

 

 

Widok ludzi, którzy z lekkiem sercem zapominają zupełnie o tych najważniejszych rzeczach i nic nawet wiedzieć o nich nie chcą, zajęci całkowicie powszedniemi drobiazgami i błahostkami, wywarł wstrząsające wrażenie na Pascalu, który o obojętności w badaniu religii tak się wyraża: »Wiemy bardzo dobrze, jak postępują ludzie tego ducha. Zdaje się im, że wiele usiłowania zużyli na swe wykształcenie, gdy poświęcili parę godzin czytaniu Pisma świętego i kiedyś zapytywali kapłana o prawdy wiary. Wtedy się chełpią, że badali bezskutecznie w księgach i u ludzi. Ale nie mogę się powstrzymać, by im nie powiedzieć, co często już powiedziałem, że takie niedbalstwo jest nieznośnem. Nie rozchodzi się tu przecież o najobojętniejszy interes jakiejś obcej osoby, ale rozchodzi się o nas samych i o wszystko nasze… Niedbalstwo to w rzeczy, gdy się rozchodzi o nas samych, o naszą wieczność, o wszystko, napełnia mię wielką goryczą, wprawia mię w podziwienie, przeraża mię. Jest to dla mnie rzeczą potworną«… Za dni naszych rzeczy jeszcze gorzej stoją, bo ludzie nic poprostu nie czytają, nikogo nie pytają; nie troszczą się zgoła o religię: lekkomyślność, obojętność, którą u ludzi rozumnych trudno pojąć. »Musiała zajść w naturze ludzkiej jakaś dziwna gwałtowna przemiana, jeżeli człowiek może żyć w takim stanie, i jeszcze bardziej, jeżeli może się z tego chełpić«[6]

 

 

Do tej obojętności dochodzi człowiek stopniowo. Oto w dzieciństwie i w młodości nabył on może pewnych pojęć religijnych, ale nauka ta, wystarczająca może dla umysłu nierozwiniętego, często nadto powierzchowna, niezrozumiana i niedbale albo wcale sobie nieprzyswojona, nie wystarcza dla umysłu dojrzewającego, przystępnego trudnościom własnej refleksyi i ducha czasu. Nasza szkoła interkonfesyjna, a raczej bezkonfesyjna, wszystkie religie stawia na równi obok siebie, czas na naukę religii i na praktyki religijne bardzo ogranicza, tak że prócz udzielania pewnych wiadomości religijnych pogłębianie ich i wpływ na wewnętrzne usposobienie z trudem tylko dokonywane być mogą;, jeżeli nadto nauczanie innych przedmiotów w sprzeczności stoi z zasadami wiary, albo choćby zupełnie je pomija, to w rezultacie przekonaniu brak silnych podstaw; niebawem wszystko to, co się umiało w młodości, poszło w zapomnienie, a w wieku późniejszym nie podejmuje, ani pożąda się poważnych studyów w kwestyach religijnych, a w zamian rozczytuje się w pismach i książkach równie przepełnionych niewiadomością albo też stojących na usługach kłamstwa. Bierze się to naturalnie bez wszelkiej krytyki, i tak pierwszy szturm ze strony niewiary niweczy przekonania religijne[7]. Zwłaszcza w czasach, gdy obojętność i niewiara przepełniają^ atmosferę, gdy w pewnych kołach szydzenie z religii zdaje się być wymaganiem mody i dobrego tonu, gdy raz po raz podnosi się głos pewny siebie, że sprawa chrystyanizmu już rozstrzygnięta i na zawsze pogrzebana, bo się nie zgadza z postępem, z oświatą, w takich czasach ignorancya tylko postępuje i dostęp wszelki lepszemu poznaniu uniemożliwia.

