Tagi

, , , ,

s.antonio        Prawdziwa i szczera cnota to nic innego, jak tylko wierne wypełnianie tego największego przykazania. „Będziesz miłował P. Boga twego z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił twoich”.

 

Przykazanie to bowiem jest pierwszem i najwyższem zadaniem, celem i końcem całego naszego życia. Do tej miłości skłania nas wiele ważnych powodów. Winniśmy kochać P. Boga, ponieważ On jest najwyższem i miłości najgodniejszem Dobrem; powinniśmy kochać P. Boga, ponieważ On jest naszym Stwórcą, Panem i Władcą; powinniśmy Go kochać, ponieważ On to jest, który nas ciągle utrzymuje, prowadzi i nami kieruje; powinniśmy Go kochać, ponieważ dusze odkupił, a odkupił je nie za przemijające złoto i srebro, lecz drogą Krwią niepokalanego Baranka, Syna swojego; powinniśmy Go kochać, ponieważ we Chrzcie św. przyjął nas za swoje dzieci, ponieważ w najśw. Sakramencie karmi nas swojem Ciałem i Krwią, ponieważ przeznaczył nas na dziedziców Królestwa swojego i do wiecznej w niebie szczęśliwości. Możnaby sądzić, że to wszystko powinno wystarczyć, aby nas nietylko skłonić ale nawet zmusić do miłości Boga; a jednak, jak ciężko nam przychodzi wypełnić to przykazanie miłości! I właśnie jest to winą grzechu. Gdybyśmy byli jeszcze w owym, błogosławionym stanie, w jakim Adam był stworzony, to nie byłoby nam ciężko Boga miłować. Tak zatem wszyscy cierpimy z powodu skutków owego grzechu, któryśmy po Adamie odziedziczyli; a jednym z tych skutków jest, że wola nasza skłonną jest do złego i ta zła skłonność jak kamień ciąży na naszej duszy i ciągle ją przygniata, ilekroć chce wznieść się do Boga i nieba.


Cnota miłości, czyli zdolność miłowania Boga, daną nam jest od Boga w Sakramencie Chrztu św. lecz bez żadnej z naszej strony zasługi, natomiast miłość czynna jest już przy pomocy bożej naszą rzeczą. Na czem zaś głównie ta miłość czynna polega, św. Jan Apostoł w tych wypowiedział słowach: „A ta jest miłość, abyśmy chodzili według przykazań jego” (II. J. 6.) Nikt zatem nie może się uważać za prawdziwie i szczerze pobożnego, kto wiernie nie zachowuje przykazań bożych. Przykazania zaś boże jedne są nakazujące, a inne zakazujące. A więc miłość czynna na tem głównie polega, abyśmy unikali tego, czego Bóg zakazuje, a czynili to, co nam nakazuje. Czynić zaś, co Bóg zakazał, a opuszczać, co nakazać, jest to dopuszczać się grzechu. Jasny stąd wniosek, że grzech jest zaprzeczeniem miłości bożej, a także, że pierwszym nakazem prawdziwej pobożności jest nienawiść grzechu, i tej właśnie nienawiści grzechu uczy nas swoim przykładem nasz Patron ukochany, św. Antoni Padewski.

 
Zastanowiwszy się nad życiem św. Antoniego, to widzimy, że ten nasz Patron ukochany w całem swem życiu pałał gorącą miłością Boga, miłością z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił. Stąd widzimy, że od najwcześniejszej młodości wiernie spełniał on wszystkie przykazania boże i że grzechu się strzegł jako największego zła i grzechu nienawidził, że wolałby nietylko tysiąc ponieść śmierci aniżeli dopuścić się grzechu, ale nawet cierpieć same męki piekielne. Jak wielce bał się on grzechu, możemy stąd się przekonać, że lękając się, aby pokusy światowe nie przywiodły go do grzechu, w młodym wieku opuszcza świat i chroni się w mury klasztorne, gdzie wszystkim służy za wzór w wypełnianiu nietylko przykazań bożych, ale i najdrobniejszych przepisów zakonnych. A kiedy następnie wystąpił jako kaznodzieja i misjonarz, cóż on innego czynił, jak nie to, że zwalczał grzech. Całą jego działalność apostolską tem jednem można określić słowem, że była to walka z grzechem, którego złość i skutki w wymownych słowach przedstawiał swoim słuchaczom. Aby grzech w sobie zwalczyć, oddawał się najsurowszej pokucie, umartwiał się, pościł i do krwi się biczował, a przedewszystkiem wiele, bardzo wiele się modlił, wiedząc, że bez szczególnej łaski Bożej grzechu nie uniknie.

