Tagi

, , ,

Ona – mówi Leon XIII – przyszła ze szczególnym posłannictwem od Boga, by szerzyć i rozgłaszać cześć dla św. Józefa, najpierw swym przykładem, a następnie swymi natchnieniami i głębokimi pismami

Ona – mówi Leon XIII – przyszła ze szczególnym posłannictwem od Boga, by szerzyć i rozgłaszać cześć dla św. Józefa, najpierw swym przykładem, a następnie swymi natchnieniami i głębokimi pismami

„I rzekł lud do Józefa: zdrowie nasze jest w ręku twoim” (Ks. Rodz.).

 

Miłość i nabożeństwo do św. Opiekuna Jezusowego kwitła w kościele, zwłaszcza w niektórych miejscowościach, w pewnym ukryciu, aż do chwili, którą Opatrzność postanowiła na wywyższenie i ukazanie w całym blasku prześlicznej postaci pokornego cieśli z Nazaretu. Tą chwilą był wiek XVI, czasy św. Teresy od Jezusa. Od tej Świętej rozpoczęła się popularyzacja kultu św. Józefa. Od długich wieków tętniła w sercach wiernych miłość ku św. Opiekunowi Zbawiciela, ale miała ona cechy prywatne, miejscowe. Ani porywająca wymowa św. Augustyna i Chryzostoma, ani słodkie i płomienne słowa św. Bernarda, ani mądrość Gersona, czy gorące zachęty św. Bernardyna ze Sieny i wielu innych – nie osiągnęły tego, by uczynić powszechnym w Kościele Bożym nabożeństwo do św. Patriarchy z Nazaretu.

 

Prawdą jest, że wiele zakonów rywalizowało pomiędzy sobą w objawach czci dla św. Józefa, lecz należy przyznać, mówi sławny włoski jezuita O. Patrignani, że „Karmel wyróżniał się spośród wszystkich”. On pierwszy czcił św. Józefa osobnym oficjum, które jest wyrazem najgłębszej miłości, czci i wzlotów mistycznych. Wiele zakonów oddychało więc miłą wonią cnót św. Opiekuna Jezusa, lecz była to cześć, nabożeństwo prywatne, domowe; miał św. Józef gorących miłośników, lecz nie miał apostoła, którego głos zabrzmiałby w całym kościele.

 

Św. Teresa od Jezusa.

Lecz przyszedł wiek XVI.

 

Na hiszpańskiej ziemi powstała święta, słaba i chorowita niewiasta, lecz zdolna swym zapałem i ogromem miłości rozpalić i przekształcić świat cały. Na szczytach Karmelu stanęła dziewica, przywracająca mu pierwotny blask i piękno, a zarazem płomiennym sercem głosząca cześć św. Józefa.

 

Tą świętą dziewicą, to Teresa od Jezusa.

 

„Ona – wyraża się prześlicznie pewien płomienny kaznodzieja – przebiegła niebo kościoła, jak ów anioł z Apokalipsy, którego widział św. Jan, rozsiewając wokół blaski niebiańskie i objawiając ludom chwałę i potężną moc, jaką ma św. Józef w niebie i na ziemi, miłość i pewną ufność z jaką się winni wszyscy do niego garnąć, by znaleźć pomoc we wszystkich potrzebach”.

 

 

„Ona – mówi Leon XIII – przyszła ze szczególnym posłannictwem od Boga, by szerzyć i rozgłaszać cześć dla św. Józefa, najpierw swym przykładem, a następnie swymi natchnieniami i głębokimi pismami”.

 

 

I rzeczywiście, nie było chyba innej duszy, któraby tak gorąco ukochała Przeczystego Oblubieńca Maryi. Jemu poświęciła swe życie, swe trudy wprost nadludzkie przy reformie Karmelu, swe założone klasztory. Jego nazywa czułymi słowy wdzięcznej córki: swym Ojcem, Pośrednikiem, Obrońcą, Fundatorem bosych Karmelitanek i Karmelitów. O nim wyraża się z płomienną miłością w swych pismach, swym córkom duchownym osobnym poleceniem przykazuje, że choćby miały szczególne nabożeństwo do innych świętych, to jednak św. Józefa winny zawsze uważać za najbardziej umiłowanego patrona. Nawet po śmierci okazuje się jego apostołką. Gdy bowiem po jej beatyfikacji niektóre klasztory pod wezwaniem św. Józefa chciano zmienić na jej imię, w objawieniach zganiła osoby usiłujące to przeprowadzić.

 

 

Cóż więc dziwnego że ta miłość seraficznej Matki Karmelu przeniknęła na wskroś jej córki i synów duchownych? Cóż dziwnego, że dwie trzecie klasztorów zakonu Karmelitów i Karmelitanek bosych jest pod wezwaniem św. Józefa? Cóż dziwnego, że dzieci Karmelu zżyły się tak czule, serdecznie, poufale ze św. Opiekunem Jezusa, iż się wytworzył pomiędzy nimi wprost rodzinny stosunek. Można by na przykład przytoczyć mnóstwo prześlicznych faktów z życia jednej z najpiękniejszych postaci Karmelu w Polsce, M. Teresy Marchockiej, świadczących jak św. Józef był rzeczywiście jej ojcem i opiekunem[1].

 

 

 

Z książeczki O Bernard od Matki Bożej, Święty Józef wzór nasz i opiekun, Kraków 1939, rozdział X, str. 125-130.

 

[1] Zobacz Życie Wiel. M. Teresy Marchockiej, – Kraków Rakowicka 18.

Reklamy