Tagi

, ,

Swieta Rodzina2IV.
OPIEKA NAD CHORYMI.
WSTĘP.

       Od czasu, jak P. Bóg za grzech pierwszych rodziców wydał w raju wyrok: >>śmiercią pomrzecie!<< – ileżto chorób przykuło ludzi do łoża boleści, ileżto ludzie od tych chorób przecierpieli i przeboleli! Tam, gdzie miłość prawdziwie chrześcijańska nad chorymi czuwa, tam choroba znośniejsza. Boski nasz Mistrz i Nauczyciel, Jezus Chrystus, polecił nam, uczniom swoim, przedewszystkiem miłość bliźniego, mówiąc: Po tem poznają, żeście uczniami moimi, jeśli się miłować wzajemnie będziecie. A komuż tę miłość bardziej okazywać mamy, jeśli nie cierpiącym? A któż na naszą litość i współczucie bardziej zasługuje, niż chorzy, tak bardzo cierpiący?! – a zwłaszcza chorzy w rodzinie?! Św. Paweł pisze: >>Jeśli kto o swych, a najbardziej domowych, starania nie ma zaprzał się wiary i jest gorszy, aniżeli niewierny!<< (I. Timot. 5. 80).

 
P. Jezus, nasz Sędzia, powie w wyroku Swym ostatnim: Byłem chorym, a nawiedziliście Mnie! i dodaje: Coście uczynili jednemu z braci mojej najmniejszych, Mnieście uczynili (Mat. 25. 36-40). I któżby nie chciał doczekać się dla siebie tego łaskawego wyroku Boga-Sędziego!? Jeśli chcemy znaleść serce łaskawe u Jezusa, to miejmy serce łaskawe dla chorych! Tyle dusz pobożnych opuszcza świat i na całe życie poświęca się na usługę chorych w szpitalach. Nie każdy może to uczynić, lecz każdy może i powinien mieć serce i współczucie dla chorych w otoczeniu swem, i to serce i współczucie czynnie im okazywać! Chorych nie brak nigdy. Niemasz prawie domu, żeby od czasy do czasu chorych w nim nie było! Wszyscy będziemy prawdopodobnie kiedyś chorymi i będziemy potrzebowali i pragnęli współczucia i opieki w chorobie naszej. Czyńmy to teraz sami, kiedy zdrowi jesteśmy, dla tych chorych, którym możemy się w czemkolwiek przysłużyć, abyśmy potem sami w chorobie naszej pomoc i serce u ludzi znaleźli, a nagrodę od Pana Jezusa otrzymali.


Naukę tę o opiece nad chorymi rozdzielę na dwa rozdziały: 1. o opiece nad ciałem chorych i 2. o opiece nad ich duszą.

 

 

I. Opieka nad ciałem chorych.

 
1. Jeśli nad zdrowiem swojem i drugich każdy, i zdrowy czuwać powinien, aby w chorobę nie wpadł, tedy nad chorym jeszcze bardziej czuwać potrzeba, i to zaraz z początku choroby. Starzy mawiali: principiis obsta! t. j. początkom choroby opieraj się i zapobiegaj, bo w początkach można nieraz łatwo chorobie zapobiec, a później coraz trudniej. Dobra opieka nad chorym więcej też nieraz choremu pomóc może, aniżeli lekarz i lekarstwo, a brak tej opieki może nieraz więcej zaszkodzić, aniżeli sama choroba.

 
Każdemu organizmowi potrzeba do zdrowia przedewszystkiem: powietrza, światła i ciepła, spokoju i odpowiedniego pokarmu.
Podobnie jak roślina bez powietrza i słonecznych promieni będzie wątła i słabowita, tak tez i każdy człowiek, a zwłaszcza chory, potrzebuje wiele świeżego powietrza i ciepła słonecznego.

 
Świeże, czyste powietrze odżywia płuca i odnawia krew, a przez to jest jednym z pierwszych i najważniejszych czynników leczniczych dla chorego! Dlatego chorych potrzeba umieszczać, o ile można, w izbie dużej, gdzie jest wiele powietrza i w izbie jasnej, wystawionej na działanie promieni słonecznych. Chorzy, zwłaszcza piersiowi, powinni być w lecie raczej na świeżem powietrzu i na słońcu, aniżeli w izbach małych, a zwłaszcza wilgotnych i dymnych. Jeśli bez powietrza świeżego zdrowy wnet na zdrowiu zapadnie, o ileż bardziej choremu to szkodzi! Izbę chorego potrzeba często, zwłaszcza w zimie, przewietrzać, otwierając okna i drzwi. Wtedy potrzeba chorego naprzód dobrze nakryć, chroniąc go od przeciągu i przeziębienia.

