Tagi

, , ,

st_pius_x   3. Czy jednak ustanowienie rzeczy niepotrzebnej nie ubliża mądrości Bożej?

 

Bo jeśli papież jest nieomylnym, po co jeszcze ma być nieomylnem całe ciało nauczycielskie Kościoła? Czy tedy jest jeszcze potrzebna nieomylność powszechnych soborów?

 

Odpowiedź na to nie jest trudna.

  • Nieomylność całego episkopatu, rozsianego po rozmaitych dyecezjach całego świata katolickiego, (a nie każdego biskupa z osobna, bo taki nie jest nieomylnym), jest istotnie potrzebną, bo inaczej mogłaby prawdziwa nauka Jezusa Chrystusa, mimo nieomylności papieża, zostać sfałszowaną; mogliby jacy biskupi z osobna głosić błędy. W takim razie nie mógłby Kościół być powszechnym, ani trwać do skończenia świata, a przecież podług słów Chrystusa ma trwać.

 

Ta nieomylność całego episkopatu jest szczególnie pożyteczna dla tych,

którzy są słabi na duchu. Dla takich potrzebna jest wielka powaga. Otóż wielka ilość biskupów tworzących urząd nauczycielski Kościoła, mająca na czele papieża, przedstawia już na zewnątrz tak wielką powagę, że ta może łatwiej skłonić rozum do poddania się Jezusowi Chrystusowi. (2. Korynt. 10, 5).

 

 

  • Nieomylność papieża rozciąga się także, jak to wyżej powiedzieliśmy, także na dekreta dotyczące wiary wydawane przez samego papieża. To zaś jest konieczne potrzebnem dla utrzymania prawdy w Kościele. Nie łatwo bowiem zwołać sobór powszechny, gdy właśnie jest potrzebnym, a taka potrzeba może się zdarzyć kiedykolwiek, a przecież rozum nakazuje uprzedzać niebezpieczeństwo błędów. Przytem mogą być nadzwyczajne wypadki, w których zwołanie powszechnego soboru byłoby korzystne, a może nawet konieczne. Tak n. p. może papież uważać, że takie zwołanie jest potrzebne, bo chce wyjaśnić rzeczy bardzo ważne; albo też może pragnąć by ogłoszenie jakiej rzeczy nastąpiło dopiero po porozumieniu się z soborem; lub wreszcie, by to ogłoszenie nastąpiło z niezwykłą uroczystością. Taka zewnętrzna wspaniałość wywiera na ludzi większe wrażenie, łatwiej zamyka usta przeciwników, umacnia słabych i strzeże wiernych lepiej przed sidłami zwodzicieli.

 

         4. Podług wszystkiego, co w tym rozdziale o nieomylności objaśniliśmy, sądzić można że ten dogmat zgadza się z rozumem. Ale i tutaj możemy, jak to przy kilku sposobnościach uczyniliśmy twierdzić, że sam rozum wymaga tego dogmatu. Bóg-Człowiek przyszedł, aby ustanowić religję, która tak na rozum, jak i na wolę nakłada prawa: dogmaty, którym trzeba wierzyć, obowiązki moralne, które trzeba wykonywać. Te prawa i te przepisy moralne obejmują różnorodne sprawy i to bardzo ważne, bo Chrystus, mając do nieba wstąpić, powiedział apostołom: „Nauczajcie wszystkie narody, ucząc je zachować wszystko, co wam przykazałem”. (Mat. 28, 20.)

 

 

