Tagi

,

božić       Teraz nie opowiem wam historji dziecka, ani historji wielkiego człowieka, jakim był Napoleon, ani nawet historji anioła, opowiem wam o Bogu. To jest opowiadanie ze wszystkich najpiękniejsze. Ludzie grzechem obrazili Boga i przez to zasłużyli na karę piekła. P. Bóg mógł był ich tam wtrącić; gdyby był tak uczynił, bylibyśmy na wieki straceni. Lecz Bóg jest dobry; postanowił On więc wybawić nas i zesłać Syna Swego na ziemię, która Go jako swego Zbawcę i jedyną swą nadzieję oczekiwała. Bóg nie ma ciała jako je mają drzewa, kamienie, ludzie. Niema tak jak my głowy, rąk i nóg. Jest podobny aniołom. Istoty, posiadające ciało są najmniej ze wszystkich istot doskonałemi i powoli się zużywają. Kamienie, choć takie twarde, niszczeją także, drzewa usychają, nawet ciało ludzkie rozkłada się po śmierci.

 
Anioł, którego Bóg przy tobie postawił, by cię strzegł, umrzeć nie może. Nie widzisz Go, gdyż nie ma podobnego tobie ciała, pomimo to jednak jest on zawsze przy tobie. On jest duchem. Duchem nazywamy stworzenia, niemające ciała, którebyśmy dotykać i zobaczyć mogli. Duchy są stworzeniami najpiękniejszemi, najdoskonalszemi, nieśrmiertelnemi, to znaczy, że nigdy nie umierają. Bóg jest duchem najdoskonalszym. On to z niczego stworzył Aniołów i wszelkie ciało.


Syn Boży, który jest także Duchem, przyszedł na ziemię, pomimo to nie przestał być Bogiem; przyjął podobną nam ciało i duszę, byśmy Go mogli widzieć, by do nas mógł mówić i cierpieć, by cierpieniem tem wyjednać nam przebaczenie za nasze grzechy. Stał się dzieckiem jako i wy, i zapragnął mieć matkę, jako wy ją macie; Ojcem Jego jednak na ziemi był jedynie Bóg. A czy wiecie, dzieci, kogo za matkę Swą obrał? Oto Najświętszą Marję Pannę, Najczystszą wśród wszelkiego stworzenia; jedyną, którą z pośród ludzi zachowaną została od wszelkiej zmazy grzechowej; piękniejszą od Aniołów; istotę po Bogu najgodniejszą miłości i czci naszej. Wielkim jest zaszczytem dla kobiety, być matką króla ziemskiego! Ależ pomyślcie, jaką czcią winna być otoczona Matka Boga, Króla królów wszystkich! Marji więc winniśmy cześć i miłość bezgraniczną.

 
A wiecie wy, w jakim to pałacu Syn Boży się narodził? Boskie to Dzieciątko przyszło na świat w Betleem Judzkiem, w opuszczonej stajence. Uboga Jego Matka w ubogie pieluszki owinąć Je mogła, by Dzieciątko przed srogością zimy ochronić. Nie posiadała nawet kołyski, musiała Je więc położyć w żłóbku, za posłanie służyła Jej tylko wiązka słomy. Dziwnem się to wam wydaje, prawda? By to zrozumieć, przypomnieć sobie trzeba, że Syn Boży zstąpił na ziemię poto, aby cierpieć za nas. Prócz tego chciał nas pouczyć, że w szystkie dobra doczesne, rychlej czy później przeminą, małej są więc wartości, że nie powinniśmy się do nich przywiązywać, lecz niemi gardzić, by zdobywać bogactwa dla duszy, starać się o czystość serca i dobro, które w niebie nas czeka.

 
Od Boskiego tego Dzieciątka, na sianku złożonego uczcie się, dzieci moje, nie przywiązywać się do tego, co ciału waszemu schlebia, nie wynoście się, jeśli macie ładne ubranie, lub w ładnym domu mieszkacie. Posłuchajcie: Krysta była córką margrabiego Janson, należała więc do rodziny szlacheckiej i zamożnej. Otóż dziecina ta już w zaraniu swego życia, taką zdradzała pobożność, że ją matka zawsze brała do siebie na modlitwę. Zaledwie cztery lata miała, gdy w noc Bożego Narodzenia, długi czas żarliwie się modliła; tej nocy bowiem Syn Boży na świat przyszedł, i by chwilę tę ludziom przypomnieć, o północy dzwonią dzwony kościelne, wzywając wszystkich wiernych na Mszę św., Pasterką zwaną, na którą czasem i dzieciom pójść pozwalają rodzice. Otóż pytano się tego czteroletniego dziecka, o czem tak długo, modląc się, myślała. „Zastanawiałam się, odrzekła, nad ubóstwem Dzieciątka Jezus, leżącego w żłóbku, i chcąc Je naśladować, rozdarłam moją sukienkę”. To mówiąc pokazała dziurę, którą w niej była zrobiła. Wy jednak dzieci, myśląc o ubóstwie Jezusa, Syna Bożego, sukienek waszych nie rozdzierajcie, lecz jeśli są ubogie, z radością je noście, a jeżeli piękne, strzeżcie się, byście się niemi nie pyszniły i nad uboższych od ras, z ubrania waszego się nie wynosiły.

 

 

Ks. Jan Berthier, Książka dla dzieci, 1928, rozdział II, str.16-18.