 
Niedobrze też jest, gdy u chorego jest za wiele ludzi, bo oddychaniem i wyziewami zatruwają powietrze. Dlatego za wiele osób nie powinno nigdy chorego naraz odwiedzać. Więc jeszcze raz powtarzam i polecam: Nie żałujcie chorym świeżego powietrza!

 
2. Drugim ważnym czynnikiem dla zdrowia chorego jest spokój! Przy chorym potrzeba się cicho zachowywać, unikać kłótni, hałasów i krzyków; zwłaszcza dzieci hałaśliwe potrzeba, o ile możności, z izby chorego usuwać.

 
Ważniejszym dla chorego jest jeszcze spokój moralny, t. j. żeby im nie dokuczać i niczem ich nie drażnić i spokoju ich nie zamącać. Każdy chory jest nerwowy i drażliwszy, aniżeli zdrowy, a więc i łatwo niecierpliwy. Dlatego potrzeba na ich chorobę i niecierpliwość mieć wielki wzgląd i mieć z nimi bardzo wiele cierpliwości! Pomyśl sobie, gdybyś ty sam był chory, jakbyś chciał, aby z tobą postępowano, aby twą wolę spełniano, aby ci dogadzano, postępuj podobnie z chorymi. Choroba ich jest już dla nich niemałem cierpieniem, nie dodawajże im cierpienia postępowaniem swojem i niecierpliwością swą względem chorych! A zwłaszcza niech cię Bóg broni i zachowa, żebyś chorym wprost dokuczał, robiąc im wymówki z powodu ich choroby i objawiając im swe życzenie, aby już umarli, >>aby ich już wyniesiono<<, jak to niekiedy ludzie niegodziwi mawiają! Takie postępowanie i mowy byłyby chorym bardzo przykre i bolesne! Tacy niegodziwi odczują już może w tem życiu sami na sobie karzącą rękę sprawiedliwości Boskiej, gdy sami będą chorymi i doświadczą na sobie, co to znaczy być chorym!
Jeśli wszyscy względem chorych litość i cierpliwość mieć powinni, tedy przedewszystkiem małżonkowie względem siebie, bo sobie przysięgali miłość dozgonną! i dzieci względem chorych rodziców, bo wtedy jeszcze bardziej obowiązuje ich czwarte przykazanie Boskie: Czcij, kochaj, szanuj rodziców swoich!

 
Odwiedzanie chorych może im nieraz być miłe i przyjemne i pewną ulgą w ich cierpieniu; ale gdy spostrzegasz, że to chorego męczy, że mu jest to przykre, zwłaszcza gdy choroba jest ciężka i chory oczy zamyka i patrzeć i słuchać nie chce, to wtedy nie potrzeba chorych męczyć nawiedzaniem, zwłaszcza dłuższem i rozmowami, wtedy najlepiej zostawić ich samych w spokoju. Gdy już po chorobie powoli do zdrowia przychodzą, to wtedy i odwiedziny są chorym milsze i przyjemniejsze. Wogóle odwiedziny chorych powinny być krótkie! powinny pochodzić z miłości i być jej objawem tak, żeby to chory widział i odczuwał.

 
W rozmowach z chorymi trzeba unikać wszystkiego, coby im było niemiłe i nieprzyjemne, coby ich mogło zaboleć. Nie trzeba im mówić o pogorszeniu choroby, a raczej dodawać im pociechy, nadziei i otuchy; wyjąwszy chyba wtedy, gdy choroba jest już bez nadziei, bo wtedy koniecznie potrzeba chorego o tem zawczasu przestrzec, aby o niebezpieczeństwie swem wiedział, i aby mógł zawczasu do św. Sakramentów i do dobrej śmierci lepiej się przygotować. Wtedy bardzo niedobrze robią ci, co to niebezpieczeństwo przed chorym do ostatniej chwili tają! Lecz o tem napiszę jeszcze obszerniej poniżej, gdy będę pisał o staraniu się o duszę chorego.

 
3. Co do pożywienia chorych, to najważniejszą zasadą jest: dieta, czyli odpowiednie powstrzymanie się od pokarmów, zwłaszcza ciężkich, niezdrowych i szkodliwych. Choremu dieta jeszcze nigdy nie zaszkodziła, nieodpowiednie zaś pokarmy, a zwłaszcza przebranie odpowiedniej miary w jedzeniu, zaszkodziło już nieraz i szkodzi zwykle! Dieta nieraz jest pierwszem lekarstwem, gdyż wielka ilość chorób ma swój początek z przeładowania i niestrawności żołądka. Choremu trzeba raczej mało dawać do jedzenia, a częściej, niżeli za wiele naraz. Pokarmy powinny być lekkie, łatwo strawne, a pożywne. Najodpowiedniejsze są: mleko przegotowane, mleko kwaśne, rosół, jaja na miękko, kleik jęczmienny, potrawka cielęca lub z kurczęcia i tym podobne.

