Tagi

, , ,

5. Jeszcze o niektórych wadach w wycSwieta Rodzinahowaniu dzieci.

      A teraz zastanówmy się trochę, czy ogół rodziców tak pojmuje ten wielki i ważny obowiązek wychowania swych dzieci? Bynajmniej!

 

       1.Jeszcze o wychowanie ciała i zapewnienie dzieciom jakiegoś wykształcenia, to jako tako się starają, ale o prawdziwem, chrześcijańskiem wychowaniu, w całej pełni znaczenia tego słowa, na podstawie zasad nauki Jezusa Chrystusa i Kościoła św., wielu ani myśli ani nawet pojęcia niema! Wielu uważa dzieci jakby tylko jakiś >>przychówek<<, i więcej nieraz dbają i starają się o >>chudobę<< aniżeli o swe dzieci. I tak n. p. kiedy nawet z ich winy i niedbalstwa zachoruje i umrze im dziecko, to nieraz mniej dziecięcia żałują, niż straty bydlątka!

 

 

Czytałem raz historję, która rzeczywiście powtarza się nieraz.

 

Niejaka pani Kr. Miała pieska, ulubieńca, którego więcej kochała, niż swego synka. Psiuk musiał dostawać najlepsze przysmaki, miał największe wygody, osobny pokoik, a w nim łóżeczko z jedwabną pościelą, jakby książątko jakie. Za to synek żył w zupełnem zaniedbaniu, bez najmniejszej opieki, tak, że się zupełnie popsuł i robił wstyd i zmartwienie swej matce. Kiedy go matka upominała, lub mu co powiedziała, synalek jej odpowiadał: niech się mama troszczy o swego psa pieszczoszka, a nie o mnie! Wtedy mamusia ta poszła do spowiedzi i trafiła na zakonnika, któremu się ze wszystkiem zwierzyła. Ten roztrząsnąwszy jej sumienie, zadał jej wreszcie za pokutę, aby tego psiuka zabiła. Z początku wprawdzie chciała to wykonać, ale kiedy do wykonania zamiaru przyszło, żal jej psiuczka było i nie miała na tyle siły, aby wypełnić to, co jej spowiednik polecił. Otóż żal było tej pani zabić psiuczka, a nie żal jej było duszy nieśmiertelnej własnego syna, który z jej winy na wieki ginął! Otóż takich matek jest wiele, co więcej dbają o zwierzęta i bydlątka, aniżeli o dzieci swoje i więcej im żal utraty nierozumnego stworzenia, niż utraty nieśmiertelnej duszy dziatek swoich!

 

 

O tej stracie duszy i nieba to najmniej myślą i najmniej dbają! Iluż to rodziców n. p. posyła dzieci na paszenie bydła nieraz całe lato, tak, że i w niedzielę i święta nie są na Mszy św., choć do tego nietylko starzy, ale i dzieci są obowiązane, i więcej dbają o nakarmienie bydełka, aniżeli o nakarmienie i posilenie duszy dziecięcia ofiarą Mszy św. i słowem Bożem, i nieraz dzieci tygodniami nawet nie są na Mszy św. i na nauce katechizmowej i z bydlątkami jak bydlątka żyją! I dbająż tacy rodzice o wychowanie i duszę dziatek swoich? Powiedzą mi na to niektórzy: >>Przecież nie mogę dziecka do kościoła posyłać, bo musi paść bydło!<< Musi? Oj, nie musi, nie! tylko ty je, niedobry ojcze, przymuszasz i grzech jego masz na swem sumieniu! A co jeszcze gorsze, posyłają dzieci swe razem, chłopców i dziewczęta, aby pasły bydło, i niedoglądają i nie pilnują, co się tam dzieje, choć sami ze smutnego doświadczenia swego wiedzieć powinni, ile tam nieraz zepsucia i zgorszenia jest! Bydełka każą pilnować, aby szkody w polu nie zrobiło, ale dzieci od strasznej i zgubnej szkody dusznej nie pilnują! Ach! ileż to dzieci przez to niewinność i duszę swą traci!

 

2. Dalszym częstym grzechem przeciw wychowaniu jest, że dzieci śpią razem, chłopcy i dziewczęta, i nieraz nawet razem z rodzicami, i niejedno widzą i słyszą, czego widzieć i słyszeć nie powinny, i z braku dozoru i z danej sposobności i pokusy dopuszczają się licznych a strasznych grzechów, za które również rodzice przez P. Bogiem odpowiadać będą!