 

         Niewiadomość religijna nie zawsze jest zupełną. Można spotkać ludzi, którzy są do pewnego stopnia obznajomieni z nauką Chrystusową, znajdą nawet dla niej słowa łaskawego uznania, podziwu; ale jeden lub drugi szczegół symbolu katolickiego lub życia kościelnego w fałszywem świetle widziany staje się dla nich przeszkodą w uwierzeniu. I tak, powiadają niektórzy, że dogmat o Przenajświętszej Trójcy lub o grzechu pierworodnym ich rozum obraża. Spytaj ich, jak rozumieją naukę Kościoła o tych prawdach, które rzucają tak cenne światło na filozofię i historyę, a wnet się przekonasz, że podsuwają tym wielkim tajemnicom znaczenie, jakiego rozum rzeczywiście uznać nie jest w stanie, które jednak nie ma nic wspólnego z wiarą Kościoła. Walczą z wiatrakami, jak rycerz w powieści Cervantes’a; tworzą sobie sami upiorów, na których widok przerażeni uciekają. Kto np. dogmat o grzechu pierworodnym tak sobie tłómaczy, że nieodzowną jego konsekwencyą jest potępienie dzieci bez chrztu umierających, na równi z największymi zbrodniarzami, oczywiście oburza się na taką naukę i wzdryga się przed nią; ale on podsuwa jej znaczenie, przez Kościół nigdy nie uznawane, lecz przeciwnie wyraźnie potępione: Kościół nigdy nie nauczał, że wspomniane dzieci są po śmierci pozytywnie nieszczęśliwe. Postrachem jest nieraz dla wielu zasada katolicka, która zresztą jest niesłychanie prostą i rozumną , mianowicie zasada: poza Kościołem nie ma zbawienia, extra Ecclesiam nulla salus. Kto raz uznaje istnienie religii od Boga objawionej, musi konsekwentnie prawdziwość tej zasady uznać; ale dlatego podaje się ją za powód przeciw katolicyzmowi, bo się w niej odkrywa to, czego w niej żaden katolicki teolog nie wynalazł, mianowicie wyrok, potępiający ogólnie i bez różnicy wszystkich tych, którzy do zewnętrznej społeczności Kościoła nie należą. Gdyby istotnie taki był sens tego zdania, nie wahamy się powiedzieć, że byłoby nierozumne, odstręczające; ale dzięki Bogu nie zawiera ono w sobie nic tego rodzaju. Podobnie ma się rzecz i w wielu innych kwestyach; przedstawiciele nowoczesnej wiedzy i oświaty oskarżają Kościół jako nieprzyjaciela kultury, nauki, wykształcenia, państwa, wolności, pomyślności narodów. Lecz trafnie tłumaczy Sobór Watykański, skąd najczęściej pochodzi sprzeciwianie się religii chrześcijańskiej pod pozorem jej sprzeczności z rozumem: »Pozorny ów rodzaj sprzeczności stąd tylko wypływać może, że albo dogmaty wiary nie są według myśli Kościoła pojęte i wykładane, albo że urojone mniemania poczytywane są za wyrocznie rozumu«. Albo przekręca się i całkiem fałszywie wykłada naukę wiary, albo też czyste, wcale nieudowodnione hypotezy podaje się jako pewniki umiejętności. Tak to niezrozumienie tego lub owego szczegółu wiary, albo błędna affirmacya jego przeciwieństwa jest nieraz powodem, że człowiek trzyma się w dali od wiary, twierdząc, iż katolicyzm ma wprawdzie wiele pięknych stron, w całości swej jednak uważany nie da się przyjąć. Wiele, jak już wspomniano, przyczynia się do tej ignorancyi przewrotność niewierzących lub akatolików, którzy rozmyślnie przekręcają naukę Kościoła, fałszują ją i w ten sposób napełniają uprzedzeniami, wrogiemi wierze prawdziwej[8].