 
Gdy kto po chorobie do zdrowia już przychodzi, to takiemu można i trzeba dawać więcej pożywienia, ale i wtedy ostrożnie, zwłaszcza po tyfusie, bo bardzo łatwo można choremu zaszkodzić.

 
Przy tej sposobności wspomnę, że chorzy są wolni od postu, czyli że im wolno i w dnie postne jeść pokarmy mięsne i żeby tego za grzech sobie nie mieli i niepotrzebnie z tego się potem nie spowiadali: >>że w post jedli mięso!<< Bo ktoby mylnie sądził, że mu jeść mięsa i w chorobie nie wolno, a jadłby, to takiby rzeczywiście grzeszył.

 
4. Gdy choroba jest cięższa i niebezpieczniejsza, wtedy obowiązkiem jest postarać się o lekarza dla chorego. I w tem grzeszą bardzo często ci, do których opieka nad chorym należy, że dla skąpstwa swego żałują pieniędzy na lekarza, i skutkiem braku odpowiedniej rady lekarskiej chory nieraz i umiera! Grzeszą tu dzieci, którzy cały majątek od rodziców mają, a żałują pieniędzy na lekarza i lekarstwo dla rodziców swych, choć Pan Bóg powiedział: >>Czcij, szanuj, kochaj rodziców swych!<< Wyrodne dzieci chciałyby nieraz, aby rodzice prędzej pomarli, aby tak im nie zawadzali, aby prędzej po nich majątek wzięli! Oj, straszny sąd Boski czeka takie dzieci! Podobnie grzeszy niejeden mąż, który przysięgał żonie swej miłość aż do śmierci, a w chorobie jej nie ratuje. Grzeszą i rodzice nie ratując swych dzieci. Gdyby im bydlę zachorowało, toby im nieraz więcej bydlęcia żal było, niż dzieci, i prędzejby i więcej ratowali bydlęta, aniżeli ratują swe dziatki, które im Pan Bóg w opiekę oddał! Przypominam tu słowa Ducha Św.: Jeśli kto o swych, a najwięcej o domowych, pieczy nie ma, zaprzał się wiary i jest gorszy, niźli niewierny! (I Tym. 5). Pamiętajże na te straszne słowa dobrze i miej wielkie staranie o chorych swoich!

 
5. Ludzie często grzeszą, gdy zamiast ratunku i lekarstwa szukać u lekarza, a choćby u ludzi rozumnych, jako tako na chorobach się znających, oni szukają rady i ratunku w zabobonach, u głupich i bezbożnych wróżbiarzy i wróżbiarek, jak to tak często bywa u ludzi niemądrych po wsiach, a nawet nieraz niestety u wykształconych. Pojąć nie mogę, jak mogą ludzie być tak nierozumni i niegodziwi!
Niestety, takich >>lekarzy-oszustów<< jest w każdej okolicy pełno! i ludzie do nich jeżdżą, jak do najznakomitszych lekarzy! i za zabobonne głupstwa płacą w dodatku nieraz grube pieniądze. A jakież oni im lekarstwa dają? Najbardziej głupie! Każą n. p. węgle rozżarzone wsypać do wody i tę wodę wypić, albo wylać pod próg lub na rozstaje drogi, i to ma chorego uleczyć! Każą nieraz wymawiać różne jakieś zabobonne wyrazy, nie mające zupełnie żadnego znaczenia, i to ma być całem lekarstwem! Każą jakąś starą szmatą z chorego obwiązać figurę Pana Jezusa przy drogach, a chory ma wskutek tego wyzdrowieć. Widziałem nieraz ten zabobon sam na własne oczy.

 
Jak nierozumne są często praktyki zabobonne, niech objaśni przykład następujący. Raz zaopatrzyłem już jednego chorego na śmierć, a żona jego powiozła potem tego ciężko chorego dwie mile do jednego takiego >>czarnoksiężnika<<, aby ten go uleczył. I cóż tenże poradził? Oto zawiązał coś choremu w węzełek na koszuli na piersiach, mówiąc, żeby to chory nosił, a zdrów będzie. Dowiedziawszy się o tem, poszedłem znów do chorego, rozwiązałem ten węzełek, i cóż znalazłem? Kawałeczek zwykłego sznurka! I to miało chorego uleczyć! Chory ten po powrocie od tego znachora przytomność stracił i nie odzyskawszy jej umarł! Niezliczone są takie niegodziwe i grzeszne praktyki zabobonne, w różnych miejscach rozmaite! (Czytaj o tem więcej w nrze 47 >>Głosów<<: >>O zabobonach<<).

Reklamy