Tagi

, , ,

 

Niepokalaną jak miłował i jak dalece do Jej miłowania brać zakonną pobudzał, niech świadczą choćby obszerne wypracowania, z serca miłością przepełnionego płynące

Niepokalaną jak miłował i jak dalece do Jej miłowania brać zakonną pobudzał, niech świadczą choćby obszerne wypracowania, z serca miłością przepełnionego płynące

U WRÓT CHRYSTUSOWEGO KAPŁAŃSTWA.

 

Im bardziej zbliżała się chwila, w której Wenanty miał wyjść z ukrycia i stanąć w szeregach kapłanów dla toczenia walk o dobro wieczne dusz ludzkich, tem bardziej doskonalił umysł i serce swoje i dorobkiem zdobytym chętnie też z bliźnimi się dzielił. Nie tylko w nauce, nie tylko w zapale, ale także i głównie przodował w cnocie i wpływem swoim w otoczenie ją wszczepiał.

 
Rozumiejąc, że siła chrześcijanina, a osobliwie siła zakonnika-kapłana płynie może nie tyle z wielkiej wiedzy, ile ze serdecznej miłości dla Jezusa eucharystycznego, zachęcał gorąco współbraci, by się wpisywali do Arcybractwa Adoracji Najświętszego Sakramentu, do którego sam już oddawna należał. Jakoż z wiedzą O. Magistra pociągnął wszystkich prawie i legitymacje sam im posprowadzał. Dzięki czemu adorujących Jezusa-Miłość było wciąż więcej – ku niewypowiedzianej radości jego gorącego serca…

 

 

 

 


Niepokalaną jak miłował i jak dalece do Jej miłowania brać zakonną pobudzał, niech świadczą choćby obszerne wypracowania, z serca miłością przepełnionego płynące, o treści takiej: „Niepokalane Poczęcie N. M. P. a Zakon św. Franciszka”, „Niepokalane Poczęcie aż do czasów św. Franciszka”, „Niepokalane Poczęcie a Bracia Mniejsi od św. Franciszka do Szkota”, „Niepokalane Poczęcie Marji i Franciszkanie od Szkota do Sykstusa IV”, „Niepokalane Poczęcie Marji i Franciszkanie od Sykstusa IV do roku 1854”, „Niepokalane Poczęcie i Franciszkanie bazyliki SS. XII Apostołów w Rzymie”.

 
W tych wypracowaniach, partych przeważnie na źródłach włoskich, ujawniała się jednocześnie miłość jego ku św. Franciszkowi i jego Zakonowi: bo i jakżeby dobry syn mógł nie miłować własnego Ojca i własnej Rodziny?… – Bardziej jeszcze okazywał tę miłość i głębiej ją wszczepiał w serca otoczenia przez zobrazowanie w życiu swojem życia św. O. Franciszka…

 
Główny przymiot O. Wenantego – pisze O. Henryk, jego wtedy profesor – to wierne i stałe zachowanie wszelkich przepisów zakonnych, czyli – obserwa. Wspomnę o statucie profesackim krakowskim. Według niego nie wolno klerykom poza furtą profesacką rozmawiać czy to z Ojcami czy z Braćmi. To też br. Wenanty, ilekroć znalazł się poza furtą, nie szedł, ale biegł prawie i to nie środkiem korytarza, ale pod ścianę, by jak naprędzej znaleźć się z powrotem na profesacie.

 
– Na rekreacjach – pisze tenże – zawsze bywał od początku aż do końca, czasem nawet sam jeden, a nie zwolnił się.

 
– Do cel bratnich nigdy nie wchodził.

 
– Milczenie zachowywał w czasach i w miejscach oznaczonych nader sumiennie.

 
– W chórze zawsze skupiony.

 
– Przełożonych szanował bardzo; nigdy nie słyszałem z ust jego krytyki przełożonego, lub choćby lekkiej obmowy.

 
– W pożyciu miły. Nigdy nie widziałem go rozzłoszczonego, ani nie słyszałem krzyczącego lub kłócącego się. Zawsze uśmiechnięty (pogodny). Uśmiechem i dobrocią rozbrajał każdego. Gdy mu się co nie powiodło, cieszył się z upokorzenia. Bardzo chętnie dopomagał drugim w zamiataniu i t. p.

 
Czyliż takie postępowanie mogło nie udzielać się innym?

 
– Przytem – świadczą współkoledzy – kochał wszystkich równo, choć najchętniej przebywał w towarzystwie najgorliwszych.

 
– Przykrości od kolegów cierpliwie znosił, nigdy nie okazując gniewu czy żalu.

 
– Nie tylko o przełożonych, ale nawet o żadnym z Braci nic ujemnego nigdy nie powiedział.

 
– Gdy był zdania przeciwnego, wysłuchał wpierw spokojnie, a dopiero potem wyjawił swoje przeciwne.

 
A jak bardzo był we wszystkiem uczynny!

 
– Prosiłem go – opowiada jeden z kolegów – by mi przetłumaczył z włoskiego rozprawę o rytmie i nie odmówił, mimo że było tego 10 stron bitego druku, a Wenanty dopiero się języka włoskiego uczył. W krótkim czasie oddał skończone tłumaczenie, wypisane na… skrawkach papieru. – Tak ubóstwo kazało mu wykorzystać rzecz każdą!

 
Podobnie i po wyborze swoim na prezesa „Zelusu” zbywające karteczki od głosowania nanizał na nitkę, mówiąc:

 
– Jeszcze będę używał, przydadzą się.

 
Mieszkał w małej celce obok chóru.

 
– Ile razy do niego zapukałem – są znów słowa jednego z kleryków – i wedle zwyczaju kleryckiego zaraz otwierałem, nie zastawałem go nigdy próżnującego, lecz: albo czytał, albo pisał, albo się modlił.

 
Takim był nasz bohater cichej cnoty tuż przed swemi święceniami kapłańskiemi – takim również na całe życie aż do śmierci pozostał.