Tagi

, ,

kolbe1  [Mugenzai no Sono, 1932-1933][1]

 

 

Tak nieraz ciężko w życiu. Zdaje się, że już wyjścia żadnego nie ma. Głową muru nie przebije. I smutno, i ciężko, i straszno nieraz, i rozpaczliwie.

 

A dlaczego?

 

Czyż naprawdę tak straszno na świecie?

 

Czyż Pan Bóg nie wie o wszystkim? Czyż nie jest wszechmocny? Czyż w Jego rękach nie są wszystkie prawa natury i nawet wszystkie serca ludzkie? Czyż cośkolwiek może się stać we wszechświecie, jeżeli On na to nie zezwoli?… A jeżeli zezwala, czyż może zezwolić na coś, co nie byłoby dla naszego dobra, dla większego dobra, jak największego dobra?…

I gdybyśmy na chwilkę otrzymali rozum nieskończony i zrozumieli wszystkie przyczyny i skutki, nie wybralibyśmy dla nas niczego innego, tylko właśnie to, co Pan Bóg dopuszcza, bo On jako nieskończenie mądry, wie najlepiej, co dla naszej duszy lepsze, i jako nieskończenie dobry, tego tylko chce i na to tylko zezwala, co nam posłuży do większego szczęścia w niebie.

 

Dlaczegobyśmy więc czasem aż zrozpaczeni?

 

Bo nie widzimy tego związku pomiędzy naszym szczęściem a tymi okolicznościami, co nas trapią, a nawet z powodu ciasnoty naszej głowy (wchodzi w czapkę czy kapelusz) nie możemy wszystkiego wiedzieć.

 

Cóż więc mamy czynić?

 

Zaufać Bogu. Przez to zaufanie, bez zrozumienia bezpośredniego rzeczy, oddajemy nawet wielką chwałę Bogu, bo uznajemy Jego mądrość, dobroć i potęgę.

 

Zaufajmy więc Bogu, a zaufajmy bez granic. Ufajmy, że jeżeli tylko starać się będziemy pełnić Jego Wolę, nic nas prawdziwie złego spotkać nie może, choćbyśmy i w tysiąc razy trudniejszych czasach żyli.

 

Więc czy nie należy starać się o odwrócenie, uchylenie trudności?

 

Owszem, można i trzeba; o ile tylko to od nas zależy, trzeba zrobić wszystko, by usunąć trudności na drodze naszego życia, ale bez niepokoju, bez czarnego smutku, a tym bardziej rozpaczliwej bezradności. Te stany duszy nie tylko nie pomagają do rozwiązania trudności, ale czynią nas niezdolnymi do mądrej, roztropnej i rzutkiej zapobiegliwości.

 

We wszystkim zaś nie zapominajmy powtarzać z Panem Jezusem w ogrojcu: „ale nie moja, lecz Twoja Wola niech się stanie” [Łk 22, 42]. I gdy Pan Bóg będzie uważał za stosowne, tak jak to było w ogrojcu, by prośba nasza nie odniosła skutku i przyszło kielich wychylić do dna, nie zapominajmy, że Pan Jezus nie tylko cierpiał, ale też potem chwalebnie zmartwychwstał. I że my też poprzez cierpienie zdążamy do zmartwychwstania.

 

I tak się do tej lichej ziemi za bardzo przywiązujemy; cóż by to dopiero było, gdyby nawet od czasu do czasu żaden kolec nas nie ukuł. Chybabyśmy sobie wtedy chcieli już niebo założyć wpośród tego ziemskiego prochu i błota.

 

Ufajmy więc, zaufajmy Panu Bogu przez Niepokalaną bezgranicznie i starajmy się, co rozumu i sił starczy, zapobiegajmy, ale spokojnie, w Niepokalanej ufność pokładając, zawsze zaś Wolę Bożą ponad naszą przenosząc. Wtedy krzyże staną się nam, jak być powinno, szczeblami do szczęścia zmartwychwstania w niebie.

 

Maksymilian Kolbe

 

Pisma, cz. II, Niepokalanów 2008, str. 502.

[1] Artykuł pisany łącznie z pamiętnikiem z lat 1932-1933.