 
Podobną nienawiść grzechu i lęk przed nim i my również mieć musimy, inaczej cała nasza pobożność byłaby kłamstwem i obłudą. Dlatego zaś grzechu powinniśmy unikać i grzech nienawidzieć, bo jest on zaprzeczeniem miłości Boga, którego ponad wszystko kochać powinniśmy, bo jest on złem ponad wszystko zło, złem największem, złem jedynie prawdziwem, o czem przekonać się możemy z rozważania straszliwych skutków, jakie grzech sprowadza. Zaprawdę, skoro rozważymy, co grzech uczynił z aniołów w niebie, którzy zgrzeszyli, co uczynił z pierwszymi rodzicami w raju i co z nami aż dotąd czyni, skoro rozważymy, co uczynił on z Chrystusem Panem, który tylko karę za grzech przyjął na siebie i jak straszne zapalił on piekło, to uznać musimy, że grzech jest złem jedynem, złem ponad wszystko zło.

 
Tak jest, miły Czytelniku, droga Czytelniczko! Jedno jest tylko zło na świecie prawdziwe, a tem jest grzech, a przedewszystkiem grzech ciężki, grzech śmiertelny. Jak poświęcająca łaska boża jest życiem duszy, tak znowu grzech ciężki jest jej śmiercią; jak miłość boża czyni nas do Boga podobnymi, tak znowu grzech ciężki czyni nas podobnymi do djabła, który jest ojcem grzechu.

 
Jasny więc wniosek, że chcąc żyć prawdziwie pobożnie, grzech musimy nienawidzieć i grzechu się lękać więcej aniżeli ubóstwa i nędzy, więcej aniżeli utraty wszystkiego, co nam jest drogiem i miłem, więcej aniżeli chorób i kalectwa, więcej aniżeli śmierci samej. Ale podobno już nieraz w życiu naszem dopuściliśmy się grzechu ciężkiego, to nie przestawajmy dziękować Bogu, że nas na wieki nie odrzucił, jak na to zasłużyliśmy dla grzechów naszych; nie przestawajmy też nigdy szczerze za grzechy żałować i za nie pokutować. Gdybyśmy jeden jedyny tylko grzech ciężki w naszem życiu popełnili, to byłoby już dosyć, abyśmy do końca życia zań płakali. A myśmy ich tyle i tak ciężkich popełnili.

 
Przedewszystkiem zaś trzeba nam przejąć się jak największą nienawiścią do grzechu, jak największym do niego wstrętem i obrzydzeniem i grzechu jak śmierci unikać. W tym celu wiernie zachowujmy wszystkie przykazania boże i kościelne, oraz pilnie unikajmy wszystkiego, co do grzechu prowadzi, to jest złych okazyj, jako to złych ludzi i ich zebrań, złych książek i gazet, a także złych domów.

 
Największego atoli wroga mamy w naszym ciele i w jego namiętnościach i żądzach. Jeżeli temu wrogowi, którym jest nasze ciało, dogadzać będziemy, schlebiać i pieścić go, w grzech raz po raz wpadać będziemy. Chcąc zatem uniknąć grzechu, musimy za przykładem św. Antoniego zwalczać namiętności naszego ciała pokutą i umartwieniem i tem więcej musimy się umartwiać, im gwałtowniejsze są nasze namiętności.

 
Wreszcie, trzeba nam się wiele, bardzo wiele modlić, bo bez pomocy bożej ustrzec się grzechu nie potrafimy. Jeżeli dotąd mimo naszych postanowień zawsze do dawnych powracaliśmy grzechów, to dlatego głównie, że się mało lub źle modliliśmy. Módlmy się więc, módlmy się wiele, módlmy się gorąco, bo kto wiele i dobrze się modli, dobrze żyje, czyli żyje prawdziwie cnotliwie.

 
Niechże więc za przykładem św. Antoniego przeniknie nas nienawiść i obrzydzenie grzechu, który zawsze uważajmy za zło największe, za zło ponad wszystko zło, dlatego bądźmy gotowi raczej cierpień ubóstwo, nędzę, prześladowania, śmierć samą ponieść, aniżeli dopuścić się bodaj jednego ciężkiego grzechu.

 

 

O. I. Kmiecik, Św. Antoni Padewski jako zwierciadło cnót, Kraków 1931, str. 64-68.

Reklamy