Taki prawodawca nie rzuci ludziom swych praw, jakby piłkę interesów lub namiętności, lecz ustanowi urząd będący w stanie wykładać te prawa, wymagać ich zachowania, i rozstrzygać wszelkie możliwe, a nawet konieczne niezrozumienie tych praw. Gdyby Chrystus był tylko człowiekiem, już byłby przewidywał wielkie trudności, szczególnie, gdyby pomyślał, jakie ciężary nakłada na pychę ducha i na pożądliwości serca, bo wszakże zobowiązał ducha i serce do najbezwzględniejszych ofiar. Więc nawet, jako człowiek powinien był ustanowić w swym Kościele jakąś władzę, któraby Jego prawa tłumaczyła, zachowała je od przekręcenia i wyrobiła im posłuch, mimo wszelkich spodziewanych przeciwności. Jako Bóg-Człowiek widział to wszystko wyraźnie, miał przed oczyma te długie a gorące walki ze strony schizmy i rozmaitych herezji, walki przeciw Jego nauce, Jego przykazaniom. Widział to, wiedział o tem, a miałże pozostawić swe dzieło bez tej obrony? Miałże je rzucić na łup wrogom, którzy je już w pierwszym wieku zaczepiali, fałszowali i zniszczyć usiłowali? Miałże to dzieło, któremu przyrzekł trwanie aż do skończenia świata, wydać na zniszczenie, gdy jeszcze, by tak się wyrazić, leżało w kołysce? Nie, to niemożebne! A zatem musiał Jezus Chrystus ustanowić władzę długotrwałą dla obrony swego dzieła, dla zapewnienia mu nieskazitelności na zawsze. A tej władzy musiał dać zdolność panowania w Jego imieniu nad sumieniami wszystkich, a więc musiał jej udzielić przywileju nieomylności w jej postanowieniach i sądach. Gdyby jej nie był dał tego wszystkiego, to byłby jej dał moc… urojoną, upoważnienie do opowiadania ludziom Jego nauki w sposób prawdziwy albo błędny. To zaś sprzeciwiałoby się pod wszelkim względem zdrowemu rozumowi.

 

    5. Że ustanowienie takiej nieomylnej władzy w Kościele było odpowiedniem i koniecznem, pokazuje się też z innego punktu widzenia. W religji dawnych patryarchów nie było takiej nieomylnej zwierzchności, to jednak łatwo sobie wytłumaczyć. Oni mieli bardzo małą liczbę dogmatów, które łatwo przekazywali z ojca na syna. Długo żyli, widzieli swych pra-prawnuków przez wiele lat, więc mogli czuwać nad zachowaniem tych dogmatów w czystości. Gdyby zaś kto z potomstwa ich odważył się fałszować jaki dogmat, to mogli podnieść głos w obronie prawdy. Zresztą Bóg objawiał się patryarchom i utrzymywał w nich czystość wiary i rozwijał dalej pierwsze Adamowi objawione prawdy.

 

Równie łatwo zrozumieć można, że w religji Mojżeszowej nie było nieomylnej zwierzchności nauczającej. Ponieważ to była religja tylko jednego narodu, więc wystarczali dla niego prorocy, których posłannictwo Bóg zatwierdzał cudami. Urząd proroków nie był stały i tylko nadzwyczajny. Ilekroć czystości wiary zagrażało niebezpieczeństwo używał Bóg tego nadzwyczajnego środka, a użycie to zależało od Jego woli. Czynił to też aż do powrotu żydów z niewoli babilońskiej. Prorocy wystarczali zupełnie do podtrzymania czystości wiary, nawracali też wielu, którzy ją opuścili, lecz nie byli upartymi w swych błędach. Po powrocie z niewoli babilońskiej aż do przyjścia Chrystusa nie mieli żydzi proroków, a to dało się zaraz uczuć wierze. Wykłady faryzeuszów, błędy saduceuszów, Herodjanów i kilku innych filozoficznych sekt popsuły wiarę do wysokiego stopnia.

 

Religja Jezusa Chrystusa ma wiele dogmatów skomplikowanych, liczne przepisy, a jest przeznaczona dla wszystkich narodów. Czyż ta masa nawróconych nie potrzebowała zawsze urzędu nauczycielskiego, któryby swą nieomylnością mógł odróżnić prawdziwą naukę od fałszywej? Nauczyciele fałszywi powstawali przecież zawsze i wszędzie i pociągali za sobą nawet umysły wyższe, czarując je nowymi ideami, przedstawiając im coraz to inne systemy rzekomej – a w istocie fałszywej prawdy. Wobec tego musiał być w Kościele stały, nieomylny urząd nauczycielski. Przecież i w najnowszych czasach dało się wiele wysokich umysłów, wielu wykształconych ludzi skusić ponętami nowych postępowych idei, i napróżno dręczyli się wątpieniem, aż się uciekli do tego nieomylnego urzędu nauczycielskiego. Z pomiędzy wielu takich przytoczyć warto Teodora Jouffroi (Żufroa) sławnego profesora filozofji, zmarłego 1842 roku. Uwiedziony postępowymi ideami występował przeciw wierze katolickiej, a jednak na kilka dni przed śmiercią wyznał szczerze i ze smutkiem, że: „Te wszystkie systemy nie prowadzą do niczego. Jeden dobry akt wiary chrześcijańskiej znaczy tysiąc razy więcej”.

 

Katolicyzm i rozum zgadzają się, ks. kanonik E. Barthe, wydawnictwa O.O. Franciszkanów 1929, str. 141-144.

Reklamy