Tagi

,

mary-rosary        Przed kilkudziesięciu laty, żył i działał w Małopolsce niezwykły sługa boży ks. Antoni Reichenberg T. J. Nadludzkie wprost umartwienie łączyło się u niego z nadzwyczajnym miłosierdziem dla biednych i cierpiących.

 
Do tej heroicznej świętości doprowadził go różaniec.

 
Młody Reichenberg kształcił się początkowo na malarza. Przebywając jeszcze w Krakowie, zetknął się wielokrotnie z Janem Matejką, ulegając wpływowo nie tylko jego talentu, ale i pobożności. Za jego przykładem powracał do praktyk religijnych, o jakich zaczął już zapominać. Reszty dokonał różaniec.

 


W 1840 r. udał się Reichenberg do Drezna. Słynął tram wtedy kapłan-artysta, O. Rinn, który już poprzednio wywarł silne wrażenie na ks. Karola Antoniewicza. Ponieważ w mieszkaniu O. Rinna zbierali się najlepsi artyści drezdeńscy, poszedł za nimi i Reichenberg. Wszedłszy do mieszkania O. Rinna, zastał właśnie sędziwego kapłana przy odmawianiu różańca. Spojrzeli na siebie obaj badawczo, po czym O. Rinn przyjął Reichenberga z ujmującą serdecznością. Po wstępnym zapoznaniu się, nagle staruszek zwrócił się do młodzieńca z nieoczekiwanym zaproszeniem:

 
– Dobrze, żeś pan przyszedł, pomożesz mi pan dokończyć różańca, a potem porozmawiamy sobie już swobodnie i do woli.

 
– Ależ ja się na tym zupełnie nie rozumiem! – zawołał przerażony Reichenberg.

 
– To ja pana zaraz nauczę. Nie ma nic łatwiejszego nad różaniec.

 
Bardzo proste zasady. Ot takie…

 
Nie wypadało uciekać. Reichenberg musiał posłuchać, a następnie towarzyszyć O. Rinnowi.

 
Wizyta ta – jak sam potem zaznaczał, wywarła stanowczy wpływ nie tylko na jego serce ale nawet zmieniła kierunek życia artysty. Po pewnym czasie dostrzeżono obojętnego poprzednio malarza w sutannie kleryka, a wreszcie w sukni jezuickiej przy niezmordowanej pracy duszpasterskiej i społecznej.

 

Posłaniec Serca Jezusowego, rocznik 78, Nr. 10, październik 1949, str. 294.

Reklamy