 

 

          b) Jeżeli wielką jest ignorancya ludzi wykształconych, to cóż dopiero powiedzieć o tym wielkim, licznym tłumie niewierzących, nieraz śmiałym, zuchwałym, szyderczym, ale faktycznie nie mającym pojęcia o tem, czem religia katolicka być może. Tu ignorancya jest istotnie bajeczną i możnaby ją nazwać śmieszną, gdyby nie była tak bolesną. Kilka przykładów autentycznych to potwierdzi. W parlamencie austryackim rozprawiał raz deputowany katolik o modlitwie Pańskiej i oświadczył, że najprawdopodobniej pochodzi z czasu niewoli babylońskiej. Nieraz zdarza się księdzu, że go proszą, by udzielił Sakramentu ostatniego Namaszczenia trupowi. Pewna pani dowodziła księdzu, że niema dyabłów i powoływała się na Pismo święte, napisane przez księdza Skargę. Sędzia pytał dziecko, obwinione o kradzież: »Jakto, moje dziecię, czy nie wiesz, czego naucza piąte przykazanie?«. W nauce przedślubnej słyszy się, że jest dwanaście sakramentów, że w Najśw. Sakramencie Ołtarza jest obecnym Duch święty, że Gloria jest drugą częścią mszy świętej. W jednej powieści czytamy, że są trzy grzechy główne: »pierwszy pycha, drugi gniew, trzeci lenistwo«. »Lot wstawiając się do Pana Boga za Sodomą, pytał się: jeśli się znajdzie ośmdziesięciu mężów sprawiedliwych?… Jeśli znajdziesz ośmiu, odpowiedział Bóg, miasta nie spalę«[9].

 

 

Ale zostawmy ten opis ignorancyi religijnej i po skonstatowaniu faktu zwróćmy się do pytania, czy ona jest zawinioną.

 

 

 

O źródłach niewiary, ks. Dr. Jan Żukowski, Lwów 1903, str. 111-122.

[1] Jan Zamorski, Z ostatnich kierunków literackich (Przegląd powsz. 1898 Czerwiec str. 372).

[2] Jan XIV, 9.

[3] Ernest Hello, Z życia i ze sztuki (w przekl. Gostomskiego, Warszawa, Gebethner 1901) str. 15 sqq.

[4] Ibid. str. 12 sqq.

[5] Por. Hamerle, Warum bin ich Katholik? (Münster Alphonsus-Buchh. 1896) S. 5 sqq.

[6] »On sait asser de quelle manière agissent ceux qui sont dans cet esprit. Us croient avoir fait de grands efforts pour s’instruire, lorsqu’ils ont, employé quelques heures à la lecture de quelque livre de l’Ecriture et qu’ils ont interrogé quelque ecclésiastique sur les vérités de la foi. Apres cela, ils se vantent d’avoir cherché sans succès dans les livres et parmi les hommes. Mais, en vérité, je ne puis m’empecher de leur dire ce que j’ai dit souvent, que cette négligence n’est pas supportable. Il ne s’agit pas ici de l’intérêt léger de quelque personne étrangère, pour en user de cette façon; il s’agit de nous-même et de notre tout… Cette négligence en une affaire ou il s’agit d’eux mêmes, de leur éternité, de leur tout, m’irrite plus qu’elle ne m’attendrit; elle m’étonne et m’épouvante : c’est un monstre pour moi… Il faut qu’il y ait un étrange renversement dans la nature de l’homme pour faire gloire d’être dans cet état, dans lequel il semble incroyable qu’une seule personne puisse être«. Penséesl. Part. Chap. 1. Por. Wal. Gostomski w przedmowie do wyd. E. Hello: Z życia i sztuki str. XIII sq.

[7] 0 lekkomyślności odstępywania od swych przekonań lub choćby tylko zachwiania się w nich pod wpływem pierwszej lepszej trudności por. Ledochowski, 0 wątpliwościach przeciw wierze, Przegl. powsz. 1898. Listopad str. 224 sqq.

[8] Por. Część 1. Rozdz. 3. str. 59 sq.

[9] Por. Zasady religijno-etyczne w powieści »Ponad siły« Sewera (Maciejowskiego). (Dwutyg. Katech. 1902. Nr. 15).

Reklamy