 

Tak samo winą rodziców jest, że nieraz małe dzieci chodzą do karczmy na muzyki, tańce i wesela, z ciekawości, przypatrzeć się, ale tę ciekawość drogo nieraz opłacają, bo utratą niewinności swej, gdyż na tych muzykach i tańcach słyszą i widzą same tylko zgorszenia i wnet w ślady starszych wstępują. Przecież tam, gdzieby była cholera lub ospa w domu, nie pozwolisz dziecku pójść, bojąc się, aby się dziecko twe nie zaraziło. O stokroć straszniejsza zaraza na tych muzykach i tańcach!

 

3. Dalszą wielką wadą wychowania jest, że nieraz rodzice sami uczą dzieci wykrętów, kłamstwa, przekleństw i innych grzechów, a któż będzie winien, że dzieci, które powinny być przyzwyczajone do prawdomówności i brzydzenia się kłamstwem, same potem, od rodziców nauczone, nietylko kłamstwem się nie brzydzą, ale kłamią od najmłodszych lat, na każdym kroku. Z dziecka kłamcy nic dobrego nie będzie!

Dalszym grzechem przeciw wychowaniu dzieci jest, że rodzice widząc jak dzieci z łakomstwa niekiedy zrywają owoce w cudzych sadach nietylko dzieciom nic za to nie powiedzą, ale nieraz i sami z tej kradzieży korzystają, ba, nawet są i tacy niegodziwi, że posyłają dzieci na kradzieże, na cudze owoce, cudze siano lub trawę, po cudze drzewo do lasów. Tacy już nietylko nie są chrześcijańskimi rodzicami, którzyby pamiętali na ciężki i odpowiedzialny obowiązek swój wychowania dzieci, ale tacy wprost sami dzieci psują i gorszą i złodziejami robią; tacy sami będą winni, jeśli dzieci ich potem będą kryminalistami… i potępieńcami!

Pamiętam z moich dziecinnych lat, że dwaj moi starsi bracia poszli do sąsiedniego ogrodu na groch. Mój ojciec spostrzegł to, zaprowadził ich obu do ogrodu pod płot, w to miejsce, gdzie się przekradali, i tam obu porządnie ukarał, tak, że im na przyszłość z pewnością ochota do cudzego ogrodu i grochu odeszła. Jeden kapłan opowiada sam o sobie, że będąc dzieckiem, ukradł u sąsiada nowy świecący grajcar, a matka kazała mu ten grajcar do sąsiada odnieść i po drodze, prowadząc go za rękę, całą drogę rózgą biła. Sam ten kapłan pisze o sobie, że od tego czasu powziął największy wstręt do każdego grzechu i że to się stało początkiem jego przyszłego powołania kapłańskiego. Oby tak wszyscy rodzice robili, to wtedy nie byłoby tylu złodziei… i kryminalistów!

 

4. Tak jak dzieci bywają podobne rodzicom co do własności zewnętrznych, tak też bywają im podobne co do własności i skłonności wewnętrznych i moralnych.

 

W historji Kościoła i społeczeństw widzimy tego bardzo wiele przykładów. I tak n. p. w 4-ym wieku żyła pobożna rodzina w Cezarei, Bazyli i jego żona Emmelja. Mieli oni 10 dzieci, a wszystkie te dziatki były potem wzorem cnót chrześcijańskich, a wielu z nich nawet Kościół w liczbę świętych zaliczył. Trzech synów było ozdobą Kościoła jako biskupi, a dwóch jako Ojcowie Kościoła, t. j. śś. Bazyli i Grzegorz Nisseński.

 

Ale i odwrotnie nieraz i to nawet częściej bywa. Przed kilku laty Rada naukowa w Ameryce Północnej badała bardzo starannie losy jednej złej rodziny i przekonała się, że 142 było żebrakami, 64 mieszkańcami domu ubogich, 76 zbrodniarzami, a bardzo wielka liczba osób niemoralnych, bardzo nisko upadłych, i że utrzymanie tych osób skarb państwa wiele kosztowało!

 

Niech na razie tych kilka uwag wystarczy do zachęcenia rodziców dobrej woli, do pobudzenia ich, aby przy pomocy łaski Bożej weszli w siebie i zastanowili się nad tem, jak oni dzieci swe wychowują, i aby na przyszłość mieli silne postanowienie dziatki swe po Bożemu dla Boga, jak najlepiej wychowywać i nad niemi jak najtroskliwiej czuwać.

Reklamy